Moja playlista

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 19 - Czapka Czarnoksiężnika

         - Alasie, muszę z tobą porozmawiać. To bardzo ważne. - powiedziałam już od progu jego chaty.
- Aveline, wejdź. Powiedz, co się stało? - spytał, gdy weszłam.
- Posłuchaj, za kilka minut przyjdzie tu ruda młoda kobieta. Muszę tu być, gdy ona przyjdzie. Jednak muszę być ukryta tak aby mnie nie zobaczył Rumpelsztyk. Znasz takie miejsce? - spytałam. Starzec myślał chwilę aż w końcu powiedział:
- Może pod chatą? - zaproponował pokazując na siano. Wiedziałam, że jest tam ukryta komnata, w której jest strzeżona cenna rzecz i wiedziałam również, że Rumpelsztyk zamierza tam wejść za parę godzin.
- Nie. Musi to być takie miejsce skąd będę widzieć wszystko jak na dłoni. Żeby mnie.. - urwałam, bo oboje usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Rozejrzałam się w milczeniu. Nagle przypomniało mi się, że brat rzucił nie dawno zaklęcie niewidzialności. Zrobiłam tak jak on, po czym wskoczyłam w siano. Gdy to zrobiłam drzwi już się otwarły.
- W czym mogę pomóc? - spytał Alas. W progu drzwi stanęła księżniczka z Arendelle.
- Mogę wejść? - spytała Anna.
- Właśnie dołożyłem do kominka. Zapraszam na herbatę i herbatniki. - powiedział zapraszając kobietę do środka.
- Herbatniki. Więc nie zjada pan dzieci? - spytała.
- Ha ha. Więc teraz tak o mnie mówią? - spytał. Tu zachichotałam. Dla mnie ta wymiana zdań zabrzmiała komicznie.
- Tak. Nie! Cóż... przepraszam. - powiedziała nieco zawiedziona.
- Więc, co cię sprowadziło tak głęboko w las do domniemanego pożeracza dzieci? - spytał. Tu oburzyłam się, bo ten pomysł podsunął dziewczynie Mroczny, aby ją trochę nastraszyć i by zachęcić do tego, co zamierzała. Wiedziałam, że Anna tego nie zrobi.
- Staram się pomóc mojej siostrze, ale wydaje mi się, że kręcę się w kółko. - wyjaśniła. Była to półprawda. Chciała pomóc siostrze, ale się nie zgubiła.
- Możesz zostać jak długo zechcesz. Zapewniam cię, że herbatniki są przepyszne i zrobione z mąki. - oświadczył. W tym momencie zaczęła się gotować woda w czajniku. Anna podeszła do paleniska i wyjęła małą fiolkę z odtrutką. - "Anno, nie wlewaj tego płynu do wody!..." - odezwałam się w jej myślach. Anna nagle znieruchomiała trzymając w dłoni fiolkę. - "...Jeśli dodasz tę mikskturę do herbaty Alasa Mroczny zdobędzie to czego szukał wiele lat, lecz nie miał okazji aby zdobyć to, czego szukał aby złamać zaklęcie chroniące ten przedmiot. Ciebie, a dokładniej twojej łzy. Musiałabyś oprzeć się swojej mrocznej stronie. Lecz jeśli złamiesz umowę z Mrocznym będziesz przebywała do końca swoich dni w jego lochu. Alas to dobry człowiek. Musisz przechytrzyć Rumpelsztyka. Pomogę ci w tym. Rób to, co powiedziałam. Nie wlewaj tego płynu do herbaty. Poza tym jest to odtrutka na truciznę, którą ją podał wczoraj. Trzeba zmanipulować Rumpelsztyka. Niech zdobędzie twoją łzę, ale trzeba także odebrać mu to..." - zakończyłam. Kobieta spojrzała na starszego mężczyznę, a po chwili wylała miksturę do ognia. Odetchnęłam z ulgą.
         Oboje siedzieli przy stole może z godzinę rozmawiając, śmiejąc się, popijając herbatę i zajadając ciastka. Anna poinformowała go, że musi już iść w dalszą podróż. Wróciła do zamku Mrocznego. W międzyczasie, gdy jej nie było powiedziałam telepatycznie Alasowi, aby miał się na baczności, bo może mu się coś stać. Musiałam przekazać tę informację tak, aby brat mnie nie zobaczył i nie wyczuł. Musiał mieć też pewność, że Uczeń Czarownika zmienił się w mysz. Nie mogłam pomóc Uczniowi, bo nie miałam antidotum na te truciznę. Czekałam niewidzialna w kącie aż do powrotu Anny. Nie minęło ze trzydzieści minut, gdy wróciła, ale nie była sama.
- Musi gdzieś tu być. - wymamrotała.
- Ostrożnie, nie chcesz na niego nadepnąć! - zawołał Rumpelsztyk.
- Musimy go znaleźć i go przemienić. - wyjaśniła.
- Ale nie mogę, kochaniutka. - odparł.
- Dlaczego? - spytała.
- Bo nie chcę... - odparł. - "...Nie chcesz go odmienić, bo chcesz się go pozbyć aby zdobyć, to czego chcesz..." - skomentowałam nawet nie zdając sobie sprawy, że przekazałam tę wiadomość Annie. Ta na chwilę zmarszczyła brwi. - ...Pilnował czegoś, czego potrzebuję. - odparł Mroczny. - "...To prawda..." - zauważyłam.
- Ty go otrułeś... - powiedziała. Ten zaśmiał się. - ...Więc czemu wysłałeś mnie tu z antidotum, jeśli chciałeś zamieć go w mysz? - spytała nie rozumiejąc jaka jest stawka jej życia.
- Nigdy nie chodziło o niego. Tu zawsze chodziło o ciebie. - oświadczył.
- Więc to był test? - spytała. Milczałam. Ta sytuacja wymagała wymiany zdań dwóch osób.
- Test, który zdałaś śpiewająco. Widzisz, on był tylko pierwszą linią obrony. Przedmiot, którego pilnował jest chroniony także zaklęciem. Zaklęciem, który może złamać jednie ktoś, kto był nęcony przez swoją wewnętrzną ciemność i oparł się jej. Ktoś taki jak ty. Wiedziałem, że tego nie zrobisz. - oświadczył. - "Gnojek!" - warknęłam w myślach.
- Nigdy nie stanęłam przed wewnętrzną ciemnością. - oświadczyła Anna.
- Co?! - zawołał odwróciwszy się ku niej.
- Jak tylko poznałam tego starca, wiedziałam co muszę zrobić... - tu mężczyzna zaczął robić powolne kroki ku młodej kobiecie. - ...Nigdy nie mogłabym skrzywdzić kogoś, aby dostać to, czego chcę... - Rumpelsztyk wciąż zbliżał się ku niej. Bardzo mnie to niepokoiło. Serce waliło mi jak młot o kowadło. - ...Elsa by tego nie chciała... - kontynuowała Anna. - ...Więc nigdy pokazałam swojej ciemnej strony, o której mówisz. W zasadzie nie sądzę żebym taką miała. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem miłą osobą. - oświadczyła. - "...Eee... Anno, uważaj. On nie ma teraz dobrych zamiarów wobec ciebie" - przekazałam informację, ale chyba nie usłyszała, bo zdanie, które wypowiedział Mroczny odwróciło jej uwagę ode mnie.
- Zatem, mam nadzieję, kochanieńka, że spodoba ci się reszta życia w mojej wieży... - oświadczył. Stał niebezpiecznie blisko niej. Anna nie bardzo rozumiała co on ma na myśli. Rumpelsztyk najwyraźniej to zauważył, bo pokazał umowę wyjaśniając słowami: - ...To była część naszej umowy. - oznajmił.
- Ale muszę wracać do Elsy. - odparła.
- Trzeba było nie wyjeżdżać... - oświadczył robiąc kolejny krok ku niej. - ...Wyobraź sobie jej poczucie winy, kiedy nie wrócisz do domu... - kolejny duży krok sprawił, że zakryłam usta. Bałam się o Annę. - ...z podróży, którą rozpoczęłaś z jej powodu. W końcu stanie się potworem za jakiego wszyscy ją mają. Och! Czyli wesele odwołane. - oznajmił. - "...Anno, teraz! Weź miecz i wyceluj w niego!" - zawołałam telepatycznie. Dziewczyna chwyciła za miecz wołając:
- Nie!... - Mroczny cofnął się o dwa kroki od niej. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Podrzyj to! Podrzyj tę umowę! Natychmiast! - nakazała.
- Nie mogę tego zrobić, kochaniutka. Obawiam się, że jedynym sposobem ucieczki przed przeznaczeniem jest zabicie mnie. A dobrze wiemy, że jesteś na to zbyt... miła. - oświadczył.
- Anno, nie... - szepnęłam, a łzy wylatywały mi z oczu. Nawet nie chciałam ich powstrzymać. Młoda kobieta wycelowała w Mrocznego mieczem. Po chwili dotknęła jego końcem jego piersi. Rumpelsztyk namawiał ją aby go zabiła. Wiedział jednak, że i tak nie zrobi. Czekałam cierpliwie aż zobaczyłam w jej oczach małą desperację, a miecz wypadł jej z ręki. Dziewczyna rozpłakała się. Rumpelsztyk podszedł do niej i nachylił się mówiąc:
- Może i nie przeszło ci przez myśl zranienie starszego człowieka, ale pomyślałaś o tym, żeby zabić mnie... - oświadczył. - ...Mam to czego potrzebowałem. Łzę osoby, która stawiła czoło swojej mrocznej stronie i odwróciła się od niej. Potrzebowałem tylko twojej siostrzanej miłości. - oznajmił z zachwytem.
- Mogłam się domyśleć. Mogłam się domyśleć już wtedy, gdy cię poznałam... jesteś potworem. Zamieniasz najcenniejszą rzecz pod słońcem jaką jest miłość... w broń. - powiedziała z rozpaczą.
- Miłość jest bronią, kochaniutka. Zawsze nią była. Tylko... - tu machnął ręką,a klapa w podłodze otworzyła się. - ...nie wiele osób potrafi nią władać. - po tych słowach zszedł po schodach na sam dół. Miałam teraz szansę. Skradając się najciszej jak mogłam zbliżyłam się do Anny ujawniając się przed nią. Kobieta lekko się wystraszyła.
- Ciii... Spokojnie... - szepnęłam poklepując ją. - ...Mamy tylko kilka chwil zanim wróci. Posłuchaj, Anno, musisz zrobić tak aby odebrać mu sztylet. Tylko on ma nad nim władzę. Jeśli on go dzierży jest wolny i robi co chce, lecz jeśli dzierży go ktoś inny, to ta osoba ma nad nim władzę. Podpuść Rumpelsztyka aby ci powiedział jak działa to, co właśnie zdobywa... - ledwo skończyłam zdanie, gdy usłyszałam kroki od strony schodów. - ...Mysz. Znajdź mysz. - szepnęłam nim zniknęłam. Dziewczyna wstała.
- Pomogłam ci zdobyć to czego chcesz. Więc spełnij swoją obietnicę. Powiedz co wiesz o moich rodzicach. - poprosiła.
- Cóż, kochanieńka. Król i królowa Arendelle stanęli przed moimi drzwiami z maleńkim problemem dotyczącym twojej siostry. Chcieli pozbyć się jej mocy... na zawsze. - wyjaśnił.
- Rodzice kochali Elsę. - powiedziała. Anna obracając się powoli w kierunku sieni.
- Dla mnie to brzmiało bardziej, jakby się jej bali. To cienka linia i łatwo ją przekroczyć. Musiałaś wiedzieć. Zawsze pragnęli aby urodziła się bardziej zwyczajna. - odparł Mroczny.
- Odnaleźli, to czego szukali? - spytała Anna. Cofała się tak by szedł w jej kierunki dalej drążąc temat. Oto właśnie chodziło. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w górę. Mimo, że Uczeń nadal był myszą krążył po deskach czając się na Mrocznego.
- Obawiam się, że nie... - odparł. - ...Nikt nie był w stanie pokonać takiej magii... aż do teraz. - wyjaśnił pokazując pudełko.
- Więc, po to jest to pudełko. - stwierdziła. Zerknęła w moim kierunku, gdyż zobaczyła jak cofam z siebie zaklęcie idąc ku nim. Był tak zajęty drążeniem tematu, że mnie nie wyczuł. To mi pasowało. Zaczaiłam się tuż przy palenisku. Porozumiewając się bez słów Anna dalej odciągała mężczyznę ode mnie i dalej słuchała.
- Nie pudełko, ale to co jest w środku.... kapelusz stworzony wiele lat temu przez pewnego czarownika. Służy tylko w jednym celu. Aby kraść moce. Jego Uczeń strzegł go przez te wszystkie lata. - oświadczył. Skinęłam głową dając jej do zrozumienia aby spytała po co mu on.
- Co zamierzasz z nim zrobić? - spytała patrząc to na pudełko, to na czarownika nadal się cofając.
- Kiedy kapelusz będzie naładowany nieuczciwie zebraną przeze mnie mocą, będę niepokonany. - wyjaśnił.
- Myślałam, że Mroczny już jest niepokonany. - zauważyła nadal się cofając. Dałam jej do zrozumienia by nadal się cofała.
- Są niewielkie ograniczenia. - stwierdził.
- Nie. Nie możesz. Ta mysz... czarownik... poświęcił życie, aby trzymać kapelusz z dala od takich ludzi, jak ty. - oświadczyła zatrzymując się.
- Jaka szkoda, że nie ma go tu, aby mnie powstrzymać. - powiedział z uśmiechem. Tu Anna uśmiechnęła się nieco szerzej powiedziawszy:
- Co jeśli jednak jest? - oświadczyła i spojrzała w górę. Wszyscy troje spojrzeliśmy tam aż nagle mysz spadła na dłoń dzierżącą sztylet i ugryzł go. Mężczyzna krzyknął, a sztylet wypadł mu z ręki.
- Anno, teraz! - zawołałam. Anna wzięła szybko sztylet i wycelowała nim w Mrocznego.
- Nie zbliżaj się! - nakazała mu. Mroczny cofnął się. Zaśmiałam się lekko i zaczęłam klaskać. Oboje spojrzeli w moją stronę. Wyłoniłam się z kąta podchodząc do nich.
- Brawo, księżniczko. - powiedziałam dalej klaszcząc.
- Aveline! Jak? - spytał Rumpelsztyk wodząc wzrokiem jak przechodzę obok niego.
- Nie musisz wiedzieć, bracie. Ważny jest teraz ten kapelusz. - oświadczyłam.
- Chwila... - odezwała się Anna. - ...Nie zbliży się tylko dlatego, że mu kazałam? - spytała.
- Tak. Tak to działa. - odparł.
- Ja dodam, moi drodzy, że dopóki Anna ma w ręku sztylet musisz wykonywać każde jej polecenia. Mówiłam ci, Anno, że ten sztylet ma moc kontroli nad każdym Mrocznym, a póki go masz nic ci nie zrobi. - wyjaśniłam.
- Ach tak. Hm... - spojrzała na mężczyznę. - ...Czyżby to było jedno z twoich ograniczeń? Dlatego potrzebny ci jest kapelusz aby uwolnić się spod władzy sztyletu?... - spytała, a gdy milczał zawołała rozkazująco: - ...Odpowiedz!
- Chcę się wyzwolić i panować nad mocą. Tak. - odpowiedział.
- Nie mogę ci na to pozwolić. Dlatego, oddaj pudełko. - nakazała. Mroczny chwilę się wahał, ale oddał pudełko. Gdy Anna brała go od niego powiedział:
- Pamiętaj, kochanieńka, nie możesz zatrzymać sztyletu na zawsze, a nie chcesz tu być kiedy go odzyskam. - oświadczył.
- Dlatego rozkazuję ci abyś odesłał mnie i pudełko do mojego domu w Arendelle. - nakazała mu.
- Jeśli muszę. - powiedział.
- Zaczekaj. Nigdy więcej masz prawa mnie krzywdzić. Ani mojej siostry. Zamienisz także mysz z powrotem w człowieka... - "Wow! Co za dziewczyna. I jaka odważna. Zupełnie jak Belle" - pomyślałam z uśmiechem na ustach, zamiast tego na mojej twarzy widniał uśmiech huncwota. - ...Dobrze. Teraz jestem gotowa. - oznajmiła.
- Anno, włosy. - poprosiłam. Kobieta dała mi kilka fiolek. Stanęłam blisko Rumpelsztyka, gdy ten odesłał Annę do domu. Gdy wziął sztylet nie mało się wkurzył, ja za to zaśmiałam się. Spojrzał na mnie.
- Z czego się tak śmiejesz? - warknął. Znowu śmiech.
- Z ciebie i twojej miny... - zachichotałam. - ...Przegrałeś tę wojnę z Anną. Jednak masz coś, co należy do niej. Jej łzę. Nazwijmy to nagrodą pocieszenia. - powiedziałam szczerząc zęby. Ten machnął ręką, ale ja odskoczyłam.
- To jeszcze nie koniec, Aveline! - zawołał, gdy stanęłam przy palenisku.
- Oczywiście, że nie jest to koniec, ale wiedz, że ze mną nie wygrasz. Skup się teraz na Reginie. Poza tym niedługo spotkasz kogoś o kim nie mówiła ci Cora. Pa. - dalej się naśmiewając zniknęłam z jego pola widzenia nim ten zdążył coś powiedzieć.

