Minęło kilkanaście lat. Chwilowo nie mieszałam się do spraw brata. Nie chciałam narażać siebie na jego gniew. Musiałam uwierzyć w siebie aby sztylet nie działał na mnie. Aby rozwiązać ten problem pomagałam tym, którzy byli w potrzebie. Działo się dużo. Zbyt wiele, aby wymieniać.
Któregoś dnia obserwując króla George'a zdałam sobie sprawę, że coś się święci. Król wraz ze swoją żoną chcieli mieć dziedzica, ale nie mogli. Jeszcze tego samego wieczoru przybył do niego Rumpelsztyk. Dobił z nim targu. Miał ofiarować mu dziedzica. Wiedziałam o co chodziło. Nadszedł czas aby wprowadzić swoje plany w życie.
- Muszę działać. - postanowiłam. Przeniosłam się do jego królestwa stanąwszy tuż obok kominka. Wiedziałam, że Rumple wyczuł mnie, ale najwyraźniej nie zwrócił uwagi. Jedyną reakcją na to, że wiedział iż tu jestem było lekkie obrócenie głowy w moim kierunku.
- Zgadzam się. - powiedział król wyciągając ku niemu dłoń. Ten lekko drgnął i uścisnął mu rękę.
- Pozwolicie, że się wtrącę, drodzy panowie. - odezwałam się zbliżając się do króla.
- Kim pani jest? - spytał król.
- Proszę wybaczyć moje maniery, wasza wysokość. Mam na imię Aveline. Poniektórzy zwą Świetlista. - przedstawiłam się dygając zgrabnie.
- Po co więc tu przybyłaś, Świetlista? - spytał ten sam mężczyzna.
- Właśnie, po co tu przyszłaś? Powiedziałaś, że nie będziesz się wtrącać do moich spraw. - warknął ze złością Mroczny.
- Źle mnie zrozumiałeś, Rumpelsztyku... - zrobiłam dwa kroki ku niemu. - ...Powiedziałam, że nie będę się wtrącać do spraw, które dotyczą Wybawczyni. Za to sprawy, które dotyczą Bae'a wymagają mojej interwencji. Jednak sprawa dziedzica króla George'a wymaga jeszcze jednej rzeczy, do której chciałabym się lekko wtrącić. - oświadczyłam.
- Powiedziałaś, że nie zawierasz ze mną umów. - zauważył Rumpelsztyk robiąc krok ku mnie.
- Zgadza się. Nie zawieram z tobą umowy, lecz z królem jakbyś nie zauważył. - odparłam podchodząc do króla jeszcze bardziej.
- Czego więc chcesz ode mnie? - spytał.
- Cóż, wasza wysokość potrzebuję tylko małego drobiazgu. Potrzebuję twojego włosa i włosa twego przyszłego syna. Rumpelsztyk załatwi ci dziedzica. - odparłam.
- Dlaczego akurat mój włos? - spytał król.
- Też się zastanawiam. Po co zbierasz włosy? - spytał Mroczny. Popatrzyłam na nich obu.
- Nie odpuścicie, prawda?... - bardziej stwierdziłam. Ci skinęli głowami dając mi do zrozumienia, że nie odpuszczą i chcą ode mnie odpowiedzi. - ...Zbieram włosy każdej osoby, która zostanie przeniesiona do Świata Bez Magii... - odparłam. Króla bardziej to zdziwiło. Za to zainteresowało Rumpelsztyka, któremu oczy były utkwione we mnie jak w obrazek. - ...Wasza wysokość, ważny jest twój dziedzic, gdyż tylko jego dziecko może was wszystkich ocalić przed klątwą, która czyha na wszystkie krainy, nawet na twoją. - odparłam.
- Aveline, jak...! - zawołał brat, ale urwał, gdy tylko na niego spojrzałam jednocześnie wyciągając ku niemu medalion. Ten zatrzymał się w połowie drogi.
- Zrób jeden krok, bracie, a zobaczysz co się stanie. Stój gdzie stoisz i się nie wtrącaj. Chyba że chcesz aby użyła atramentu z kałamarnicy. Jasne? - oświadczyłam ostrzegawczo. Ten natychmiast umilkł i stanął w jednym miejscu.
- Masz nad nim kontrolę? - zdziwił się George obserwując tę scenkę.
- Moja moc jest ograniczona, wasza wysokość. Nie mam nad nim całkowitej władzy. Dzięki temu medalionowi mogę tylko go powstrzymywać, ale nie mogę mu powiedzieć, żeby kogoś zabił lub skrzywdził. Jeśli nie mam w tym swojego własnego interesu, wtedy moc medalionu obróci się przeciwko mnie. Tak się stanie z każdym, kto użyje mocy medalionu przeciw złoczyńcom... - wyjaśniłam. - ...Więc jak, dostanę twój włos, panie?... - spytałam. Król wyrwał sobie jeden kosmyk włosa z głowy i podał mi. - ...Dziękuję, wasza wysokość. - schowałam medalion do kieszeni. Rumple już do mnie zmierzał, ale ja machnęłam ręką i oboje pojawiliśmy się w moim domu.
- Co... Gdzie jesteśmy? Co to za miejsce? - spytał nieco rozkojarzony.
- Jesteśmy w moim domu. Chodź, coś ci pokażę... - powiedziałam prowadząc go do piwnicy. Weszliśmy do środka. Rumpelsztyk wciąż rozglądał się wokoło. - ...Tutaj, Rumpelku. - powiedziałam zachęcająco prowadząc go jeszcze bardziej w głąb dużego pomieszczenia.
- Co to?... - spytał przyglądając się temu, co robiłam. Do jednej z wielu fiolek włożyłam włos króla George'a. Machnęłam nad fiolką, a jej zawartość zmieniła kolor na rudy. Machnęłam ponownie, tym razem obiema dłońmi nad fiolką, a z jej wnętrza wyleciał dym. Poprowadziłam ów dym ku innym ekranom. Mężczyzna przyglądał się każdemu ekranowi przez parę minut. - ...Sama zabrałaś włosy mieszkańcom różnych krain i przemieniłaś je w ekrany, dzięki którym możesz obserwować każdego gdziekolwiek by nie był?... - spytał z zachwytem. - ...To tak jak moja kula! - Nie patrząc na brata odpowiedziałam:
- Owszem. Obserwuję każdego od ich narodzin... - wyjaśniłam. - ...a także... - tym razem spojrzałam na brata dodając. - ...Bae'a mimo, że go tu nie ma. Jest w innym świecie. - dodałam. Tu mrugnęłam do niego i pokazałam na inny ekran. Przyjrzał się mu.
- Bae? Ale tu nic nie widać. - oświadczył.
- To prawda, bo nie tylko przeniósł się do Świata Bez Magii, ale i przeniósł się w czasie. Ciebie także obserwowałam od dnia, gdy poszedłeś do wojska. - wyjaśniłam.
- Mnie? Przecież pamiętałbym, że ktoś zabiera mi włosy. - oburzył się. Tu zachichotałam. Podeszłam do innego ekranu by sprawdzić co się tam dzieje. Był to ekran z Zeleną. Goliła ojca.
- Wiem o tym... - tu lekko westchnęłam i kontynuowałam swój monolog. - ...Pamiętasz, gdy przybyłeś do obozu, gdzie cię szkolono do pierwszej wojny z ogrami?... - spytałam. Ten tylko skinął głową. - ...W ogóle mnie nie poznałeś. Zresztą... - spojrzałam na niego lekko się uśmiechając. - ...skąd niby miałbyś mnie znać w tamtym czasie?... - tu wzruszyłam ramionami. - ...Nawet nie wiedziałeś o moim istnieniu. Ja jednak ciebie poznałam.... - Rumpelsztyk gapił się na mnie dość długo. Odgadując jego pytanie wyjaśniłam: - ...Pomagałam ci się ubrać w żołnierski strój i niechcący wyrwałam ci trochę włosów... - wyjaśniłam. - ...Pomyślałam sobie wtedy, że przydadzą mi się twoje włosy, gdy staniesz się Mrocznym. Wtedy także wyrwałam ci kosmyk włosów... - wyjaśniłam. - ...Poza tym nie domyśliłeś się nawet, że to ja powiedziałam tamtemu żołnierzowi aby poszedł do namiotu dowództwa. Miał pilnować więźnia, a ty byłeś najbliżej. - ten spojrzał na mnie. Już widziałam w jego oczach zrozumienie.
- Wiedziałaś!... - zawołał. - ...Wiedziałaś o tym wszystkim wcześniej ode mnie?!
- Nie mów, że jesteś zazdrosny? - lekko się uśmiechnęłam.
- Tego właśnie chciałaś! Chciałaś abym porozmawiał z tamtą Wyrocznią! - zawołał.
- Nie do końca, Rumpelsztyku. Wasze spotkanie było wam pisane. Gdybyś nie poszedł na front nie spotkałbyś ani mnie, ani Wyroczni, ani... - demonstracyjnie nie dokończyłam zdania, aby brat sam domyślił się prawdy. Patrzył na mnie zdezorientowany.
- Ani nie dowiedziałbym się, że Milah była wtedy w ciąży, ani tego, że Bae straci ojca... - wyszeptał. Po chwili zmarszczył brwi. - ...Od kiedy to wszystko wiesz? - zapytał, a w jego głosie słychać było ogromne zaciekawienie.
- Cóż, w wieku 10 lat dostałam pierwszej wizji o tym, że ty i nasz ojciec przenieśliście się do Nibylandii. Przypomniałam sobie wtedy o wszystkim co się stało i stanie z każdą osobą w każdej krainie. Obecnie jesteś na etapie niejakiej Ruth. Jest ona babcią Wybawicielki, która przełamie twoją klątwę, która ta z kolei rzuci córka Cory. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie zszokowany.
- A te ekrany? - spytał.
- Te ekrany pozwalają mi śledzić każdą osobę w każdej krainie. Tylko ja mogę na nie patrzeć. Chyba, że pozwolę na patrzenie na nie innym... - podeszłam do niego. - ...Ale tobie nie pozwalam. Tylko osoby o czystym sercu i w dobrej mierze, oraz osoby, które wyleczyły się z rozpaczy po utraconej miłości mogą je oglądać bez mojego pozwolenia. Za to ty, dopóki jesteś Mrocznym zabraniam ci na patrzenie na te ekrany... - w tym momencie sięgnęłam po medalion w kształcie serca. - ...Teraz stąd odejdź. Mam coś do załatwienia. Muszę spotkać się z Ruth. - mężczyzna zniknął w kłębie dymu. Odetchnęłam z ulgą. To była prawda. Chciałam się z nią spotkać i ją ostrzec.
Zniknęłam i pojawiwszy się przed młodym małżeństwem. Nieco się zlękli, gdy mnie zobaczyli.
- Nie obawiajcie się. Nie mam zamiaru was krzywdzić. Przyszłam w pokoju i ostrzec was. - wyjaśniłam.
- Ostrzec? - spytał mężczyzna.
- Tak. Król George potrzebuje męskiego potomka. Wiem, że ty Ruth jesteś w ciąży, ale... - tu urwałam. Nagle poczułam ciepło pierścienia i rozejrzałam się. Mroczny stał kilka metrów od nas. - ...Rumpelsztyk! - zawołałam.
- Witam. Przyszedłem wam pomóc. - oświadczył. Jego uśmiech był przerażający, nawet jeśli jego usta były lekko otwarte w niepokojący sposób. - "Pomóc? A to ci dowcip!" - pomyślałam. Zobaczyłam gest ręki brata dającego mi do zrozumienia bym odeszła. Ze zmarszczonymi brwiami cofnęłam się, a Mroczny zbliżył się do małżeństwa.
- Pomóc? - spytała Ruth.
- Tak. Jak widzę jesteście bardzo biedni. Ofiaruję wam gospodarstwo i nieco złota. - oświadczył. Milczałam przyglądając się tej scenie. Ta transakcja musiała nastąpić.
- Gospodarstwo? A czego w zamian chcesz, Mroczny? Zawsze chcesz coś za coś. - oświadczył mężczyzna.
- Tak. Jak widzę ty, Ruth jesteś w ciąży. Gdy urodzisz dasz mi jednego z waszych synów. - oświadczył.
- Synów? - zdziwiła się kobieta.
- Dlaczego chcesz naszego dziecka? - spytał mężczyzna.
- Poprawka... - wtrąciłam się. Wszyscy na mnie spojrzeli. - ...On chce jednego z waszych synów. Ruth urodzi bliźniaków. Oddacie mu jednego z nich. - wyjaśniłam.
- Dlaczego? - spytała Ruth.
- Są dwa powody abyście dali waszego syna. Po pierwsze król George będzie mieć swojego wymarzonego pierworodnego potomka, a po drugie wy zachowacie drugiego syna. Poza tym wasz drugi syn odegra ważną rolę w późniejszym czasie... - spojrzałam na brata i powiedziałam: - ...Cofnij się z łaski swojej... - powiedziałam, a mój pierścień zalśnił białym blaskiem. Mroczny cofnął się aż do ogrodzenia. Podeszłam do Ruth sięgając po pierścionek. Ujęłam jej dłoń rzucając czar. Gdy cofnęłam się oświadczyłam patrząc kobiecie w oczy. - ...Ruth, posłuchaj, gdy urodzą wam się chłopcy wezwij mnie poprzez ten pierścień zanim Mroczny lub król przybędą po jednego z nich. Zgoda?... - poprosiłam. Kobieta niezbyt pewna kiwnęła głową. - ...Rumple, kontrakt został zawarty odejdź stąd i wróć, gdy nastanie czas... - oświadczyłam. Ten zniknął. - ...Nie mówcie synowi o tej transakcji. Gdy nastanie czas dajcie mu to. - machnęłam ręką i w mojej dłoni pojawił się miecz.
- Niewiarygodny. - wydyszał mężczyzna biorąc go do ręki.
- Powiedzcie mu, że jest on podarunkiem ode mnie. Dajcie mu ten miecz, gdy przybędzie pewna dziewczyna o imieniu Joan. A ja mam na imię Aveline i jestem Świetlistą. Gdy ona przyjdzie także mnie wezwijcie. Porozmawiam z nimi. Zgoda? - poprosiłam, po czym zniknęłam.
NIGDY nie ulegaj mrokowi, bo może cię zgubić twoja własna pycha i żądza władzy.
Moja playlista
sobota, 31 października 2015
środa, 21 października 2015
Rozdział 15 - Trzy siostry z Arendelle i prawda
Po tym wydarzeniu Rumpelsztyk nie wzywał mnie do siebie i nie chciał mieć ze mną nic wspólnego - poza... więzami krwi. To jedno zaakceptował, jednak oboje wiedzieliśmy to samo: Znał mnie - tą prawdziwą mnie. Nie powiedział nikomu o tym, jednak miałam pewien mały problem. Powiedziałam mu, że można mieć nade mną kontrolę. Miałam nadzieję, że nie dowie się co nim jest. Melanie poinformowała mnie abym nie wierzyła, że tak może się zdarzyć.
Minęło kilka lat, a ja nadal obserwowałam Rumpelsztyka i jego działania. Zresztą, nie tylko jego. Cora stawała się coraz potężniejsza. Jednak obawiałam się Zeleny, więc i Krainę Oz także miałam na oku. Podczas obiadu sądziłam, że nic nie może zakłócić mojego spokoju. Wzięłam do ręki szklankę z sokiem dyniowym, gdy nagle szklanka pękła. Trochę się wystraszyłam. Jednak po chwili zobaczyłam, że kwiat na pierścieniu błyszczał, a metal był zimny jak lód. Myślałam przez chwilę aż w końcu zrozumiałam co się dzieje. Ciepło oznaczało niebezpieczeństwo, a zimno oznaczało Królowę Śniegu i jej działania mimo, że jeszcze nie kontrolowała swoich mocy.
- Ingrid!... - zawołałam trochę zaniepokojona. Pognałam ile sił w nogach do piwnicy, gdzie miałam swoje obserwatorium i odszukałam ekran z Rumpelsztykiem. Na ekranie, a raczej w jego zamku zobaczyłam trzy młode kobiety. Wśród nich była Ingrid. Wszystkie trzy siostry zawierały umowę z nim. Ze zmarszczonymi brwiami przeniosłam się do jego komnaty stanąwszy bardzo blisko niego. Reakcja była natychmiastowa. Wstał tak nagle, że upadł. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Witaj, skarbeńku... - przywitałam się patrząc na niego z góry. - ...Witam także drogie siostry z Arendelle, a w szczególności przyszłą królową. - tu skinęłam głową ku Ingrid.
- Nam też miło... - powiedziała najmłodsza z sióstr, Gerda. - ...A z kim mamy przyjemność rozmawiać? - spytała.
- Jestem... - tu urwałam, bo Rumpelsztyk zawołał:
- Aveline! Co-ty-tu-robisz?? - zawołał chcąc wstać. Spojrzałam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Co tu robię? Nie zamierzam przeszkadzać ci w zawarciu umowy z przyszłą Królową Śniegu i jej siostrami. - odparłam na tyle głośno, by kobiety mogły to usłyszeć.
- Więc po co? - spytał Mroczny. Uśmiechnęłam się niezbyt przekonująco, po czym stanęłam przy drzwiach. - ...Chcę jedynie powiedzieć, Rumpelku, że jedna z siostrzenic Ingrid przyjdzie do ciebie z pewnym pytaniem. Na twoim miejscu nie zadzierałabym z Anną. - oświadczyłam.
- Jak to? - spytała średnia siostra zwana Helgą. Spojrzałam na nią, po czym pokręciłam przecząco głową odpowiedziawszy:
- Przykro mi, ale tego nie mogę powiedzieć. Mój brat sam musi się o tym przekonać. Co do was, drogie panie, a szczególnie ty Ingrid jeśli nie chcesz kogokolwiek krzywdzić, a szczególnie najbliższych to uważam, że masz już to czego chcesz do kontroli swoich mocy. - oświadczyłam.
- Co to takiego? - spytała wyżej wymieniona.
- Siostrzaną więź... - odparł Rumpelsztyk z drugiego końca komnaty. - ...Jest w magii bezcenna. Za pomoc wam chcę te urocze wstążki. - oświadczył, gdy zdjęłam wisiorek z sercem i przeniosłam go do swojego domu. Powoli zaczął nabierać pewności siebie.
- Ale to tylko zwykłe ozdoby. - powiedziała Gerda.
- Prawda, ale nawet zwykłe przedmioty mogą zyskać niezwykłą moc. Nie martwcie się, odzyskacie je. - tu uśmiechnęłam się dobrodusznie. Wszystkie trzy oddały wstążki Mrocznemu, a on ofiarował im magiczną urnę i parę rękawiczek, które hamowały moce noszącego je. Gdy młode kobiety wyszły nieco rozweselone, a ich głosy ucichły za frontowymi drzwiami zamku, Rumpelsztyk spojrzał na mnie groźnie. Mimo jego negatywnych uczuć nie przestraszyłam się. Patrzyłam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Dlaczego tu przyszłaś? - spytał z groźbą w głosie.
- Przyszłam tu aby i ciebie ostrzec, na temat waszej rozmowy. Pewna młoda dziewczyna o imieniu Anna przyjdzie do ciebie z pytaniem dlaczego jej rodzice przyjadą tu. - wyjaśniłam.
- Po co przyjadą? - spytał.
- Wybacz, ale nie odpowiem na twoje pytanie. - odwróciłam się zmierzając ku wyjściu.
- Gadaj! - zawołał, gdy drzwi się zamknęły tuż przed moją twarzą. Zastanowiłam się przez chwilę nie odwracając się.
- Jeśli to powiem nigdy nie dokonasz transakcji z Anną. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał ze złością. Analizowałam sytuację zastanawiając się też nad doborem słów.
- Ona ci pomoże w bardzo nieoczekiwany sposób. - odparłam.
- W jaki, Aveline? Jak i w czym mi pomoże ta cała Anna? - warknął. Zauważyłam jedną rzecz: Nie używał mocy, gdyż wiedział, że nie może mi zrobić krzywdy. Jednak ja sama obawiałam się, że może użyć sztyletu przeciw mnie. Wzięłam się w garść. Odwróciłam się powoli.
- Poczekaj aż pewna kobieta o imieniu Ruth urodzi dwóch chłopców. Wtedy zacznie się to, na co oboje czekamy. - oświadczyłam. Już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk pojawił się tuż przede mną. Podskoczyłam lekko cofając się o pół kroku, ale on zdążył chwycić mnie za ramię wyginając ją do tyłu w bardzo bolesny sposób. Teraz mnie samą zaczął ogarniać prawdziwy strach widząc przyłożony sztylet do gardła.
- Mów! Co ma wspólnego ta kobieta z moimi planami? - Patrzyłam na niego z przestrachem. Nagle metal sztyletu i mój pierścień zaczęły błyszczeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bo powiedziałam to, czego nie chciałam mu mówić zbyt wcześnie. Podniosłam ręce do góry na znak poddania się. Mój głos drżał nieco i świadczył o strachu.
- Czekam... czekam na Mroczną Klątwę! - zamknęłam oczy, a łza wyleciała mi z oka i dotknęła sztyletu. Sam sztylet zalśnił jaśniej niż zwykle.
- Mów dalej. - syknął mi do ucha.
- Tak jak ty chcę, aby została rzucona i przełamana. Chcę ci pomóc w odnalezieniu Bea'a. Chcę także wam wszystkim pomóc w odzyskaniu wspomnień. Jeżeli Klątwa zostanie rzucona zapomnisz kim jesteś. Jeśli chcesz abyś przypomniał sobie kim byłeś w Zaczarowanym Lesie przebywając w Świecie Pozbawionym Magii musisz zawrzeć kontrakt z rodzicami Wybawicielki, która przełamie tę klątwę. Poproś o imię dziecka. Niech ci je wyjawią. - wyjaśniłam.
- A ta cała Ruth? Co ona ma z tym wspólnego? - spytał.
- Ruth ma z tym wspólnego, że urodzi bliźniaków. Jeden z chłopców będzie ojcem Wybranki. - wyjaśniłam. Oddychałam ciężko. Mężczyzna patrzył na mnie przez kilka sekund.
- Czy uda mi się odzyskać syna? - spytał.
- Tak, Rumpelsztyku. Uda ci się. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę, a potem spojrzał na sztylet. Zamarł patrząc to na niego, to na mnie.
- Tym razem mówisz szczerą prawdę... - szepnął. Zadrżałam patrząc na niego, gdy stanął przede mną. - ...Mój sztylet zadziałał na ciebie... - dodał. Pokazał mi go. Zobaczyłam, że na jednej stronie ostrza sztyletu widniało imię "Rumplestiltskin", a na drugim "Magdalena". Wciąż milczałam oddychając ciężko. - ...Jak to możliwe, że na sztylecie jest moje imię a także czemu mnie okłamałaś ponownie na temat swojego prawdziwego imienia?... - spytał. - ...Ty masz na imię... -
- NIE, RUMEPLSZTYKU! Nie wymawiaj tego imienia! - krzyknęłam przerywając mu brutalnie.
- Dlaczego? - spytał wyciągając ku mnie sztylet. Zareagowałam natychmiast.
- Dlatego, że nie pochodzę z waszego świata. Pochodzę ze Świata Pozbawionego Magii. Na pergamin, na którym została wypisana klątwa została nałożona kropla mojej krwi. Dzięki temu nie zapomnę o swojej prawdziwej tożsamości w moim świecie, ale zapomnę kim byłam w baśniowym oraz stracę moce. - wyjaśniłam.
- Ciekawe. Od kogo tego się dowiedziałaś? - spytał wciąż celując we mnie sztyletem.
