Moja playlista

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 19 - Czapka Czarnoksiężnika

         - Alasie, muszę z tobą porozmawiać. To bardzo ważne. - powiedziałam już od progu jego chaty.
- Aveline, wejdź. Powiedz, co się stało? - spytał, gdy weszłam.
- Posłuchaj, za kilka minut przyjdzie tu ruda młoda kobieta. Muszę tu być, gdy ona przyjdzie. Jednak muszę być ukryta tak aby mnie nie zobaczył Rumpelsztyk. Znasz takie miejsce? - spytałam. Starzec myślał chwilę aż w końcu powiedział:
- Może pod chatą? - zaproponował pokazując na siano. Wiedziałam, że jest tam ukryta komnata, w której jest strzeżona cenna rzecz i wiedziałam również, że Rumpelsztyk zamierza tam wejść za parę godzin.
- Nie. Musi to być takie miejsce skąd będę widzieć wszystko jak na dłoni. Żeby mnie.. - urwałam, bo oboje usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Rozejrzałam się w milczeniu. Nagle przypomniało mi się, że brat rzucił nie dawno zaklęcie niewidzialności. Zrobiłam tak jak on, po czym wskoczyłam w siano. Gdy to zrobiłam drzwi już się otwarły.
- W czym mogę pomóc? - spytał Alas. W progu drzwi stanęła księżniczka z Arendelle.
- Mogę wejść? - spytała Anna.
- Właśnie dołożyłem do kominka. Zapraszam na herbatę i herbatniki. - powiedział zapraszając kobietę do środka.
- Herbatniki. Więc nie zjada pan dzieci? - spytała.
- Ha ha. Więc teraz tak o mnie mówią? - spytał. Tu zachichotałam. Dla mnie ta wymiana zdań zabrzmiała komicznie.
- Tak. Nie! Cóż... przepraszam. - powiedziała nieco zawiedziona.
- Więc, co cię sprowadziło tak głęboko w las do domniemanego pożeracza dzieci? - spytał. Tu oburzyłam się, bo ten pomysł podsunął dziewczynie Mroczny, aby ją trochę nastraszyć i by zachęcić do tego, co zamierzała. Wiedziałam, że Anna tego nie zrobi.
- Staram się pomóc mojej siostrze, ale wydaje mi się, że kręcę się w kółko. - wyjaśniła. Była to półprawda. Chciała pomóc siostrze, ale się nie zgubiła.
- Możesz zostać jak długo zechcesz. Zapewniam cię, że herbatniki są przepyszne i zrobione z mąki. - oświadczył. W tym momencie zaczęła się gotować woda w czajniku. Anna podeszła do paleniska i wyjęła małą fiolkę z odtrutką. - "Anno, nie wlewaj tego płynu do wody!..." - odezwałam się w jej myślach. Anna nagle znieruchomiała trzymając w dłoni fiolkę. - "...Jeśli dodasz tę mikskturę do herbaty Alasa Mroczny zdobędzie to czego szukał wiele lat, lecz nie miał okazji aby zdobyć to, czego szukał aby złamać zaklęcie chroniące ten przedmiot. Ciebie, a dokładniej twojej łzy. Musiałabyś oprzeć się swojej mrocznej stronie. Lecz jeśli złamiesz umowę z Mrocznym będziesz przebywała do końca swoich dni w jego lochu. Alas to dobry człowiek. Musisz przechytrzyć Rumpelsztyka. Pomogę ci w tym. Rób to, co powiedziałam. Nie wlewaj tego płynu do herbaty. Poza tym jest to odtrutka na truciznę, którą ją podał wczoraj. Trzeba zmanipulować Rumpelsztyka. Niech zdobędzie twoją łzę, ale trzeba także odebrać mu to..." - zakończyłam. Kobieta spojrzała na starszego mężczyznę, a po chwili wylała miksturę do ognia. Odetchnęłam z ulgą.
         Oboje siedzieli przy stole może z godzinę rozmawiając, śmiejąc się, popijając herbatę i zajadając ciastka. Anna poinformowała go, że musi już iść w dalszą podróż. Wróciła do zamku Mrocznego. W międzyczasie, gdy jej nie było powiedziałam telepatycznie Alasowi, aby miał się na baczności, bo może mu się coś stać. Musiałam przekazać tę informację tak, aby brat mnie nie zobaczył i nie wyczuł. Musiał mieć też pewność, że Uczeń Czarownika zmienił się w mysz. Nie mogłam pomóc Uczniowi, bo nie miałam antidotum na te truciznę. Czekałam niewidzialna w kącie aż do powrotu Anny. Nie minęło ze trzydzieści minut, gdy wróciła, ale nie była sama.