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 18 - Anna z Arendelle i umowa

         Od tego czasu minęły dwa lata. Postanowiłam nie przeszkadzać bratu, ale i tak chciałam pomóc Davidowi spotykając się jako pierwsza z Anną. Obserwowałam każdy port, aby zobaczyć czy przypadkiem nie przypływa jej statek. Nie czekałam zbyt długo. Dostrzegłam na horyzoncie statek z flagą krokusów z Arendelle.
- Anna! Wreszcie jesteś!... - zawołałam z ulgą. Przeniosłam się do odpowiedniego portu. Zmieniłam swój strój na bardziej gustowny. Stanęłam na brzegu i czekałam aż wyjdzie na suchy ląd. Gdy ją zobaczyłam zawołałam. - ...Księżniczko Anno! - zawołałam machając do niej. Młoda kobieta podeszła do mnie.
- Dzień dobry. Czy to jest Misthaven? - spytała. Uśmiechnęłam się.
- Tak. To jest Misthaven, ale my nazywamy naszą krainę Zaczarowany Las. Pozwól, że się przedstawię, księżniczko. Na imię mi Aveline. - przedstawiłam się i dygnąwszy.
- Znasz kogoś znających się na magii? - spytała.
- Nawet więcej, księżniczko. Jestem jedną z dwóch najpotężniejszych osób w każdej krainie. Nazywają mnie też Świetlista. - wyjaśniłam. Poszłyśmy w kierunku lasu i tam dokończyłyśmy rozmowę.
- Czy pomożesz mi?... - spytała. - ...Szukam kogoś, kto mi pomoże w mojej tajnej misji. - wyjaśniła.
- Masz szczęście, księżniczko. Tylko dwie osoby w Zaczarowanym Lesie znają przyszłość i znają się na magii. Jestem jedną z nich. - oznajmiłam.
- Znasz przyszłość? - zdziwiła się. Skinęłam głową.
- Tak.
- Więc wiesz po co tu przybyłam. - powiedziała.
- Owszem. Wiem. Chcesz wiedzieć co twoi rodzice robili w naszej krainie. Możesz być spokojna. Pomogę ci w twojej tajnej misji i nikomu nie powiem o twojej prawdziwej tożsamości. - oświadczyłam z uśmiechem. Anna też się uśmiechnęła.
- Jak mi pomożesz? - spytała po krótkim milczeniu.
- Cóż, moja droga zawrzyjmy umowę. Ty najpierw komuś pomożesz. Jest to osoba bardzo ważna dla mojego brata i mnie... - machnęłam ręką i w niej pojawiła się mapa. - ...Pójdziesz tutaj... - pokazałam na odpowiedni punkt na mapie. - ...Znajduje się tam farma. Mieszka tam dwoje ludzi. Ruth i jej syn David.- wyjaśniłam.
- David? Kristoff o nim wspominał. Są przyjaciółmi.
- To prawda. Dlatego pomożesz im, a właściwie Davidowi. Daj mu powód aby walczył o swoje i dla kogoś. Naucz go, aby się nie poddawać. Uczyń go bohaterem. To bardzo ważne dla jego przyszłego dziecka oraz dla każdej krainy, nawet twojego królestwa. - oświadczyłam.
- Rozumiem... - powiedziała biorąc ode mnie mapę. - ...Czy chcesz żebym coś zrobiła dla ciebie? - spytała. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Cieszę się, że o to pytasz. Zrobisz dla mnie dwie rzeczy. Jeśli szukasz odpowiedniej osoby aby ci pomogła w udzieleniu odpowiedzi porozmawiaj z Ruth. Powie ci kogo i gdzie szukać. Ta osoba odpowie na twoje pytania. Bądź jednak bardzo ostrożna. Mroczny jest niezwykle przebiegły i potrafi manipulować ludźmi. Zrób to, o co cię poprosi. Cokolwiek się stanie bądź dzielna i nie poddaj się mrokowi. - oznajmiłam.
- Dziwna rada. A ta druga rzecz? - spytała.
- Potrzebuję twojego włosa, a także twojej siostry, twojego narzeczonego Kristoffa i mężczyzny, do którego wyśle cię Mroczny... - kobieta zdziwiła ta prośba. - ...Pamiętaj także, że on cię obserwuje gdziekolwiek byś się nie znalazła. Dlatego ja także muszę mieć cię na oku. - dodałam.
- Dlaczego? - spytała.
- Widzisz, Anno chcę wiedzieć czy nie grozi wam wszystkim niebezpieczeństwo. Gdy je zdobędziesz wezwij na głos moje imię trzykrotnie. Proszę cię także abyście były wtedy same z siostrą. - oświadczyłam podając jej kilka fiolek.
- Dobrze. Zrobię to. - oznajmiła i poszła w głąb lasu. Gdy upewniłam się, że Anna była już daleko ode mnie i z zasięgu głosu zawołałam:
- Rumpelsztyku, pokaż się!... - mężczyzna nie pojawił się. - ...Nie ignoruj mnie. Wiem, że mnie i tę dziewczynę obserwowałeś! Pokaż się!... - zawołałam z lekkim naciskiem. Mężczyzna pojawił się kilkanaście metrów ode mnie. Spojrzałam na niego. - ...Nie pomogłam ci bezpośrednio... - oświadczyłam nie poruszywszy się i nie opuszczając gardy. - ...Nakierowałam tylko Annę aby zrobiła coś dla Davida, bo doskonale wiesz, że on jest ojcem Wybawczyni, której potrzebujesz do zdjęcia klątwy. - oznajmiłam.
- Tak. Mówiłaś mi to setki razy. - powiedział chłodnym tonem.
- Więc mówię ci, że zdobędziesz Czapkę Merlina. Potrzebujesz tylko pozbyć się jak to określiłeś: pierwszej linii obronnej. Chcesz się pozbyć ucznia czarodzieja. Mówiłam ci wiele lat temu, że Anna pomoże ci w czymś. - przypomniałam.
- Tak... Mówiłaś, że Anna pomoże mi w czymś, co jest mi potrzebne do zachowania moich mocy, a tym samym wyzwolić się spod władzy sztyletu. - powiedział.
- Zgadza się. Masz teraz okazję pozbyć się ucznia. Zrób z nim co chcesz. Tym razem się nie wtrącę. Sami musicie się ze sobą zmierzyć. Ty i Anna. - oświadczyłam znikając w świetlistym dymie.
         Pojawiłam się tuż przed chatą Alasa. Zapukałam gwałtownie.
- Alasie, otwórz! To pilne! - krzyknęłam. Starszy mężczyzna otworzył drzwi.
- Aveline, co się stało? - spytał.
- Posłuchaj... - nagle urwałam, bo pierścień zabłysł ostrzegawczo. - ...O nie...! - wpadłam do wnętrza chaty. W ostatniej chwili zobaczyłam Rumpelsztyka znikającego w kłębie ciemno-purpurowego dymu. Padłam na kolana tuż przy palenisku.
- Aveline, co się stało? - spytał Alas. Milczałam przez równą minutę, potem spojrzałam na ucznia z oczami pełnymi łez.
- Za dwa dni... - zaczęłam. - ...przyjdzie tu młoda ruda kobieta. Przyjmij ją... - powiedziałam wstając. - ...Daj jej to, a ona nie da swojej siostrze i pewnej kobiecie, która będzie Wybawicielką w Świecie Pozbawionym Magii... - podałam mu trzy małe diamenty utworzone z moich łez. - ...Daj jej także kosmyk swoich włosów. - prosiłam, a następnie zniknęłam.