- Od Kaise, Czarnej Wróżki. - odparłam.
- Jak to? - zdziwił się.
- Nasze moce są połączone. Do końca nie miałam nad tobą władzy używając pierścienia i medalionu, więc i ty nie masz. Możesz wydawać mi polecenia i spytać o coś, ale nie możesz zmusić abym kogoś skrzywdziła czy zabiła. Sztylet działa na nas oboje, a w szczególności na ciebie, bo to ty zabiłeś Zoso. Biała i mroczna magia się przyciągają. Jeśli uwierzę, że można mnie kontrolować tym sztyletem tak się stanie. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie dość długo. W końcu spytał.
- A dlaczego nie słabniesz w moim towarzystwie? - spytał.
- Dzięki temu. - odpowiedziałam pokazując swoją bransoletę. Ten przyjrzał się jej. Wyciągnął rękę ku niej. To była moja szansa. Ledwo jej dotknął, gdy ta go odepchnęła na drugi koniec pokoju. Odetchnęłam z ulgi i przeniosłam się do swojego domu.
~~*~~
Minęło kilka lat, a ja nadal obserwowałam Rumpelsztyka i jego działania. Zresztą, nie tylko jego. Cora stawała się coraz potężniejsza. Jednak obawiałam się Zeleny, więc i Krainę Oz także miałam na oku. Podczas obiadu sądziłam, że nic nie może zakłócić mojego spokoju. Wzięłam do ręki szklankę z sokiem dyniowym, gdy nagle szklanka pękła. Trochę się wystraszyłam. Jednak po chwili zobaczyłam, że kwiat na pierścieniu błyszczał, a metal był zimny jak lód. Myślałam przez chwilę aż w końcu zrozumiałam co się dzieje. Ciepło oznaczało niebezpieczeństwo, a zimno oznaczało Królowę Śniegu i jej działania mimo, że jeszcze nie kontrolowała swoich mocy.
- Ingrid!... - zawołałam trochę zaniepokojona. Pognałam ile sił w nogach do piwnicy, gdzie miałam swoje obserwatorium i odszukałam ekran z Rumpelsztykiem. Na ekranie, a raczej w jego zamku zobaczyłam trzy młode kobiety. Wśród nich była Ingrid. Wszystkie trzy siostry zawierały umowę z nim. Ze zmarszczonymi brwiami przeniosłam się do jego komnaty stanąwszy bardzo blisko niego. Reakcja była natychmiastowa. Wstał tak nagle, że upadł. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Witaj, skarbeńku... - przywitałam się patrząc na niego z góry. - ...Witam także drogie siostry z Arendelle, a w szczególności przyszłą królową. - tu skinęłam głową ku Ingrid.
- Nam też miło... - powiedziała najmłodsza z sióstr, Gerda. - ...A z kim mamy przyjemność rozmawiać? - spytała.
- Jestem... - tu urwałam, bo Rumpelsztyk zawołał:
- Aveline! Co-ty-tu-robisz?? - zawołał chcąc wstać. Spojrzałam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Co tu robię? Nie zamierzam przeszkadzać ci w zawarciu umowy z przyszłą Królową Śniegu i jej siostrami. - odparłam na tyle głośno, by kobiety mogły to usłyszeć.
- Więc po co? - spytał Mroczny. Uśmiechnęłam się niezbyt przekonująco, po czym stanęłam przy drzwiach. - ...Chcę jedynie powiedzieć, Rumpelku, że jedna z siostrzenic Ingrid przyjdzie do ciebie z pewnym pytaniem. Na twoim miejscu nie zadzierałabym z Anną. - oświadczyłam.
- Jak to? - spytała średnia siostra zwana Helgą. Spojrzałam na nią, po czym pokręciłam przecząco głową odpowiedziawszy:
- Przykro mi, ale tego nie mogę powiedzieć. Mój brat sam musi się o tym przekonać. Co do was, drogie panie, a szczególnie ty Ingrid jeśli nie chcesz kogokolwiek krzywdzić, a szczególnie najbliższych to uważam, że masz już to czego chcesz do kontroli swoich mocy. - oświadczyłam.
- Co to takiego? - spytała wyżej wymieniona.
- Siostrzaną więź... - odparł Rumpelsztyk z drugiego końca komnaty. - ...Jest w magii bezcenna. Za pomoc wam chcę te urocze wstążki. - oświadczył, gdy zdjęłam wisiorek z sercem i przeniosłam go do swojego domu. Powoli zaczął nabierać pewności siebie.
- Ale to tylko zwykłe ozdoby. - powiedziała Gerda.
- Prawda, ale nawet zwykłe przedmioty mogą zyskać niezwykłą moc. Nie martwcie się, odzyskacie je. - tu uśmiechnęłam się dobrodusznie. Wszystkie trzy oddały wstążki Mrocznemu, a on ofiarował im magiczną urnę i parę rękawiczek, które hamowały moce noszącego je. Gdy młode kobiety wyszły nieco rozweselone, a ich głosy ucichły za frontowymi drzwiami zamku, Rumpelsztyk spojrzał na mnie groźnie. Mimo jego negatywnych uczuć nie przestraszyłam się. Patrzyłam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Dlaczego tu przyszłaś? - spytał z groźbą w głosie.
- Przyszłam tu aby i ciebie ostrzec, na temat waszej rozmowy. Pewna młoda dziewczyna o imieniu Anna przyjdzie do ciebie z pytaniem dlaczego jej rodzice przyjadą tu. - wyjaśniłam.
- Po co przyjadą? - spytał.
- Wybacz, ale nie odpowiem na twoje pytanie. - odwróciłam się zmierzając ku wyjściu.
- Gadaj! - zawołał, gdy drzwi się zamknęły tuż przed moją twarzą. Zastanowiłam się przez chwilę nie odwracając się.
- Jeśli to powiem nigdy nie dokonasz transakcji z Anną. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał ze złością. Analizowałam sytuację zastanawiając się też nad doborem słów.
- Ona ci pomoże w bardzo nieoczekiwany sposób. - odparłam.
- W jaki, Aveline? Jak i w czym mi pomoże ta cała Anna? - warknął. Zauważyłam jedną rzecz: Nie używał mocy, gdyż wiedział, że nie może mi zrobić krzywdy. Jednak ja sama obawiałam się, że może użyć sztyletu przeciw mnie. Wzięłam się w garść. Odwróciłam się powoli.
- Poczekaj aż pewna kobieta o imieniu Ruth urodzi dwóch chłopców. Wtedy zacznie się to, na co oboje czekamy. - oświadczyłam. Już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk pojawił się tuż przede mną. Podskoczyłam lekko cofając się o pół kroku, ale on zdążył chwycić mnie za ramię wyginając ją do tyłu w bardzo bolesny sposób. Teraz mnie samą zaczął ogarniać prawdziwy strach widząc przyłożony sztylet do gardła.
- Mów! Co ma wspólnego ta kobieta z moimi planami? - Patrzyłam na niego z przestrachem. Nagle metal sztyletu i mój pierścień zaczęły błyszczeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bo powiedziałam to, czego nie chciałam mu mówić zbyt wcześnie. Podniosłam ręce do góry na znak poddania się. Mój głos drżał nieco i świadczył o strachu.
- Czekam... czekam na Mroczną Klątwę! - zamknęłam oczy, a łza wyleciała mi z oka i dotknęła sztyletu. Sam sztylet zalśnił jaśniej niż zwykle.
- Mów dalej. - syknął mi do ucha.
- Tak jak ty chcę, aby została rzucona i przełamana. Chcę ci pomóc w odnalezieniu Bea'a. Chcę także wam wszystkim pomóc w odzyskaniu wspomnień. Jeżeli Klątwa zostanie rzucona zapomnisz kim jesteś. Jeśli chcesz abyś przypomniał sobie kim byłeś w Zaczarowanym Lesie przebywając w Świecie Pozbawionym Magii musisz zawrzeć kontrakt z rodzicami Wybawicielki, która przełamie tę klątwę. Poproś o imię dziecka. Niech ci je wyjawią. - wyjaśniłam.
- A ta cała Ruth? Co ona ma z tym wspólnego? - spytał.
- Ruth ma z tym wspólnego, że urodzi bliźniaków. Jeden z chłopców będzie ojcem Wybranki. - wyjaśniłam. Oddychałam ciężko. Mężczyzna patrzył na mnie przez kilka sekund.
- Czy uda mi się odzyskać syna? - spytał.
- Tak, Rumpelsztyku. Uda ci się. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę, a potem spojrzał na sztylet. Zamarł patrząc to na niego, to na mnie.
- Tym razem mówisz szczerą prawdę... - szepnął. Zadrżałam patrząc na niego, gdy stanął przede mną. - ...Mój sztylet zadziałał na ciebie... - dodał. Pokazał mi go. Zobaczyłam, że na jednej stronie ostrza sztyletu widniało imię "Rumplestiltskin", a na drugim "Magdalena". Wciąż milczałam oddychając ciężko. - ...Jak to możliwe, że na sztylecie jest moje imię a także czemu mnie okłamałaś ponownie na temat swojego prawdziwego imienia?... - spytał. - ...Ty masz na imię... -
- NIE, RUMEPLSZTYKU! Nie wymawiaj tego imienia! - krzyknęłam przerywając mu brutalnie.
- Dlaczego? - spytał wyciągając ku mnie sztylet. Zareagowałam natychmiast.
- Dlatego, że nie pochodzę z waszego świata. Pochodzę ze Świata Pozbawionego Magii. Na pergamin, na którym została wypisana klątwa została nałożona kropla mojej krwi. Dzięki temu nie zapomnę o swojej prawdziwej tożsamości w moim świecie, ale zapomnę kim byłam w baśniowym oraz stracę moce. - wyjaśniłam.
- Ciekawe. Od kogo tego się dowiedziałaś? - spytał wciąż celując we mnie sztyletem.
- Od Kaise, Czarnej Wróżki. - odparłam.
- Jak to? - zdziwił się.
- Nasze moce są połączone. Do końca nie miałam nad tobą władzy używając pierścienia i medalionu, więc i ty nie masz. Możesz wydawać mi polecenia i spytać o coś, ale nie możesz zmusić abym kogoś skrzywdziła czy zabiła. Sztylet działa na nas oboje, a w szczególności na ciebie, bo to ty zabiłeś Zoso. Biała i mroczna magia się przyciągają. Jeśli uwierzę, że można mnie kontrolować tym sztyletem tak się stanie. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie dość długo. W końcu spytał.
- A dlaczego nie słabniesz w moim towarzystwie? - spytał.
- Dzięki temu. - odpowiedziałam pokazując swoją bransoletę. Ten przyjrzał się jej. Wyciągnął rękę ku niej. To była moja szansa. Ledwo jej dotknął, gdy ta go odepchnęła na drugi koniec pokoju. Odetchnęłam z ulgi i przeniosłam się do swojego domu.
poniedziałek, 19 października 2015
Rozdział 14 - Złoto i diamenty
Przyglądałam się jak Cora klęczy przed królewską rodziną. Była to rodzina z północnego królestwa. Wśród nich była księżniczka Eva. Wiedziałam już co się stanie.
- Przeproś, albo więcej nie weźmiemy od was mąki. Jest wielu młynarzy. - ostrzegł ją król.
- Proszę o wybaczenie, księżniczko. - powiedziała siląc się na spokój. Eva uśmiechnęła się drwiąco.
- Zostań tak póki nie odejdziemy. To jest twoje miejsce. - powiedział król. Spostrzegłam, że jeden z bocznych ekranów zaczął pulsować jasnym światłem, a mój naszyjnik był coraz cieplejszy. Spojrzałam na owy ekran. Na dziedzińcu stał Mroczny. Jego uczucia był niepokojące. Był zadowolony, ale czułam też coś na wzór uczucia. Nie wróżyło to za dobrze dla tej sytuacji.
Dwa dni później Cora przyszła w skradzionej czerwonej sukni i masce na bal. Musiałam już teraz zainterweniować. Przeniosłam się do wierzy, gdzie jak potem się okazało Cora miała przebywać póki nie przemieni słomy w złoto. Zdjęłam medalion w kształcie serca zostawiając go w domu. Na szczęście bransoleta chroniła mnie przed złym wpływem bratem. Schowałam się w najdalszym i najciemniejszym kącie obserwując co robi Cora. Przeszło jej przez myśl, by skoczyć z wierzy. Wtem pojawił się Mroczny lekko się śmiejąc.
- Nie uda ci się. Uciekniesz, ale zginiesz... - stwierdził. Obejrzała się na pięcie. - ...Chyba nie oto ci chodzi? - spytał wciąż się uśmiechając.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- A ty? - Mroczny sprytnie uniknął pytania.
- Cora. - odpowiedziała.
- Niezbyt ładne imię. - powiedział, a w moim sercu lekko zawrzało.
- Skoro tu wszedłeś ja mogę wyjść. - powiedziała z entuzjazmem.
- Masz tylko jedno wyjście... - wskazał na kołowrotek. - ...Traf chce, że potrafię zmienić słomę w złoto. To prawie jak przeznaczenie. - powiedział siadając na krzesełku.
- Nikt tego nie potrafi! - zawołała.
- Tylko popatrz. - powiedział ciągnąc za sznurek, który po chwili zmienił się w złotą nić. Kobieta zachwyciła się biorąc do ręki kawałek złotej nici.
- Pomożesz mi? - spytała.
- A ty mnie... - oświadczył. Cora zastanawiała się o co mu może chodzić, że może mu pomóc. Ten widząc jej spojrzenie odparł: - ...Widzę przyszłość... w pewnym sensie. - odparł.
- Co mogę zaoferować? - spytała.
- Zabawne, że pytasz. Potrafisz czytać? - spytała podając jej arkusz pergaminu. Kobieta przeczytała pierwsze dwie linijki.
- Moje pierworodne dziecko? - zdziwiła się.
- Ona odegra ważną rolę. - wyjaśnił.
- Ona?
- Mówiłem: widzę przyszłość. Dostanę zapłatę jeśli przeżyjesz. - odparł.
- Zamienisz słomę w złoto? - spytała z nadzieją.
- A ty będziesz mogła zażądać księcia za męża i wszyscy będą ci się kłaniać. Tego chcesz, prawda? - oznajmił.
- Nie... - ten obejrzał się. - ...Naucz mnie. Naucz mnie zamieniać słomę w złoto... - oboje patrzyli na siebie przez chwilę. - ...Niech to będzie część umowy. - dodała.
- Zuchwała jesteś... - tu skłonił się. - ...Rumpelsztyk. - przedstawił się jej.
- Co?
- Tak się nazywam. Zasłużyłaś... - machnął ręką, a na pergaminie zmieniły się warunki umowy. - ...Zaczynajmy. - oświadczył podając jej czerwone pióro. - "Jeśli ona ci ofiaruje pierworodną córkę, to ja jestem ogrem!" - pomyślałam z oburzeniem. Cora przędła słomę zamieniając ją w nić, ale nie była ona złota, lecz zwykła.
- Nie działa. - zirytowała się.
- Nie myśl... - powiedział Rumpelsztyk. - ...Magia wiąże się z emocjami. Przypomnij sobie co cię tak rozgniewało, że gdybyś mogła to byś zabiła. - oznajmił.
- Ty tak robisz? - spytała.
- Tak. - odparł.
- Co sobie wyobrażasz? - zapytała Cora. Ten lekko uśmiechnął się i odpowiedział:
- Dawno temu pewien mężczyzna kazał mi całować buty na oczach syna. Wyobrażam sobie, że przegryzam mu gardło i rozszarpuje żyły... - wyjaśnił. - ...Właśnie tak powstaje magia. - dodał.
- Płynie z żądzy krwi. - stwierdziła.
- Piękne porównanie... - powiedział z uśmiechem. - ...Pomogę ci. - usiadł tuż za nią trzymając za ramiona.
- Kazali mi uklęknąć... - zaczęła.- ...Nie zrobiłam nic złego, ale musiałam przeprosić... - wyjaśniła. - ...I to dziecko... Zrozumiałam, że nie ważne jak ciężko będę pracowała nie zostanę nikim więcej. - odparła.
- Co chcesz im zrobić? - spytał.
- Chcę by mi się kłaniali. Żeby połamali kolana i zastygli jak kamienie. Chcę by ich karki złamały się od pochylania. - powiedział, a w jej głosie czuć było żądzę mordu.
- Spójrz. - szepnął. Oboje patrzyli na nić, którą trzymała w jednej ręce.
- Udało mi się... Przeżyję.. - powiedziała z ulgą.
- Osiągniesz zacznie więcej. Walcz, aż padną na kolana. - powiedział, a z moich oczu popłynęły łzy. Współczułam nie tylko bratu, ale i królowi oraz jego synowi. Łzy kapały mi po policzkach. Nie byłam świadoma, że w ogóle lecą.
Następnego dnia na dziedzińcu Cora pokazała jak przemienić słomę w złoto. Pokazała ją królowi i jego poddanym. Ja za to stanęłam tuż za Rumpelsztykiem i szepnęłam mu do ucha:
- Stworzyłeś swojego potwora, bestio? - spytałam cicho. Mężczyzna obejrzał się gwałtownie, ale znieruchomiał, gdy zobaczył, że pierścień na moim palcu zalśnił. Dał mu znać by milczał. Skinęłam głową na niego byśmy poszli w ustronne miejsce. Wyszliśmy z pałacu do lasu.
- Co tu robisz, Aveline? - spytał w końcu.
- Ja? Ja patrzę jak uczysz tę, która stanie się potężniejsza od swej córki, a ta rzuci klątwę na prawie każdą krainę. - odparłam z uśmiechem, w którym nie było ani krzty radości.
- To znaczy... że mi się uda? - spytał z nadzieją.
- Owszem, Rumpelku. Odzyskasz syna. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie trochę dziwnym wzrokiem.
- Twoje oczy. W twoich oczach coś lśni. - zauważył.
- Znowu? - zirytowałam się. Spojrzałam w lusterko. Rumple miał rację. Łzy leciały mi po policzkach, ale nie spadały na ziemię. Zmieniały się...
- Czy to diamenty? - spytał. Wzięłam do ręki jedną z łez, która pod wpływem dotyku zmieniła się w mały diament.
- Nie wiarygodne... - wyszeptałam. - ...Jak to się stało? Czy to magia? - spytałam.
- Nie. To czysta magia, a raczej magia miłości i współczucia... - wyjaśnił. Oboje patrzyliśmy jak kolejne łzy wylatują mi z oczu i zamieniają się w diamenty. - ...Chwila... Czemu nie odczuwam tego co ostatnim razem? - spytał.
- To dzięki temu medalionowi... - odparłam machnąwszy ręką. W mojej dłoni pojawił medalion w kształcie serca. Rumpelsztyk cofnął się o kilkanaście kroków w tył. Założyłam go z powrotem. - ...Dzięki niemu nie możesz się do mnie zbliżyć, a tym samym zrobić krzywdy. Gdy jest to konieczne będę od czasu do czasu zdejmować go, bo czasem będę chciała lub musiała porozmawiać z tobą. - wyjaśniłam. Po tym wyjaśnieniu zniknęłam pojawiając się u siebie w domu.
Wkrótce po tym zdarzeniu do moich uszu dotarło, że Cora wychodzi za mąż. Dwa dni przed ślubem zobaczyłam na ekranie Rumpelsztyka rozmawiającego z Corą, a właściwie całujących się. Przeniosłam się w pobliże ich spotkania. Stałam w odpowiedniej odległości. Najwyraźniej musiałam zbyt blisko podejść, bo Rumpelsztyk rozejrzał się. Uśmiechnęłam się i wyszłam za krzaków.
- To ty! - zawołał.
- Tak, to ja, mój drogi, Rumpelku. - odparłam wciąż do niego podchodząc.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- Co za manipulantka... - powiedziałam patrząc na nią. - ...Ogłupić tak potężnego czarownika jak Mroczny... - westchnęłam. - ...Ale chce ci za to podziękować, bo w ten sposób będziesz miała córkę, która zrobi coś bardzo ważnego dla mojego brata. - oświadczyłam.
- Brata? O kim mówisz? - spytała Cora. Zbliżyłam się do niej, a Rumpelsztyk wręcz przeciwnie: oddalił się jeszcze bardziej.
- Jestem Aveline. Mówią na mnie także Świetlista. - przedstawiłam się. Wyciągnęłam ku niej rękę.
- Aveline, co robisz? - spytał Rumpelsztyk. Spojrzałam tylko na niego, a ten umilkł.
- Coro, czy pozwolisz, że wezmę od ciebie twój włos? - spytałam.
- Po co ci on? - spytała.
- Chcę mieć twój włos po tym, jak odebrałaś sobie serce i zraniłaś uczucia mego brata... - odparłam oschle. Oboje patrzyli na mnie. - ...Tak, Rumpelsztyku... - tu wyciągnęłam ku niemu rękę dając mu w myślach nakaz by stał w miejscu. Okrążałam go. - ...Cora naprawdę cię kocha... - spojrzałam na nią. - ...ale ona postawiła władzę ponad miłością.... - dotknęłam jego policzka i dodałam bardzo cicho, gdy ten klęczał przede mną na kolanach: - ...Postawiłeś moc sztyletu ponad miłością i będziesz zawsze tego żałować... - chwyciłam jego brodę by nasze oczy się spotkały. - ...Tak jak żałujesz utraty syna. Córka Cory... - tu go puściłam aż ten upadł na ziemię. - …umożliwi ci powrót do niego.... - nacisnęłam na jego kark dając do zrozumiana by dalej leżał. - ...Zostaw Corę w spokoju i czekaj aż dziewczynka dorośnie. Wtedy wkroczysz do akcji... - spojrzałam na Corę. - ...A ty zmiataj stąd. - kobieta odeszła. Rumpelsztyk patrzył na nią jak się oddala.
- Puść mnie! - zawołał. Uśmiechnęłam się i zniknęłam wracając do domu.
- Przeproś, albo więcej nie weźmiemy od was mąki. Jest wielu młynarzy. - ostrzegł ją król.
- Proszę o wybaczenie, księżniczko. - powiedziała siląc się na spokój. Eva uśmiechnęła się drwiąco.
- Zostań tak póki nie odejdziemy. To jest twoje miejsce. - powiedział król. Spostrzegłam, że jeden z bocznych ekranów zaczął pulsować jasnym światłem, a mój naszyjnik był coraz cieplejszy. Spojrzałam na owy ekran. Na dziedzińcu stał Mroczny. Jego uczucia był niepokojące. Był zadowolony, ale czułam też coś na wzór uczucia. Nie wróżyło to za dobrze dla tej sytuacji.
Dwa dni później Cora przyszła w skradzionej czerwonej sukni i masce na bal. Musiałam już teraz zainterweniować. Przeniosłam się do wierzy, gdzie jak potem się okazało Cora miała przebywać póki nie przemieni słomy w złoto. Zdjęłam medalion w kształcie serca zostawiając go w domu. Na szczęście bransoleta chroniła mnie przed złym wpływem bratem. Schowałam się w najdalszym i najciemniejszym kącie obserwując co robi Cora. Przeszło jej przez myśl, by skoczyć z wierzy. Wtem pojawił się Mroczny lekko się śmiejąc.
- Nie uda ci się. Uciekniesz, ale zginiesz... - stwierdził. Obejrzała się na pięcie. - ...Chyba nie oto ci chodzi? - spytał wciąż się uśmiechając.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- A ty? - Mroczny sprytnie uniknął pytania.
- Cora. - odpowiedziała.
- Niezbyt ładne imię. - powiedział, a w moim sercu lekko zawrzało.
- Skoro tu wszedłeś ja mogę wyjść. - powiedziała z entuzjazmem.