- Musi gdzieś tu być. - wymamrotała.
- Ostrożnie, nie chcesz na niego nadepnąć! - zawołał Rumpelsztyk.
- Musimy go znaleźć i go przemienić. - wyjaśniła.
- Ale nie mogę, kochaniutka. - odparł.
- Dlaczego? - spytała.
- Bo nie chcę... - odparł. - "...Nie chcesz go odmienić, bo chcesz się go pozbyć aby zdobyć, to czego chcesz..." - skomentowałam nawet nie zdając sobie sprawy, że przekazałam tę wiadomość Annie. Ta na chwilę zmarszczyła brwi. - ...Pilnował czegoś, czego potrzebuję. - odparł Mroczny. - "...To prawda..." - zauważyłam.
- Ty go otrułeś... - powiedziała. Ten zaśmiał się. - ...Więc czemu wysłałeś mnie tu z antidotum, jeśli chciałeś zamieć go w mysz? - spytała nie rozumiejąc jaka jest stawka jej życia.
- Nigdy nie chodziło o niego. Tu zawsze chodziło o ciebie. - oświadczył.
- Więc to był test? - spytała. Milczałam. Ta sytuacja wymagała wymiany zdań dwóch osób.
- Test, który zdałaś śpiewająco. Widzisz, on był tylko pierwszą linią obrony. Przedmiot, którego pilnował jest chroniony także zaklęciem. Zaklęciem, który może złamać jednie ktoś, kto był nęcony przez swoją wewnętrzną ciemność i oparł się jej. Ktoś taki jak ty. Wiedziałem, że tego nie zrobisz. - oświadczył. - "Gnojek!" - warknęłam w myślach.
- Nigdy nie stanęłam przed wewnętrzną ciemnością. - oświadczyła Anna.
- Co?! - zawołał odwróciwszy się ku niej.
- Jak tylko poznałam tego starca, wiedziałam co muszę zrobić... - tu mężczyzna zaczął robić powolne kroki ku młodej kobiecie. - ...Nigdy nie mogłabym skrzywdzić kogoś, aby dostać to, czego chcę... - Rumpelsztyk wciąż zbliżał się ku niej. Bardzo mnie to niepokoiło. Serce waliło mi jak młot o kowadło. - ...Elsa by tego nie chciała... - kontynuowała Anna. - ...Więc nigdy pokazałam swojej ciemnej strony, o której mówisz. W zasadzie nie sądzę żebym taką miała. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem miłą osobą. - oświadczyła. - "...Eee... Anno, uważaj. On nie ma teraz dobrych zamiarów wobec ciebie" - przekazałam informację, ale chyba nie usłyszała, bo zdanie, które wypowiedział Mroczny odwróciło jej uwagę ode mnie.
- Zatem, mam nadzieję, kochanieńka, że spodoba ci się reszta życia w mojej wieży... - oświadczył. Stał niebezpiecznie blisko niej. Anna nie bardzo rozumiała co on ma na myśli. Rumpelsztyk najwyraźniej to zauważył, bo pokazał umowę wyjaśniając słowami: - ...To była część naszej umowy. - oznajmił.
- Ale muszę wracać do Elsy. - odparła.
- Trzeba było nie wyjeżdżać... - oświadczył robiąc kolejny krok ku niej. - ...Wyobraź sobie jej poczucie winy, kiedy nie wrócisz do domu... - kolejny duży krok sprawił, że zakryłam usta. Bałam się o Annę. - ...z podróży, którą rozpoczęłaś z jej powodu. W końcu stanie się potworem za jakiego wszyscy ją mają. Och! Czyli wesele odwołane. - oznajmił. - "...Anno, teraz! Weź miecz i wyceluj w niego!" - zawołałam telepatycznie. Dziewczyna chwyciła za miecz wołając:
- Nie!... - Mroczny cofnął się o dwa kroki od niej. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Podrzyj to! Podrzyj tę umowę! Natychmiast! - nakazała.
- Nie mogę tego zrobić, kochaniutka. Obawiam się, że jedynym sposobem ucieczki przed przeznaczeniem jest zabicie mnie. A dobrze wiemy, że jesteś na to zbyt... miła. - oświadczył.