~~*~~

         Następnego dnia od rana obserwowałam farmę Ruth i poczynania mego brata. Postanowiłam na razie nie wtrącać się do tego, co miało nastąpić. Zobaczyłam jak Anna idzie ku ich chacie i w milczeniu obserwowałam co robią. Rozmawiali ze sobą. Trochę mnie to rozchmurzyło, gdy David trzymał miecz, który dostał od ojca, a Anna próbuje go przekonać do bycia bohaterem. Nie robiła tego w oczywisty sposób, ale na swój. Uczyła go fechtunku. Gdy przybyła Pasterka, aby spłacili dług David postanowił walczyć o swój dom i matkę. Odetchnęłam z ulgą, gdy następnego dnia przyszły książę walczył z ludźmi Pasterki pokazał tym samym, że się nie podda. Udowodnił tym samym swoje bohaterstwo. Jednak, gdy Anna spytała o czarodzieja przeszył mnie dreszcz strachu. Zakryłam usta, gdy Ruth opowiedziała jej o nim. Za nim Anna odjechała na koniu należącym do ojca Davida w zamian za informację o czarodzieju poprosiła o włos przyjaciela. Nieco ich to zdziwiło, ale mężczyzna dał go jej. Włożyła go do jeden z fiolek, której zawartość zmieniła kolor na świetlisty jasny brąz. Całą trójkę to zdziwiło.
- Czy to czary? - zdziwiła się Ruth.
- Nie wiem. Ja nie znam się na czarach. Dostałam tę fiolkę od pewnej czarodziejki. Poprosiła mnie żebym poprosiła ciebie o włos. - wyjaśniła Anna.
- Najwidoczniej jest to zaczarowana fioka i... - tu Ruth urwała, bo Anna usłyszała mój głos w swojej głowie: - "Anno, nie mów im nic więcej! Jedź do zamku Mrocznego. Mieszka w dolinie u podnóża gór daleko na południe. Zdążysz przed zmrokiem..." - powiedziałam telepatycznie.
- Wybaczcie, ale muszę ruszać w dalszą drogę. Może jeszcze się zobaczymy. Do zobaczenia. - pożegnała się i odjechała.
         Tymczasem ja zdjęłam z szyi Kryształ Wiecznego Serca i przeniosłam się pod stół, gdzie siedział Rumpelsztyk. Jednak nie zrobiłam tego zbyt ostrożnie i dyskretnie, gdyż straciłam równowagę i zrobiłam mały hałas. Mężczyzna zajrzał pod stół, ale zdążyłam zniknąć pojawiając się za drzwiami opierając się o ścianę. Jednak jakoś mnie znalazł. Wyszedł z komnaty na korytarz i rozejrzał się dookoła aż postanowił zajrzeć za drzwi. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się trochę nerwowo.
- Cześć, Rumpelku. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - spytałam próbując odejść od niego jak najdalej.
- Wyczułem twoją aurę... - odpowiedział. Poruszyłam się niespokojnie. Nagle mężczyzna chwycił mnie za gardło, a raczej magicznie chwycił. Uniosłam się na kilka cali nad podłogą patrząc na niego z małym strachem. Pierścień na palcu parzył niemiłosiernie. - ...Co tu robisz? - spytał demonstracyjnie przeciągając sylaby.
- Ja... ja przyszłam zobaczyć na własne oczy jak zawierasz umowę z księżniczką Anną. - wyjaśniłam.
- Czemu nie robisz tego w swojej piwnicy? - spytał. Myślałam chwilę jednocześnie wytrzymując uścisk gardła. Jedno mnie dziwiło i niepokoiło. Czemu czułam słabość swojego organizmu. Czyżby bransoleta traciła swoją magiczną moc? Spojrzałam na nią, ale nim zdążyliśmy coś powiedzieć rozległ się głos Anny.
- Rumpelsztyku, jesteś tu? Drzwi były otwarte. - powiedziała. Mężczyzna myślał chwilę aż w końcu machnął ręką, a ja sama stałam się nie widzialna i przeniesiona w kąt. - "Niech cię licho!..." - pomyślałam. Zauważyłam także, że moje ręce i nogi są ciasno związane. Rumple usiadł przy stole powiedziawszy:
- Koniec korytarza, pierwsze drzwi po prawej... - powiedział jakby nie było naszej małej sprzeczki. - ...Proszę wejdź, kochaniuńka. - powiedział.
- Nazywam się Joan. Miałam nadzieję, że mógłbyś mi pomóc... - przedstawiła się od razu przechodząc do swojego celu podróży... - ...Czy coś jest nie tak z twoją skórą? - spytała. Mroczny wstał. Wiedziałam doskonale, że brat czyta jej w myślach i jednym spojrzeniem dowiedział się wszystkiego o niej.
- Twoje imię nie brzmi Joan... - przerwał jej. Zmrużyłam oczy. Postanowiłam wyjaśnić Ani skąd on to wie. - "...Anno, nie reaguj na to, co ci powiem!..." - zawołałam w myślach. Kobieta na chwile umilkła słuchając moich słów. - "...Mężczyzna przed tobą to Rumpelsztyk - najpotężniejszy czarnoksiężnik w każdej krainie. Jedyną osobą jaka mu dorównuje w magii jestem ja. Rumple jest moim bratem-bliźniakiem. On czyta ci w myślach już samym spojrzeniem. Wiedział, że do niego przyjdziesz. Powiedz mu, że prosisz o pomoc w dowiedzeniu się po co twoi rodzice tu przybyli..." - oświadczyłam. Kobieta lekko się wystraszyła, ale zachowała zimną krew czekając na to, co jeszcze powie jej Mroczny. - ...Widzisz, imiona to dla mnie takie małe hobby, kochaniutka, a twoje brzmi... Ania z Arendelle... - te słowa potwierdziły Annę, to co jej powiedziałam. - ...Nie ma potrzeby, aby mieć przede mną tajemnice. Wiem o tobie więcej niż myślisz. - oświadczył. - "...Sama widzisz? On wie wszystko..." - skomentowałam w myślach.
- Więc wiesz dlaczego tu jestem? - spytała Anna jakby kierowała do nas obojga to pytanie.
- Chcesz wiedzieć dlaczego twoi rodzice przyjechali do tej obcej krainy. - wyjaśnił.
- Moja siostra myśli, że to z jej powodu, a ja wiem, że się myli. Możesz mi pomóc? - prosiła.
- Tak się składa, że złożyli mi wizytę podczas swojej podróży. Wydaje się, że każdy kto potrzebuje odpowiedzi udaje się do mnie... - spostrzegł nie mrugnąwszy okiem. - "...Chyba raczej by podpisali z tobą kontrakt i byś miał coś z tego" - warknęłam w myślach. Rumpelsztyk najwyraźniej wyczuł mój gniew i rozdrażnienie, bo zaczął dobijać z Anną targu. Chciałam zawołać: "Anno, nie!", ale i tak nie dobył się z mojego gardła żaden dźwięk. Szamotałam się nie widząc co Anna bierze od Mrocznego. Gdy jednak była już na zewnątrz mężczyzna już stał tuż nade mną. Pstryknął palcami i chwilę potem byłam już widzialna, ale nadal związana i nie ma. Nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku ze swoich ust. - ...Widać po tobie, że jesteś niezbyt zadowolona, że zawarłem umowę z Anną... - oświadczył. W mojej głowie pokazywały się różne obrazy mordu z Rumpelsztykiem w Roli Głównej. Tak chciałam go walnąć jakimś zaklęciem. Odwróciłam głowę żeby nie patrzeć na niego. Musiałam się uspokoić. Nagle poczułam szorstkie palce wokół mojej brody. Zostałam zmuszona aby spojrzeć w te zielone oczy podobne do koloru oczu krokodyla. - ...Tak... - zadarł głowę nieco wyżej, by przyjrzeć dokładniej moim oczom czytając mi w myślach. - ...Czuję twoją rządzę mordu. Przyda mi się to. Hm... Ciekawe. Wyczuwam także osłabienie. - chwycił moje związane ręce i zauważył, że pierścień mienił się czerwienią jak ognie piekielne. Coś jeszcze zauważył. Dotknął bransolety marszcząc czoło. Spróbował zdjąć ją, ale ledwo dotknął jej, gdy został odepchnięty do tyłu. Uśmiechnęłam się z zadowolenia. Zamknęłam oczy i skupiłam się na zerwaniu więzów. Nie minęła chwila, gdy więzy pękły z trzaskiem. To obudziło mężczyznę. Zniknęłam nim zdążył na mnie spojrzeć. Pojawiłam się w chacie Alasa.

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 17 - U Mrocznego

         Podczas, gdy Ruth starała się nie myśleć o umowie z Rumpelsztykiem, ja starałam się nie myśleć o Zelenie. Jednak powoli zaczął zbliżać się czas, aby Regina i Zelena spotkały mego brata.
        Minęło wiele lat od spotkania z matką Davida. Codziennie oglądałam, któryś z ekranów, ale bardzo mnie to nudziło. Było tak... normalnie. Nie mogłam się już doczekać spotkania młodego pasterza z Anną. Trzeba było go wyszkolić aby się stał dzielnym i nieustraszonym wojownikiem i księciem. Czasami przyglądałam się krainie Arendelle, aby się upewnić czy królowa Arendelle - Elsa nie zamieniła kogoś przypadkiem w lodowy posąg. Na szczęście nic takiego się nie stało.
         Pewnego wczesnego wieczora, gdy szłam po wodę poczułam w sercu zaniepokojenie. Utwierdził mnie o tym najpierw pierścień, który stawał się coraz cieplejszy, a potem medalion dany od Błękitnej Wróżki. Drżał niebezpiecznie jakby miał zaraz wybuchnąć. Czułam także rządzę mordu, a myśli były takie... przerażające. Machnęłam ręką i chwilę potem w mojej dłoni pojawił się miecz. Odrzuciłam wiadro z wodą na ziemię i wycelowałam przed siebie miecz. Rozglądałam się czujnie dookoła stojąc w tym samym miejscu.
- Mroczny, pokaż się!... - zawołałam. Nic się nie stało. Nikt się nie pojawił. Usłyszałam tylko pohukiwanie sowy na najbliższym drzewie. Coś jednak się jeszcze stało. Coś lub ktoś wystraszył stado ptaków. Odetchnęłam z ulgą opuszczając ręce. - ...To tylko ptaki... - westchnęłam. Już miałam wziąć wiadro, gdy poczułam ból w klatce piersiowej. Zdawało mi się jakby brakowało mi tchu, jednak i tak poczułam ból, ale większy. Poczułam jakby ktoś wyrwał mi... - ...Moje serce. - wydyszałam oddychając ciężko trzymając się za klatkę piersiową.
- Zgadza się. - rozległ się głos mego brata tuż za mną. Obróciłam się na pięcie o 180 %. Gdy zobaczyłam swe biało-czerwone serce w ręku Rumpelsztyka zawrzało we mnie, a jednocześnie przeraziło. To mogło sprawić, że na pewno mógł mnie kontrolować.
- O-o oddaj moje serce. - wydyszałam wyciągając rękę ku niemu.
- Nie... - odparł. Nagle poczułam silny ból w klatce piersiowej. Upadłam przed nim na kolana. - ...Nie masz przy sobie medalionu, który mnie odpychał od ciebie, siostrzyczko. - zbliżył się. Ścisnął mocniej serce tym razem przed moją twarzą. Krzyknęłam.
- Nie... nie możesz... mnie zabić, Rumple! Wiesz o tym. - oświadczyłam dalej trzymając się za pierś oddychając ciężko.
- Wiem, ale mam co do ciebie inne plany. - oznajmił.
- Plany? Jakie plany?... - spytałam. Odpowiedzią było przeniesienie się do zamku Rumpelsztyka. Rozejrzałam się. - ...Nie... - wydyszałam wstając, gdy rozpoznałam wiele par drzwi. - ...Nie! Rumpelsztyku...! - nie dokończyłam, bo chwycił mnie za ramię i wepchnął do najbliższego lochu. W międzyczasie, gdy chciałam wyjść ten ponownie ścisnął moje serce. To spowodowało kolejny krzyk z mojej strony. Drzwi zostały zamknięte w momencie, gdy upadłam z jękiem na podłogę. Nie sądziłam, że to aż tak boli. Ostatkiem sił podczołgałam się ku jednej ze ścian, gdzie znajdowało się coś w rodzaju łóżka. Opadłam na nie. Nie wiedziałam co planuje Rumpelsztyk względem mnie. Zresztą miał rację. Teraz Kryształ Wiecznego Serca nie chronił mnie przed nim. Skuliłam się w kącie.
- Co ja teraz zrobię? - spytałam sama siebie ze łzami w oczach.

~~*~~

         Nie wiem ile minęło czasu odkąd Mroczny uwięził mnie w swoim zamku. Jedno było pewne: Nie były to dni, ani miesiące. Były to lata. Co jakiś czas mój pierścień dawał znać o grożących niebezpieczeństwach. Nie mogłam im pomóc. Jakaś siła uniemożliwiała mi przeniesienie się z tej podłej celi.
         Któregoś dnia obserwując poprzez pierścień farmę Ruth i przyglądając się Davidowi jak dorasta na przystojnego młodzieńca ów pierścień zasygnalizował przybycie mego brata. Nawet nie zareagowałam, gdy drzwi się otworzyły z trzaskiem.
- Wstawaj!... - zawołał. Zignorowałam go dalej patrząc na twarz młodzieńca. Mroczny wszedł do środka stanąwszy nade mną. - ...Powiedziałem: wstawaj! - krzyknął.
- Po co?... - spytałam obojętnym tonem przyglądając się jak David zagania owce do zagrody. - ...Przyszły książę i ojciec Wybawczyni urodził się. Wystarczy tylko połączyć go z jego wybranką serca... - powiedziałam takim tonem jakby mówiła o pogodzie. - ...Ze Śnieżką, córką Evy... - tu uśmiechnęłam się szeroko. - ...Ty lepiej, kochanieńki zajmij się szkoleniem Reginy. To ona... - tu urwałam, gdy zobaczyłam, że Rumpelsztyk wyjmuje swój sztylet. - ...Co chcesz zrobić? - spytałam porzucając obojętny ton.
- Dowiesz, gdy ze mną pójdziesz. - oświadczył. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre dwie chwile. W końcu wstałam, machnęłam ręką, a hologram zniknął.
- W porządku, ale... - nie dokończyłam zdania, gdyż ten wycelował we mnie sztyletem nakazując bym wyszła pierwsza. Tak zrobiłam. Poprowadził mnie ku swojej komnacie. - ...Po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Po to żebyś mi powiedziała po co obserwujesz tego młodego bezwartościowego pastucha? - oświadczył. Milczałam patrząc na niego. Odwróciłam się krzyżując ręce na piersi.
- Znasz przyszłość. Sam się domyśl... - odparłam. Nagle poczułam uścisk w płucach. Upadłam. - ...Rumpelsztyku, przestań!... - zawołałam próbując nabrać powietrza. Jeszcze chwilę ściskał aż w końcu rozluźnił dłoń. - ...To było nie fair. - powiedziałam nie patrząc na niego, a gdy w końcu spojrzałam ten zaśmiał się perliście.
- Dla mnie to zabawne i jakie miłe. - powiedział.
- Rumpelsztyku, zwrócisz mi moje serce? - spytałam. Mroczny przestał się śmiać. Nastała chwila milczenia aż w końcu ten podszedł do mnie i oświadczył:
- Pod jednym warunkiem... - milczałam czekając na jego słowa. - ...Nie będziesz mieszała się do spraw związaną z Mroczną Klątwą. - oświadczył. Milczałam chwilę, po czym odpowiedziałam:
- Dobrze, ale do czasu aż znajdziemy się w Świecie Pozbawionego Magii. Wtedy pozwolisz mi na pewne interwencje w pomaganiu Wybawczyni. Gdy ona skończy 28 lat w tamtym świecie czas stanie w miejscu dla każdego, który został przeniesiony, poza osobami, które tam się urodziły i tobą. - wyjaśniłam.
- Mną? - zdziwił się.
- Tak. Ty musisz sam zdecydować jak odzyskać pamięć po tak długim czasie. Inaczej mówiąc: Trzeba złamać szczeble klątwy w taki sposób, by mieszkańcy danych krain także je w pewnym stopniu odzyskali przebywając w Świecie Bez Magii. Wybranka jest kluczem - oznajmiłam.
- A co ty będziesz miała z tego? - spytał.
- To, że, gdy Klątwa zostanie złamana, a ty byś wyjechał szukając poza miastem syna, ja będę chroniła miasto dzięki magii, którą sprowadzisz do miasta niedługo po jej złamaniu. Jesteśmy na prawie takim samym poziomie, Rumple, więc mam szanse na ochronę miasta właśnie dzięki niej. Zanim Regina rzuci klątwę zawrę z wami obojgiem umowę związaną z Klątwą... - tu Mroczny chciał coś powiedzieć, ale podniosłam głos mówiąc z naciskiem: - ...Lecz tę umowę załatwimy już w odpowiednim czasie i miejscu, bracie. Zgadzasz się na takie warunki? - oświadczyłam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę aż w końcu oddał mi serce. Odetchnęłam z ulgi. Gdy tylko upewniłam się, że Rumpelsztyk nie wyciąga ku mnie sztyletu wróciłam do domu.