- Masz tylko jedno wyjście... - wskazał na kołowrotek. - ...Traf chce, że potrafię zmienić słomę w złoto. To prawie jak przeznaczenie. - powiedział siadając na krzesełku.
- Nikt tego nie potrafi! - zawołała.
- Tylko popatrz. - powiedział ciągnąc za sznurek, który po chwili zmienił się w złotą nić. Kobieta zachwyciła się biorąc do ręki kawałek złotej nici.
- Pomożesz mi? - spytała.
- A ty mnie... - oświadczył. Cora zastanawiała się o co mu może chodzić, że może mu pomóc. Ten widząc jej spojrzenie odparł: - ...Widzę przyszłość... w pewnym sensie. - odparł.
- Co mogę zaoferować? - spytała.
- Zabawne, że pytasz. Potrafisz czytać? - spytała podając jej arkusz pergaminu. Kobieta przeczytała pierwsze dwie linijki.
- Moje pierworodne dziecko? - zdziwiła się.
- Ona odegra ważną rolę. - wyjaśnił.
- Ona?
- Mówiłem: widzę przyszłość. Dostanę zapłatę jeśli przeżyjesz. - odparł.
- Zamienisz słomę w złoto? - spytała z nadzieją.
- A ty będziesz mogła zażądać księcia za męża i wszyscy będą ci się kłaniać. Tego chcesz, prawda? - oznajmił.
- Nie... - ten obejrzał się. - ...Naucz mnie. Naucz mnie zamieniać słomę w złoto... - oboje patrzyli na siebie przez chwilę. - ...Niech to będzie część umowy. - dodała.
- Zuchwała jesteś... - tu skłonił się. - ...Rumpelsztyk. - przedstawił się jej.
- Co?
- Tak się nazywam. Zasłużyłaś... - machnął ręką, a na pergaminie zmieniły się warunki umowy. - ...Zaczynajmy. - oświadczył podając jej czerwone pióro. - "Jeśli ona ci ofiaruje pierworodną córkę, to ja jestem ogrem!" - pomyślałam z oburzeniem. Cora przędła słomę zamieniając ją w nić, ale nie była ona złota, lecz zwykła.
- Nie działa. - zirytowała się.
- Nie myśl... - powiedział Rumpelsztyk. - ...Magia wiąże się z emocjami. Przypomnij sobie co cię tak rozgniewało, że gdybyś mogła to byś zabiła. - oznajmił.
- Ty tak robisz? - spytała.
- Tak. - odparł.
- Co sobie wyobrażasz? - zapytała Cora. Ten lekko uśmiechnął się i odpowiedział:
- Dawno temu pewien mężczyzna kazał mi całować buty na oczach syna. Wyobrażam sobie, że przegryzam mu gardło i rozszarpuje żyły... - wyjaśnił. - ...Właśnie tak powstaje magia. - dodał.
- Płynie z żądzy krwi. - stwierdziła.
- Piękne porównanie... - powiedział z uśmiechem. - ...Pomogę ci. - usiadł tuż za nią trzymając za ramiona.
- Kazali mi uklęknąć... - zaczęła.- ...Nie zrobiłam nic złego, ale musiałam przeprosić... - wyjaśniła. - ...I to dziecko... Zrozumiałam, że nie ważne jak ciężko będę pracowała nie zostanę nikim więcej. - odparła.
- Co chcesz im zrobić? - spytał.
- Chcę by mi się kłaniali. Żeby połamali kolana i zastygli jak kamienie. Chcę by ich karki złamały się od pochylania. - powiedział, a w jej głosie czuć było żądzę mordu.
- Spójrz. - szepnął. Oboje patrzyli na nić, którą trzymała w jednej ręce.
- Udało mi się... Przeżyję.. - powiedziała z ulgą.
- Osiągniesz zacznie więcej. Walcz, aż padną na kolana. - powiedział, a z moich oczu popłynęły łzy. Współczułam nie tylko bratu, ale i królowi oraz jego synowi. Łzy kapały mi po policzkach. Nie byłam świadoma, że w ogóle lecą.
Następnego dnia na dziedzińcu Cora pokazała jak przemienić słomę w złoto. Pokazała ją królowi i jego poddanym. Ja za to stanęłam tuż za Rumpelsztykiem i szepnęłam mu do ucha:
- Stworzyłeś swojego potwora, bestio? - spytałam cicho. Mężczyzna obejrzał się gwałtownie, ale znieruchomiał, gdy zobaczył, że pierścień na moim palcu zalśnił. Dał mu znać by milczał. Skinęłam głową na niego byśmy poszli w ustronne miejsce. Wyszliśmy z pałacu do lasu.
- Co tu robisz, Aveline? - spytał w końcu.
- Ja? Ja patrzę jak uczysz tę, która stanie się potężniejsza od swej córki, a ta rzuci klątwę na prawie każdą krainę. - odparłam z uśmiechem, w którym nie było ani krzty radości.
- To znaczy... że mi się uda? - spytał z nadzieją.
- Owszem, Rumpelku. Odzyskasz syna. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie trochę dziwnym wzrokiem.
- Twoje oczy. W twoich oczach coś lśni. - zauważył.
- Znowu? - zirytowałam się. Spojrzałam w lusterko. Rumple miał rację. Łzy leciały mi po policzkach, ale nie spadały na ziemię. Zmieniały się...
- Czy to diamenty? - spytał. Wzięłam do ręki jedną z łez, która pod wpływem dotyku zmieniła się w mały diament.
- Nie wiarygodne... - wyszeptałam. - ...Jak to się stało? Czy to magia? - spytałam.
- Nie. To czysta magia, a raczej magia miłości i współczucia... - wyjaśnił. Oboje patrzyliśmy jak kolejne łzy wylatują mi z oczu i zamieniają się w diamenty. - ...Chwila... Czemu nie odczuwam tego co ostatnim razem? - spytał.
- To dzięki temu medalionowi... - odparłam machnąwszy ręką. W mojej dłoni pojawił medalion w kształcie serca. Rumpelsztyk cofnął się o kilkanaście kroków w tył. Założyłam go z powrotem. - ...Dzięki niemu nie możesz się do mnie zbliżyć, a tym samym zrobić krzywdy. Gdy jest to konieczne będę od czasu do czasu zdejmować go, bo czasem będę chciała lub musiała porozmawiać z tobą. - wyjaśniłam. Po tym wyjaśnieniu zniknęłam pojawiając się u siebie w domu.
Wkrótce po tym zdarzeniu do moich uszu dotarło, że Cora wychodzi za mąż. Dwa dni przed ślubem zobaczyłam na ekranie Rumpelsztyka rozmawiającego z Corą, a właściwie całujących się. Przeniosłam się w pobliże ich spotkania. Stałam w odpowiedniej odległości. Najwyraźniej musiałam zbyt blisko podejść, bo Rumpelsztyk rozejrzał się. Uśmiechnęłam się i wyszłam za krzaków.
- To ty! - zawołał.
- Tak, to ja, mój drogi, Rumpelku. - odparłam wciąż do niego podchodząc.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- Co za manipulantka... - powiedziałam patrząc na nią. - ...Ogłupić tak potężnego czarownika jak Mroczny... - westchnęłam. - ...Ale chce ci za to podziękować, bo w ten sposób będziesz miała córkę, która zrobi coś bardzo ważnego dla mojego brata. - oświadczyłam.
- Brata? O kim mówisz? - spytała Cora. Zbliżyłam się do niej, a Rumpelsztyk wręcz przeciwnie: oddalił się jeszcze bardziej.
- Jestem Aveline. Mówią na mnie także Świetlista. - przedstawiłam się. Wyciągnęłam ku niej rękę.
- Aveline, co robisz? - spytał Rumpelsztyk. Spojrzałam tylko na niego, a ten umilkł.
- Coro, czy pozwolisz, że wezmę od ciebie twój włos? - spytałam.
- Po co ci on? - spytała.
- Chcę mieć twój włos po tym, jak odebrałaś sobie serce i zraniłaś uczucia mego brata... - odparłam oschle. Oboje patrzyli na mnie. - ...Tak, Rumpelsztyku... - tu wyciągnęłam ku niemu rękę dając mu w myślach nakaz by stał w miejscu. Okrążałam go. - ...Cora naprawdę cię kocha... - spojrzałam na nią. - ...ale ona postawiła władzę ponad miłością.... - dotknęłam jego policzka i dodałam bardzo cicho, gdy ten klęczał przede mną na kolanach: - ...Postawiłeś moc sztyletu ponad miłością i będziesz zawsze tego żałować... - chwyciłam jego brodę by nasze oczy się spotkały. - ...Tak jak żałujesz utraty syna. Córka Cory... - tu go puściłam aż ten upadł na ziemię. - …umożliwi ci powrót do niego.... - nacisnęłam na jego kark dając do zrozumiana by dalej leżał. - ...Zostaw Corę w spokoju i czekaj aż dziewczynka dorośnie. Wtedy wkroczysz do akcji... - spojrzałam na Corę. - ...A ty zmiataj stąd. - kobieta odeszła. Rumpelsztyk patrzył na nią jak się oddala.
- Puść mnie! - zawołał. Uśmiechnęłam się i zniknęłam wracając do domu.
niedziela, 18 października 2015
Rozdział 13 - Wyjawiona tajemnica i Kaise
Dwa tygodnie po otrzymaniu darów od Melanie oglądając beznamiętnie Rumpelsztyka rozmawiającego z jakąś kobietą odruchowo spojrzałam na ekran z Corą. Stała na rozdrożu dwóch dróg rozglądając się dookoła. Westchnęłam teatralnie. Od tego momentu, co jakiś czas przyglądałam się Corze
Jakieś dwa miesiące później zobaczyłam jak Cora zdejmuje słomiany pierścionek. To mnie oderwało od brata i przeniosłam się do pewnego księcia o imieniu Leopold.
- Wasza wysokość! Muszę ci coś powiedzieć! To pilne! - zawołałam w biegu klęcząc przy nim. Mężczyzna spojrzał na mnie.
- Kim jesteś, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - przedstawiłam się ukazując swoje oczy. Dopiero teraz mężczyzna zamarł.
- Twoje oczy... Ty jesteś Świetlista! - zawołał.
- Tak. To prawda, książę... - odparłam. Wstałam ukazując się w całej okazałości. - ...Zresztą to teraz najmniej ważne, mój książę. Muszę cię o coś poprosić. Gdyby coś złego się stało twojej rodzinie proszę mnie wezwać i przekazać tę informację rodzinie i zaufanym osobom. Proszę także... - tu urwałam, bo rozległ się kobiecy głos:
- STRAŻE! STRAŻE! W OGRODACH JEST ŁOTR! POMOCY! - zawołała. Zamarłam. Rozpoznałam ten głos. Książę pobiegł w tamtym kierunku zostawiając mnie samą. Ukradkiem poszłam za nim. Po chwili zobaczyła jak Cora i książę Leopold rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi przechadzając się po lesie. Z daleka obserwowałam ich kryjąc się w krzakach. Gdy ją zaprowadził do swojego zamku wróciłam do domu dalej obserwując Corę.
Kilka dni po tym zdarzeniu w królewskich ogrodach dostrzegłam Jonathana.
- O nie... - szepnęłam. Zauważyłam także księżniczkę Evę. - ...Jeszcze lepiej! - jęknęłam. Nagle usłyszałam czyjś głos w swojej głowie: - "Aveline, przyjdź do mojego zamku. Musimy porozmawiać" - był to męski głos. Dopiero po chwili zorientowałam się, że był to Rumpelsztyk. Zastanawiałam się czy do niego iść czy może przyglądać się dalej młodej księżniczce Corze jak wraca do zamku planując zabrać jakieś cenne rzeczy. W końcu postanowiłam później z nią się spotkać.
Przeniosłam się tuż przed drzwi zamku Mrocznego. Weszłam do środka nie patrząc na to, co tam było. Znałam zamek brata jak własną ksieszeń, więc wcale się nie rozglądając poszłam prosto do jego komnaty.
- Wzywałeś mnie? - spytałam, gdy tylko weszłam do środka. Na chwilę zapadła cisza i myślałam, że jest tu pusto, ale po chwili zauważyłam Rumpelsztyka. Mężczyzna stał przy zasłoniętym oknie jakby chciał się wtopić w otoczenie.
- Co się dzieje? Czemu mam wrażenie, że nie mogę do ciebie podejść? - spytał z lekkim przerażeniem w głosie. Na chwilę zamilkłam, ale w końcu odparłam zbliżając się do niego wolnym krokiem.
- Jakiś czas temu od Białej Wróżki dostałam ten wisiorek i bransoletę... - odparłam pokazując je. - ...Dzięki nim nie możesz zrobić mi krzywdy ani ja nie słabnę w twoim towarzystwie. Jednak, gdy zostanie rzucona klątwa przez pierworodną córkę Cory będę na nią odporna. Będę pamiętać kim jestem. Problem polega na tym, że nie będę pamięć kim byłam tutaj. Jak każde z magicznych stworzeń nasze moce zostaną uśpione, a raczej zablokowane na niecałe trzy dekady w Świecie Pozbawionym Magii. - wyjaśniłam.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął powoli.
- Och, Rumpelsztyku... - tu westchnęłam i zrobiłam kolejny krok ku niemu. - ...Nie pamiętasz co ci mówiła Wyrocznia? Nie ty rzucisz klątwę i nie ty ją zdejmiesz... - zacytowałam. Mężczyzna wpatrywał się we mnie w milczeniu. - ...Więc co chciałeś ode mnie? - spytałam na koniec. Chwila ciszy, aż w końcu oświadczył.
- Wiem kim naprawdę jesteś. - oświadczył. Okazałam umiarkowane zainteresowanie.
- Czyżby? - spytałam.
- Tak... - wyciągnął ręce przed siebie i po chwili zobaczył to co chciał. Już miał coś powiedzieć, gdy wyczuł moją dłoń na swoich ustach. Jęknął.
- Milcz... - szepnęłam mu do ucha. Próbował się wyswobodzić, gdy stanęłam tuż za nim nadal zakrywając mu usta i trzymając mocno przy swoim ciele. - ...Cofnę rękę... - zbliżyłam swoją twarz ku jego oczom. - ...jeśli obiecasz mi, że nie wyjawisz tego nikomu... - szepnęłam. - ...ale to absolutnie nikomu... - Znowu próbował uwolnić się, ale tym razem za pomocą magii. Wykręciłam mu ręce do tyłu z pomocą pierścienia. Chwyciłam jego dłoń i wykręciłam do tyłu w bolesny sposób. Przycisnęłam dłoń przy ustach jeszcze bardziej i przytwierdzając do ciała unieruchamiając go. Znowu jęknął. - ...Nikomu, bracie... - Wierzgał się chwytając moje ramię, która zakrywała mu usta, ale jeszcze bardziej jęknął. - ...Obiecasz? - spytałam. W milczeniu jeszcze chwilę próbował się uwolnić. W końcu zrezygnowany opuścił obie dłonie kiwając głową, że obieca. Cofnęłam rękę. Gdy tylko cofnęłam się do niego mężczyzna upadł na kolana oddychając ciężko. Pojawiłam się przy drzwiach.
- Co... co to było? - spytał próbując nabrać powietrza. Uśmiechnęłam się lekko.
- Kolejny ze sposobów aby mieć ciebie pod kontrolą. Nie chciałam zrobić ci krzywdy, lecz tylko ci to pokazać, że można cię kontrolować nie używając sztyletu ani mojego pierścienia. Tylko ja mogę to robić. Ze względu na to, że jestem twoją siostrą więcej tego nie zrobię. No chyba że będę do tego zmuszona. - wyjaśniłam.
- Zmuszona? - spytał wstając.
- Tak. Jest sposób, ale nie powiem ci jaki. To mogło by mnie zniszczyć, a ciebie zranić wbrew naszej woli. Teraz wybacz, mam coś do roboty. - powiedziałam i zniknęłam.
Mijały miesiące. Wciąż miałam oko na Corę i na królestwo księcia Leopolda. Pewnego wieczora poszłam do komnaty księżniczki Evy. Gdy upewniłam się, że jest sama stanęłam tuż za drzwiami. Zbliżyłam się do niej od tyłu.
- Księżniczko Evo... - szepnęłam. Młoda kobieta obejrzała się. Miała krzyknąć, gdy powiedziałam szybko: - ...Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę tylko ciebie poprosić abyś mi dała kosmyk swoich włosów. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwiła się.
- Kosmyk włosów... No tak, gdzie moje maniery. Jestem Aveline. Mówią mi także Świetlista. Poznałam twojego męża księcia Leopolda. Ostrzegłam go przed córką młynarza Corą, która była w ciąży i prosiłąm o to, żeby mnie wezwał w razie potrzeby. - wyjaśniłam.
- Poznałam ją te kobietę. To ladacznica. - oświadczyła dobitnie.
- Może i tak, ale chciałam też cię przed nią ostrzec. - oznajmiłam.
- Dlaczego? To tylko córka młynarza. - oświadczyła.
- To prawda, ale nawet takie osoby mogą się zmienić pod wpływem mrocznej magii. Musisz na nią bardzo uważać. Pewnego dnia się zemści na twojej rodzinie, a szczególnie na twojej pierworodnej. - wyjaśniłam. Kobieta patrzyła na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Pierworodnej? Będę mieć córkę? - spytała.
- Tak. Czy możesz mi w zamian za to ostrzeżenie ofiarować kosmyk swoich włosów? - spytałam.
- Tak, oczywiście... - odparła. - ...Ale poco ci one? - spytała podając mi je.
- Każda osoba, która jest użyteczna dla Mrocznego jest i dla mnie ważna, lecz bardziej użyteczna. Pragnę mieć na was oko. Jeśli coś się stanie wezwij moje imię, a ja się zjawię. - oświadczyłam i zniknęłam.|
Wciąż mając oko na Corę jak wchodzi do pałacu z mąką na ramionach myślałam nad słowami Melanie. Jeśli chciałam być naprawdę odporna na każdą Mroczną Klątwę musiałam zawrzeć umowę z Czarną Wróżką. Z tego co opowiadała mi Biała Wróżka jej siostra żyła w samym środku Bezkresnego Lasu. Poszłam tam. W środku lasu była polana, a przy niej rzeka oraz wodospad. Napiłam się wody, a potem zawołałam:
- Kaise, jesteś tu? Chcę z tobą porozmawiać. - powiedziałam, a echo potoczyło się wokoło. Nie czekałam zbyt długo nim się pojawiła. Miała czarne jak heban włosy, czarne ubranie i skrzydła. Mimo mrocznej i przerażającej aury, która ją otaczała uroda była niczego sobie.
- Witaj, Aveline. Słyszałam o tobie niesamowite historie, szczególnie od mej siostry. - zaczęła.
- Naprawdę? - spytałam nieco przerażona. Ta aura otaczała mnie jak pędy drzewa.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytała.
- Ja... ja chciałam zawrzeć z tobą umowę w sprawie Mrocznej Klątwy Rumpelsztyka. - wyjaśniłam.
- Och... Mroczna Klątwa. To mój ulubiony temat. Słucham więc. - oświadczyła. Wciąż drżąc oświadczyłam:
- Więc... więc za kilkadziesiąt lat, gdy pewna nienarodzona kobieta o imieniu Śnieżka zaraz po tym, gdy urodzi dziecko inna kobieta, Zła Królowa Regina rzuci tę właśnie klątwę. Sprawi, że każdy w Zaczarowanym Lesie i wybranych przez nią osoby zapomni kim jest, poza królową do pewnego czasu Mroczny. Zostaną oni przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii. Zostaną tam na długi czas. - wyjaśniłam.
- Chcesz pamiętać swoją baśniową tożsamość? - spytała wróżka.
- Tak. Chcę pamiętać kim jestem, a raczej by ta klątwa także na mnie zadziałała do dnia, gdy Regina zaadoptuje dziecko i wymówi jego imię. To będzie Pierwsza Klątwa. Drugą Klątwę rzuci Śnieżka. W tym przypadku, gdy wrócimy do tamtego świata kluczem do przypomnienia Zapomnianego Roku przeżytym w baśniowym świecie będzie ich córka, gdy przypomni sobie, że ona i jej syn żyli w Świecie Pozbawionego Magii. Trzecią rzuci Królowa Śniegu, Ingrid. Nie chcę by ta klątwa mnie dosięgła. Kluczem dowiedzenie się co się stało w Arendelle będzie wymówienie przez królową Elsę życzenia o przybycie Anny do niej. Pragnę pomóc Wybawicielce w opanowaniu jej mocy i pokazać, gdzie jest jej miejsce. - wyjaśniłam. Wróżka nie przerywała mi ani na chwilę myśląc długo aż w końcu oświadczyła:
- Rozumiem. Jesteś z innego świata, tego prawdziwego... - tu skinęłam głową. - ...Na ciebie tak naprawdę te klątwy nie zadziałają do końca... - oświadczyła. Zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc o co jej chodzi. - ...W Świecie Pozbawionego Magii będziesz widziała ich prawdziwe postacie z Zaczarowanego Lasu od momentu przybycia tam. jednak Klątwy także cię obejmą, bo tutaj stałaś się Świetlistą, lecz sama nie będziesz pamiętała kim tu byłaś... - westchnęłam z dezaprobaty. - ...Pierwsza Klątwa z początku da ci inną tożsamość - spojrzałam na nią z nadzieją. - ...ale jak powiedziałaś: dopóki Zła Królowa nie zaadoptuje dziecka i go nie nazwie nie będziesz pamiętać zarówno swojej tożsamości jako Aveline oraz stracisz moce jak każdy kto nią władał. - wyjaśniła. Uśmiechnęłam się.
- To nie problem. Taka cena mi odpowiada. - odparłam.
- Poważnie? Chcesz zapłacić taką cenę? - spytała.
- Tak. Chcę... - wróżka bardzo była zdziwiona takim entuzjazmem i ceną magii. - ...Poza tym Melanie opowiedziała mi ich historie, więc nie zapomnę wszystkiego. Zrobię wszystko, aby pomóc memu bratu, a także Emmie i jej rodzinie. A przede wszystkim każdemu mieszkańcowi, który tam się znajdzie. - oświadczyłam. Czarna Wróżka uśmiechnęła się. Machnęła swoją różdżką i po chwili przede mną pojawił się rulon pergaminu. Machnęła ponownie, a pergamin zalśnił. Spojrzała na mnie.
- Teraz potrzebuję twojej krwi. Musisz mi ją dać dobrowolnie. - odparła.
- A poco ci ona? - spytałam.
- Muszę nasycić pergamin twoją krwią, a dokładniej magią zwykłej osoby nie pochodzącą z baśniowego świata, ale znająca ich prawdziwe historie przed pojawieniem się Księgi Baśni w reku młodego Autora. - wyjaśniła. Wpatrywałam się w nią dość długo. W końcu wyjęłam sztylet i nacięłam sobie na palcu ranę. Wróżka machnęła ponownie ręką, a krew przelała się ku pergaminowi.
- Kaise, czy gdy Rumpelsztyk dotknie pergaminu nie odczuje bólu mocy Świetlistej? - spytałam.
- Nie... - odparła. - ...Gdy zostaniecie przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii pierwszą oznaką, że się udało będzie wspomnienie naszego obecnego spotkania, a reszta zostanie wymazana do dnia, gdy królowa zaadoptuje chłopca, aby wypełnić pustkę w sercu. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową na znak podziękowania. Zniknęłam i pojawiłam się przed swoimi ekranami w domu. Teraz musiałam poczekać do dnia rzucenia Pierwszej Klątwy. Będzie to trwało niezbyt długi czas.