- Anno, nie... - szepnęłam, a łzy wylatywały mi z oczu. Nawet nie chciałam ich powstrzymać. Młoda kobieta wycelowała w Mrocznego mieczem. Po chwili dotknęła jego końcem jego piersi. Rumpelsztyk namawiał ją aby go zabiła. Wiedział jednak, że i tak nie zrobi. Czekałam cierpliwie aż zobaczyłam w jej oczach małą desperację, a miecz wypadł jej z ręki. Dziewczyna rozpłakała się. Rumpelsztyk podszedł do niej i nachylił się mówiąc:
- Może i nie przeszło ci przez myśl zranienie starszego człowieka, ale pomyślałaś o tym, żeby zabić mnie... - oświadczył. - ...Mam to czego potrzebowałem. Łzę osoby, która stawiła czoło swojej mrocznej stronie i odwróciła się od niej. Potrzebowałem tylko twojej siostrzanej miłości. - oznajmił z zachwytem.
- Mogłam się domyśleć. Mogłam się domyśleć już wtedy, gdy cię poznałam... jesteś potworem. Zamieniasz najcenniejszą rzecz pod słońcem jaką jest miłość... w broń. - powiedziała z rozpaczą.
- Miłość jest bronią, kochaniutka. Zawsze nią była. Tylko... - tu machnął ręką,a klapa w podłodze otworzyła się. - ...nie wiele osób potrafi nią władać. - po tych słowach zszedł po schodach na sam dół. Miałam teraz szansę. Skradając się najciszej jak mogłam zbliżyłam się do Anny ujawniając się przed nią. Kobieta lekko się wystraszyła.
- Ciii... Spokojnie... - szepnęłam poklepując ją. - ...Mamy tylko kilka chwil zanim wróci. Posłuchaj, Anno, musisz zrobić tak aby odebrać mu sztylet. Tylko on ma nad nim władzę. Jeśli on go dzierży jest wolny i robi co chce, lecz jeśli dzierży go ktoś inny, to ta osoba ma nad nim władzę. Podpuść Rumpelsztyka aby ci powiedział jak działa to, co właśnie zdobywa... - ledwo skończyłam zdanie, gdy usłyszałam kroki od strony schodów. - ...Mysz. Znajdź mysz. - szepnęłam nim zniknęłam. Dziewczyna wstała.
- Pomogłam ci zdobyć to czego chcesz. Więc spełnij swoją obietnicę. Powiedz co wiesz o moich rodzicach. - poprosiła.
- Cóż, kochanieńka. Król i królowa Arendelle stanęli przed moimi drzwiami z maleńkim problemem dotyczącym twojej siostry. Chcieli pozbyć się jej mocy... na zawsze. - wyjaśnił.
- Rodzice kochali Elsę. - powiedziała. Anna obracając się powoli w kierunku sieni.
- Dla mnie to brzmiało bardziej, jakby się jej bali. To cienka linia i łatwo ją przekroczyć. Musiałaś wiedzieć. Zawsze pragnęli aby urodziła się bardziej zwyczajna. - odparł Mroczny.
- Odnaleźli, to czego szukali? - spytała Anna. Cofała się tak by szedł w jej kierunki dalej drążąc temat. Oto właśnie chodziło. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w górę. Mimo, że Uczeń nadal był myszą krążył po deskach czając się na Mrocznego.
- Obawiam się, że nie... - odparł. - ...Nikt nie był w stanie pokonać takiej magii... aż do teraz. - wyjaśnił pokazując pudełko.
- Więc, po to jest to pudełko. - stwierdziła. Zerknęła w moim kierunku, gdyż zobaczyła jak cofam z siebie zaklęcie idąc ku nim. Był tak zajęty drążeniem tematu, że mnie nie wyczuł. To mi pasowało. Zaczaiłam się tuż przy palenisku. Porozumiewając się bez słów Anna dalej odciągała mężczyznę ode mnie i dalej słuchała.
- Nie pudełko, ale to co jest w środku.... kapelusz stworzony wiele lat temu przez pewnego czarownika. Służy tylko w jednym celu. Aby kraść moce. Jego Uczeń strzegł go przez te wszystkie lata. - oświadczył. Skinęłam głową dając jej do zrozumienia aby spytała po co mu on.
- Co zamierzasz z nim zrobić? - spytała patrząc to na pudełko, to na czarownika nadal się cofając.
- Kiedy kapelusz będzie naładowany nieuczciwie zebraną przeze mnie mocą, będę niepokonany. - wyjaśnił.