sobota, 31 października 2015

Rozdział 16 - Magiczne ekrany i pierworodni

         Minęło kilkanaście lat. Chwilowo nie mieszałam się do spraw brata. Nie chciałam narażać siebie na jego gniew. Musiałam uwierzyć w siebie aby sztylet nie działał na mnie. Aby rozwiązać ten problem pomagałam tym, którzy byli w potrzebie. Działo się dużo. Zbyt wiele, aby wymieniać.
         Któregoś dnia obserwując króla George'a zdałam sobie sprawę, że coś się święci. Król wraz ze swoją żoną chcieli mieć dziedzica, ale nie mogli. Jeszcze tego samego wieczoru przybył do niego Rumpelsztyk. Dobił z nim targu. Miał ofiarować mu dziedzica. Wiedziałam o co chodziło. Nadszedł czas aby wprowadzić swoje plany w życie.
- Muszę działać. - postanowiłam. Przeniosłam się do jego królestwa stanąwszy tuż obok kominka. Wiedziałam, że Rumple wyczuł mnie, ale najwyraźniej nie zwrócił uwagi. Jedyną reakcją na to, że wiedział iż tu jestem było lekkie obrócenie głowy w moim kierunku.
- Zgadzam się. - powiedział król wyciągając ku niemu dłoń. Ten lekko drgnął i uścisnął mu rękę.
- Pozwolicie, że się wtrącę, drodzy panowie. - odezwałam się zbliżając się do króla.
- Kim pani jest? - spytał król.
- Proszę wybaczyć moje maniery, wasza wysokość. Mam na imię Aveline. Poniektórzy zwą Świetlista. - przedstawiłam się dygając zgrabnie.
- Po co więc tu przybyłaś, Świetlista? - spytał ten sam mężczyzna.
- Właśnie, po co tu przyszłaś? Powiedziałaś, że nie będziesz się wtrącać do moich spraw. - warknął ze złością Mroczny.
- Źle mnie zrozumiałeś, Rumpelsztyku... - zrobiłam dwa kroki ku niemu. - ...Powiedziałam, że nie będę się wtrącać do spraw, które dotyczą Wybawczyni. Za to sprawy, które dotyczą Bae'a wymagają mojej interwencji. Jednak sprawa dziedzica króla George'a wymaga jeszcze jednej rzeczy, do której chciałabym się lekko wtrącić. - oświadczyłam.
- Powiedziałaś, że nie zawierasz ze mną umów. - zauważył Rumpelsztyk robiąc krok ku mnie.
- Zgadza się. Nie zawieram z tobą umowy, lecz z królem jakbyś nie zauważył. - odparłam podchodząc do króla jeszcze bardziej.
- Czego więc chcesz ode mnie? - spytał.
- Cóż, wasza wysokość potrzebuję tylko małego drobiazgu. Potrzebuję twojego włosa i włosa twego przyszłego syna. Rumpelsztyk załatwi ci dziedzica. - odparłam.
- Dlaczego akurat mój włos? - spytał król.
- Też się zastanawiam. Po co zbierasz włosy? - spytał Mroczny. Popatrzyłam na nich obu.
- Nie odpuścicie, prawda?... - bardziej stwierdziłam. Ci skinęli głowami dając mi do zrozumienia, że nie odpuszczą i chcą ode mnie odpowiedzi. - ...Zbieram włosy każdej osoby, która zostanie przeniesiona do Świata Bez Magii... - odparłam. Króla bardziej to zdziwiło. Za to zainteresowało Rumpelsztyka, któremu oczy były utkwione we mnie jak w obrazek. - ...Wasza wysokość, ważny jest twój dziedzic, gdyż tylko jego dziecko może was wszystkich ocalić przed klątwą, która czyha na wszystkie krainy, nawet na twoją. - odparłam.
- Aveline, jak...! - zawołał brat, ale urwał, gdy tylko na niego spojrzałam jednocześnie wyciągając ku niemu medalion. Ten zatrzymał się w połowie drogi.
- Zrób jeden krok, bracie, a zobaczysz co się stanie. Stój gdzie stoisz i się nie wtrącaj. Chyba że chcesz aby użyła atramentu z kałamarnicy. Jasne? - oświadczyłam ostrzegawczo. Ten natychmiast umilkł i stanął w jednym miejscu.
- Masz nad nim kontrolę? - zdziwił się George obserwując tę scenkę.
- Moja moc jest ograniczona, wasza wysokość. Nie mam nad nim całkowitej władzy. Dzięki temu medalionowi mogę tylko go powstrzymywać, ale nie mogę mu powiedzieć, żeby kogoś zabił lub skrzywdził. Jeśli nie mam w tym swojego własnego interesu, wtedy moc medalionu obróci się przeciwko mnie. Tak się stanie z każdym, kto użyje mocy medalionu przeciw złoczyńcom... - wyjaśniłam. - ...Więc jak, dostanę twój włos, panie?... - spytałam. Król wyrwał sobie jeden kosmyk włosa z głowy i podał mi. - ...Dziękuję, wasza wysokość. - schowałam medalion do kieszeni. Rumple już do mnie zmierzał, ale ja machnęłam ręką i oboje pojawiliśmy się w moim domu.
- Co... Gdzie jesteśmy? Co to za miejsce? - spytał nieco rozkojarzony.
- Jesteśmy w moim domu. Chodź, coś ci pokażę... - powiedziałam prowadząc go do piwnicy. Weszliśmy do środka. Rumpelsztyk wciąż rozglądał się wokoło. - ...Tutaj, Rumpelku. - powiedziałam zachęcająco prowadząc go jeszcze bardziej w głąb dużego pomieszczenia.
- Co to?... - spytał przyglądając się temu, co robiłam. Do jednej z wielu fiolek włożyłam włos króla George'a. Machnęłam nad fiolką, a jej zawartość zmieniła kolor na rudy. Machnęłam ponownie, tym razem obiema dłońmi nad fiolką, a z jej wnętrza wyleciał dym. Poprowadziłam ów dym ku innym ekranom. Mężczyzna przyglądał się każdemu ekranowi przez parę minut. - ...Sama zabrałaś włosy mieszkańcom różnych krain i przemieniłaś je w ekrany, dzięki którym możesz obserwować każdego gdziekolwiek by nie był?... - spytał z zachwytem. - ...To tak jak moja kula! - Nie patrząc na brata odpowiedziałam:
- Owszem. Obserwuję każdego od ich narodzin... - wyjaśniłam. - ...a także... - tym razem spojrzałam na brata dodając. - ...Bae'a mimo, że go tu nie ma. Jest w innym świecie. - dodałam. Tu mrugnęłam do niego i pokazałam na inny ekran. Przyjrzał się mu.
- Bae? Ale tu nic nie widać. - oświadczył.
- To prawda, bo nie tylko przeniósł się do Świata Bez Magii, ale i przeniósł się w czasie. Ciebie także obserwowałam od dnia, gdy poszedłeś do wojska. - wyjaśniłam.
- Mnie? Przecież pamiętałbym, że ktoś zabiera mi włosy. - oburzył się. Tu zachichotałam. Podeszłam do innego ekranu by sprawdzić co się tam dzieje. Był to ekran z Zeleną. Goliła ojca.
- Wiem o tym... - tu lekko westchnęłam i kontynuowałam swój monolog. - ...Pamiętasz, gdy przybyłeś do obozu, gdzie cię szkolono do pierwszej wojny z ogrami?... - spytałam. Ten tylko skinął głową. - ...W ogóle mnie nie poznałeś. Zresztą... - spojrzałam na niego lekko się uśmiechając. - ...skąd niby miałbyś mnie znać w tamtym czasie?... - tu wzruszyłam ramionami. - ...Nawet nie wiedziałeś o moim istnieniu. Ja jednak ciebie poznałam.... - Rumpelsztyk gapił się na mnie dość długo. Odgadując jego pytanie wyjaśniłam: - ...Pomagałam ci się ubrać w żołnierski strój i niechcący wyrwałam ci trochę włosów... - wyjaśniłam. - ...Pomyślałam sobie wtedy, że przydadzą mi się twoje włosy, gdy staniesz się Mrocznym. Wtedy także wyrwałam ci kosmyk włosów... - wyjaśniłam. - ...Poza tym nie domyśliłeś się nawet, że to ja powiedziałam tamtemu żołnierzowi aby poszedł do namiotu dowództwa. Miał pilnować więźnia, a ty byłeś najbliżej. - ten spojrzał na mnie. Już widziałam w jego oczach zrozumienie.
- Wiedziałaś!... - zawołał. - ...Wiedziałaś o tym wszystkim wcześniej ode mnie?!
- Nie mów, że jesteś zazdrosny? - lekko się uśmiechnęłam.
- Tego właśnie chciałaś! Chciałaś abym porozmawiał z tamtą Wyrocznią! - zawołał.
- Nie do końca, Rumpelsztyku. Wasze spotkanie było wam pisane. Gdybyś nie poszedł na front nie spotkałbyś ani mnie, ani Wyroczni, ani... - demonstracyjnie nie dokończyłam zdania, aby brat sam domyślił się prawdy. Patrzył na mnie zdezorientowany.
- Ani nie dowiedziałbym się, że Milah była wtedy w ciąży, ani tego, że Bae straci ojca... - wyszeptał. Po chwili zmarszczył brwi. - ...Od kiedy to wszystko wiesz? - zapytał, a w jego głosie słychać było ogromne zaciekawienie.
- Cóż, w wieku 10 lat dostałam pierwszej wizji o tym, że ty i nasz ojciec przenieśliście się do Nibylandii. Przypomniałam sobie wtedy o wszystkim co się stało i stanie z każdą osobą w każdej krainie. Obecnie jesteś na etapie niejakiej Ruth. Jest ona babcią Wybawicielki, która przełamie twoją klątwę, która ta z kolei rzuci córka Cory. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie zszokowany.
- A te ekrany? - spytał.
- Te ekrany pozwalają mi śledzić każdą osobę w każdej krainie. Tylko ja mogę na nie patrzeć. Chyba, że pozwolę na patrzenie na nie innym... - podeszłam do niego. - ...Ale tobie nie pozwalam. Tylko osoby o czystym sercu i w dobrej mierze, oraz osoby, które wyleczyły się z rozpaczy po utraconej miłości mogą je oglądać bez mojego pozwolenia. Za to ty, dopóki jesteś Mrocznym zabraniam ci na patrzenie na te ekrany... - w tym momencie sięgnęłam po medalion w kształcie serca. - ...Teraz stąd odejdź. Mam coś do załatwienia. Muszę spotkać się z Ruth. - mężczyzna zniknął w kłębie dymu. Odetchnęłam z ulgą. To była prawda. Chciałam się z nią spotkać i ją ostrzec.
         Zniknęłam i pojawiwszy się przed młodym małżeństwem. Nieco się zlękli, gdy mnie zobaczyli.
- Nie obawiajcie się. Nie mam zamiaru was krzywdzić. Przyszłam w pokoju i ostrzec was. - wyjaśniłam.
- Ostrzec? - spytał mężczyzna.
- Tak. Król George potrzebuje męskiego potomka. Wiem, że ty Ruth jesteś w ciąży, ale... - tu urwałam. Nagle poczułam ciepło pierścienia i rozejrzałam się. Mroczny stał kilka metrów od nas. - ...Rumpelsztyk! - zawołałam.
- Witam. Przyszedłem wam pomóc. - oświadczył. Jego uśmiech był przerażający, nawet jeśli jego usta były lekko otwarte w niepokojący sposób. - "Pomóc? A to ci dowcip!" - pomyślałam. Zobaczyłam gest ręki brata dającego mi do zrozumienia bym odeszła. Ze zmarszczonymi brwiami cofnęłam się, a Mroczny zbliżył się do małżeństwa.
- Pomóc? - spytała Ruth.
- Tak. Jak widzę jesteście bardzo biedni. Ofiaruję wam gospodarstwo i nieco złota. - oświadczył. Milczałam przyglądając się tej scenie. Ta transakcja musiała nastąpić.
- Gospodarstwo? A czego w zamian chcesz, Mroczny? Zawsze chcesz coś za coś. - oświadczył mężczyzna.
- Tak. Jak widzę ty, Ruth jesteś w ciąży. Gdy urodzisz dasz mi jednego z waszych synów. - oświadczył.
- Synów? - zdziwiła się kobieta.
- Dlaczego chcesz naszego dziecka? - spytał mężczyzna.
- Poprawka... - wtrąciłam się. Wszyscy na mnie spojrzeli. - ...On chce jednego z waszych synów. Ruth urodzi bliźniaków. Oddacie mu jednego z nich. - wyjaśniłam.
- Dlaczego? - spytała Ruth.
- Są dwa powody abyście dali waszego syna. Po pierwsze król George będzie mieć swojego wymarzonego pierworodnego potomka, a po drugie wy zachowacie drugiego syna. Poza tym wasz drugi syn odegra ważną rolę w późniejszym czasie... - spojrzałam na brata i powiedziałam: - ...Cofnij się z łaski swojej... - powiedziałam, a mój pierścień zalśnił białym blaskiem. Mroczny cofnął się aż do ogrodzenia. Podeszłam do Ruth sięgając po pierścionek. Ujęłam jej dłoń rzucając czar. Gdy cofnęłam się oświadczyłam patrząc kobiecie w oczy. - ...Ruth, posłuchaj, gdy urodzą wam się chłopcy wezwij mnie poprzez ten pierścień zanim Mroczny lub król przybędą po jednego z nich. Zgoda?... - poprosiłam. Kobieta niezbyt pewna kiwnęła głową. - ...Rumple, kontrakt został zawarty odejdź stąd i wróć, gdy nastanie czas... - oświadczyłam. Ten zniknął. - ...Nie mówcie synowi o tej transakcji. Gdy nastanie czas dajcie mu to. - machnęłam ręką i w mojej dłoni pojawił się miecz.