- Będzie warto. - szepnęłam z lekkim uśmiechem.
Jakieś dwa miesiące później zobaczyłam jak Cora zdejmuje słomiany pierścionek. To mnie oderwało od brata i przeniosłam się do pewnego księcia o imieniu Leopold.
- Wasza wysokość! Muszę ci coś powiedzieć! To pilne! - zawołałam w biegu klęcząc przy nim. Mężczyzna spojrzał na mnie.
- Kim jesteś, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - przedstawiłam się ukazując swoje oczy. Dopiero teraz mężczyzna zamarł.
- Twoje oczy... Ty jesteś Świetlista! - zawołał.
- Tak. To prawda, książę... - odparłam. Wstałam ukazując się w całej okazałości. - ...Zresztą to teraz najmniej ważne, mój książę. Muszę cię o coś poprosić. Gdyby coś złego się stało twojej rodzinie proszę mnie wezwać i przekazać tę informację rodzinie i zaufanym osobom. Proszę także... - tu urwałam, bo rozległ się kobiecy głos:
- STRAŻE! STRAŻE! W OGRODACH JEST ŁOTR! POMOCY! - zawołała. Zamarłam. Rozpoznałam ten głos. Książę pobiegł w tamtym kierunku zostawiając mnie samą. Ukradkiem poszłam za nim. Po chwili zobaczyła jak Cora i książę Leopold rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi przechadzając się po lesie. Z daleka obserwowałam ich kryjąc się w krzakach. Gdy ją zaprowadził do swojego zamku wróciłam do domu dalej obserwując Corę.
Kilka dni po tym zdarzeniu w królewskich ogrodach dostrzegłam Jonathana.
- O nie... - szepnęłam. Zauważyłam także księżniczkę Evę. - ...Jeszcze lepiej! - jęknęłam. Nagle usłyszałam czyjś głos w swojej głowie: - "Aveline, przyjdź do mojego zamku. Musimy porozmawiać" - był to męski głos. Dopiero po chwili zorientowałam się, że był to Rumpelsztyk. Zastanawiałam się czy do niego iść czy może przyglądać się dalej młodej księżniczce Corze jak wraca do zamku planując zabrać jakieś cenne rzeczy. W końcu postanowiłam później z nią się spotkać.
Przeniosłam się tuż przed drzwi zamku Mrocznego. Weszłam do środka nie patrząc na to, co tam było. Znałam zamek brata jak własną ksieszeń, więc wcale się nie rozglądając poszłam prosto do jego komnaty.
- Wzywałeś mnie? - spytałam, gdy tylko weszłam do środka. Na chwilę zapadła cisza i myślałam, że jest tu pusto, ale po chwili zauważyłam Rumpelsztyka. Mężczyzna stał przy zasłoniętym oknie jakby chciał się wtopić w otoczenie.
- Co się dzieje? Czemu mam wrażenie, że nie mogę do ciebie podejść? - spytał z lekkim przerażeniem w głosie. Na chwilę zamilkłam, ale w końcu odparłam zbliżając się do niego wolnym krokiem.
- Jakiś czas temu od Białej Wróżki dostałam ten wisiorek i bransoletę... - odparłam pokazując je. - ...Dzięki nim nie możesz zrobić mi krzywdy ani ja nie słabnę w twoim towarzystwie. Jednak, gdy zostanie rzucona klątwa przez pierworodną córkę Cory będę na nią odporna. Będę pamiętać kim jestem. Problem polega na tym, że nie będę pamięć kim byłam tutaj. Jak każde z magicznych stworzeń nasze moce zostaną uśpione, a raczej zablokowane na niecałe trzy dekady w Świecie Pozbawionym Magii. - wyjaśniłam.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął powoli.
- Och, Rumpelsztyku... - tu westchnęłam i zrobiłam kolejny krok ku niemu. - ...Nie pamiętasz co ci mówiła Wyrocznia? Nie ty rzucisz klątwę i nie ty ją zdejmiesz... - zacytowałam. Mężczyzna wpatrywał się we mnie w milczeniu. - ...Więc co chciałeś ode mnie? - spytałam na koniec. Chwila ciszy, aż w końcu oświadczył.
- Wiem kim naprawdę jesteś. - oświadczył. Okazałam umiarkowane zainteresowanie.
- Czyżby? - spytałam.
- Tak... - wyciągnął ręce przed siebie i po chwili zobaczył to co chciał. Już miał coś powiedzieć, gdy wyczuł moją dłoń na swoich ustach. Jęknął.
- Milcz... - szepnęłam mu do ucha. Próbował się wyswobodzić, gdy stanęłam tuż za nim nadal zakrywając mu usta i trzymając mocno przy swoim ciele. - ...Cofnę rękę... - zbliżyłam swoją twarz ku jego oczom. - ...jeśli obiecasz mi, że nie wyjawisz tego nikomu... - szepnęłam. - ...ale to absolutnie nikomu... - Znowu próbował uwolnić się, ale tym razem za pomocą magii. Wykręciłam mu ręce do tyłu z pomocą pierścienia. Chwyciłam jego dłoń i wykręciłam do tyłu w bolesny sposób. Przycisnęłam dłoń przy ustach jeszcze bardziej i przytwierdzając do ciała unieruchamiając go. Znowu jęknął. - ...Nikomu, bracie... - Wierzgał się chwytając moje ramię, która zakrywała mu usta, ale jeszcze bardziej jęknął. - ...Obiecasz? - spytałam. W milczeniu jeszcze chwilę próbował się uwolnić. W końcu zrezygnowany opuścił obie dłonie kiwając głową, że obieca. Cofnęłam rękę. Gdy tylko cofnęłam się do niego mężczyzna upadł na kolana oddychając ciężko. Pojawiłam się przy drzwiach.
- Co... co to było? - spytał próbując nabrać powietrza. Uśmiechnęłam się lekko.
- Kolejny ze sposobów aby mieć ciebie pod kontrolą. Nie chciałam zrobić ci krzywdy, lecz tylko ci to pokazać, że można cię kontrolować nie używając sztyletu ani mojego pierścienia. Tylko ja mogę to robić. Ze względu na to, że jestem twoją siostrą więcej tego nie zrobię. No chyba że będę do tego zmuszona. - wyjaśniłam.
- Zmuszona? - spytał wstając.
- Tak. Jest sposób, ale nie powiem ci jaki. To mogło by mnie zniszczyć, a ciebie zranić wbrew naszej woli. Teraz wybacz, mam coś do roboty. - powiedziałam i zniknęłam.
~~*~~
Mijały miesiące. Wciąż miałam oko na Corę i na królestwo księcia Leopolda. Pewnego wieczora poszłam do komnaty księżniczki Evy. Gdy upewniłam się, że jest sama stanęłam tuż za drzwiami. Zbliżyłam się do niej od tyłu.
- Księżniczko Evo... - szepnęłam. Młoda kobieta obejrzała się. Miała krzyknąć, gdy powiedziałam szybko: - ...Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę tylko ciebie poprosić abyś mi dała kosmyk swoich włosów. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwiła się.
- Kosmyk włosów... No tak, gdzie moje maniery. Jestem Aveline. Mówią mi także Świetlista. Poznałam twojego męża księcia Leopolda. Ostrzegłam go przed córką młynarza Corą, która była w ciąży i prosiłąm o to, żeby mnie wezwał w razie potrzeby. - wyjaśniłam.
- Poznałam ją te kobietę. To ladacznica. - oświadczyła dobitnie.
- Może i tak, ale chciałam też cię przed nią ostrzec. - oznajmiłam.
- Dlaczego? To tylko córka młynarza. - oświadczyła.
- To prawda, ale nawet takie osoby mogą się zmienić pod wpływem mrocznej magii. Musisz na nią bardzo uważać. Pewnego dnia się zemści na twojej rodzinie, a szczególnie na twojej pierworodnej. - wyjaśniłam. Kobieta patrzyła na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Pierworodnej? Będę mieć córkę? - spytała.
- Tak. Czy możesz mi w zamian za to ostrzeżenie ofiarować kosmyk swoich włosów? - spytałam.
- Tak, oczywiście... - odparła. - ...Ale poco ci one? - spytała podając mi je.
- Każda osoba, która jest użyteczna dla Mrocznego jest i dla mnie ważna, lecz bardziej użyteczna. Pragnę mieć na was oko. Jeśli coś się stanie wezwij moje imię, a ja się zjawię. - oświadczyłam i zniknęłam.|
~~*~~
Wciąż mając oko na Corę jak wchodzi do pałacu z mąką na ramionach myślałam nad słowami Melanie. Jeśli chciałam być naprawdę odporna na każdą Mroczną Klątwę musiałam zawrzeć umowę z Czarną Wróżką. Z tego co opowiadała mi Biała Wróżka jej siostra żyła w samym środku Bezkresnego Lasu. Poszłam tam. W środku lasu była polana, a przy niej rzeka oraz wodospad. Napiłam się wody, a potem zawołałam:
- Kaise, jesteś tu? Chcę z tobą porozmawiać. - powiedziałam, a echo potoczyło się wokoło. Nie czekałam zbyt długo nim się pojawiła. Miała czarne jak heban włosy, czarne ubranie i skrzydła. Mimo mrocznej i przerażającej aury, która ją otaczała uroda była niczego sobie.
- Witaj, Aveline. Słyszałam o tobie niesamowite historie, szczególnie od mej siostry. - zaczęła.
- Naprawdę? - spytałam nieco przerażona. Ta aura otaczała mnie jak pędy drzewa.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytała.
- Ja... ja chciałam zawrzeć z tobą umowę w sprawie Mrocznej Klątwy Rumpelsztyka. - wyjaśniłam.
- Och... Mroczna Klątwa. To mój ulubiony temat. Słucham więc. - oświadczyła. Wciąż drżąc oświadczyłam:
- Więc... więc za kilkadziesiąt lat, gdy pewna nienarodzona kobieta o imieniu Śnieżka zaraz po tym, gdy urodzi dziecko inna kobieta, Zła Królowa Regina rzuci tę właśnie klątwę. Sprawi, że każdy w Zaczarowanym Lesie i wybranych przez nią osoby zapomni kim jest, poza królową do pewnego czasu Mroczny. Zostaną oni przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii. Zostaną tam na długi czas. - wyjaśniłam.
- Chcesz pamiętać swoją baśniową tożsamość? - spytała wróżka.
- Tak. Chcę pamiętać kim jestem, a raczej by ta klątwa także na mnie zadziałała do dnia, gdy Regina zaadoptuje dziecko i wymówi jego imię. To będzie Pierwsza Klątwa. Drugą Klątwę rzuci Śnieżka. W tym przypadku, gdy wrócimy do tamtego świata kluczem do przypomnienia Zapomnianego Roku przeżytym w baśniowym świecie będzie ich córka, gdy przypomni sobie, że ona i jej syn żyli w Świecie Pozbawionego Magii. Trzecią rzuci Królowa Śniegu, Ingrid. Nie chcę by ta klątwa mnie dosięgła. Kluczem dowiedzenie się co się stało w Arendelle będzie wymówienie przez królową Elsę życzenia o przybycie Anny do niej. Pragnę pomóc Wybawicielce w opanowaniu jej mocy i pokazać, gdzie jest jej miejsce. - wyjaśniłam. Wróżka nie przerywała mi ani na chwilę myśląc długo aż w końcu oświadczyła:
- Rozumiem. Jesteś z innego świata, tego prawdziwego... - tu skinęłam głową. - ...Na ciebie tak naprawdę te klątwy nie zadziałają do końca... - oświadczyła. Zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc o co jej chodzi. - ...W Świecie Pozbawionego Magii będziesz widziała ich prawdziwe postacie z Zaczarowanego Lasu od momentu przybycia tam. jednak Klątwy także cię obejmą, bo tutaj stałaś się Świetlistą, lecz sama nie będziesz pamiętała kim tu byłaś... - westchnęłam z dezaprobaty. - ...Pierwsza Klątwa z początku da ci inną tożsamość - spojrzałam na nią z nadzieją. - ...ale jak powiedziałaś: dopóki Zła Królowa nie zaadoptuje dziecka i go nie nazwie nie będziesz pamiętać zarówno swojej tożsamości jako Aveline oraz stracisz moce jak każdy kto nią władał. - wyjaśniła. Uśmiechnęłam się.
- To nie problem. Taka cena mi odpowiada. - odparłam.
- Poważnie? Chcesz zapłacić taką cenę? - spytała.
- Tak. Chcę... - wróżka bardzo była zdziwiona takim entuzjazmem i ceną magii. - ...Poza tym Melanie opowiedziała mi ich historie, więc nie zapomnę wszystkiego. Zrobię wszystko, aby pomóc memu bratu, a także Emmie i jej rodzinie. A przede wszystkim każdemu mieszkańcowi, który tam się znajdzie. - oświadczyłam. Czarna Wróżka uśmiechnęła się. Machnęła swoją różdżką i po chwili przede mną pojawił się rulon pergaminu. Machnęła ponownie, a pergamin zalśnił. Spojrzała na mnie.
- Teraz potrzebuję twojej krwi. Musisz mi ją dać dobrowolnie. - odparła.
- A poco ci ona? - spytałam.
- Muszę nasycić pergamin twoją krwią, a dokładniej magią zwykłej osoby nie pochodzącą z baśniowego świata, ale znająca ich prawdziwe historie przed pojawieniem się Księgi Baśni w reku młodego Autora. - wyjaśniła. Wpatrywałam się w nią dość długo. W końcu wyjęłam sztylet i nacięłam sobie na palcu ranę. Wróżka machnęła ponownie ręką, a krew przelała się ku pergaminowi.
- Kaise, czy gdy Rumpelsztyk dotknie pergaminu nie odczuje bólu mocy Świetlistej? - spytałam.
- Nie... - odparła. - ...Gdy zostaniecie przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii pierwszą oznaką, że się udało będzie wspomnienie naszego obecnego spotkania, a reszta zostanie wymazana do dnia, gdy królowa zaadoptuje chłopca, aby wypełnić pustkę w sercu. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową na znak podziękowania. Zniknęłam i pojawiłam się przed swoimi ekranami w domu. Teraz musiałam poczekać do dnia rzucenia Pierwszej Klątwy. Będzie to trwało niezbyt długi czas.
- Będzie warto. - szepnęłam z lekkim uśmiechem.
poniedziałek, 12 października 2015
Rozdział 12 - Obawy i Kryształ Wiecznego Serca
Pewnego wczesnego popołudnia naszło mnie uczucie abym obserwowała Jiminy'ego. Przejrzałam każdy ekran aż znalazłam go w zamku Mrocznego. Martwiłam się. To było takie smutne obserwując jak brat daje mu specjalny eliksir, który miał uwolnić go od jego rodziców. Jednak jak to drobni złodziejaszki podmienili butelki. Eliksir zmienił parę małżeńską w lalki. Byli to rodzice małego Gapetta. Jiminy był bardzo zmartwiony i zrozpaczony. Poprosił Błękitną aby stał się wolnym od tego wszystkiego. Wróżka przemieniła go w świerszcza. Nie wiedziałam czy się cieszyć, że stał się wolnym, czy martwić się i płakać, bo chłopiec nie miał teraz rodziców. Wiedziałam jednak, że od teraz ten mężczyzna stał się Głosem Sumienia. Jiminym Świerszczem. Nie było sensu abym dalej obserwowała Jiminy'ego. Jednak i tak miałam na niego oko. Udało mi się każdego obserwować biorąc włos od każdego z nich, nawet, gdy o tym nie wiedział. Wzięłam nawet po jednym włosie każdego królewskiego członka Arendelle (jedną z członkiń królewskiej rodziny była matka Elsy i Anny - Gerda najmłodsza z trzech sióstr). Nawet Rumpelsztyka, gdy był zwykłym człowiekiem, a potem, gdy stał się Mrocznym. Włos Bae'a także udało mi się uzyskać, aby wiedzieć czy żyje i jest bezpieczny. Ekran z jego imieniem był czarny odkąd wpadł do portalu, ale kropka u dołu dawała mi znak, że żyje. Póki każde z nich żyje, nie ważne gdzie by się znajdowali miałam na ich oko.
Od czasu do czasu ostrzegałam brata. On za to nie ustępował chcąc dowiedzieć się ode mnie gdzie jest Bae. Chciał nawet zawrzeć ze mną umowę. Ja mu odpowiadałam tym samym tekstem:
- Nie zawrę z tobą żadnej umowy. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał. Patrzyłam na niego trochę zasmucona, ale po chwili odpowiedziałam:
- Rumpelsztyku, dopóki ogarnia cię mrok nie będę zawierać z tobą żadnej umowy. - oświadczyłam i zniknęłam z jego pola widzenia. Wzburzyło go to.
Wciągu kilkunastu lat oglądałam ekrany, na których byli złoczyńcy i bohaterowie. W tym Rumpelsztyk. Pewnego dnia poszłam do jednej z gospód. Po niedługim czasie zobaczyłam wchodzącego do środka dziwnie znajomego mi mężczyznę. Mając bardzo złe przeczucia rozejrzałam się po pomieszczeniu aż zobaczyłam za ladą baru...
- Cora. - szepnęłam. Spojrzałam na mężczyznę siedzącego na przeciw lady. Patrzył na nią pożądliwie. Odczekałam aż do wieczora, a raczej póki Cora nie wyszła z gospody. Wróciłam do domu.
Od tego dnia obserwowałam głównie "księcia" Jonathana i Corę. Rzuciłam zaklęcie na każdy z ekranów łącząc je z moim pierścieniem. W ten sposób będę wiedziała kogo ratować a kogo obserwować.
W ciągu najbliższego tygodnia miałam bardzo dużo roboty. Mieszkańcy wielu wiosek prosili mnie o pomoc. Siódmego dnia, gdy walczyłam z potężną zjawą zauważyłam, że nieco się odsunęła. Zdziwiłam się czemu to robi, jednak dopiero po chwili zrozumiałam czemu. Spojrzałam na pierścień.
- O nie... - jęknęłam na głos. Machnęłam ręką odpędzając zjawę. Kolejne machnięcie na zjawę wyeliminowało ją. Oddychając ciężko spojrzałam ponownie na pierścień. Jeden z płatków lśnił ciemnym granatem. Ostatnio zauważyłam, że każdy kolor oznacza co innego lub kogoś. Tak było np. w przypadku Piotrusia Pana, gdy płatek mienił się zgniłą zielenią. Przycisnęłam mieniący się płatek, po czym zobaczyłam jak Cora idzie na górne piętro w gospodzie z owym "księciem". Na jej palcu widniał pierścionek zaręczynowy zrobiony ze słomy. Wystraszyłam się.
Przeniosłam się do domu. Obawiałam się tego co się stanie za jakieś dwadzieścia lat. Nie mogłam powiedzieć bratu o Zelenie. Sam musiał się o niej dowiedzieć. Doskonale wiedziałam, że od tej chwili nie mogłam się mieszać. Wszystko musiało się potoczyć tak, jak powinno. Mogłam tylko przyglądać się jak Zelena rośnie na piękną kobietę. Oczy mi zwilgotniały, gdy zobaczyłam jak jej przybrana matka umiera. Kropla łzy opadła na pierścień. To, co się stało w następnej chwili zamurowało mnie. Z pierścienia wyleciało oślepiające światło i zawisło przede mną. Gdy przygasło zauważyłam, że uformowało się w piękny wisiorek w kształcie białego serca, a w środku widniał różowy kryształ. Kamień świecił się własnym światłem.
- Co to? - spytałam sama siebie.
- To Kryształ Wiecznego Serca. - odezwał się głos Melanie. Spojrzałam na nią. Unosiła się tuż przede mną.
- Kryształ Wiecznego Serca? Co to jest? - spytałam.
- Kryształ pochodzi od samego Merlina, a dokładniej z jego serca, gdy stał się Światłym. Póki Merlin żyje kryształ będzie świecił. - wyjaśniła.
- Co on potrafi? Ten kryształ. - spytałam wpatrując się w niego.
- Będzie ciebie chronił przed mrocznymi siłami, a szczególnie przed bratem. - odparła.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Rumpelsztyk nie będzie mógł ciebie skrzywdzić. To tak jakby dotknął rękojeści Excalibura. Nie będzie mógł podejść do ciebie, jakby coś go odpychało... - wyjaśniła. Machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się kryształowa bransoleta.
- ...A ta bransoleta... - na moim prawym nadgarstku pojawiła się piękna bransoleta. - ...da ci możliwość ochrony przed bratem i innymi złymi osobami. Gdy dotkną bransolety odepchnie ich od ciebie. Ma też możliwość ochrony przed nimi. Nie będziesz słabnąć. - wyjaśniła.
- Czy mają jeszcze jakieś właściwości? - spytałam.
- Tak. Kryształ ma jeszcze jedną właściwość, ale można jej używać tylko w nadzwyczajnych sytuacjach. - odparła.
- Jakich? - spytałam z ciekawością.
- Tej opcji możesz używać, gdy w grę chodzi utrata pamięci. - wyjaśniła.
- Mroczna Klątwa Rumpelsztyka! - zawołałam. Melanie kiwnęła głową.
- Nie stracisz pamięci o twojej prawdziwej tożsamości jako Magdy, ani nie musiałabyś sporządzać napoju pamięci, by się uchronić przed każdą Mroczną Klątwą. - wyjaśniła. Trzymając w ręku Kryształ Wiecznego Serca myślałam nad wieloma rzeczami. Byłam bezpieczna jeśli chodzi o przybycie do Świata Pozbawionego Magii. Bardzo mi ulżyło.
- Melanie, mam prośbę... - popatrzyła na mnie czekając na moje słowa. - ...Gdy klątwy zostaną rzucone chcę mieć gwarancję, że będę wszystko pamiętać w Świecie Pozbawionego Magii. Wystarczy jedno słowo. Przed rzuceniem Pierwszej Klątwy niech kluczowym słowem na przypomnienie sobie kim byłam jako Świetlista będzie wymówienie przez Reginę imienia swego ojca, gdy zaadoptuje Henry'ego, gdziekolwiek by nie była. W Drugiej powrót wspomnień Emmy. A w Trzeciej wymówienie przez Elsę imienia jej siostry Anny. - wyjaśniłam.
- Rozumiem. Porozmawiam z Kaise i mam nadzieję, że się zgodzi na te warunki. Chociaż sądzę, że sama będziesz musiała z nią tę kwestię uzgodnić. - oświadczyła. Westchnęłam i kiwnęłam głową.
Od czasu do czasu ostrzegałam brata. On za to nie ustępował chcąc dowiedzieć się ode mnie gdzie jest Bae. Chciał nawet zawrzeć ze mną umowę. Ja mu odpowiadałam tym samym tekstem:
- Nie zawrę z tobą żadnej umowy. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał. Patrzyłam na niego trochę zasmucona, ale po chwili odpowiedziałam:
- Rumpelsztyku, dopóki ogarnia cię mrok nie będę zawierać z tobą żadnej umowy. - oświadczyłam i zniknęłam z jego pola widzenia. Wzburzyło go to.
~~*~~
Wciągu kilkunastu lat oglądałam ekrany, na których byli złoczyńcy i bohaterowie. W tym Rumpelsztyk. Pewnego dnia poszłam do jednej z gospód. Po niedługim czasie zobaczyłam wchodzącego do środka dziwnie znajomego mi mężczyznę. Mając bardzo złe przeczucia rozejrzałam się po pomieszczeniu aż zobaczyłam za ladą baru...
- Cora. - szepnęłam. Spojrzałam na mężczyznę siedzącego na przeciw lady. Patrzył na nią pożądliwie. Odczekałam aż do wieczora, a raczej póki Cora nie wyszła z gospody. Wróciłam do domu.