- Myślałam, że Mroczny już jest niepokonany. - zauważyła nadal się cofając. Dałam jej do zrozumienia by nadal się cofała.
- Są niewielkie ograniczenia. - stwierdził.
- Nie. Nie możesz. Ta mysz... czarownik... poświęcił życie, aby trzymać kapelusz z dala od takich ludzi, jak ty. - oświadczyła zatrzymując się.
- Jaka szkoda, że nie ma go tu, aby mnie powstrzymać. - powiedział z uśmiechem. Tu Anna uśmiechnęła się nieco szerzej powiedziawszy:
- Co jeśli jednak jest? - oświadczyła i spojrzała w górę. Wszyscy troje spojrzeliśmy tam aż nagle mysz spadła na dłoń dzierżącą sztylet i ugryzł go. Mężczyzna krzyknął, a sztylet wypadł mu z ręki.
- Anno, teraz! - zawołałam. Anna wzięła szybko sztylet i wycelowała nim w Mrocznego.
- Nie zbliżaj się! - nakazała mu. Mroczny cofnął się. Zaśmiałam się lekko i zaczęłam klaskać. Oboje spojrzeli w moją stronę. Wyłoniłam się z kąta podchodząc do nich.
- Brawo, księżniczko. - powiedziałam dalej klaszcząc.
- Aveline! Jak? - spytał Rumpelsztyk wodząc wzrokiem jak przechodzę obok niego.
- Nie musisz wiedzieć, bracie. Ważny jest teraz ten kapelusz. - oświadczyłam.
- Chwila... - odezwała się Anna. - ...Nie zbliży się tylko dlatego, że mu kazałam? - spytała.
- Tak. Tak to działa. - odparł.
- Ja dodam, moi drodzy, że dopóki Anna ma w ręku sztylet musisz wykonywać każde jej polecenia. Mówiłam ci, Anno, że ten sztylet ma moc kontroli nad każdym Mrocznym, a póki go masz nic ci nie zrobi. - wyjaśniłam.
- Ach tak. Hm... - spojrzała na mężczyznę. - ...Czyżby to było jedno z twoich ograniczeń? Dlatego potrzebny ci jest kapelusz aby uwolnić się spod władzy sztyletu?... - spytała, a gdy milczał zawołała rozkazująco: - ...Odpowiedz!
- Chcę się wyzwolić i panować nad mocą. Tak. - odpowiedział.
- Nie mogę ci na to pozwolić. Dlatego, oddaj pudełko. - nakazała. Mroczny chwilę się wahał, ale oddał pudełko. Gdy Anna brała go od niego powiedział:
- Pamiętaj, kochanieńka, nie możesz zatrzymać sztyletu na zawsze, a nie chcesz tu być kiedy go odzyskam. - oświadczył.
- Dlatego rozkazuję ci abyś odesłał mnie i pudełko do mojego domu w Arendelle. - nakazała mu.
- Jeśli muszę. - powiedział.
- Zaczekaj. Nigdy więcej masz prawa mnie krzywdzić. Ani mojej siostry. Zamienisz także mysz z powrotem w człowieka... - "Wow! Co za dziewczyna. I jaka odważna. Zupełnie jak Belle" - pomyślałam z uśmiechem na ustach, zamiast tego na mojej twarzy widniał uśmiech huncwota. - ...Dobrze. Teraz jestem gotowa. - oznajmiła.
- Anno, włosy. - poprosiłam. Kobieta dała mi kilka fiolek. Stanęłam blisko Rumpelsztyka, gdy ten odesłał Annę do domu. Gdy wziął sztylet nie mało się wkurzył, ja za to zaśmiałam się. Spojrzał na mnie.
- Z czego się tak śmiejesz? - warknął. Znowu śmiech.
- Z ciebie i twojej miny... - zachichotałam. - ...Przegrałeś tę wojnę z Anną. Jednak masz coś, co należy do niej. Jej łzę. Nazwijmy to nagrodą pocieszenia. - powiedziałam szczerząc zęby. Ten machnął ręką, ale ja odskoczyłam.
- To jeszcze nie koniec, Aveline! - zawołał, gdy stanęłam przy palenisku.
- Oczywiście, że nie jest to koniec, ale wiedz, że ze mną nie wygrasz. Skup się teraz na Reginie. Poza tym niedługo spotkasz kogoś o kim nie mówiła ci Cora. Pa. - dalej się naśmiewając zniknęłam z jego pola widzenia nim ten zdążył coś powiedzieć.