- Niewiarygodny. - wydyszał mężczyzna biorąc go do ręki.
- Powiedzcie mu, że jest on podarunkiem ode mnie. Dajcie mu ten miecz, gdy przybędzie pewna dziewczyna o imieniu Joan. A ja mam na imię Aveline i jestem Świetlistą. Gdy ona przyjdzie także mnie wezwijcie. Porozmawiam z nimi. Zgoda? - poprosiłam, po czym zniknęłam.

środa, 21 października 2015

Rozdział 15 - Trzy siostry z Arendelle i prawda

         Po tym wydarzeniu Rumpelsztyk nie wzywał mnie do siebie i nie chciał mieć ze mną nic wspólnego - poza... więzami krwi. To jedno zaakceptował, jednak oboje wiedzieliśmy to samo: Znał mnie - tą prawdziwą mnie. Nie powiedział nikomu o tym, jednak miałam pewien mały problem. Powiedziałam mu, że można mieć nade mną kontrolę. Miałam nadzieję, że nie dowie się co nim jest. Melanie poinformowała mnie abym nie wierzyła, że tak może się zdarzyć.

~~*~~

         Minęło kilka lat, a ja nadal obserwowałam Rumpelsztyka i jego działania. Zresztą, nie tylko jego. Cora stawała się coraz potężniejsza. Jednak obawiałam się Zeleny, więc i Krainę Oz także miałam na oku. Podczas obiadu sądziłam, że nic nie może zakłócić mojego spokoju. Wzięłam do ręki szklankę z sokiem dyniowym, gdy nagle szklanka pękła. Trochę się wystraszyłam. Jednak po chwili zobaczyłam, że kwiat na pierścieniu błyszczał, a metal był zimny jak lód. Myślałam przez chwilę aż w końcu zrozumiałam co się dzieje. Ciepło oznaczało niebezpieczeństwo, a zimno oznaczało Królowę Śniegu i jej działania mimo, że jeszcze nie kontrolowała swoich mocy.
- Ingrid!... - zawołałam trochę zaniepokojona. Pognałam ile sił w nogach do piwnicy, gdzie miałam swoje obserwatorium i odszukałam ekran z Rumpelsztykiem. Na ekranie, a raczej w jego zamku zobaczyłam trzy młode kobiety. Wśród nich była Ingrid. Wszystkie trzy siostry zawierały umowę z nim. Ze zmarszczonymi brwiami przeniosłam się do jego komnaty stanąwszy bardzo blisko niego. Reakcja była natychmiastowa. Wstał tak nagle, że upadł. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Witaj, skarbeńku... - przywitałam się patrząc na niego z góry. - ...Witam także drogie siostry z Arendelle, a w szczególności przyszłą królową. - tu skinęłam głową ku Ingrid.
- Nam też miło... - powiedziała najmłodsza z sióstr, Gerda. - ...A z kim mamy przyjemność rozmawiać? - spytała.
- Jestem... - tu urwałam, bo Rumpelsztyk zawołał:
- Aveline! Co-ty-tu-robisz?? - zawołał chcąc wstać. Spojrzałam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Co tu robię? Nie zamierzam przeszkadzać ci w zawarciu umowy z przyszłą Królową Śniegu i jej siostrami. - odparłam na tyle głośno, by kobiety mogły to usłyszeć.
- Więc po co? - spytał Mroczny. Uśmiechnęłam się niezbyt przekonująco, po czym stanęłam przy drzwiach. - ...Chcę jedynie powiedzieć, Rumpelku, że jedna z siostrzenic Ingrid przyjdzie do ciebie z pewnym pytaniem. Na twoim miejscu nie zadzierałabym z Anną. - oświadczyłam.
- Jak to? - spytała średnia siostra zwana Helgą. Spojrzałam na nią, po czym pokręciłam przecząco głową odpowiedziawszy:
- Przykro mi, ale tego nie mogę powiedzieć. Mój brat sam musi się o tym przekonać. Co do was, drogie panie, a szczególnie ty Ingrid jeśli nie chcesz kogokolwiek krzywdzić, a szczególnie najbliższych to uważam, że masz już to czego chcesz do kontroli swoich mocy. - oświadczyłam.
- Co to takiego? - spytała wyżej wymieniona.
- Siostrzaną więź... - odparł Rumpelsztyk z drugiego końca komnaty. - ...Jest w magii bezcenna. Za pomoc wam chcę te urocze wstążki. - oświadczył, gdy zdjęłam wisiorek z sercem i przeniosłam go do swojego domu. Powoli zaczął nabierać pewności siebie.
- Ale to tylko zwykłe ozdoby. - powiedziała Gerda.
- Prawda, ale nawet zwykłe przedmioty mogą zyskać niezwykłą moc. Nie martwcie się, odzyskacie je. - tu uśmiechnęłam się dobrodusznie. Wszystkie trzy oddały wstążki Mrocznemu, a on ofiarował im magiczną urnę i parę rękawiczek, które hamowały moce noszącego je. Gdy młode kobiety wyszły nieco rozweselone, a ich głosy ucichły za frontowymi drzwiami zamku, Rumpelsztyk spojrzał na mnie groźnie. Mimo jego negatywnych uczuć nie przestraszyłam się. Patrzyłam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Dlaczego tu przyszłaś? - spytał z groźbą w głosie.
- Przyszłam tu aby i ciebie ostrzec, na temat waszej rozmowy. Pewna młoda dziewczyna o imieniu Anna przyjdzie do ciebie z pytaniem dlaczego jej rodzice przyjadą tu. - wyjaśniłam.
- Po co przyjadą? - spytał.
- Wybacz, ale nie odpowiem na twoje pytanie. - odwróciłam się zmierzając ku wyjściu.
- Gadaj! - zawołał, gdy drzwi się zamknęły tuż przed moją twarzą. Zastanowiłam się przez chwilę nie odwracając się.
- Jeśli to powiem nigdy nie dokonasz transakcji z Anną. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał ze złością. Analizowałam sytuację zastanawiając się też nad doborem słów.
- Ona ci pomoże w bardzo nieoczekiwany sposób. - odparłam.
- W jaki, Aveline? Jak i w czym mi pomoże ta cała Anna? - warknął. Zauważyłam jedną rzecz: Nie używał mocy, gdyż wiedział, że nie może mi zrobić krzywdy. Jednak ja sama obawiałam się, że może użyć sztyletu przeciw mnie. Wzięłam się w garść. Odwróciłam się powoli.
- Poczekaj aż pewna kobieta o imieniu Ruth urodzi dwóch chłopców. Wtedy zacznie się to, na co oboje czekamy. - oświadczyłam. Już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk pojawił się tuż przede mną. Podskoczyłam lekko cofając się o pół kroku, ale on zdążył chwycić mnie za ramię wyginając ją do tyłu w bardzo bolesny sposób. Teraz mnie samą zaczął ogarniać prawdziwy strach widząc przyłożony sztylet do gardła.
- Mów! Co ma wspólnego ta kobieta z moimi planami? - Patrzyłam na niego z przestrachem. Nagle metal sztyletu i mój pierścień zaczęły błyszczeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bo powiedziałam to, czego nie chciałam mu mówić zbyt wcześnie. Podniosłam ręce do góry na znak poddania się. Mój głos drżał nieco i świadczył o strachu.
- Czekam... czekam na Mroczną Klątwę! - zamknęłam oczy, a łza wyleciała mi z oka i dotknęła sztyletu. Sam sztylet zalśnił jaśniej niż zwykle.
- Mów dalej. - syknął mi do ucha.
- Tak jak ty chcę, aby została rzucona i przełamana. Chcę ci pomóc w odnalezieniu Bea'a. Chcę także wam wszystkim pomóc w odzyskaniu wspomnień. Jeżeli Klątwa zostanie rzucona zapomnisz kim jesteś. Jeśli chcesz abyś przypomniał sobie kim byłeś w Zaczarowanym Lesie przebywając w Świecie Pozbawionym Magii musisz zawrzeć kontrakt z rodzicami Wybawicielki, która przełamie tę klątwę. Poproś o imię dziecka. Niech ci je wyjawią. - wyjaśniłam.
- A ta cała Ruth? Co ona ma z tym wspólnego? - spytał.
- Ruth ma z tym wspólnego, że urodzi bliźniaków. Jeden z chłopców będzie ojcem Wybranki. - wyjaśniłam. Oddychałam ciężko. Mężczyzna patrzył na mnie przez kilka sekund.
- Czy uda mi się odzyskać syna? - spytał.
- Tak, Rumpelsztyku. Uda ci się. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę, a potem spojrzał na sztylet. Zamarł patrząc to na niego, to na mnie.
- Tym razem mówisz szczerą prawdę... - szepnął. Zadrżałam patrząc na niego, gdy stanął przede mną. - ...Mój sztylet zadziałał na ciebie... - dodał. Pokazał mi go. Zobaczyłam, że na jednej stronie ostrza sztyletu widniało imię "Rumplestiltskin", a na drugim "Magdalena". Wciąż milczałam oddychając ciężko. - ...Jak to możliwe, że na sztylecie jest moje imię a także czemu mnie okłamałaś ponownie na temat swojego prawdziwego imienia?... - spytał. - ...Ty masz na imię... -
- NIE, RUMEPLSZTYKU! Nie wymawiaj tego imienia! - krzyknęłam przerywając mu brutalnie.
- Dlaczego? - spytał wyciągając ku mnie sztylet. Zareagowałam natychmiast.
- Dlatego, że nie pochodzę z waszego świata. Pochodzę ze Świata Pozbawionego Magii. Na pergamin, na którym została wypisana klątwa została nałożona kropla mojej krwi. Dzięki temu nie zapomnę o swojej prawdziwej tożsamości w moim świecie, ale zapomnę kim byłam w baśniowym oraz stracę moce. - wyjaśniłam.
- Ciekawe. Od kogo tego się dowiedziałaś? - spytał wciąż celując we mnie sztyletem.
- Od Kaise, Czarnej Wróżki. - odparłam.
- Jak to? - zdziwił się.
- Nasze moce są połączone. Do końca nie miałam nad tobą władzy używając pierścienia i medalionu, więc i ty nie masz. Możesz wydawać mi polecenia i spytać o coś, ale nie możesz zmusić abym kogoś skrzywdziła czy zabiła. Sztylet działa na nas oboje, a w szczególności na ciebie, bo to ty zabiłeś Zoso. Biała i mroczna magia się przyciągają. Jeśli uwierzę, że można mnie kontrolować tym sztyletem tak się stanie. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie dość długo. W końcu spytał.
- A dlaczego nie słabniesz w moim towarzystwie? - spytał.
- Dzięki temu. - odpowiedziałam pokazując swoją bransoletę. Ten przyjrzał się jej. Wyciągnął rękę ku niej. To była moja szansa. Ledwo jej dotknął, gdy ta go odepchnęła na drugi koniec pokoju. Odetchnęłam z ulgi i przeniosłam się do swojego domu.