Od tego dnia obserwowałam głównie "księcia" Jonathana i Corę. Rzuciłam zaklęcie na każdy z ekranów łącząc je z moim pierścieniem. W ten sposób będę wiedziała kogo ratować a kogo obserwować.
W ciągu najbliższego tygodnia miałam bardzo dużo roboty. Mieszkańcy wielu wiosek prosili mnie o pomoc. Siódmego dnia, gdy walczyłam z potężną zjawą zauważyłam, że nieco się odsunęła. Zdziwiłam się czemu to robi, jednak dopiero po chwili zrozumiałam czemu. Spojrzałam na pierścień.
- O nie... - jęknęłam na głos. Machnęłam ręką odpędzając zjawę. Kolejne machnięcie na zjawę wyeliminowało ją. Oddychając ciężko spojrzałam ponownie na pierścień. Jeden z płatków lśnił ciemnym granatem. Ostatnio zauważyłam, że każdy kolor oznacza co innego lub kogoś. Tak było np. w przypadku Piotrusia Pana, gdy płatek mienił się zgniłą zielenią. Przycisnęłam mieniący się płatek, po czym zobaczyłam jak Cora idzie na górne piętro w gospodzie z owym "księciem". Na jej palcu widniał pierścionek zaręczynowy zrobiony ze słomy. Wystraszyłam się.
Przeniosłam się do domu. Obawiałam się tego co się stanie za jakieś dwadzieścia lat. Nie mogłam powiedzieć bratu o Zelenie. Sam musiał się o niej dowiedzieć. Doskonale wiedziałam, że od tej chwili nie mogłam się mieszać. Wszystko musiało się potoczyć tak, jak powinno. Mogłam tylko przyglądać się jak Zelena rośnie na piękną kobietę. Oczy mi zwilgotniały, gdy zobaczyłam jak jej przybrana matka umiera. Kropla łzy opadła na pierścień. To, co się stało w następnej chwili zamurowało mnie. Z pierścienia wyleciało oślepiające światło i zawisło przede mną. Gdy przygasło zauważyłam, że uformowało się w piękny wisiorek w kształcie białego serca, a w środku widniał różowy kryształ. Kamień świecił się własnym światłem.
- Co to? - spytałam sama siebie.
- To Kryształ Wiecznego Serca. - odezwał się głos Melanie. Spojrzałam na nią. Unosiła się tuż przede mną.
- Kryształ Wiecznego Serca? Co to jest? - spytałam.
- Kryształ pochodzi od samego Merlina, a dokładniej z jego serca, gdy stał się Światłym. Póki Merlin żyje kryształ będzie świecił. - wyjaśniła.
- Co on potrafi? Ten kryształ. - spytałam wpatrując się w niego.
- Będzie ciebie chronił przed mrocznymi siłami, a szczególnie przed bratem. - odparła.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Rumpelsztyk nie będzie mógł ciebie skrzywdzić. To tak jakby dotknął rękojeści Excalibura. Nie będzie mógł podejść do ciebie, jakby coś go odpychało... - wyjaśniła. Machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się kryształowa bransoleta.
- ...A ta bransoleta... - na moim prawym nadgarstku pojawiła się piękna bransoleta. - ...da ci możliwość ochrony przed bratem i innymi złymi osobami. Gdy dotkną bransolety odepchnie ich od ciebie. Ma też możliwość ochrony przed nimi. Nie będziesz słabnąć. - wyjaśniła.
- Czy mają jeszcze jakieś właściwości? - spytałam.
- Tak. Kryształ ma jeszcze jedną właściwość, ale można jej używać tylko w nadzwyczajnych sytuacjach. - odparła.
- Jakich? - spytałam z ciekawością.
- Tej opcji możesz używać, gdy w grę chodzi utrata pamięci. - wyjaśniła.
- Mroczna Klątwa Rumpelsztyka! - zawołałam. Melanie kiwnęła głową.
- Nie stracisz pamięci o twojej prawdziwej tożsamości jako Magdy, ani nie musiałabyś sporządzać napoju pamięci, by się uchronić przed każdą Mroczną Klątwą. - wyjaśniła. Trzymając w ręku Kryształ Wiecznego Serca myślałam nad wieloma rzeczami. Byłam bezpieczna jeśli chodzi o przybycie do Świata Pozbawionego Magii. Bardzo mi ulżyło.
- Melanie, mam prośbę... - popatrzyła na mnie czekając na moje słowa. - ...Gdy klątwy zostaną rzucone chcę mieć gwarancję, że będę wszystko pamiętać w Świecie Pozbawionego Magii. Wystarczy jedno słowo. Przed rzuceniem Pierwszej Klątwy niech kluczowym słowem na przypomnienie sobie kim byłam jako Świetlista będzie wymówienie przez Reginę imienia swego ojca, gdy zaadoptuje Henry'ego, gdziekolwiek by nie była. W Drugiej powrót wspomnień Emmy. A w Trzeciej wymówienie przez Elsę imienia jej siostry Anny. - wyjaśniłam.
- Rozumiem. Porozmawiam z Kaise i mam nadzieję, że się zgodzi na te warunki. Chociaż sądzę, że sama będziesz musiała z nią tę kwestię uzgodnić. - oświadczyła. Westchnęłam i kiwnęłam głową.
Rozdział 11 - Słaby punkt i Ariel
- Mroczny, stój! - krzyknęłam. Chmura dymu wokół Rumpelsztyka opadła. Mężczyzna nie poruszał się, gdy zobaczył mnie z wyciągniętą ku niemu dłoń.
- Aveline, co robisz? - spytał Mroczny cofając się.
- Pokazuje, że można kontrolować Mrocznego nie zabijając go. - wyjaśniłam.
- Jak to "nie zabijając"? - spytał kapitan.
- Istnieje broń, którą posiadał każdy Mroczny, a obecnie posiada ją mój brat, Rumpelsztyk. - wyjaśniłam pokazując na niego.
- Poważnie? - spytał Killian.
- Tak. Dzięki niej można kontrolować jego moc i mu rozkazywać. Wykona każde polecenie bez sprzeciwów, nawet jeśli chcesz czyjejś śmierci. Jednak jeśli jego samego zabije się... - tu urwałam. - ...niestety przejmie jego moce i stanie się nowym Mrocznym lub Mroczną. Zależy od płci. - dodałam.
- Więc dlaczego się cofa? - spytał jeden z marynarzy.
- Widzicie pierścień na moim palcu?... - spytałam. Wszyscy kiwnęli głowami. - ...Metal tego pierścienia został wykuty z tego samego metalu co końcówka legendarnego miecza zwanego Excaliburem. Oba przedmioty zostały zaczarowane przez samego Merlina... - lekkie zamieszanie. - ...Dzięki tym broniom można do pewnego stopnia kontrolować moc Mrocznego. - wyjaśniłam, ale nagle zachwiałam się i oparłam się o maszt.
- Jest jeden szkopuł. - odezwał się Rumple. Wszyscy na niego patrzyli jak do mnie podchodzi.
- Co się ze mną dzieje?... - spytałam trzymając się za głowę. - ...Słabo mi. - Rumpelsztyk stał dwa metry ode mnie, gdy nagle upadłam na kolana tuż przed nim.
- Widzisz, Aveline... - Mroczny pochylił się nade mną. Chwycił mnie za brodę i zadarł ją do góry abym na niego patrzyła. - ...powiedziałaś mi kiedyś, że im dłużej jesteś blisko mnie tym stajesz się słabsza... - oświadczył. Próbowałam wyciągnąć ku niemu rękę z pierścieniem, ale nie zdołałam. Gdy mnie puścił upadłam bezwładnie na deski pokładu oddychając ciężko. - ...Nie możesz mnie kontrolować wiecznie... - oświadczył. Spojrzałam na niego. - ...Oboje mamy swoje ograniczenia. Widać, że twoja moc jest słabsza od mojej. - wyjaśnił.
- Doprawdy?... - spytałam. Czułam się senna - ...A nasz ojciec? On jest silniejszy od ciebie... - odparłam. Gniew jaki odczułam w swoim umyśle był silny. Był on spowodowany tym, że Rumpelsztyk chciał mnie uderzyć w twarz, ale chwilę potem poleciał do tyłu uderzając potylicą w maszt. Zaśmiałam się słabo. - ...Wiesz doskonale, że nie możesz mnie skrzywdzić, Rumpelku. - powiedziałam, a w momencie jego zniknięcia zemdlałam.
Obudziłam się na czymś miękkim. Wyczułam, że coś się kołysze. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
- Witaj, Aveline. - rozległ się czyjś męski głos. Otworzyłam szerzej oczy. Przede mną stał Killian.
- Jones? - zdziwiłam się odkrywając koc.
- Teraz nazywam się... - urwał, bo zdałam sobie sprawę co targało jego myślami.
- Hook! Przywdziałeś nowe nazwisko! - zawołałam.
- Zgadza się.... - odparł z lekkim uśmiechem. Już chciałam się uśmiechając, gdy coś sobie przypomniałam. Podbiegłam do niego i chwyciłam za naszyjnik, który nosił na szyi. - ...Co robisz? - nie odpowiedziałam tylko ujęłam naszyjnik w swoje dłonie. Pod nimi zabłysnęło światło. Cofnęłam ręce, ale nagle coś wyczułam. Coś mi tu nie pasowało. Miałam wrażenie, że jest tu coś magicznego. Mój instynkt mówił mi, że jest tu ktoś, kogo dawno nie widziałam. Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na pierścień. Jeden z płatków świecił się zgniłą zielenią.
- O nie... Nie. To nie może być ON! - zawołałam.
- Niby kto, Świetlista? - spytał kapitan. Spojrzałam na niego.
- Jesteśmy w Nibylandii, Hook. Piotruś wie, że tu jestem! Nie możemy dopuścić aby... - nie dokończyłam, bo w tym momencie do kajuty wszedł chłopak, którego nie widziałam od wielu lat. - ...Felix! - zawołałam.
- Świetlista... - jego uśmiech był przerażający. - ...Pan ucieszy się na twój widok. - oznajmił.
- Wątpię. Nie spotkam się z nim. Zawarłam z nim umowę wiele lat temu. Niech mnie odeśle albo sama znajdę sposób na wydostanie się z wyspy. - zażądałam.
- Pan przewidział to. Kazał mi ciebie przyprowadzić do niego siłą. - oświadczył zbliżając się do mnie. Patrzyłam na niego nieco zirytowana. Musiałam coś wymyślić. - "Ariel!" - zawołałam w myślach. Ledwo to powiedziałam, gdy przeniosłam się na plażę. Myślałam przez chwilę aż przypomniałam sobie w jaki sposób Regina wzywała syrenę. Wzięłam do ręki muszlę i szepnęłam do niej:
- Ariel, przybądź do Nibylandii. Potrzebuję twojej pomocy. - powiedziałam. Po kilku sekundach wynurzyła się z morza.
- Kim jesteś? - spytała.
- Witaj, Ariel. Nie znasz mnie, ale potrzebuję twojej pomocy. Nazywam się Aveline i jestem Świetlistą.
- Miło mi. - powiedziała.
- Posłuchaj: Są trzy sposoby aby się wydostać z Nibylandii. Pierwszy jest niebezpieczny i ryzykowny. To Cień Piotrusia Pana, a on nie zgodzi się mnie odesłać... - syrenka przyglądała się mi z zaciekawieniem. - ...Drugi to portal, ale nie mam magicznej fasoli. Trzeci to ty. - oświadczyłam.
- Ja? - zdziwiła się.
- Tak. Syreny mogą podróżować między krainami. I tu jest mi potrzebna twoja pomoc. Musisz mnie stąd zabrać, aby Piotruś mnie nie dorwał. - wyjaśniłam. Weszłam do wody i wyciągnęłam rękę ku niej.
- Stój! - zawołał ktoś z dżungli. Obejrzałam się, a zobaczywszy Piotrusia wstrzymałam oddech i wskoczyłam do wody. Ariel w ostatniej chwili mnie złapała i pociągnęła w głąb morza. Po kilku chwilach, a wydawało mi się to wieki znalazłam się przy brzegu jakiegoś jeziora. Przyjrzałam się okolicy. Odetchnęłam z ulgi.
- Zaczarowany Las... - obejrzałam się i spojrzałam na syrenę. Przytuliłam ją. - ...Dziękuję. Jestem twoją dłużniczką... - zrobiłam kilka kroków ku brzegowi, gdy Ariel mnie zatrzymała chwytając mnie za sukienkę.
- Masz u mnie dług. Spłać go. - powiedziała nieco buntowniczym tonem. Uśmiechnęłam się.
- Racja. Coś za coś... - podpłynęłam do skały i usiadłam na niej. Ariel podpłynęła do mnie. - ...Posłuchaj, któregoś dnia spotkasz się młodą kobietą o imieniu Śnieżka. Pomożesz jej. Spotkasz się także ze Złą Królową, Reginą. Z miejsca, z którego mnie zabrałaś ona i jej towarzysz poproszą cię o pomoc abyś zabrała coś z innego świata, do którego nie będą mieć dostępu. Bez względu co ci zrobi Regina pomóż jej, a ona da ci informację jak odszukać twojego księcia. - odparłam.
- Co ona może mi zrobić? - spytała.
- Zawrzesz z nią umowę. Jednak problem polega na tym, że jeśli nie dotrzymasz jej odbierze ci głos. Musisz wtedy pomóc Śnieżce. Gdy odbierze ci głos bez względu jak bardzo będziesz jej nie lubić pomóż jej i mojej rodzinie oraz przyjaciołom. Będą potrzebować twojej pomocy. Och, zapomniałam bym... - sięgnęłam po płaską muszlę leżącą na brzegu. Machnęłam nad nią, a ona zabłysła białym blaskiem. Wyciągnęłam ku Ariel muszlę. - ...Gdy Regina wezwie cię będzie z nią mój brat, Rumpelsztyk. W mojej krainie nazywany jest Mrocznym. - wyjaśniłam.
- Słyszałam o nim. To potężny czarnoksiężnik. - oświadczyła.
- Zgadza się. Dasz mu wtedy tę muszlę... - syrenka wzięła ją. - ...Gdy ją dasz powiedz mu, że to, czego szuka jest bliżej niż myśli. Reszta jest w muszli. Zrozumiałaś? - spytałam. Syrena uśmiechnęła i kiwnęła głową.
- Aveline, co robisz? - spytał Mroczny cofając się.
- Pokazuje, że można kontrolować Mrocznego nie zabijając go. - wyjaśniłam.
- Jak to "nie zabijając"? - spytał kapitan.
- Istnieje broń, którą posiadał każdy Mroczny, a obecnie posiada ją mój brat, Rumpelsztyk. - wyjaśniłam pokazując na niego.
- Poważnie? - spytał Killian.
- Tak. Dzięki niej można kontrolować jego moc i mu rozkazywać. Wykona każde polecenie bez sprzeciwów, nawet jeśli chcesz czyjejś śmierci. Jednak jeśli jego samego zabije się... - tu urwałam. - ...niestety przejmie jego moce i stanie się nowym Mrocznym lub Mroczną. Zależy od płci. - dodałam.
- Więc dlaczego się cofa? - spytał jeden z marynarzy.
- Widzicie pierścień na moim palcu?... - spytałam. Wszyscy kiwnęli głowami. - ...Metal tego pierścienia został wykuty z tego samego metalu co końcówka legendarnego miecza zwanego Excaliburem. Oba przedmioty zostały zaczarowane przez samego Merlina... - lekkie zamieszanie. - ...Dzięki tym broniom można do pewnego stopnia kontrolować moc Mrocznego. - wyjaśniłam, ale nagle zachwiałam się i oparłam się o maszt.
- Jest jeden szkopuł. - odezwał się Rumple. Wszyscy na niego patrzyli jak do mnie podchodzi.
- Co się ze mną dzieje?... - spytałam trzymając się za głowę. - ...Słabo mi. - Rumpelsztyk stał dwa metry ode mnie, gdy nagle upadłam na kolana tuż przed nim.
- Widzisz, Aveline... - Mroczny pochylił się nade mną. Chwycił mnie za brodę i zadarł ją do góry abym na niego patrzyła. - ...powiedziałaś mi kiedyś, że im dłużej jesteś blisko mnie tym stajesz się słabsza... - oświadczył. Próbowałam wyciągnąć ku niemu rękę z pierścieniem, ale nie zdołałam. Gdy mnie puścił upadłam bezwładnie na deski pokładu oddychając ciężko. - ...Nie możesz mnie kontrolować wiecznie... - oświadczył. Spojrzałam na niego. - ...Oboje mamy swoje ograniczenia. Widać, że twoja moc jest słabsza od mojej. - wyjaśnił.
- Doprawdy?... - spytałam. Czułam się senna - ...A nasz ojciec? On jest silniejszy od ciebie... - odparłam. Gniew jaki odczułam w swoim umyśle był silny. Był on spowodowany tym, że Rumpelsztyk chciał mnie uderzyć w twarz, ale chwilę potem poleciał do tyłu uderzając potylicą w maszt. Zaśmiałam się słabo. - ...Wiesz doskonale, że nie możesz mnie skrzywdzić, Rumpelku. - powiedziałam, a w momencie jego zniknięcia zemdlałam.
~~*~~
Obudziłam się na czymś miękkim. Wyczułam, że coś się kołysze. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
- Witaj, Aveline. - rozległ się czyjś męski głos. Otworzyłam szerzej oczy. Przede mną stał Killian.
- Jones? - zdziwiłam się odkrywając koc.
- Teraz nazywam się... - urwał, bo zdałam sobie sprawę co targało jego myślami.
- Hook! Przywdziałeś nowe nazwisko! - zawołałam.
- Zgadza się.... - odparł z lekkim uśmiechem. Już chciałam się uśmiechając, gdy coś sobie przypomniałam. Podbiegłam do niego i chwyciłam za naszyjnik, który nosił na szyi. - ...Co robisz? - nie odpowiedziałam tylko ujęłam naszyjnik w swoje dłonie. Pod nimi zabłysnęło światło. Cofnęłam ręce, ale nagle coś wyczułam. Coś mi tu nie pasowało. Miałam wrażenie, że jest tu coś magicznego. Mój instynkt mówił mi, że jest tu ktoś, kogo dawno nie widziałam. Zmarszczyłam brwi. Spojrzałam na pierścień. Jeden z płatków świecił się zgniłą zielenią.
- O nie... Nie. To nie może być ON! - zawołałam.
- Niby kto, Świetlista? - spytał kapitan. Spojrzałam na niego.
- Jesteśmy w Nibylandii, Hook. Piotruś wie, że tu jestem! Nie możemy dopuścić aby... - nie dokończyłam, bo w tym momencie do kajuty wszedł chłopak, którego nie widziałam od wielu lat. - ...Felix! - zawołałam.
- Świetlista... - jego uśmiech był przerażający. - ...Pan ucieszy się na twój widok. - oznajmił.
- Wątpię. Nie spotkam się z nim. Zawarłam z nim umowę wiele lat temu. Niech mnie odeśle albo sama znajdę sposób na wydostanie się z wyspy. - zażądałam.
- Pan przewidział to. Kazał mi ciebie przyprowadzić do niego siłą. - oświadczył zbliżając się do mnie. Patrzyłam na niego nieco zirytowana. Musiałam coś wymyślić. - "Ariel!" - zawołałam w myślach. Ledwo to powiedziałam, gdy przeniosłam się na plażę. Myślałam przez chwilę aż przypomniałam sobie w jaki sposób Regina wzywała syrenę. Wzięłam do ręki muszlę i szepnęłam do niej:
- Ariel, przybądź do Nibylandii. Potrzebuję twojej pomocy. - powiedziałam. Po kilku sekundach wynurzyła się z morza.
- Kim jesteś? - spytała.
- Witaj, Ariel. Nie znasz mnie, ale potrzebuję twojej pomocy. Nazywam się Aveline i jestem Świetlistą.
- Miło mi. - powiedziała.
- Posłuchaj: Są trzy sposoby aby się wydostać z Nibylandii. Pierwszy jest niebezpieczny i ryzykowny. To Cień Piotrusia Pana, a on nie zgodzi się mnie odesłać... - syrenka przyglądała się mi z zaciekawieniem. - ...Drugi to portal, ale nie mam magicznej fasoli. Trzeci to ty. - oświadczyłam.
- Ja? - zdziwiła się.
- Tak. Syreny mogą podróżować między krainami. I tu jest mi potrzebna twoja pomoc. Musisz mnie stąd zabrać, aby Piotruś mnie nie dorwał. - wyjaśniłam. Weszłam do wody i wyciągnęłam rękę ku niej.
- Stój! - zawołał ktoś z dżungli. Obejrzałam się, a zobaczywszy Piotrusia wstrzymałam oddech i wskoczyłam do wody. Ariel w ostatniej chwili mnie złapała i pociągnęła w głąb morza. Po kilku chwilach, a wydawało mi się to wieki znalazłam się przy brzegu jakiegoś jeziora. Przyjrzałam się okolicy. Odetchnęłam z ulgi.
- Zaczarowany Las... - obejrzałam się i spojrzałam na syrenę. Przytuliłam ją. - ...Dziękuję. Jestem twoją dłużniczką... - zrobiłam kilka kroków ku brzegowi, gdy Ariel mnie zatrzymała chwytając mnie za sukienkę.
- Masz u mnie dług. Spłać go. - powiedziała nieco buntowniczym tonem. Uśmiechnęłam się.
- Racja. Coś za coś... - podpłynęłam do skały i usiadłam na niej. Ariel podpłynęła do mnie. - ...Posłuchaj, któregoś dnia spotkasz się młodą kobietą o imieniu Śnieżka. Pomożesz jej. Spotkasz się także ze Złą Królową, Reginą. Z miejsca, z którego mnie zabrałaś ona i jej towarzysz poproszą cię o pomoc abyś zabrała coś z innego świata, do którego nie będą mieć dostępu. Bez względu co ci zrobi Regina pomóż jej, a ona da ci informację jak odszukać twojego księcia. - odparłam.
- Co ona może mi zrobić? - spytała.
- Zawrzesz z nią umowę. Jednak problem polega na tym, że jeśli nie dotrzymasz jej odbierze ci głos. Musisz wtedy pomóc Śnieżce. Gdy odbierze ci głos bez względu jak bardzo będziesz jej nie lubić pomóż jej i mojej rodzinie oraz przyjaciołom. Będą potrzebować twojej pomocy. Och, zapomniałam bym... - sięgnęłam po płaską muszlę leżącą na brzegu. Machnęłam nad nią, a ona zabłysła białym blaskiem. Wyciągnęłam ku Ariel muszlę. - ...Gdy Regina wezwie cię będzie z nią mój brat, Rumpelsztyk. W mojej krainie nazywany jest Mrocznym. - wyjaśniłam.
- Słyszałam o nim. To potężny czarnoksiężnik. - oświadczyła.
- Zgadza się. Dasz mu wtedy tę muszlę... - syrenka wzięła ją. - ...Gdy ją dasz powiedz mu, że to, czego szuka jest bliżej niż myśli. Reszta jest w muszli. Zrozumiałaś? - spytałam. Syrena uśmiechnęła i kiwnęła głową.
niedziela, 11 października 2015
Rozdział 10 - Pojedynek z Mrocznym i śmierć Milah
Kapitan Jones i jego załoga szli alejką, gdy nagle jeden z przechodni potrącił lekko kapitana ramieniem.
- Ty! Stój! Nawet szczury mają lepsze maniery! - zawołał.
- Przepraszam. - powiedział Rumple odwracając się ku niemu. Killian przyjrzał się mu, a zauważywszy jego skórę powiedział z lekkim śmiechem:
- He he. Pomyliłem się. Przypominasz raczej Krokodyla... - znowu się zaśmiał, a potem wytrącił mu z ręki puszkę z monetami wciąż się śmiejąc. - ...Jak ci na imię, Krokodylu?... - spytał trąciwszy go nogą aż ten lekko upadł. Nadal się śmiejąc patrzył na to jak Rumple wstaje i ściąga kaptur ukazując swoje oblicze. Na ułamek sekundy Killian zamarł przypominając sobie moje słowa o nim. Jednak zreflektował się powiedziawszy: - ...Ty. Pamiętam cię. - powiedział.
- Och, lubię robić wrażenie... - powiedział i rzucił monetą pod jego stopy. Myślałam o tym żeby się wtrącić, ale sumienie mówiło mi abym zostawiła ich na razie w spokoju. Patrzyłam na to co robi mój brat. Trochę się bałam. Nie wiem czemu, ale bałam się o kapitana Jonesa. - ...Gdzie moje maniery. Jestem Rumpelsztyk... - przedstawił się, a moment potem dodał: - ...Niektórzy mówią na mnie... Mroczny... - zrobiło się cicho, a nie którzy cofnęli się o kilka kroków od niego. - …Och, widzę, że jestem sławny? - spytał. Okrążył powoli Jonesa.
- Owszem. - odparł kapitan.
- Więc mogę przejść do pytań. - oświadczył, gdy stanął za nim.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał Killian obracając lekko głowę ku niemu.
- Jak się miewa Milah? - spytał.
- Kto? - spytał kapitan. Tu przełknęłam ślinę widząc niepewną minę Killiana i zdając sobie sprawę jakie targają nim uczucia do ukochanej.
- Odświeżył bym ci pamięć, ale to będzie nie przyjemne. - Killian myślał przez chwilę aż odpowiedział smutno:
- Nie żyje. Umarła dawno temu... - odparł. Wiedziałam doskonale, że pirat kłamie i to dla jej dobra. Uczucia Rumpelsztyka były mieszane. Bardziej przeważała rozpacz i smutek, jednak nagle pojawiła się zemsta, co świadczyła jego poniższa odpowiedź. - ...Czego chcesz? - spytał na koniec. Na chwilę zapadła cisza.
- Dokończymy pojedynek... - odpowiedział w końcu. Killian już chwytał za klingę szabli, gdy Rumpelsztyk powiedział: - ...Nie teraz. Jutro o świcie. Nie jestem okrutny. Możesz spędzić tę noc wiedząc, że jest twoją ostatnią... - zbliżył się do niego dodając: - ...Jednak jestem okrutny. Nie próbuj uciekać i tak cię znajdę. - oświadczył i zniknął. Próbowałam się uspokoić. Obiecałam kapitanowi, że ochronię Milah. Musiałam więc pojawić się na jego statku. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Przeniosłam się ze swojego domu do kajuty kapitańskiej, gdzie spotkałam wymienioną kobietę.
- Kim jesteś? - zawołała wyjmując szablę.
- Spokojnie, Milah. Nic ci nie zrobię. Niedługo przyjdzie tu twój ukochany. Porozmawiamy, gdy wróci. - wyjaśniłam.
Niedługo potem mężczyzna pojawił się w kajucie.
- Killian! - zawołała kobieta.
- Milah! - wydyszał obejmując ją. Chrząknęłam dając o sobie znać.
- Wybaczcie, że przerwę, ale mamy nie wiele czasu. - odparłam.
- Killian, kim ona jest? - spytała kobieta.
- Kochanie, przedstawiam ci Aveline. Jest Świetlistą. - wyjaśnił.
- A także siostrą-bliźniaczką twego męża. - dodałam.
- Naprawdę? - zdziwiła się.
- Owszem. - odparłam.
- Ukochany, powiedz co się dzieje? Czemu masz tak zniesmaczoną minę? - spytała.
- Widzisz, Milah... - odezwał się mężczyzna. - ...Spotkałem twojego męża. Stał się Mrocznym. Pytał o ciebie. - wyjaśnił.
- I wyzwał go na pojedynek jutro o świcie. - dodałam.
- Poważnie? - przeraziła się Milah.
- Tak. Wyzwał mnie. Muszę się stawić do pojedynku, aby ciebie chronić. - wyjaśnił.
- A czy Świetlista nie może go pokonać? - spytała. Oboje spojrzeli na mnie. Westchnęłam wyjaśniając:
- Wybacz, moja droga, ale nie mam do tego uprawnień... - odparłam. - ...Jesteśmy jak dwie strony tej samej monety. Jeśli się do niego zbliżę moja moc zacznie słabnąć, a on będzie czuł ból. Dla was jest to do dobra wiadomość, ale dla nas nie. Rumpelsztykowi trzeba współczuć, bo mimo, że jest obecnie Mrocznym i z dnia nadzień ogarnia go coraz większy mrok wie co to jest miłość. Wiedz, kapitanie, że jest strasznie zazdrosny, a gdy zobaczy, że jesteście zakochani będzie bardzo zły. Z mocą mroku jest bardzo niebezpieczny. Aby go usidlić zostawcie go wtedy mnie. - poprosiłam.
- Czy wtedy zostawi nas w spokoju? - spytała Milah.
- Nie. Nie zostawi. Wszystko musi potoczyć się tak, jak powinno... - oboje byli bardzo zasmuceni i przygnębieni. - ...Słyszeliście powiedzenie, że magia ma zawsze swoją cenę. Jeśli chcecie się zemścić jedno z was musi zapłacić wysoką cenę. - odparłam.
- Jaką? - spytał Killian. Wpatrywałam się w nich smutno, ale i z powagą.
- Jedno z was musi zginąć, aby drugie cierpiało tak jak Mroczny cierpi od dnia, gdy ty Milah zostawiłaś go. Jeśli jedno z was poświęci się on dokona pewnej zemsty, a drugie będzie szukać sposobu jak go zabić. I tu pojawia się haczyk. - zaznaczyłam ostatnie zdanie. Oboje patrzyli na mnie wystraszeni i zaciekawieni jednocześnie.
- Jaki haczyk? - spytał Killian.
- Jest nieśmiertelnym demonem, a na każdego demona jest sposób. Wystarczy, że go znajdziecie, aby mieć odpowiednią ilość czasu. Jeśli tego nie zrobicie niestarczy wam czasu, aby znaleźć sposób na zabicie Rumpelsztyka, a w pewnym czasie na uratowanie go. - oświadczyłam.
- Uratowanie? - zdziwiła się Milah.
- Tak... - spojrzałam na kapitana. - ...Killian, pewnego dnia będziesz miał możliwość uratowania swojego śmiertelnego wroga. Kieruje nim mrok, a to niebezpieczne. gdy jednak utraci moc będziesz musiał go uratować przed śmiercią. - oświadczyłam.
- Znasz sposób, aby go zabić? - spytał Killian. Spojrzałam na niego a potem na Milah.
- Owszem. Znam, ale nie powiem. Sami musicie go znaleźć. Jednak ułatwię wam to zadanie. Killian, zmierz się z Mrocznym. Postaram się aby cię nie zabił i dał ci żyć abyś znalazł sposób na ujarzmienie jego mrocznej strony. Zgoda? - zaproponowałam.
- Słyszałam, że Świetlista nie zwiera umów. - zauważyła Milah.
- To prawda. Nie zawieram umów, ale tylko i wyłącznie z tymi, których ogarnął minimum w połowie mrok, a tym bardziej z Mrocznymi. - wyjaśniłam. Po tym oświadczeniu zniknęłam wracając do domu.
Obserwowałam Kiliana, Milah i Rumpelsztyka z obawą, że może mi się nie udać. Wiedziałam jednak, że Killian stanie się "Hookiem" po odcięciu dłoni. I tu zaczął pojawiać się prawdziwy strach i obawa. Jak miałam temu zapobiec? Jak miałam się nie bać? Może to z powodu, że każda magia ma swoją cenę? Odczuwałam jego strach i obawę. Ja płaciłam jego cenę za otrzymanie mocy. Pojedyncza łza popłynęła mi po policzku.
Mijały godziny, a ja starałam się nie wtrącać się do pewnych spraw. Patrzyłam na brata z obawą. Nagle zobaczyłam na ekranie jak Killian przechadza się samotnie uliczką, a Rumpelsztyk rzuca mu pod nogi szablę.
- Podnieś i zaczynajmy. - powiedział Mroczny.
- Nie ma takiej potrzeby. - powiedział kapitan sięgając po uchwyt swojej szabli, ale jej tam nie było.
- Nie odpuszczę okazji zabicia pirata jego własnym kordelasem... - wycelował w niego końcem szabli, a Killian wziął drugą szablę i przyszykował się do pojedynku. Ta walka była bardzo nie wyrównana. Rumpelsztyk miał przewagę, a Killian był nieco zdenerwowany i zły. - ...Pożegnaj się, kapitanie. - powiedział chichocząc. Pojedynek trwał dalej, a Krokodyl dalej miał przewagę. Nagle, w pewnym momencie szabla z ręki kapitana wypadła mu z ręki. Mroczny przytrzymał nogą ową szablę, by ten nie mógł jej wziąć. Kapitan klęczał na jedno kolano tuż przed Mrocznym. Killian spojrzał na niego z góry.
- No dalej. Zabij mnie. Jestem gotów. - powiedział kapitan, gdy ten wycelował w niego końcem kordelasa.
- Nie... - szepnął złowrogo. - ...Czy wiesz jak to jest, gdy ktoś odbiera ci żonę, a ty nie możesz nic zrobić?... - spytał pochylając się ku niemu. - ...To tak jakby ktoś wyrywał ci serce. Pokażę ci. - wyciągnął ku jego piersi dłoń wsadzając do jego piersi trzymając w jego wnętrzu jego własne serce. Młody mężczyzna jęknął. Nagle w tym momencie ktoś im przerwał:
- Stop! Przestań! - krzyknął ktoś z jego prawej strony.
- Milah?!... - zdziwił się Rumple. Na chwilę zapadła cisza. Mężczyzna wyjął dłoń z piersi kapitana, a ten upadł bezwładnie na ziemię. - ...Ale jak? - spytał z niedowierzaniem.
- Uciekaj! - zawołał Killian.
- Nie zostawię cię. - powiedziała.
- Urocze. Chyba nie znam całej historii?... - zauważył. - ...Słucham?
- Proszę, zostaw go. - prosiła. - "Aż serce się kraje..." - pomyślałam.
- Tik-tak, moja droga. Tik-tak! - powiedział nalegającym tonem.
- Killian opowiadał piękne historie o miejscach, które odwiedził. Zakochałam się w nim... - Mroczny nacisnął kordelasem na pierś kapitana dając do zrozumienia by się pospieszyła z wyjaśnieniami. - ...Nie chciałam tego, ale nie wiedziałam jak wyznać ci prawdę. Wybacz. - przepraszała.
- No proszę, chcesz ocalić życie swojego pirata. Nie zdawałem sobie sprawy z potęgi prawdziwej miłości. Przykro mi, że zniszczę te uczucie. Właściwie to nie. Zrobię to z przyjemnością. - znowu naparł szablą na pierś Killiana. Jęknął z bólu. Zakryłam dłonią usta by nie krzyknąć.
- Zaczekaj. Mam coś czego chcesz. - powiedziała pospiesznie.
- Trudno mi w to uwierzyć... - kobieta machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się czerwona wełniana czapka. - ...Skąd to masz? - spytał Mroczny.
- Dobrze wiesz... - odparła. - ...Nie rozumiem poco Mrocznemu magiczna fasola, ale mam ją. - oświadczyła.
- Wyczuwam propozycję. - stwierdził cofając szablę.
- Nasze życie za fasolę. Umowa stoi? - zaproponowała. Zbliżył się do niej, po czym powiedział.
- Najpierw ją pokaż. - oznajmił. Stwierdziłam, że najwyższy czas się wtrącić. Przeniosłam się na statek Jolly Rogera, a dokładniej pod pokład. Stanęłam w takiej odległości, żeby mnie nie wyczuł, a jednocześnie mieć na to wszystko widok. Dałam znać załodze okrętu, by milczeli. Gdy Kilian, podtrzymywany przez ukochaną wszedł na pokład Milah powiedziała aby przyprowadzić więźnia spod pokładu i by przynieśli wodę.
- Widzę, że znalazłaś rodzinę, której pragnęłaś. - oświadczył Rumpelsztyk. Milah pokazała fasolę, ale, gdy ten chciał ją wziąć ona rzuciła ją ku kapitanowi.
- Teraz wiesz, że ją mamy. - powiedział Killian.
- Umowa stoi? Dasz nam spokój? - spytała. Zrobił dwa kroki ku nim.
- Pytasz czy ci wybaczę? Czy zapomnę? Możliwe. Widzę, że naprawdę jesteś zakochana. - oświadczył.
- Dziękuję.
- Jedno pytanie. - odezwał się Mroczny, a w sercu i medalionie wyczułam gniew i złość co świadczyły także liny przypięte do masztu.
- Co chcesz wiedzieć? - spytała.
- Dlaczego zostawiłaś Bae?... - nagle owe liny zaczęły pękać. Czuć i widać było jego gniew. - ...Wiesz co czułem tamtej nocy? - spytał.
- Rumpelsztyku... - zaczęła Milah chcąc go uspokoić.
- Musiałem mu powiedzieć, że jego matka nie żyje. - oświadczył.
- Okłamując cię to ja stchórzyłam. - wyjaśniła.
- Zostawiłaś go!... - krzyknął. - ...Porzuciłaś syna!
- Codziennie tego żałuje! Prze... - urwała, bo ten zawołał.
- To za mało!... - krzyknął. - ...Zostawiłaś go. - powiedział.
- Byłam nieszczęśliwa. - wyjaśniła.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo nigdy cię nie kochałam! - wyjaśniła. Chwila milczenia aż nagle Rumpelsztyk wsadził w jej pierś rękę i wyrwał jej serce. Lśniło czerwonym blaskiem jak latarnia na morzu. - "...O nie!" - pomyślałam zakrywając usta, a z oczu poleciały mi łzy.
- NIE! - Kapitan chciał przeszkodzić temu, ale jedno machniecie ręki, a Killian został przytwierdzony do masztu opleciony linami. Nie mógł się ruszyć. Kątem Killian oka zobaczył mnie. Dawałam znać by był cicho i nie reagował na mnie. Dałam też do zrozumienia, że tak miało być. Milah miała umrzeć. Jednak, gdy zobaczył jej serce w dłoni jej męża jakoś udało mu się wyswobodzić. Na deski upadł także hak. W ostatniej chwili chwycił Milah nim upadła.
- Kocham cię. - powiedziała patrząc na swojego ukochanego, a w następnej chwili umarła, gdyż Rumpelsztyk zmiażdżył jej serce, które zamieniło się w proch.
- Jesteś potężny, demonie, ale pozostałeś tchórzem! - zawołał.
- Wezmę to, poco przyszedłem. - oznajmił Mroczny.
- Po moim trupie!! - oświadczył.
- Nie. Śmierć nie jest ci jeszcze pisana... - wyjmując szablę uciął mu dłoń, w której, jak sądził, jest magiczna fasola. Upadł na jedno kolano. Mroczny przyłożył mu do gardła klingę szabli mówiąc tak by na niego patrzył: - ...Nie. Będziesz cierpiał i żył tak jak ja... - oświadczył. Włożył szablę do pochwy, ale w tym momencie Killian chwycił hak i wbił w jego pierś. Poczułam lekkie ukłucie w swojej piersi, ale nic więcej się nie stało. - ...Nie tak łatwo mnie zabić. - stwierdził śmiejąc się.
- Nawet na demony jest sposób. Znajdę go! - powiedział.
- Niestarczy ci życia. - oznajmił. Tym razem postanowiłam się wtrącić.
- Ty! Stój! Nawet szczury mają lepsze maniery! - zawołał.
- Przepraszam. - powiedział Rumple odwracając się ku niemu. Killian przyjrzał się mu, a zauważywszy jego skórę powiedział z lekkim śmiechem:
- He he. Pomyliłem się. Przypominasz raczej Krokodyla... - znowu się zaśmiał, a potem wytrącił mu z ręki puszkę z monetami wciąż się śmiejąc. - ...Jak ci na imię, Krokodylu?... - spytał trąciwszy go nogą aż ten lekko upadł. Nadal się śmiejąc patrzył na to jak Rumple wstaje i ściąga kaptur ukazując swoje oblicze. Na ułamek sekundy Killian zamarł przypominając sobie moje słowa o nim. Jednak zreflektował się powiedziawszy: - ...Ty. Pamiętam cię. - powiedział.
- Och, lubię robić wrażenie... - powiedział i rzucił monetą pod jego stopy. Myślałam o tym żeby się wtrącić, ale sumienie mówiło mi abym zostawiła ich na razie w spokoju. Patrzyłam na to co robi mój brat. Trochę się bałam. Nie wiem czemu, ale bałam się o kapitana Jonesa. - ...Gdzie moje maniery. Jestem Rumpelsztyk... - przedstawił się, a moment potem dodał: - ...Niektórzy mówią na mnie... Mroczny... - zrobiło się cicho, a nie którzy cofnęli się o kilka kroków od niego. - …Och, widzę, że jestem sławny? - spytał. Okrążył powoli Jonesa.
- Owszem. - odparł kapitan.
- Więc mogę przejść do pytań. - oświadczył, gdy stanął za nim.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał Killian obracając lekko głowę ku niemu.
- Jak się miewa Milah? - spytał.
- Kto? - spytał kapitan. Tu przełknęłam ślinę widząc niepewną minę Killiana i zdając sobie sprawę jakie targają nim uczucia do ukochanej.
- Odświeżył bym ci pamięć, ale to będzie nie przyjemne. - Killian myślał przez chwilę aż odpowiedział smutno:
- Nie żyje. Umarła dawno temu... - odparł. Wiedziałam doskonale, że pirat kłamie i to dla jej dobra. Uczucia Rumpelsztyka były mieszane. Bardziej przeważała rozpacz i smutek, jednak nagle pojawiła się zemsta, co świadczyła jego poniższa odpowiedź. - ...Czego chcesz? - spytał na koniec. Na chwilę zapadła cisza.
- Dokończymy pojedynek... - odpowiedział w końcu. Killian już chwytał za klingę szabli, gdy Rumpelsztyk powiedział: - ...Nie teraz. Jutro o świcie. Nie jestem okrutny. Możesz spędzić tę noc wiedząc, że jest twoją ostatnią... - zbliżył się do niego dodając: - ...Jednak jestem okrutny. Nie próbuj uciekać i tak cię znajdę. - oświadczył i zniknął. Próbowałam się uspokoić. Obiecałam kapitanowi, że ochronię Milah. Musiałam więc pojawić się na jego statku. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Przeniosłam się ze swojego domu do kajuty kapitańskiej, gdzie spotkałam wymienioną kobietę.
- Kim jesteś? - zawołała wyjmując szablę.
- Spokojnie, Milah. Nic ci nie zrobię. Niedługo przyjdzie tu twój ukochany. Porozmawiamy, gdy wróci. - wyjaśniłam.
Niedługo potem mężczyzna pojawił się w kajucie.
- Killian! - zawołała kobieta.
- Milah! - wydyszał obejmując ją. Chrząknęłam dając o sobie znać.
- Wybaczcie, że przerwę, ale mamy nie wiele czasu. - odparłam.
- Killian, kim ona jest? - spytała kobieta.
- Kochanie, przedstawiam ci Aveline. Jest Świetlistą. - wyjaśnił.
- A także siostrą-bliźniaczką twego męża. - dodałam.
- Naprawdę? - zdziwiła się.
- Owszem. - odparłam.
- Ukochany, powiedz co się dzieje? Czemu masz tak zniesmaczoną minę? - spytała.
- Widzisz, Milah... - odezwał się mężczyzna. - ...Spotkałem twojego męża. Stał się Mrocznym. Pytał o ciebie. - wyjaśnił.
- I wyzwał go na pojedynek jutro o świcie. - dodałam.
- Poważnie? - przeraziła się Milah.
- Tak. Wyzwał mnie. Muszę się stawić do pojedynku, aby ciebie chronić. - wyjaśnił.
- A czy Świetlista nie może go pokonać? - spytała. Oboje spojrzeli na mnie. Westchnęłam wyjaśniając:
- Wybacz, moja droga, ale nie mam do tego uprawnień... - odparłam. - ...Jesteśmy jak dwie strony tej samej monety. Jeśli się do niego zbliżę moja moc zacznie słabnąć, a on będzie czuł ból. Dla was jest to do dobra wiadomość, ale dla nas nie. Rumpelsztykowi trzeba współczuć, bo mimo, że jest obecnie Mrocznym i z dnia nadzień ogarnia go coraz większy mrok wie co to jest miłość. Wiedz, kapitanie, że jest strasznie zazdrosny, a gdy zobaczy, że jesteście zakochani będzie bardzo zły. Z mocą mroku jest bardzo niebezpieczny. Aby go usidlić zostawcie go wtedy mnie. - poprosiłam.
- Czy wtedy zostawi nas w spokoju? - spytała Milah.
- Nie. Nie zostawi. Wszystko musi potoczyć się tak, jak powinno... - oboje byli bardzo zasmuceni i przygnębieni. - ...Słyszeliście powiedzenie, że magia ma zawsze swoją cenę. Jeśli chcecie się zemścić jedno z was musi zapłacić wysoką cenę. - odparłam.
- Jaką? - spytał Killian. Wpatrywałam się w nich smutno, ale i z powagą.
- Jedno z was musi zginąć, aby drugie cierpiało tak jak Mroczny cierpi od dnia, gdy ty Milah zostawiłaś go. Jeśli jedno z was poświęci się on dokona pewnej zemsty, a drugie będzie szukać sposobu jak go zabić. I tu pojawia się haczyk. - zaznaczyłam ostatnie zdanie. Oboje patrzyli na mnie wystraszeni i zaciekawieni jednocześnie.
- Jaki haczyk? - spytał Killian.
- Jest nieśmiertelnym demonem, a na każdego demona jest sposób. Wystarczy, że go znajdziecie, aby mieć odpowiednią ilość czasu. Jeśli tego nie zrobicie niestarczy wam czasu, aby znaleźć sposób na zabicie Rumpelsztyka, a w pewnym czasie na uratowanie go. - oświadczyłam.
- Uratowanie? - zdziwiła się Milah.
- Tak... - spojrzałam na kapitana. - ...Killian, pewnego dnia będziesz miał możliwość uratowania swojego śmiertelnego wroga. Kieruje nim mrok, a to niebezpieczne. gdy jednak utraci moc będziesz musiał go uratować przed śmiercią. - oświadczyłam.
- Znasz sposób, aby go zabić? - spytał Killian. Spojrzałam na niego a potem na Milah.
- Owszem. Znam, ale nie powiem. Sami musicie go znaleźć. Jednak ułatwię wam to zadanie. Killian, zmierz się z Mrocznym. Postaram się aby cię nie zabił i dał ci żyć abyś znalazł sposób na ujarzmienie jego mrocznej strony. Zgoda? - zaproponowałam.
- Słyszałam, że Świetlista nie zwiera umów. - zauważyła Milah.
- To prawda. Nie zawieram umów, ale tylko i wyłącznie z tymi, których ogarnął minimum w połowie mrok, a tym bardziej z Mrocznymi. - wyjaśniłam. Po tym oświadczeniu zniknęłam wracając do domu.