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 14 - Złoto i diamenty

         Przyglądałam się jak Cora klęczy przed królewską rodziną. Była to rodzina z północnego królestwa. Wśród nich była księżniczka Eva. Wiedziałam już co się stanie.
- Przeproś, albo więcej nie weźmiemy od was mąki. Jest wielu młynarzy. - ostrzegł ją król.
- Proszę o wybaczenie, księżniczko. - powiedziała siląc się na spokój. Eva uśmiechnęła się drwiąco.
- Zostań tak póki nie odejdziemy. To jest twoje miejsce. - powiedział król. Spostrzegłam, że jeden z bocznych ekranów zaczął pulsować jasnym światłem, a mój naszyjnik był coraz cieplejszy. Spojrzałam na owy ekran. Na dziedzińcu stał Mroczny. Jego uczucia był niepokojące. Był zadowolony, ale czułam też coś na wzór uczucia. Nie wróżyło to za dobrze dla tej sytuacji.
         Dwa dni później Cora przyszła w skradzionej czerwonej sukni i masce na bal. Musiałam już teraz zainterweniować. Przeniosłam się do wierzy, gdzie jak potem się okazało Cora miała przebywać póki nie przemieni słomy w złoto. Zdjęłam medalion w kształcie serca zostawiając go w domu. Na szczęście bransoleta chroniła mnie przed złym wpływem bratem. Schowałam się w najdalszym i najciemniejszym kącie obserwując co robi Cora. Przeszło jej przez myśl, by skoczyć z wierzy. Wtem pojawił się Mroczny lekko się śmiejąc.
- Nie uda ci się. Uciekniesz, ale zginiesz... - stwierdził. Obejrzała się na pięcie. - ...Chyba nie oto ci chodzi? - spytał wciąż się uśmiechając.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- A ty? - Mroczny sprytnie uniknął pytania.
- Cora. - odpowiedziała.
- Niezbyt ładne imię. - powiedział, a w moim sercu lekko zawrzało.
- Skoro tu wszedłeś ja mogę wyjść. - powiedziała z entuzjazmem.
- Masz tylko jedno wyjście... - wskazał na kołowrotek. - ...Traf chce, że potrafię zmienić słomę w złoto. To prawie jak przeznaczenie. - powiedział siadając na krzesełku.
- Nikt tego nie potrafi! - zawołała.
- Tylko popatrz. - powiedział ciągnąc za sznurek, który po chwili zmienił się w złotą nić. Kobieta zachwyciła się biorąc do ręki kawałek złotej nici.
- Pomożesz mi? - spytała.
- A ty mnie... - oświadczył. Cora zastanawiała się o co mu może chodzić, że może mu pomóc. Ten widząc jej spojrzenie odparł: - ...Widzę przyszłość... w pewnym sensie. - odparł.
- Co mogę zaoferować? - spytała.
- Zabawne, że pytasz. Potrafisz czytać? - spytała podając jej arkusz pergaminu. Kobieta przeczytała pierwsze dwie linijki.
- Moje pierworodne dziecko? - zdziwiła się.
- Ona odegra ważną rolę. - wyjaśnił.
- Ona?
- Mówiłem: widzę przyszłość. Dostanę zapłatę jeśli przeżyjesz. - odparł.
- Zamienisz słomę w złoto? - spytała z nadzieją.
- A ty będziesz mogła zażądać księcia za męża i wszyscy będą ci się kłaniać. Tego chcesz, prawda? - oznajmił.
- Nie... - ten obejrzał się. - ...Naucz mnie. Naucz mnie zamieniać słomę w złoto... - oboje patrzyli na siebie przez chwilę. - ...Niech to będzie część umowy. - dodała.
- Zuchwała jesteś... - tu skłonił się. - ...Rumpelsztyk. - przedstawił się jej.
- Co?
- Tak się nazywam. Zasłużyłaś... - machnął ręką, a na pergaminie zmieniły się warunki umowy. - ...Zaczynajmy. - oświadczył podając jej czerwone pióro. - "Jeśli ona ci ofiaruje pierworodną córkę, to ja jestem ogrem!" - pomyślałam z oburzeniem. Cora przędła słomę zamieniając ją w nić, ale nie była ona złota, lecz zwykła.
- Nie działa. - zirytowała się.
- Nie myśl... - powiedział Rumpelsztyk. - ...Magia wiąże się z emocjami. Przypomnij sobie co cię tak rozgniewało, że gdybyś mogła to byś zabiła. - oznajmił.
- Ty tak robisz? - spytała.
- Tak. - odparł.
- Co sobie wyobrażasz? - zapytała Cora. Ten lekko uśmiechnął się i odpowiedział:
- Dawno temu pewien mężczyzna kazał mi całować buty na oczach syna. Wyobrażam sobie, że przegryzam mu gardło i rozszarpuje żyły... - wyjaśnił. - ...Właśnie tak powstaje magia. - dodał.
- Płynie z żądzy krwi. - stwierdziła.
- Piękne porównanie... - powiedział z uśmiechem. - ...Pomogę ci. - usiadł tuż za nią trzymając za ramiona.
- Kazali mi uklęknąć... - zaczęła.- ...Nie zrobiłam nic złego, ale musiałam przeprosić... - wyjaśniła. - ...I to dziecko... Zrozumiałam, że nie ważne jak ciężko będę pracowała nie zostanę nikim więcej. - odparła.
- Co chcesz im zrobić? - spytał.
- Chcę by mi się kłaniali. Żeby połamali kolana i zastygli jak kamienie. Chcę by ich karki złamały się od pochylania. - powiedział, a w jej głosie czuć było żądzę mordu.
- Spójrz. - szepnął. Oboje patrzyli na nić, którą trzymała w jednej ręce.
- Udało mi się... Przeżyję.. - powiedziała z ulgą.
- Osiągniesz zacznie więcej. Walcz, aż padną na kolana. - powiedział, a z moich oczu popłynęły łzy. Współczułam nie tylko bratu, ale i królowi oraz jego synowi. Łzy kapały mi po policzkach. Nie byłam świadoma, że w ogóle lecą.
         Następnego dnia na dziedzińcu Cora pokazała jak przemienić słomę w złoto. Pokazała ją królowi i jego poddanym. Ja za to stanęłam tuż za Rumpelsztykiem i szepnęłam mu do ucha:
- Stworzyłeś swojego potwora, bestio? - spytałam cicho. Mężczyzna obejrzał się gwałtownie, ale znieruchomiał, gdy zobaczył, że pierścień na moim palcu zalśnił. Dał mu znać by milczał. Skinęłam głową na niego byśmy poszli w ustronne miejsce. Wyszliśmy z pałacu do lasu.
- Co tu robisz, Aveline? - spytał w końcu.
- Ja? Ja patrzę jak uczysz tę, która stanie się potężniejsza od swej córki, a ta rzuci klątwę na prawie każdą krainę. - odparłam z uśmiechem, w którym nie było ani krzty radości.
- To znaczy... że mi się uda? - spytał z nadzieją.
- Owszem, Rumpelku. Odzyskasz syna. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie trochę dziwnym wzrokiem.
- Twoje oczy. W twoich oczach coś lśni. - zauważył.
- Znowu? - zirytowałam się. Spojrzałam w lusterko. Rumple miał rację. Łzy leciały mi po policzkach, ale nie spadały na ziemię. Zmieniały się...
- Czy to diamenty? - spytał. Wzięłam do ręki jedną z łez, która pod wpływem dotyku zmieniła się w mały diament.


- Nie wiarygodne... - wyszeptałam. - ...Jak to się stało? Czy to magia? - spytałam.
- Nie. To czysta magia, a raczej magia miłości i współczucia... - wyjaśnił. Oboje patrzyliśmy jak kolejne łzy wylatują mi z oczu i zamieniają się w diamenty. - ...Chwila... Czemu nie odczuwam tego co ostatnim razem? - spytał.
- To dzięki temu medalionowi... - odparłam machnąwszy ręką. W mojej dłoni pojawił medalion w kształcie serca. Rumpelsztyk cofnął się o kilkanaście kroków w tył. Założyłam go z powrotem. - ...Dzięki niemu nie możesz się do mnie zbliżyć, a tym samym zrobić krzywdy. Gdy jest to konieczne będę od czasu do czasu zdejmować go, bo czasem będę chciała lub musiała porozmawiać z tobą. - wyjaśniłam. Po tym wyjaśnieniu zniknęłam pojawiając się u siebie w domu.
         Wkrótce po tym zdarzeniu do moich uszu dotarło, że Cora wychodzi za mąż. Dwa dni przed ślubem zobaczyłam na ekranie Rumpelsztyka rozmawiającego z Corą, a właściwie całujących się. Przeniosłam się w pobliże ich spotkania. Stałam w odpowiedniej odległości. Najwyraźniej musiałam zbyt blisko podejść, bo Rumpelsztyk rozejrzał się. Uśmiechnęłam się i wyszłam za krzaków.
- To ty! - zawołał.
- Tak, to ja, mój drogi, Rumpelku. - odparłam wciąż do niego podchodząc.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- Co za manipulantka... - powiedziałam patrząc na nią. - ...Ogłupić tak potężnego czarownika jak Mroczny... - westchnęłam. - ...Ale chce ci za to podziękować, bo w ten sposób będziesz miała córkę, która zrobi coś bardzo ważnego dla mojego brata. - oświadczyłam.
- Brata? O kim mówisz? - spytała Cora. Zbliżyłam się do niej, a Rumpelsztyk wręcz przeciwnie: oddalił się jeszcze bardziej.
- Jestem Aveline. Mówią na mnie także Świetlista. - przedstawiłam się. Wyciągnęłam ku niej rękę.
- Aveline, co robisz? - spytał Rumpelsztyk. Spojrzałam tylko na niego, a ten umilkł.
- Coro, czy pozwolisz, że wezmę od ciebie twój włos? - spytałam.
- Po co ci on? - spytała.
- Chcę mieć twój włos po tym, jak odebrałaś sobie serce i zraniłaś uczucia mego brata... - odparłam oschle. Oboje patrzyli na mnie. - ...Tak, Rumpelsztyku... - tu wyciągnęłam ku niemu rękę dając mu w myślach nakaz by stał w miejscu. Okrążałam go. - ...Cora naprawdę cię kocha... - spojrzałam na nią. - ...ale ona postawiła władzę ponad miłością.... - dotknęłam jego policzka i dodałam bardzo cicho, gdy ten klęczał przede mną na kolanach: - ...Postawiłeś moc sztyletu ponad miłością i będziesz zawsze tego żałować... - chwyciłam jego brodę by nasze oczy się spotkały. - ...Tak jak żałujesz utraty syna. Córka Cory... - tu go puściłam aż ten upadł na ziemię. - …umożliwi ci powrót do niego.... - nacisnęłam na jego kark dając do zrozumiana by dalej leżał. - ...Zostaw Corę w spokoju i czekaj aż dziewczynka dorośnie. Wtedy wkroczysz do akcji... - spojrzałam na Corę. - ...A ty zmiataj stąd. - kobieta odeszła. Rumpelsztyk patrzył na nią jak się oddala.
- Puść mnie! - zawołał. Uśmiechnęłam się i zniknęłam wracając do domu.

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 13 - Wyjawiona tajemnica i Kaise

         Dwa tygodnie po otrzymaniu darów od Melanie oglądając beznamiętnie Rumpelsztyka rozmawiającego z jakąś kobietą odruchowo spojrzałam na ekran z Corą. Stała na rozdrożu dwóch dróg rozglądając się dookoła. Westchnęłam teatralnie. Od tego momentu, co jakiś czas przyglądałam się Corze
         Jakieś dwa miesiące później zobaczyłam jak Cora zdejmuje słomiany pierścionek. To mnie oderwało od brata i przeniosłam się do pewnego księcia o imieniu Leopold.
- Wasza wysokość! Muszę ci coś powiedzieć! To pilne! - zawołałam w biegu klęcząc przy nim. Mężczyzna spojrzał na mnie.
- Kim jesteś, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - przedstawiłam się ukazując swoje oczy. Dopiero teraz mężczyzna zamarł.
- Twoje oczy... Ty jesteś Świetlista! - zawołał.
- Tak. To prawda, książę... - odparłam. Wstałam ukazując się w całej okazałości. - ...Zresztą to teraz najmniej ważne, mój książę. Muszę cię o coś poprosić. Gdyby coś złego się stało twojej rodzinie proszę mnie wezwać i przekazać tę informację rodzinie i zaufanym osobom. Proszę także... - tu urwałam, bo rozległ się kobiecy głos:
- STRAŻE! STRAŻE! W OGRODACH JEST ŁOTR! POMOCY! - zawołała. Zamarłam. Rozpoznałam ten głos. Książę pobiegł w tamtym kierunku zostawiając mnie samą. Ukradkiem poszłam za nim. Po chwili zobaczyła jak Cora i książę Leopold rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi przechadzając się po lesie. Z daleka obserwowałam ich kryjąc się w krzakach. Gdy ją zaprowadził do swojego zamku wróciłam do domu dalej obserwując Corę.
         Kilka dni po tym zdarzeniu w królewskich ogrodach dostrzegłam Jonathana.
- O nie... - szepnęłam. Zauważyłam także księżniczkę Evę. - ...Jeszcze lepiej! - jęknęłam. Nagle usłyszałam czyjś głos w swojej głowie: - "Aveline, przyjdź do mojego zamku. Musimy porozmawiać" - był to męski głos. Dopiero po chwili zorientowałam się, że był to Rumpelsztyk. Zastanawiałam się czy do niego iść czy może przyglądać się dalej młodej księżniczce Corze jak wraca do zamku planując zabrać jakieś cenne rzeczy. W końcu postanowiłam później z nią się spotkać.
         Przeniosłam się tuż przed drzwi zamku Mrocznego. Weszłam do środka nie patrząc na to, co tam było. Znałam zamek brata jak własną ksieszeń, więc wcale się nie rozglądając poszłam prosto do jego komnaty.
- Wzywałeś mnie? - spytałam, gdy tylko weszłam do środka. Na chwilę zapadła cisza i myślałam, że jest tu pusto, ale po chwili zauważyłam Rumpelsztyka. Mężczyzna stał przy zasłoniętym oknie jakby chciał się wtopić w otoczenie.
- Co się dzieje? Czemu mam wrażenie, że nie mogę do ciebie podejść? - spytał z lekkim przerażeniem w głosie. Na chwilę zamilkłam, ale w końcu odparłam zbliżając się do niego wolnym krokiem.
- Jakiś czas temu od Białej Wróżki dostałam ten wisiorek i bransoletę... - odparłam pokazując je. - ...Dzięki nim nie możesz zrobić mi krzywdy ani ja nie słabnę w twoim towarzystwie. Jednak, gdy zostanie rzucona klątwa przez pierworodną córkę Cory będę na nią odporna. Będę pamiętać kim jestem. Problem polega na tym, że nie będę pamięć kim byłam tutaj. Jak każde z magicznych stworzeń nasze moce zostaną uśpione, a raczej zablokowane na niecałe trzy dekady w Świecie Pozbawionym Magii. - wyjaśniłam.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął powoli.
- Och, Rumpelsztyku... - tu westchnęłam i zrobiłam kolejny krok ku niemu. - ...Nie pamiętasz co ci mówiła Wyrocznia? Nie ty rzucisz klątwę i nie ty ją zdejmiesz... - zacytowałam. Mężczyzna wpatrywał się we mnie w milczeniu. - ...Więc co chciałeś ode mnie? - spytałam na koniec. Chwila ciszy, aż w końcu oświadczył.
- Wiem kim naprawdę jesteś. - oświadczył. Okazałam umiarkowane zainteresowanie.
- Czyżby? - spytałam.
- Tak... - wyciągnął ręce przed siebie i po chwili zobaczył to co chciał. Już miał coś powiedzieć, gdy wyczuł moją dłoń na swoich ustach. Jęknął.
- Milcz... - szepnęłam mu do ucha. Próbował się wyswobodzić, gdy stanęłam tuż za nim nadal zakrywając mu usta i trzymając mocno przy swoim ciele. - ...Cofnę rękę... - zbliżyłam swoją twarz ku jego oczom. - ...jeśli obiecasz mi, że nie wyjawisz tego nikomu... - szepnęłam. - ...ale to absolutnie nikomu... - Znowu próbował uwolnić się, ale tym razem za pomocą magii. Wykręciłam mu ręce do tyłu z pomocą pierścienia. Chwyciłam jego dłoń i wykręciłam do tyłu w bolesny sposób. Przycisnęłam dłoń przy ustach jeszcze bardziej i przytwierdzając do ciała unieruchamiając go. Znowu jęknął. - ...Nikomu, bracie... - Wierzgał się chwytając moje ramię, która zakrywała mu usta, ale jeszcze bardziej jęknął. - ...Obiecasz? - spytałam. W milczeniu jeszcze chwilę próbował się uwolnić. W końcu zrezygnowany opuścił obie dłonie kiwając głową, że obieca. Cofnęłam rękę. Gdy tylko cofnęłam się do niego mężczyzna upadł na kolana oddychając ciężko. Pojawiłam się przy drzwiach.
- Co... co to było? - spytał próbując nabrać powietrza. Uśmiechnęłam się lekko.
- Kolejny ze sposobów aby mieć ciebie pod kontrolą. Nie chciałam zrobić ci krzywdy, lecz tylko ci to pokazać, że można cię kontrolować nie używając sztyletu ani mojego pierścienia. Tylko ja mogę to robić. Ze względu na to, że jestem twoją siostrą więcej tego nie zrobię. No chyba że będę do tego zmuszona. - wyjaśniłam.
- Zmuszona? - spytał wstając.
- Tak. Jest sposób, ale nie powiem ci jaki. To mogło by mnie zniszczyć, a ciebie zranić wbrew naszej woli. Teraz wybacz, mam coś do roboty. - powiedziałam i zniknęłam.