Obserwowałam Kiliana, Milah i Rumpelsztyka z obawą, że może mi się nie udać. Wiedziałam jednak, że Killian stanie się "Hookiem" po odcięciu dłoni. I tu zaczął pojawiać się prawdziwy strach i obawa. Jak miałam temu zapobiec? Jak miałam się nie bać? Może to z powodu, że każda magia ma swoją cenę? Odczuwałam jego strach i obawę. Ja płaciłam jego cenę za otrzymanie mocy. Pojedyncza łza popłynęła mi po policzku.
Mijały godziny, a ja starałam się nie wtrącać się do pewnych spraw. Patrzyłam na brata z obawą. Nagle zobaczyłam na ekranie jak Killian przechadza się samotnie uliczką, a Rumpelsztyk rzuca mu pod nogi szablę.
- Podnieś i zaczynajmy. - powiedział Mroczny.
- Nie ma takiej potrzeby. - powiedział kapitan sięgając po uchwyt swojej szabli, ale jej tam nie było.
- Nie odpuszczę okazji zabicia pirata jego własnym kordelasem... - wycelował w niego końcem szabli, a Killian wziął drugą szablę i przyszykował się do pojedynku. Ta walka była bardzo nie wyrównana. Rumpelsztyk miał przewagę, a Killian był nieco zdenerwowany i zły. - ...Pożegnaj się, kapitanie. - powiedział chichocząc. Pojedynek trwał dalej, a Krokodyl dalej miał przewagę. Nagle, w pewnym momencie szabla z ręki kapitana wypadła mu z ręki. Mroczny przytrzymał nogą ową szablę, by ten nie mógł jej wziąć. Kapitan klęczał na jedno kolano tuż przed Mrocznym. Killian spojrzał na niego z góry.
- No dalej. Zabij mnie. Jestem gotów. - powiedział kapitan, gdy ten wycelował w niego końcem kordelasa.
- Nie... - szepnął złowrogo. - ...Czy wiesz jak to jest, gdy ktoś odbiera ci żonę, a ty nie możesz nic zrobić?... - spytał pochylając się ku niemu. - ...To tak jakby ktoś wyrywał ci serce. Pokażę ci. - wyciągnął ku jego piersi dłoń wsadzając do jego piersi trzymając w jego wnętrzu jego własne serce. Młody mężczyzna jęknął. Nagle w tym momencie ktoś im przerwał:
- Stop! Przestań! - krzyknął ktoś z jego prawej strony.
- Milah?!... - zdziwił się Rumple. Na chwilę zapadła cisza. Mężczyzna wyjął dłoń z piersi kapitana, a ten upadł bezwładnie na ziemię. - ...Ale jak? - spytał z niedowierzaniem.
- Uciekaj! - zawołał Killian.
- Nie zostawię cię. - powiedziała.
- Urocze. Chyba nie znam całej historii?... - zauważył. - ...Słucham?
- Proszę, zostaw go. - prosiła. - "Aż serce się kraje..." - pomyślałam.
- Tik-tak, moja droga. Tik-tak! - powiedział nalegającym tonem.
- Killian opowiadał piękne historie o miejscach, które odwiedził. Zakochałam się w nim... - Mroczny nacisnął kordelasem na pierś kapitana dając do zrozumienia by się pospieszyła z wyjaśnieniami. - ...Nie chciałam tego, ale nie wiedziałam jak wyznać ci prawdę. Wybacz. - przepraszała.
- No proszę, chcesz ocalić życie swojego pirata. Nie zdawałem sobie sprawy z potęgi prawdziwej miłości. Przykro mi, że zniszczę te uczucie. Właściwie to nie. Zrobię to z przyjemnością. - znowu naparł szablą na pierś Killiana. Jęknął z bólu. Zakryłam dłonią usta by nie krzyknąć.
- Zaczekaj. Mam coś czego chcesz. - powiedziała pospiesznie.
- Trudno mi w to uwierzyć... - kobieta machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się czerwona wełniana czapka. - ...Skąd to masz? - spytał Mroczny.
- Dobrze wiesz... - odparła. - ...Nie rozumiem poco Mrocznemu magiczna fasola, ale mam ją. - oświadczyła.
- Wyczuwam propozycję. - stwierdził cofając szablę.
- Nasze życie za fasolę. Umowa stoi? - zaproponowała. Zbliżył się do niej, po czym powiedział.
- Najpierw ją pokaż. - oznajmił. Stwierdziłam, że najwyższy czas się wtrącić. Przeniosłam się na statek Jolly Rogera, a dokładniej pod pokład. Stanęłam w takiej odległości, żeby mnie nie wyczuł, a jednocześnie mieć na to wszystko widok. Dałam znać załodze okrętu, by milczeli. Gdy Kilian, podtrzymywany przez ukochaną wszedł na pokład Milah powiedziała aby przyprowadzić więźnia spod pokładu i by przynieśli wodę.
- Widzę, że znalazłaś rodzinę, której pragnęłaś. - oświadczył Rumpelsztyk. Milah pokazała fasolę, ale, gdy ten chciał ją wziąć ona rzuciła ją ku kapitanowi.
- Teraz wiesz, że ją mamy. - powiedział Killian.
- Umowa stoi? Dasz nam spokój? - spytała. Zrobił dwa kroki ku nim.
- Pytasz czy ci wybaczę? Czy zapomnę? Możliwe. Widzę, że naprawdę jesteś zakochana. - oświadczył.
- Dziękuję.
- Jedno pytanie. - odezwał się Mroczny, a w sercu i medalionie wyczułam gniew i złość co świadczyły także liny przypięte do masztu.
- Co chcesz wiedzieć? - spytała.
- Dlaczego zostawiłaś Bae?... - nagle owe liny zaczęły pękać. Czuć i widać było jego gniew. - ...Wiesz co czułem tamtej nocy? - spytał.
- Rumpelsztyku... - zaczęła Milah chcąc go uspokoić.
- Musiałem mu powiedzieć, że jego matka nie żyje. - oświadczył.
- Okłamując cię to ja stchórzyłam. - wyjaśniła.
- Zostawiłaś go!... - krzyknął. - ...Porzuciłaś syna!
- Codziennie tego żałuje! Prze... - urwała, bo ten zawołał.
- To za mało!... - krzyknął. - ...Zostawiłaś go. - powiedział.
- Byłam nieszczęśliwa. - wyjaśniła.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo nigdy cię nie kochałam! - wyjaśniła. Chwila milczenia aż nagle Rumpelsztyk wsadził w jej pierś rękę i wyrwał jej serce. Lśniło czerwonym blaskiem jak latarnia na morzu. - "...O nie!" - pomyślałam zakrywając usta, a z oczu poleciały mi łzy.
- NIE! - Kapitan chciał przeszkodzić temu, ale jedno machniecie ręki, a Killian został przytwierdzony do masztu opleciony linami. Nie mógł się ruszyć. Kątem Killian oka zobaczył mnie. Dawałam znać by był cicho i nie reagował na mnie. Dałam też do zrozumienia, że tak miało być. Milah miała umrzeć. Jednak, gdy zobaczył jej serce w dłoni jej męża jakoś udało mu się wyswobodzić. Na deski upadł także hak. W ostatniej chwili chwycił Milah nim upadła.
- Kocham cię. - powiedziała patrząc na swojego ukochanego, a w następnej chwili umarła, gdyż Rumpelsztyk zmiażdżył jej serce, które zamieniło się w proch.
- Jesteś potężny, demonie, ale pozostałeś tchórzem! - zawołał.
- Wezmę to, poco przyszedłem. - oznajmił Mroczny.
- Po moim trupie!! - oświadczył.
- Nie. Śmierć nie jest ci jeszcze pisana... - wyjmując szablę uciął mu dłoń, w której, jak sądził, jest magiczna fasola. Upadł na jedno kolano. Mroczny przyłożył mu do gardła klingę szabli mówiąc tak by na niego patrzył: - ...Nie. Będziesz cierpiał i żył tak jak ja... - oświadczył. Włożył szablę do pochwy, ale w tym momencie Killian chwycił hak i wbił w jego pierś. Poczułam lekkie ukłucie w swojej piersi, ale nic więcej się nie stało. - ...Nie tak łatwo mnie zabić. - stwierdził śmiejąc się.
- Nawet na demony jest sposób. Znajdę go! - powiedział.
- Niestarczy ci życia. - oznajmił. Tym razem postanowiłam się wtrącić.
sobota, 10 października 2015
Rozdział 9 - Jasnowidzka i kapitan Jones
Trzy dni po utraceniu Bae'a tym razem to medalion dał mi znać o zamiarach brata.
Zrozumiałam co zamierza. Myślałam przez chwilę czy pójść tam czy nie. Czułam desperację Rumpelsztyka. Zacisnęłam dłonie w pięść. Przeniosłam się na miejsce. Zobaczyłam rudą dorosłą kobietę. Stała tuż za drzewem. Przyjrzałam się polanie i zauważyłam brata. Przechadzał się najwyraźniej na kogoś czekając.
- Spodziewałam się ciebie. - powiedziała wyciągając dłoń przed siebie. Dostrzegłam oko z błękitną źrenicą na jej dłoni.
- Więc wiesz poco przyszedłem. - odparł.
- Przepowiednia się spełniła. - powiedziała.
- Poniekąd. Okaleczyłem się, okrzyknięto mnie tchórzem... - wyliczał. - ...żona ode mnie uciekła, mojego syna wezwano na front, zostałem Mrocznym i Bae mnie opuścił. Faktycznie. Mój syn stracił ojca. Pominęłaś jednak jeden paskudny szczegół. - powiedział nieco zirytowany. Przyglądałam się im nieco zirytowana. - "Dureń..." - pomyślałam.
- Nic by ci to nie dało. Nie uniknąłbyś przeznaczenia. - oświadczyła.
- Zupełnie jak ty... - powiedział wyciągając rękę ku niej, co spowodowało, że prawie się udusiła. - ...Wiesz poco przyszedłem.
- Chcesz odnaleźć syna. - stwierdziła.
- Właśnie. - odpowiedział. Jasnowidzka wyciągnęła w górę ręce i po chwili wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Odnajdziesz go. - odparła.
- Jak?... - spytał. - ...Tym razem nie pomijaj szczegółów. - zaznaczył.
- Zajmie wiele lat... i będzie wymagało klątwy tak potężnej, że przeniesie wszystkich z tej krainy. - wyjaśniła.
- To nie wszystko. Mów! - zauważył.
- Nie ty rzucisz klątwę, ale ktoś inny i nie ty ją zdejmiesz, ale kto inny. - oświadczyła.
- Powiedz! - nakazał.
- Nie wiem. Nawet moja moc ma ograniczenia. - powiedziała.
- To mi nie wystarcza. - machnął ręką, a ona ponownie zaczęła się dusić.
- Jeśli chcesz zobaczyć przyszłość musisz odebrać mi ten ciężar. - oświadczyła wyciągając dłonie ku niemu. Rumpelsztyk przez chwilę się zastanawiał aż w końcu powiedział:
- Z chęcią... - chwycił ją za dłonie, a ona aż krzyknęła. Światło między ich dłońmi zabłysło. Poczułam przypływ mocy w swoim ciele. Mało brakowało aby i ja krzyknęła, ale zakryłam usta by tego nie zrobić i nie zdradzać swojej obecności. Obserwowałam dalej co się dzieje na polanie. - ...Nic nie widzę! To jakaś bezwładna mieszanina. - powiedział przyglądając się temu, co tylko on widział, a światło między nimi prawie oślepiało.
- Przyszłość to jest jak układanka, którą trzeba ułożyć... - wyjaśniła kobieta. - ...Nauczysz się oddzielać to co może być, od tego co będzie. - dodała. Mroczny puścił ją, a ona upadła bezwładnie na ziemię.
- Oddałaś moc by się uwolnić od tej męki. - zauważył.
- Z czasem przywykniesz... - powiedziała. - ...Zaczekaj. W dowód wdzięczności ofiarowuję ci jeden element układanki. Spotkasz się ze swoim synem... w nieoczekiwany sposób. - powiedziała.
- Jak? - spytał.
- Dzięki pewnemu chłopcu. Ten chłopiec jest kimś innym niż się wydaje. Poprowadzi cię. Spotkanie z synem będzie miało swoją cenę... Chłopiec będzie twoją zgubą. - nagle jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Wiedziałam, że już wyzionęła ducha. Rumpelsztyk patrząc na nią powiedział:
- Więc będę musiał go zabić. - stwierdził. Patrzyłam na niego przerażona i zszokowana jednocześnie. Oparłam się o drzewo oddychając uspokajająco. Musiałam pozbierać myśli. Już miałam iść na polanę, gdy na drodze stanął mi...
- Rumpelsztyk! - krzyknęłam trzymając się za pierś i cofając się o kilkanaście kroków.
- Długo tu stoisz?... - spytał. Spojrzałam na niego. - ...Co się stało z twoimi oczami? - zadał kolejne pytanie.
- Oczami?... - zdziwiłam się. Wyczarowałam lusterko i zobaczyłam, że moje oczy mieniły się kolorami tęczy.
Uśmiechnęłam się szeroko. - ...Cóż, bracie. Nasza moc wzrasta... - zrobiłam kilka kroków do tyłu, gdyż wyczułam na pierścieniu iż zbliża się niebezpieczeństwo z jego strony. - ...Zabrałeś tej biednej kobiecie moc widzenia przyszłości. Miałeś otrzymać tę umiejętność. Ja za to będę widzieć to, co ty chcesz zobaczyć. Czułam przez długi czas twoje emocje i słyszałam twoje myśli, a od teraz będę widzieć, to co będziesz chciał zobaczyć. - oświadczyłam.
- A wiesz, że mogę się teraz dowiedzieć kim naprawdę jesteś? - spytał robiąc duży krok ku mnie. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Wiem, że możesz... - znowu się cofnęłam. - ...ale nie uda ci się... - uśmiechnęłam się tajemniczo. - ...Biała Wróżka nie pozwoli ci na to... - oświadczyłam. Poczułam gniew brata o wiele bardziej niż wciągu tych kilkunastu lat. Nie uchroniłam się przed tym, co właśnie zrobił. Poczułam jakby mi ktoś gardło ściskał. Jednak ledwo minęły trzy sekundy, gdy coś odrzuciło Rumpelsztyka do tyłu. Stracił na chwilę świadomość. Korzystając z okazji podeszłam do niego i znowu to poczułam. Znowu mężczyzna magicznie ściskał mi gardło i ponownie coś odrzuciło go w tył aż uderzył w drzewo ciałem. Podeszłam do niego. - ...Mój drogi, Rumpelku... - ten spojrzał na mnie zły na cały świat. - ...nie możesz zrobić mi krzywdy.
- Dlaczego? - spytał wstając.
- Im dłużej przebywamy blisko siebie, tym większy ból odczuwasz, a ja słabnę. Przypomnij sobie co powiedział Zoso. Magia...
- Tak wiem... - przerwał mi. - ...Każda magia zawsze ma swoją cenę. - powiedział ze złością. Uśmiechnęłam się i zniknęłam w chmurze świetlistego dymu.
Mijał czas. Siedziałam w domu wpatrując się w ekrany, które umiałam wytwarzać odkąd moja moc się zwiększyła poprzez zdolność przewidywania przyszłości, którą nabył Rumpelsztyk. Wpatrując się beznamiętnie w małą siedmioletnią Corę jak się wścieka na jakiś chłopców nagle moją uwagę przyciągnęło czerwone migające światło z lewej strony dużego ekranu. Zobaczyłam tam coś, co musiało odwrócić moje myśli od Cory. Było to wnętrze znanej mi gospody. Do środka wszedł Smee.
- O rety... - szepnęłam. Natychmiast wstałam i przeniosłam się tuż przed drzwi owej gospody.
Zajrzałam do środka przez okno. Szukałam wzrokiem czerwonej czapki. Odnalazłam go. Rozmawiał z Rumeplsztykiem.
- Jeśli chcesz się napić wystarczy wejść i mieć pieniądze. - rozległ się czyjś nieznany mi głos. Obejrzałam się. Zaskoczyło mnie, że był to...
- O matko! Kapitan Kilian Jones! - zawołałam z zachwytem.
- Widzę, że jestem sławny. - zauważył kapitan z uśmiechem.
- Tak... - odparłam lekko rozluźniając się. Zauważyłam, że jego lewa ręka jest normalna. Nie miał haka. - "...To znaczy, że jeszcze nie miał styczności z Mrocznym..." - pomyślałam. Spojrzałam ponownie na niego. - ...Jesteś najsławniejszym piratem jakiego znał świat... - kątem oka zobaczyłam idącego ku wyjściu z gospody Smee. - "...Rany" - ...Kapitanie Jones, musisz coś wiedzieć. To... - urwałam, bo właśnie wyszedł Smee. - ...Jeśli tam wejdziesz stracisz swoją ukochaną Milah. - powiedziałam pospiesznie.
- Jak to? Jak jak ją stracę? I kim ty jesteś? - pytał.
- Mam na imię Aveline... - odpowiedziałam lekko kłaniając się. - ...Nie powiem ci zbyt wiele, ale gdy wejdziesz teraz do tej gospody ktoś ci ją wkrótce odbierze. - wyjaśniłam.
- Co mam zrobić żeby ochronić Milah? - spytał. Patrzyłam na niego w milczeniu, potem zajrzałam do gospody.
- Posłuchaj, wejdziesz tam. Udawaj zadowolonego i radosnego, ale nie daj po sobie poznać, że coś wiesz. Ja postaram się uchronić twoją ukochaną. Proszę cię tylko, by zemsta cię nie zaślepiła. Dobrze? - poprosiłam.
- Dlaczego miałbym się mścić? - spytał.
- Dlatego. - odparłam pokazując w oknie na mężczyznę siedzącego w najdalszym kącie. Jakby z nieba pojawiła się biała poświata padająca na Rumpelsztyka.
- Nie znam go. - powiedział.
- Ale poznasz... - odparłam. Kapitan spojrzał na mnie.
- Kim jesteś? - spytał. Lekko się uśmiechnęłam.
- Już mówiłam. Mam na imię Aveline. Nie którzy mówią na mnie Świetlista... - to lekko zaskoczyło mężczyznę. - ...Słyszałeś o mnie? To dobrze. Gdy obaj się spotkacie Merlin jeden wie jak długo będzie trwać wasza mściwa zemsta. Bardzo cię proszę abyś nie mówił, że cię ostrzegłam. Spotkamy się na twoim okręcie. Do zobaczenie, kapitanie. - powiedziałam i zniknęłam pozostawiając po sobie błysk światła.
Wróciłam do domu dalej obserwując co działo się w gospodzie, a potem odczekałam kilka godzin aż zobaczyłam, że brat przechodzi obok nich lekko potrącając kapitana.
- Oj, niedobrze... - szepnęłam obserwując rozmowę między nimi.
Usłyszałam jego myśli. Chciał znaleźć tę samą jasnowidzkę, która przepowiedziała 14-cie lat temu o ciąży Milah.
Zrozumiałam co zamierza. Myślałam przez chwilę czy pójść tam czy nie. Czułam desperację Rumpelsztyka. Zacisnęłam dłonie w pięść. Przeniosłam się na miejsce. Zobaczyłam rudą dorosłą kobietę. Stała tuż za drzewem. Przyjrzałam się polanie i zauważyłam brata. Przechadzał się najwyraźniej na kogoś czekając.
- Spodziewałam się ciebie. - powiedziała wyciągając dłoń przed siebie. Dostrzegłam oko z błękitną źrenicą na jej dłoni.
- Więc wiesz poco przyszedłem. - odparł.
- Przepowiednia się spełniła. - powiedziała.
- Poniekąd. Okaleczyłem się, okrzyknięto mnie tchórzem... - wyliczał. - ...żona ode mnie uciekła, mojego syna wezwano na front, zostałem Mrocznym i Bae mnie opuścił. Faktycznie. Mój syn stracił ojca. Pominęłaś jednak jeden paskudny szczegół. - powiedział nieco zirytowany. Przyglądałam się im nieco zirytowana. - "Dureń..." - pomyślałam.
- Nic by ci to nie dało. Nie uniknąłbyś przeznaczenia. - oświadczyła.
- Zupełnie jak ty... - powiedział wyciągając rękę ku niej, co spowodowało, że prawie się udusiła. - ...Wiesz poco przyszedłem.
- Chcesz odnaleźć syna. - stwierdziła.
- Właśnie. - odpowiedział. Jasnowidzka wyciągnęła w górę ręce i po chwili wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Odnajdziesz go. - odparła.
- Jak?... - spytał. - ...Tym razem nie pomijaj szczegółów. - zaznaczył.
- Zajmie wiele lat... i będzie wymagało klątwy tak potężnej, że przeniesie wszystkich z tej krainy. - wyjaśniła.
- To nie wszystko. Mów! - zauważył.
- Nie ty rzucisz klątwę, ale ktoś inny i nie ty ją zdejmiesz, ale kto inny. - oświadczyła.
- Powiedz! - nakazał.
- Nie wiem. Nawet moja moc ma ograniczenia. - powiedziała.
- To mi nie wystarcza. - machnął ręką, a ona ponownie zaczęła się dusić.
- Jeśli chcesz zobaczyć przyszłość musisz odebrać mi ten ciężar. - oświadczyła wyciągając dłonie ku niemu. Rumpelsztyk przez chwilę się zastanawiał aż w końcu powiedział:
- Z chęcią... - chwycił ją za dłonie, a ona aż krzyknęła. Światło między ich dłońmi zabłysło. Poczułam przypływ mocy w swoim ciele. Mało brakowało aby i ja krzyknęła, ale zakryłam usta by tego nie zrobić i nie zdradzać swojej obecności. Obserwowałam dalej co się dzieje na polanie. - ...Nic nie widzę! To jakaś bezwładna mieszanina. - powiedział przyglądając się temu, co tylko on widział, a światło między nimi prawie oślepiało.
- Przyszłość to jest jak układanka, którą trzeba ułożyć... - wyjaśniła kobieta. - ...Nauczysz się oddzielać to co może być, od tego co będzie. - dodała. Mroczny puścił ją, a ona upadła bezwładnie na ziemię.
- Oddałaś moc by się uwolnić od tej męki. - zauważył.
- Z czasem przywykniesz... - powiedziała. - ...Zaczekaj. W dowód wdzięczności ofiarowuję ci jeden element układanki. Spotkasz się ze swoim synem... w nieoczekiwany sposób. - powiedziała.
- Jak? - spytał.
- Dzięki pewnemu chłopcu. Ten chłopiec jest kimś innym niż się wydaje. Poprowadzi cię. Spotkanie z synem będzie miało swoją cenę... Chłopiec będzie twoją zgubą. - nagle jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Wiedziałam, że już wyzionęła ducha. Rumpelsztyk patrząc na nią powiedział:
- Więc będę musiał go zabić. - stwierdził. Patrzyłam na niego przerażona i zszokowana jednocześnie. Oparłam się o drzewo oddychając uspokajająco. Musiałam pozbierać myśli. Już miałam iść na polanę, gdy na drodze stanął mi...
- Rumpelsztyk! - krzyknęłam trzymając się za pierś i cofając się o kilkanaście kroków.
- Długo tu stoisz?... - spytał. Spojrzałam na niego. - ...Co się stało z twoimi oczami? - zadał kolejne pytanie.
- Oczami?... - zdziwiłam się. Wyczarowałam lusterko i zobaczyłam, że moje oczy mieniły się kolorami tęczy.
Uśmiechnęłam się szeroko. - ...Cóż, bracie. Nasza moc wzrasta... - zrobiłam kilka kroków do tyłu, gdyż wyczułam na pierścieniu iż zbliża się niebezpieczeństwo z jego strony. - ...Zabrałeś tej biednej kobiecie moc widzenia przyszłości. Miałeś otrzymać tę umiejętność. Ja za to będę widzieć to, co ty chcesz zobaczyć. Czułam przez długi czas twoje emocje i słyszałam twoje myśli, a od teraz będę widzieć, to co będziesz chciał zobaczyć. - oświadczyłam.