~~*~~

         Mijały miesiące. Wciąż miałam oko na Corę i na królestwo księcia Leopolda. Pewnego wieczora poszłam do komnaty księżniczki Evy. Gdy upewniłam się, że jest sama stanęłam tuż za drzwiami. Zbliżyłam się do niej od tyłu.
- Księżniczko Evo... - szepnęłam. Młoda kobieta obejrzała się. Miała krzyknąć, gdy powiedziałam szybko: - ...Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę tylko ciebie poprosić abyś mi dała kosmyk swoich włosów. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwiła się.
- Kosmyk włosów... No tak, gdzie moje maniery. Jestem Aveline. Mówią mi także Świetlista. Poznałam twojego męża księcia Leopolda. Ostrzegłam go przed córką młynarza Corą, która była w ciąży i prosiłąm o to, żeby mnie wezwał w razie potrzeby. - wyjaśniłam.
- Poznałam ją te kobietę. To ladacznica. - oświadczyła dobitnie.
- Może i tak, ale chciałam też cię przed nią ostrzec. - oznajmiłam.
- Dlaczego? To tylko córka młynarza. - oświadczyła.
- To prawda, ale nawet takie osoby mogą się zmienić pod wpływem mrocznej magii. Musisz na nią bardzo uważać. Pewnego dnia się zemści na twojej rodzinie, a szczególnie na twojej pierworodnej. - wyjaśniłam. Kobieta patrzyła na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Pierworodnej? Będę mieć córkę? - spytała.
- Tak. Czy możesz mi w zamian za to ostrzeżenie ofiarować kosmyk swoich włosów? - spytałam.
- Tak, oczywiście... - odparła. - ...Ale poco ci one? - spytała podając mi je.
- Każda osoba, która jest użyteczna dla Mrocznego jest i dla mnie ważna, lecz bardziej użyteczna. Pragnę mieć na was oko. Jeśli coś się stanie wezwij moje imię, a ja się zjawię. - oświadczyłam i zniknęłam.|

~~*~~

         Wciąż mając oko na Corę jak wchodzi do pałacu z mąką na ramionach myślałam nad słowami Melanie. Jeśli chciałam być naprawdę odporna na każdą Mroczną Klątwę musiałam zawrzeć umowę z Czarną Wróżką. Z tego co opowiadała mi Biała Wróżka jej siostra żyła w samym środku Bezkresnego Lasu. Poszłam tam. W środku lasu była polana, a przy niej rzeka oraz wodospad. Napiłam się wody, a potem zawołałam:
- Kaise, jesteś tu? Chcę z tobą porozmawiać. - powiedziałam, a echo potoczyło się wokoło. Nie czekałam zbyt długo nim się pojawiła. Miała czarne jak heban włosy, czarne ubranie i skrzydła. Mimo mrocznej i przerażającej aury, która ją otaczała uroda była niczego sobie.


- Witaj, Aveline. Słyszałam o tobie niesamowite historie, szczególnie od mej siostry. - zaczęła.
- Naprawdę? - spytałam nieco przerażona. Ta aura otaczała mnie jak pędy drzewa.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytała.
- Ja... ja chciałam zawrzeć z tobą umowę w sprawie Mrocznej Klątwy Rumpelsztyka. - wyjaśniłam.
- Och... Mroczna Klątwa. To mój ulubiony temat. Słucham więc. - oświadczyła. Wciąż drżąc oświadczyłam:
- Więc... więc za kilkadziesiąt lat, gdy pewna nienarodzona kobieta o imieniu Śnieżka zaraz po tym, gdy urodzi dziecko inna kobieta, Zła Królowa Regina rzuci tę właśnie klątwę. Sprawi, że każdy w Zaczarowanym Lesie i wybranych przez nią osoby zapomni kim jest, poza królową do pewnego czasu Mroczny. Zostaną oni przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii. Zostaną tam na długi czas. - wyjaśniłam.
- Chcesz pamiętać swoją baśniową tożsamość? - spytała wróżka.
- Tak. Chcę pamiętać kim jestem, a raczej by ta klątwa także na mnie zadziałała do dnia, gdy Regina zaadoptuje dziecko i wymówi jego imię. To będzie Pierwsza Klątwa. Drugą Klątwę rzuci Śnieżka. W tym przypadku, gdy wrócimy do tamtego świata kluczem do przypomnienia Zapomnianego Roku przeżytym w baśniowym świecie będzie ich córka, gdy przypomni sobie, że ona i jej syn żyli w Świecie Pozbawionego Magii. Trzecią rzuci Królowa Śniegu, Ingrid. Nie chcę by ta klątwa mnie dosięgła. Kluczem dowiedzenie się co się stało w Arendelle będzie wymówienie przez królową Elsę życzenia o przybycie Anny do niej. Pragnę pomóc Wybawicielce w opanowaniu jej mocy i pokazać, gdzie jest jej miejsce. - wyjaśniłam. Wróżka nie przerywała mi ani na chwilę myśląc długo aż w końcu oświadczyła:
- Rozumiem. Jesteś z innego świata, tego prawdziwego... - tu skinęłam głową. - ...Na ciebie tak naprawdę te klątwy nie zadziałają do końca... - oświadczyła. Zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc o co jej chodzi. - ...W Świecie Pozbawionego Magii będziesz widziała ich prawdziwe postacie z Zaczarowanego Lasu od momentu przybycia tam. jednak Klątwy także cię obejmą, bo tutaj stałaś się Świetlistą, lecz sama nie będziesz pamiętała kim tu byłaś... - westchnęłam z dezaprobaty. - ...Pierwsza Klątwa z początku da ci inną tożsamość - spojrzałam na nią z nadzieją. -  ...ale jak powiedziałaś: dopóki Zła Królowa nie zaadoptuje dziecka i go nie nazwie nie będziesz pamiętać zarówno swojej tożsamości jako Aveline oraz stracisz moce jak każdy kto nią władał. - wyjaśniła. Uśmiechnęłam się.
- To nie problem. Taka cena mi odpowiada. - odparłam.
- Poważnie? Chcesz zapłacić taką cenę? - spytała.
- Tak. Chcę... - wróżka bardzo była zdziwiona takim entuzjazmem i ceną magii. - ...Poza tym Melanie opowiedziała mi ich historie, więc nie zapomnę wszystkiego. Zrobię wszystko, aby pomóc memu bratu, a także Emmie i jej rodzinie. A przede wszystkim każdemu mieszkańcowi, który tam się znajdzie. - oświadczyłam. Czarna Wróżka uśmiechnęła się. Machnęła swoją różdżką i po chwili przede mną pojawił się rulon pergaminu. Machnęła ponownie, a pergamin zalśnił. Spojrzała na mnie.
- Teraz potrzebuję twojej krwi. Musisz mi ją dać dobrowolnie. - odparła.
- A poco ci ona? - spytałam.
- Muszę nasycić pergamin twoją krwią, a dokładniej magią zwykłej osoby nie pochodzącą z baśniowego świata, ale znająca ich prawdziwe historie przed pojawieniem się Księgi Baśni w reku młodego Autora. - wyjaśniła. Wpatrywałam się w nią dość długo. W końcu wyjęłam sztylet i nacięłam sobie na palcu ranę. Wróżka machnęła ponownie ręką, a krew przelała się ku pergaminowi.
- Kaise, czy gdy Rumpelsztyk dotknie pergaminu nie odczuje bólu mocy Świetlistej? - spytałam.
- Nie... - odparła. - ...Gdy zostaniecie przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii pierwszą oznaką, że się udało będzie wspomnienie naszego obecnego spotkania, a reszta zostanie wymazana do dnia, gdy królowa zaadoptuje chłopca, aby wypełnić pustkę w sercu. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową na znak podziękowania. Zniknęłam i pojawiłam się przed swoimi ekranami w domu. Teraz musiałam poczekać do dnia rzucenia Pierwszej Klątwy. Będzie to trwało niezbyt długi czas.
- Będzie warto. - szepnęłam z lekkim uśmiechem.

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 12 - Obawy i Kryształ Wiecznego Serca

         Pewnego wczesnego popołudnia naszło mnie uczucie abym obserwowała Jiminy'ego. Przejrzałam każdy ekran aż znalazłam go w zamku Mrocznego. Martwiłam się. To było takie smutne obserwując jak brat daje mu specjalny eliksir, który miał uwolnić go od jego rodziców. Jednak jak to drobni złodziejaszki podmienili butelki. Eliksir zmienił parę małżeńską w lalki. Byli to rodzice małego Gapetta. Jiminy był bardzo zmartwiony i zrozpaczony. Poprosił Błękitną aby stał się wolnym od tego wszystkiego. Wróżka przemieniła go w świerszcza. Nie wiedziałam czy się cieszyć, że stał się wolnym, czy martwić się i płakać, bo chłopiec nie miał teraz rodziców. Wiedziałam jednak, że od teraz ten mężczyzna stał się Głosem Sumienia. Jiminym Świerszczem.         Nie było sensu abym dalej obserwowała Jiminy'ego. Jednak i tak miałam na niego oko. Udało mi się każdego obserwować biorąc włos od każdego z nich, nawet, gdy o tym nie wiedział. Wzięłam nawet po jednym włosie każdego królewskiego członka Arendelle (jedną z członkiń królewskiej rodziny była matka Elsy i Anny - Gerda najmłodsza z trzech sióstr). Nawet Rumpelsztyka, gdy był zwykłym człowiekiem, a potem, gdy stał się Mrocznym. Włos Bae'a także udało mi się uzyskać, aby wiedzieć czy żyje i jest bezpieczny. Ekran z jego imieniem był czarny odkąd wpadł do portalu, ale kropka u dołu dawała mi znak, że żyje. Póki każde z nich żyje, nie ważne gdzie by się znajdowali miałam na ich oko.
         Od czasu do czasu ostrzegałam brata. On za to nie ustępował chcąc dowiedzieć się ode mnie gdzie jest Bae. Chciał nawet zawrzeć ze mną umowę. Ja mu odpowiadałam tym samym tekstem:
- Nie zawrę z tobą żadnej umowy. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał. Patrzyłam na niego trochę zasmucona, ale po chwili odpowiedziałam:
- Rumpelsztyku, dopóki ogarnia cię mrok nie będę zawierać z tobą żadnej umowy. - oświadczyłam i zniknęłam z jego pola widzenia. Wzburzyło go to.

~~*~~

         Wciągu kilkunastu lat oglądałam ekrany, na których byli złoczyńcy i bohaterowie. W tym Rumpelsztyk. Pewnego dnia poszłam do jednej z gospód. Po niedługim czasie zobaczyłam wchodzącego do środka dziwnie znajomego mi mężczyznę. Mając bardzo złe przeczucia rozejrzałam się po pomieszczeniu aż zobaczyłam za ladą baru...
- Cora. - szepnęłam. Spojrzałam na mężczyznę siedzącego na przeciw lady. Patrzył na nią pożądliwie. Odczekałam aż do wieczora, a raczej póki Cora nie wyszła z gospody. Wróciłam do domu.
         Od tego dnia obserwowałam głównie "księcia" Jonathana i Corę. Rzuciłam zaklęcie na każdy z ekranów łącząc je z moim pierścieniem. W ten sposób będę wiedziała kogo ratować a kogo obserwować.
         W ciągu najbliższego tygodnia miałam bardzo dużo roboty. Mieszkańcy wielu wiosek prosili mnie o pomoc. Siódmego dnia, gdy walczyłam z potężną zjawą zauważyłam, że nieco się odsunęła. Zdziwiłam się czemu to robi, jednak dopiero po chwili zrozumiałam czemu. Spojrzałam na pierścień.
- O nie... - jęknęłam na głos. Machnęłam ręką odpędzając zjawę. Kolejne machnięcie na zjawę wyeliminowało ją. Oddychając ciężko spojrzałam ponownie na pierścień. Jeden z płatków lśnił ciemnym granatem. Ostatnio zauważyłam, że każdy kolor oznacza co innego lub kogoś. Tak było np. w przypadku Piotrusia Pana, gdy płatek mienił się zgniłą zielenią. Przycisnęłam mieniący się płatek, po czym zobaczyłam jak Cora idzie na górne piętro w gospodzie z owym "księciem". Na jej palcu widniał pierścionek zaręczynowy zrobiony ze słomy. Wystraszyłam się.
         Przeniosłam się do domu. Obawiałam się tego co się stanie za jakieś dwadzieścia lat. Nie mogłam powiedzieć bratu o Zelenie. Sam musiał się o niej dowiedzieć. Doskonale wiedziałam, że od tej chwili nie mogłam się mieszać. Wszystko musiało się potoczyć tak, jak powinno. Mogłam tylko przyglądać się jak Zelena rośnie na piękną kobietę. Oczy mi zwilgotniały, gdy zobaczyłam jak jej przybrana matka umiera. Kropla łzy opadła na pierścień. To, co się stało w następnej chwili zamurowało mnie. Z pierścienia wyleciało oślepiające światło i zawisło przede mną. Gdy przygasło zauważyłam, że uformowało się w piękny wisiorek w kształcie białego serca, a w środku widniał różowy kryształ. Kamień świecił się własnym światłem.


- Co to? - spytałam sama siebie.
- To Kryształ Wiecznego Serca. - odezwał się głos Melanie. Spojrzałam na nią. Unosiła się tuż przede mną.
- Kryształ Wiecznego Serca? Co to jest? - spytałam.
- Kryształ pochodzi od samego Merlina, a dokładniej z jego serca, gdy stał się Światłym. Póki Merlin żyje kryształ będzie świecił. - wyjaśniła.
- Co on potrafi? Ten kryształ. - spytałam wpatrując się w niego.
- Będzie ciebie chronił przed mrocznymi siłami, a szczególnie przed bratem. - odparła.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Rumpelsztyk nie będzie mógł ciebie skrzywdzić. To tak jakby dotknął rękojeści Excalibura. Nie będzie mógł podejść do ciebie, jakby coś go odpychało... - wyjaśniła. Machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się kryształowa bransoleta.


- ...A ta bransoleta... - na moim prawym nadgarstku pojawiła się piękna bransoleta. - ...da ci możliwość ochrony przed bratem i innymi złymi osobami. Gdy dotkną bransolety odepchnie ich od ciebie. Ma też możliwość ochrony przed nimi. Nie będziesz słabnąć. - wyjaśniła.
- Czy mają jeszcze jakieś właściwości? - spytałam.
- Tak. Kryształ ma jeszcze jedną właściwość, ale można jej używać tylko w nadzwyczajnych sytuacjach. - odparła.
- Jakich? - spytałam z ciekawością.
- Tej opcji możesz używać, gdy w grę chodzi utrata pamięci. - wyjaśniła.
- Mroczna Klątwa Rumpelsztyka! - zawołałam. Melanie kiwnęła głową.
- Nie stracisz pamięci o twojej prawdziwej tożsamości jako Magdy, ani nie musiałabyś sporządzać napoju pamięci, by się uchronić przed każdą Mroczną Klątwą. - wyjaśniła. Trzymając w ręku Kryształ Wiecznego Serca myślałam nad wieloma rzeczami. Byłam bezpieczna jeśli chodzi o przybycie do Świata Pozbawionego Magii. Bardzo mi ulżyło.
- Melanie, mam prośbę... - popatrzyła na mnie czekając na moje słowa. - ...Gdy klątwy zostaną rzucone chcę mieć gwarancję, że będę wszystko pamiętać w Świecie Pozbawionego Magii. Wystarczy jedno słowo. Przed rzuceniem Pierwszej Klątwy niech kluczowym słowem na przypomnienie sobie kim byłam jako Świetlista będzie wymówienie przez Reginę imienia swego ojca, gdy zaadoptuje Henry'ego, gdziekolwiek by nie była. W Drugiej powrót wspomnień Emmy. A w Trzeciej wymówienie przez Elsę imienia jej siostry Anny. - wyjaśniłam.
- Rozumiem. Porozmawiam z Kaise i mam nadzieję, że się zgodzi na te warunki. Chociaż sądzę, że sama będziesz musiała z nią tę kwestię uzgodnić. - oświadczyła. Westchnęłam i kiwnęłam głową.

Rozdział 11 - Słaby punkt i Ariel

- Mroczny, stój! - krzyknęłam. Chmura dymu wokół Rumpelsztyka opadła. Mężczyzna nie poruszał się, gdy zobaczył mnie z wyciągniętą ku niemu dłoń.
- Aveline, co robisz? - spytał Mroczny cofając się.
- Pokazuje, że można kontrolować Mrocznego nie zabijając go. - wyjaśniłam.
- Jak to "nie zabijając"? - spytał kapitan.
- Istnieje broń, którą posiadał każdy Mroczny, a obecnie posiada ją mój brat, Rumpelsztyk. - wyjaśniłam pokazując na niego.
- Poważnie? - spytał Killian.
- Tak. Dzięki niej można kontrolować jego moc i mu rozkazywać. Wykona każde polecenie bez sprzeciwów, nawet jeśli chcesz czyjejś śmierci. Jednak jeśli jego samego zabije się... - tu urwałam. - ...niestety przejmie jego moce i stanie się nowym Mrocznym lub Mroczną. Zależy od płci. - dodałam.
- Więc dlaczego się cofa? - spytał jeden z marynarzy.
- Widzicie pierścień na moim palcu?... - spytałam. Wszyscy kiwnęli głowami. - ...Metal tego pierścienia został wykuty z tego samego metalu co końcówka legendarnego miecza zwanego Excaliburem. Oba przedmioty zostały zaczarowane przez samego Merlina... - lekkie zamieszanie. - ...Dzięki tym broniom można do pewnego stopnia kontrolować moc Mrocznego. - wyjaśniłam, ale nagle zachwiałam się i oparłam się o maszt.
- Jest jeden szkopuł. - odezwał się Rumple. Wszyscy na niego patrzyli jak do mnie podchodzi.
- Co się ze mną dzieje?... - spytałam trzymając się za głowę. - ...Słabo mi. - Rumpelsztyk stał dwa metry ode mnie, gdy nagle upadłam na kolana tuż przed nim.
- Widzisz, Aveline... - Mroczny pochylił się nade mną. Chwycił mnie za brodę i zadarł ją do góry abym na niego patrzyła. - ...powiedziałaś mi kiedyś, że im dłużej jesteś blisko mnie tym stajesz się słabsza... - oświadczył. Próbowałam wyciągnąć ku niemu rękę z pierścieniem, ale nie zdołałam. Gdy mnie puścił upadłam bezwładnie na deski pokładu oddychając ciężko. - ...Nie możesz mnie kontrolować wiecznie... - oświadczył. Spojrzałam na niego. - ...Oboje mamy swoje ograniczenia. Widać, że twoja moc jest słabsza od mojej. - wyjaśnił.
- Doprawdy?... - spytałam. Czułam się senna - ...A nasz ojciec? On jest silniejszy od ciebie... - odparłam. Gniew jaki odczułam w swoim umyśle był silny. Był on spowodowany tym, że Rumpelsztyk chciał mnie uderzyć w twarz, ale chwilę potem poleciał do tyłu uderzając potylicą w maszt. Zaśmiałam się słabo. - ...Wiesz doskonale, że nie możesz mnie skrzywdzić, Rumpelku. - powiedziałam, a w momencie jego zniknięcia zemdlałam.

~~*~~

         Obudziłam się na czymś miękkim. Wyczułam, że coś się kołysze. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
- Witaj, Aveline. - rozległ się czyjś męski głos. Otworzyłam szerzej oczy. Przede mną stał Killian.
- Jones? - zdziwiłam się odkrywając koc.
- Teraz nazywam się... - urwał, bo zdałam sobie sprawę co targało jego myślami.
- Hook! Przywdziałeś nowe nazwisko! - zawołałam.
- Zgadza się.... - odparł z lekkim uśmiechem. Już chciałam się uśmiechając, gdy coś sobie przypomniałam. Podbiegłam do niego i chwyciłam za naszyjnik, który nosił na szyi. - ...Co robisz? - nie odpowiedziałam tylko ujęłam naszyjnik w swoje dłonie. Pod nimi zabłysnęło światło. Cofnęłam ręce, ale nagle coś wyczułam. Coś mi tu nie pasowało. Miałam wrażenie, że jest tu coś magicznego. Mój instynkt mówił mi, że jest tu ktoś, kogo dawno nie widziałam. Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na pierścień. Jeden z płatków świecił się zgniłą zielenią.
- O nie... Nie. To nie może być ON! - zawołałam.
- Niby kto, Świetlista? - spytał kapitan. Spojrzałam na niego.
- Jesteśmy w Nibylandii, Hook. Piotruś wie, że tu jestem! Nie możemy dopuścić aby... - nie dokończyłam, bo w tym momencie do kajuty wszedł chłopak, którego nie widziałam od wielu lat. - ...Felix! - zawołałam.
- Świetlista... - jego uśmiech był przerażający. - ...Pan ucieszy się na twój widok. - oznajmił.
- Wątpię. Nie spotkam się z nim. Zawarłam z nim umowę wiele lat temu. Niech mnie odeśle albo sama znajdę sposób na wydostanie się z wyspy. - zażądałam.
- Pan przewidział to. Kazał mi ciebie przyprowadzić do niego siłą. - oświadczył zbliżając się do mnie. Patrzyłam na niego nieco zirytowana. Musiałam coś wymyślić. - "Ariel!" - zawołałam w myślach. Ledwo to powiedziałam, gdy przeniosłam się na plażę. Myślałam przez chwilę aż przypomniałam sobie w jaki sposób Regina wzywała syrenę. Wzięłam do ręki muszlę i szepnęłam do niej:
- Ariel, przybądź do Nibylandii. Potrzebuję twojej pomocy. - powiedziałam. Po kilku sekundach wynurzyła się z morza.


- Kim jesteś? - spytała.
- Witaj, Ariel. Nie znasz mnie, ale potrzebuję twojej pomocy. Nazywam się Aveline i jestem Świetlistą.
- Miło mi. - powiedziała.
- Posłuchaj: Są trzy sposoby aby się wydostać z Nibylandii. Pierwszy jest niebezpieczny i ryzykowny. To Cień Piotrusia Pana, a on nie zgodzi się mnie odesłać... - syrenka przyglądała się mi z zaciekawieniem. - ...Drugi to portal, ale nie mam magicznej fasoli. Trzeci to ty. - oświadczyłam.
- Ja? - zdziwiła się.
- Tak. Syreny mogą podróżować między krainami. I tu jest mi potrzebna twoja pomoc. Musisz mnie stąd zabrać, aby Piotruś mnie nie dorwał. - wyjaśniłam. Weszłam do wody i wyciągnęłam rękę ku niej.
- Stój! - zawołał ktoś z dżungli. Obejrzałam się, a zobaczywszy Piotrusia wstrzymałam oddech i wskoczyłam do wody. Ariel w ostatniej chwili mnie złapała i pociągnęła w głąb morza. Po kilku chwilach, a wydawało mi się to wieki znalazłam się przy brzegu jakiegoś jeziora. Przyjrzałam się okolicy. Odetchnęłam z ulgi.
- Zaczarowany Las... - obejrzałam się i spojrzałam na syrenę. Przytuliłam ją. - ...Dziękuję. Jestem twoją dłużniczką... - zrobiłam kilka kroków ku brzegowi, gdy Ariel mnie zatrzymała chwytając mnie za sukienkę.
- Masz u mnie dług. Spłać go. - powiedziała nieco buntowniczym tonem. Uśmiechnęłam się.
- Racja. Coś za coś... - podpłynęłam do skały i usiadłam na niej. Ariel podpłynęła do mnie. - ...Posłuchaj, któregoś dnia spotkasz się młodą kobietą o imieniu Śnieżka. Pomożesz jej. Spotkasz się także ze Złą Królową, Reginą. Z miejsca, z którego mnie zabrałaś ona i jej towarzysz poproszą cię o pomoc abyś zabrała coś z innego świata, do którego nie będą mieć dostępu. Bez względu co ci zrobi Regina pomóż jej, a ona da ci informację jak odszukać twojego księcia. - odparłam.
- Co ona może mi zrobić? - spytała.
- Zawrzesz z nią umowę. Jednak problem polega na tym, że jeśli nie dotrzymasz jej odbierze ci głos. Musisz wtedy pomóc Śnieżce. Gdy odbierze ci głos bez względu jak bardzo będziesz jej nie lubić pomóż jej i mojej rodzinie oraz przyjaciołom. Będą potrzebować twojej pomocy. Och, zapomniałam bym... - sięgnęłam po płaską muszlę leżącą na brzegu. Machnęłam nad nią, a ona zabłysła białym blaskiem. Wyciągnęłam ku Ariel muszlę. - ...Gdy Regina wezwie cię będzie z nią mój brat, Rumpelsztyk. W mojej krainie nazywany jest Mrocznym. - wyjaśniłam.
- Słyszałam o nim. To potężny czarnoksiężnik. - oświadczyła.
- Zgadza się. Dasz mu wtedy tę muszlę... - syrenka wzięła ją. - ...Gdy ją dasz powiedz mu, że to, czego szuka jest bliżej niż myśli. Reszta jest w muszli. Zrozumiałaś? - spytałam. Syrena uśmiechnęła i kiwnęła głową.