- A wiesz, że mogę się teraz dowiedzieć kim naprawdę jesteś? - spytał robiąc duży krok ku mnie. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Wiem, że możesz... - znowu się cofnęłam. - ...ale nie uda ci się... - uśmiechnęłam się tajemniczo. - ...Biała Wróżka nie pozwoli ci na to... - oświadczyłam. Poczułam gniew brata o wiele bardziej niż wciągu tych kilkunastu lat. Nie uchroniłam się przed tym, co właśnie zrobił. Poczułam jakby mi ktoś gardło ściskał. Jednak ledwo minęły trzy sekundy, gdy coś odrzuciło Rumpelsztyka do tyłu. Stracił na chwilę świadomość. Korzystając z okazji podeszłam do niego i znowu to poczułam. Znowu mężczyzna magicznie ściskał mi gardło i ponownie coś odrzuciło go w tył aż uderzył w drzewo ciałem. Podeszłam do niego. - ...Mój drogi, Rumpelku... - ten spojrzał na mnie zły na cały świat. - ...nie możesz zrobić mi krzywdy.
- Dlaczego? - spytał wstając.
- Im dłużej przebywamy blisko siebie, tym większy ból odczuwasz, a ja słabnę. Przypomnij sobie co powiedział Zoso. Magia...
- Tak wiem... - przerwał mi. - ...Każda magia zawsze ma swoją cenę. - powiedział ze złością. Uśmiechnęłam się i zniknęłam w chmurze świetlistego dymu.
~~*~~
Mijał czas. Siedziałam w domu wpatrując się w ekrany, które umiałam wytwarzać odkąd moja moc się zwiększyła poprzez zdolność przewidywania przyszłości, którą nabył Rumpelsztyk. Wpatrując się beznamiętnie w małą siedmioletnią Corę jak się wścieka na jakiś chłopców nagle moją uwagę przyciągnęło czerwone migające światło z lewej strony dużego ekranu. Zobaczyłam tam coś, co musiało odwrócić moje myśli od Cory. Było to wnętrze znanej mi gospody. Do środka wszedł Smee.
- O rety... - szepnęłam. Natychmiast wstałam i przeniosłam się tuż przed drzwi owej gospody.
Zajrzałam do środka przez okno. Szukałam wzrokiem czerwonej czapki. Odnalazłam go. Rozmawiał z Rumeplsztykiem.
- Jeśli chcesz się napić wystarczy wejść i mieć pieniądze. - rozległ się czyjś nieznany mi głos. Obejrzałam się. Zaskoczyło mnie, że był to...
- O matko! Kapitan Kilian Jones! - zawołałam z zachwytem.
- Widzę, że jestem sławny. - zauważył kapitan z uśmiechem.
- Tak... - odparłam lekko rozluźniając się. Zauważyłam, że jego lewa ręka jest normalna. Nie miał haka. - "...To znaczy, że jeszcze nie miał styczności z Mrocznym..." - pomyślałam. Spojrzałam ponownie na niego. - ...Jesteś najsławniejszym piratem jakiego znał świat... - kątem oka zobaczyłam idącego ku wyjściu z gospody Smee. - "...Rany" - ...Kapitanie Jones, musisz coś wiedzieć. To... - urwałam, bo właśnie wyszedł Smee. - ...Jeśli tam wejdziesz stracisz swoją ukochaną Milah. - powiedziałam pospiesznie.
- Jak to? Jak jak ją stracę? I kim ty jesteś? - pytał.
- Mam na imię Aveline... - odpowiedziałam lekko kłaniając się. - ...Nie powiem ci zbyt wiele, ale gdy wejdziesz teraz do tej gospody ktoś ci ją wkrótce odbierze. - wyjaśniłam.
- Co mam zrobić żeby ochronić Milah? - spytał. Patrzyłam na niego w milczeniu, potem zajrzałam do gospody.
- Posłuchaj, wejdziesz tam. Udawaj zadowolonego i radosnego, ale nie daj po sobie poznać, że coś wiesz. Ja postaram się uchronić twoją ukochaną. Proszę cię tylko, by zemsta cię nie zaślepiła. Dobrze? - poprosiłam.
- Dlaczego miałbym się mścić? - spytał.
- Dlatego. - odparłam pokazując w oknie na mężczyznę siedzącego w najdalszym kącie. Jakby z nieba pojawiła się biała poświata padająca na Rumpelsztyka.
- Nie znam go. - powiedział.
- Ale poznasz... - odparłam. Kapitan spojrzał na mnie.
- Kim jesteś? - spytał. Lekko się uśmiechnęłam.
- Już mówiłam. Mam na imię Aveline. Nie którzy mówią na mnie Świetlista... - to lekko zaskoczyło mężczyznę. - ...Słyszałeś o mnie? To dobrze. Gdy obaj się spotkacie Merlin jeden wie jak długo będzie trwać wasza mściwa zemsta. Bardzo cię proszę abyś nie mówił, że cię ostrzegłam. Spotkamy się na twoim okręcie. Do zobaczenie, kapitanie. - powiedziałam i zniknęłam pozostawiając po sobie błysk światła.
Wróciłam do domu dalej obserwując co działo się w gospodzie, a potem odczekałam kilka godzin aż zobaczyłam, że brat przechodzi obok nich lekko potrącając kapitana.
- Oj, niedobrze... - szepnęłam obserwując rozmowę między nimi.
czwartek, 8 października 2015
Rozdział 8 - Portal
Jeszcze tego samego dnia przywołałam Białą i Błękitną.
- Co cię trapi, moja droga? - spytała Błękitna.
- Mój bratanek. - odparłam, a łza poleciała mi po policzku.
- O co chodzi, Aveline? - spytała Biała Wróżka podlatując do mnie.
- Widzisz, Melanie... - umilkłam na chwilę. - ...Baelfire zawarł umowę ze swoim ojcem... - usiadłam na pniu drzewa i zakryłam oczy. - ...Bae poprosi ciebie, Błękitna o to byś znalazła sposób, by Rumpelsztyk nie mógł używać swoich mocy. By zaczęli od nowa. Rumpelsztyk przestraszy się i wybierze moc sztyletu zamiast syna, tak samo jak kiedyś nasz ojciec wybrał młodość za mego brata... - spojrzałam na nie. - ...Co mam zrobić?! Nie mogę przecież podążyć za Bae'em. Straciłabym moc, gdyby także Rumpelsztyk tam poszedł. - zawołałam.
- Nie stracilibyście magii tylko byłaby uśpiona. - odezwała się Biała. Spojrzałam na nią.
- Co? - zdziwiłam się.
- W Świecie Pozbawionym Magii rzeczywiście będziecie zwyczajni, ale nie możecie używać tam mocy i bylibyście śmiertelni. Poza tym nie możesz myśleć o magii w takiej sytuacji. Twoje serce napełniłoby się żalem, złością i nienawiścią. - wyjaśniła Błękitna.
- W szczególności mroku. Jeśli raz zabijesz czy zmiażdżysz komuś serce... - wtrąciła się Biała.
- ...Mrok ogarnie cię i nie będzie odwrotu z mrocznej ścieżki... - szepnęłam, a kolejna łza smutku wyleciała mi z oka. - ...Macie rację... - wstałam i otarłam twarz. - ...Nie mogę tak o tym wszystkim myśleć... - oświadczyłam biorąc się w garść. Po chwili spojrzałam na nie obie. - ...Co mogę więc zrobić? - spytałam. Obie wróżki spojrzały na siebie.
- Uważamy, że do tej akurat sprawy nie powinnaś się wtrącać. Jeśli chcesz tylko obserwować, to tak zrób, ale się nie mieszaj. Nie pozwól aby ciebie także kontrolowano. - oznajmiła Biała. Popatrzyłam na nią.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- To, że jeśli zacznie ogarniać cię mrok lub nie będziesz ostrożna i uważna to dzięki sztyletowi Mrocznego ciebie także można by kontrolować. Wystarczy, że uwierzysz iż mogą to zrobić. Musisz być bardzo ostrożna i nie mówić o tym nikomu. - wyjaśniła Błękitna.
- Ani reagować na sztylet. - dodała Biała. Taka informacja była dla mnie totalnym szokiem.
- Można mnie kontrolować poprzez sztylet Mrocznego?... - zdziwiłam się. Obie wróżki kiwnęły głowami. - ...Ale... ale będzie moment, gdy Hook wbije swój hak w Rumpelsztyka!... - zawołałam. - ...Pojedzie do Nowym Jorku aby spotkać się z Bae'em, by ten mu wybaczył! Hook będzie miał przewagę nad moim bratem, bo nie będzie mógł używać magii! Będzie miał szansę go zabić, gdyż tam nie będzie miał jak się obronić! - zawołałam. Błękitna spojrzała na swoją przyjaciółkę.
- Masz rację, Aveline... - zaczęła Biała. - ...jednak musisz wiedzieć, że cokolwiek dzieje się z twoim bratem, czy pozytywnego, złego, strasznego, czy ogarnie go jeszcze większy mrok z tobą stanie się coś odwrotnego. Jednak... - tu zwiesiła głos. - ...jeśli chodzi o truciznę, a dokładniej Trupią Zgorzel istniejącą tylko w Nibylandii to podzielisz jego los nie licząc śmierci. Staniesz się taka jak dawniej, ale utkniesz w świecie magii lub w świecie bez magii. - wyjaśniła.
- Chcecie powiedzieć, że nie wrócę do domu? - spytałam.
- Tak. - odpowiedziały jednocześnie.
Długo nie mogłam dojść do siebie. Z ponurymi myślami wróciłam do domu. Nie zwracałam uwagi na to jak szybko mija czas póki nie poczułam ciepła metalu na palcu. Zerknęłam na niego, ale nagle wyczułam lekki strach Rumpelsztyka. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że...
- Bae użyje fasolki. - po tym stwierdzeniu przeniosłam się do swej rodziny, ale było już za późno, bo Bae poślizgnął się i wpadł w portal, ale Rumpelsztyk trzymał go, a nie chcąc wpaść wbił sztylet w ziemię trzymając jednocześnie syna jak i sztylet. Zbliżyłam się do nich na bezpieczną odległość aby nie wpaść w portal. Usłyszałam jeszcze słowa Bae'a:
- Ty tchórzu! Nie zrywaj umowy! - krzyknął.
- Muszę. - wydyszał Mroczny.
- Rumpelsztyku, nie rób tego!... - krzyknęłam, ale było za późno. Mężczyzna puścił jego rękę. Nagle portal się zamknął. - ...Bae! Nie!... - krzyknęłam. Mroczny, nie zwracając uwagi na mnie przerażony odejściem syna próbował otworzyć portal grzebiąc w ziemi. Nieświadomy zostawiając wbity sztylet. Zbliżyłam się i wzięłam sztylet do ręki. - ...Rumpelsztyku... - szepnęłam groźnie. Ten obejrzał się. - ...Coś ty zrobił? - krzyknęłam oskarżycielsko.
- To był wypadek... - wydyszał. Wyciągnęłam ku niemu sztylet. Ten znieruchomiał patrząc na mnie. Z każdym moim zdaniem cofał się.
- Nie prawda... - lekko napierałam na niego używając wyłącznie sztyletu, ale nie raniąc go. - ...Puściłeś go, bracie! Puściłeś własnego syna, który był jedyną szansą na przeżycie! Odkąd stałeś się Mrocznym ważna jest dla ciebie moc sztyletu niż miłość rodziny!... - zawołałam. Moje słowa raniły go, a z moich oczu poleciały łzy smutku. Rumpelsztyk zwiesił głowę także płacząc. Nagle wyprostował się i spojrzał w bok. Spojrzałam tam, ale nic nie zobaczyłam, jednak pierścień mówił mi, że jest tu ktoś mroczny. Spojrzałam ponownie na brata. - ...Zoso tu jest, czyż nie? - spytałam. Rumpelsztyk spojrzał na mnie.
- Tak. - odpowiedział.
- Nie słuchaj go. To on sprawia, że się zmieniasz w Mrocznego. Nie używaj mocy, nie zabijaj... - tu rzuciłam w jego stronę sztylet, który wbił się w ziemię. - ...Jeśli będziesz wciąż używał swojej mocy obojętnie w jakim celu, to staniesz się jeszcze bardziej mroczny niż teraz... - zbliżyłam się w jego stronę. - ...Jedyną osobą, która mogła zaprzestać abyś nie używał mocy, a on nie używał sztyletu, nie licząc mnie, był Baelfire. - oświadczyłam.
- Chcę go odzyskać. - jęknął.
- Wiem... - podeszłam do niego. Rumpelsztyk spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Położyłam rękę na jego ramieniu. - ...Wiem co trzeba zrobić, ale to wymaga ceny. Będziesz musiał radzić sobie sam. - powiedziałam.
- Więc jak mam nie używać mocy? - popatrzyłam na niego. Dotknęłam jego piersi w okolicach serca.
- Stąd... - Mroczny spojrzał na moją rękę, ale ja w jego oczy. - ...Myśl o Bae'u... - ponownie na mnie spojrzał. - ...Zrób wszystko by go odzyskać, a on tobie pewnego dnia wybaczy... - cofnęłam się o kilka kroków. - ...Ja odejdę i będę robić wszystko aby naprawić to, co ty narobiłeś i w przyszłości zrobisz. Zrobię wszystko by nikt nie cierpiał. Ty rób co chcesz, nawet spotkaj się kapitanem "Hookiem" czy Błękitną. Oboje kochamy Bae'a. Wiedz jednak, że ktoś pogodzi cię z synem. Poza tym wiem kto będzie twoim następcą jako Mroczny. - oznajmiłam cofając się jeszcze bardziej.
- Wiesz?... - zdziwił się. - ...Kto nim będzie? - przez ułamek sekundy chciałam mu to powiedzieć, ale wstrzymałam się i zawołałam:
- Czy ty myślisz, że ci powiem? Nie, Rumpelsztyku... - tu odwróciłam się, ale ten stanął przede mną nie pozwalając mi odejść. - ...Zejdź mi z drogi, bracie. - rozkazałam.
- Nie. Najpierw powiedz mi jak mam znaleźć syna? - spytał. Patrzyłam na niego z lekką złością. Wycelowałam w niego pierścieniem.
- Powiedziałam: zejdź mi z drogi... - powiedziałam. Rumpelsztyk na chwilę znieruchomiał, ale ustąpił mi drogi. - ...Dziękuję i do następnego razu. - oświadczyłam po czym zniknęłam.
- Co cię trapi, moja droga? - spytała Błękitna.
- Mój bratanek. - odparłam, a łza poleciała mi po policzku.
- O co chodzi, Aveline? - spytała Biała Wróżka podlatując do mnie.
- Widzisz, Melanie... - umilkłam na chwilę. - ...Baelfire zawarł umowę ze swoim ojcem... - usiadłam na pniu drzewa i zakryłam oczy. - ...Bae poprosi ciebie, Błękitna o to byś znalazła sposób, by Rumpelsztyk nie mógł używać swoich mocy. By zaczęli od nowa. Rumpelsztyk przestraszy się i wybierze moc sztyletu zamiast syna, tak samo jak kiedyś nasz ojciec wybrał młodość za mego brata... - spojrzałam na nie. - ...Co mam zrobić?! Nie mogę przecież podążyć za Bae'em. Straciłabym moc, gdyby także Rumpelsztyk tam poszedł. - zawołałam.
- Nie stracilibyście magii tylko byłaby uśpiona. - odezwała się Biała. Spojrzałam na nią.
- Co? - zdziwiłam się.
- W Świecie Pozbawionym Magii rzeczywiście będziecie zwyczajni, ale nie możecie używać tam mocy i bylibyście śmiertelni. Poza tym nie możesz myśleć o magii w takiej sytuacji. Twoje serce napełniłoby się żalem, złością i nienawiścią. - wyjaśniła Błękitna.
- W szczególności mroku. Jeśli raz zabijesz czy zmiażdżysz komuś serce... - wtrąciła się Biała.
- ...Mrok ogarnie cię i nie będzie odwrotu z mrocznej ścieżki... - szepnęłam, a kolejna łza smutku wyleciała mi z oka. - ...Macie rację... - wstałam i otarłam twarz. - ...Nie mogę tak o tym wszystkim myśleć... - oświadczyłam biorąc się w garść. Po chwili spojrzałam na nie obie. - ...Co mogę więc zrobić? - spytałam. Obie wróżki spojrzały na siebie.
- Uważamy, że do tej akurat sprawy nie powinnaś się wtrącać. Jeśli chcesz tylko obserwować, to tak zrób, ale się nie mieszaj. Nie pozwól aby ciebie także kontrolowano. - oznajmiła Biała. Popatrzyłam na nią.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- To, że jeśli zacznie ogarniać cię mrok lub nie będziesz ostrożna i uważna to dzięki sztyletowi Mrocznego ciebie także można by kontrolować. Wystarczy, że uwierzysz iż mogą to zrobić. Musisz być bardzo ostrożna i nie mówić o tym nikomu. - wyjaśniła Błękitna.
- Ani reagować na sztylet. - dodała Biała. Taka informacja była dla mnie totalnym szokiem.
- Można mnie kontrolować poprzez sztylet Mrocznego?... - zdziwiłam się. Obie wróżki kiwnęły głowami. - ...Ale... ale będzie moment, gdy Hook wbije swój hak w Rumpelsztyka!... - zawołałam. - ...Pojedzie do Nowym Jorku aby spotkać się z Bae'em, by ten mu wybaczył! Hook będzie miał przewagę nad moim bratem, bo nie będzie mógł używać magii! Będzie miał szansę go zabić, gdyż tam nie będzie miał jak się obronić! - zawołałam. Błękitna spojrzała na swoją przyjaciółkę.
- Masz rację, Aveline... - zaczęła Biała. - ...jednak musisz wiedzieć, że cokolwiek dzieje się z twoim bratem, czy pozytywnego, złego, strasznego, czy ogarnie go jeszcze większy mrok z tobą stanie się coś odwrotnego. Jednak... - tu zwiesiła głos. - ...jeśli chodzi o truciznę, a dokładniej Trupią Zgorzel istniejącą tylko w Nibylandii to podzielisz jego los nie licząc śmierci. Staniesz się taka jak dawniej, ale utkniesz w świecie magii lub w świecie bez magii. - wyjaśniła.
- Chcecie powiedzieć, że nie wrócę do domu? - spytałam.
- Tak. - odpowiedziały jednocześnie.
Długo nie mogłam dojść do siebie. Z ponurymi myślami wróciłam do domu. Nie zwracałam uwagi na to jak szybko mija czas póki nie poczułam ciepła metalu na palcu. Zerknęłam na niego, ale nagle wyczułam lekki strach Rumpelsztyka. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że...
- Bae użyje fasolki. - po tym stwierdzeniu przeniosłam się do swej rodziny, ale było już za późno, bo Bae poślizgnął się i wpadł w portal, ale Rumpelsztyk trzymał go, a nie chcąc wpaść wbił sztylet w ziemię trzymając jednocześnie syna jak i sztylet. Zbliżyłam się do nich na bezpieczną odległość aby nie wpaść w portal. Usłyszałam jeszcze słowa Bae'a:
- Ty tchórzu! Nie zrywaj umowy! - krzyknął.
- Muszę. - wydyszał Mroczny.
- Rumpelsztyku, nie rób tego!... - krzyknęłam, ale było za późno. Mężczyzna puścił jego rękę. Nagle portal się zamknął. - ...Bae! Nie!... - krzyknęłam. Mroczny, nie zwracając uwagi na mnie przerażony odejściem syna próbował otworzyć portal grzebiąc w ziemi. Nieświadomy zostawiając wbity sztylet. Zbliżyłam się i wzięłam sztylet do ręki. - ...Rumpelsztyku... - szepnęłam groźnie. Ten obejrzał się. - ...Coś ty zrobił? - krzyknęłam oskarżycielsko.
- To był wypadek... - wydyszał. Wyciągnęłam ku niemu sztylet. Ten znieruchomiał patrząc na mnie. Z każdym moim zdaniem cofał się.
- Nie prawda... - lekko napierałam na niego używając wyłącznie sztyletu, ale nie raniąc go. - ...Puściłeś go, bracie! Puściłeś własnego syna, który był jedyną szansą na przeżycie! Odkąd stałeś się Mrocznym ważna jest dla ciebie moc sztyletu niż miłość rodziny!... - zawołałam. Moje słowa raniły go, a z moich oczu poleciały łzy smutku. Rumpelsztyk zwiesił głowę także płacząc. Nagle wyprostował się i spojrzał w bok. Spojrzałam tam, ale nic nie zobaczyłam, jednak pierścień mówił mi, że jest tu ktoś mroczny. Spojrzałam ponownie na brata. - ...Zoso tu jest, czyż nie? - spytałam. Rumpelsztyk spojrzał na mnie.
- Tak. - odpowiedział.
- Nie słuchaj go. To on sprawia, że się zmieniasz w Mrocznego. Nie używaj mocy, nie zabijaj... - tu rzuciłam w jego stronę sztylet, który wbił się w ziemię. - ...Jeśli będziesz wciąż używał swojej mocy obojętnie w jakim celu, to staniesz się jeszcze bardziej mroczny niż teraz... - zbliżyłam się w jego stronę. - ...Jedyną osobą, która mogła zaprzestać abyś nie używał mocy, a on nie używał sztyletu, nie licząc mnie, był Baelfire. - oświadczyłam.
- Chcę go odzyskać. - jęknął.
- Wiem... - podeszłam do niego. Rumpelsztyk spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Położyłam rękę na jego ramieniu. - ...Wiem co trzeba zrobić, ale to wymaga ceny. Będziesz musiał radzić sobie sam. - powiedziałam.
- Więc jak mam nie używać mocy? - popatrzyłam na niego. Dotknęłam jego piersi w okolicach serca.
- Stąd... - Mroczny spojrzał na moją rękę, ale ja w jego oczy. - ...Myśl o Bae'u... - ponownie na mnie spojrzał. - ...Zrób wszystko by go odzyskać, a on tobie pewnego dnia wybaczy... - cofnęłam się o kilka kroków. - ...Ja odejdę i będę robić wszystko aby naprawić to, co ty narobiłeś i w przyszłości zrobisz. Zrobię wszystko by nikt nie cierpiał. Ty rób co chcesz, nawet spotkaj się kapitanem "Hookiem" czy Błękitną. Oboje kochamy Bae'a. Wiedz jednak, że ktoś pogodzi cię z synem. Poza tym wiem kto będzie twoim następcą jako Mroczny. - oznajmiłam cofając się jeszcze bardziej.
- Wiesz?... - zdziwił się. - ...Kto nim będzie? - przez ułamek sekundy chciałam mu to powiedzieć, ale wstrzymałam się i zawołałam:
- Czy ty myślisz, że ci powiem? Nie, Rumpelsztyku... - tu odwróciłam się, ale ten stanął przede mną nie pozwalając mi odejść. - ...Zejdź mi z drogi, bracie. - rozkazałam.
- Nie. Najpierw powiedz mi jak mam znaleźć syna? - spytał. Patrzyłam na niego z lekką złością. Wycelowałam w niego pierścieniem.
- Powiedziałam: zejdź mi z drogi... - powiedziałam. Rumpelsztyk na chwilę znieruchomiał, ale ustąpił mi drogi. - ...Dziękuję i do następnego razu. - oświadczyłam po czym zniknęłam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





