Minęło wiele lat od spotkania z matką Davida. Codziennie oglądałam, któryś z ekranów, ale bardzo mnie to nudziło. Było tak... normalnie. Nie mogłam się już doczekać spotkania młodego pasterza z Anną. Trzeba było go wyszkolić aby się stał dzielnym i nieustraszonym wojownikiem i księciem. Czasami przyglądałam się krainie Arendelle, aby się upewnić czy królowa Arendelle - Elsa nie zamieniła kogoś przypadkiem w lodowy posąg. Na szczęście nic takiego się nie stało.
Pewnego wczesnego wieczora, gdy szłam po wodę poczułam w sercu zaniepokojenie. Utwierdził mnie o tym najpierw pierścień, który stawał się coraz cieplejszy, a potem medalion dany od Błękitnej Wróżki. Drżał niebezpiecznie jakby miał zaraz wybuchnąć. Czułam także rządzę mordu, a myśli były takie... przerażające. Machnęłam ręką i chwilę potem w mojej dłoni pojawił się miecz. Odrzuciłam wiadro z wodą na ziemię i wycelowałam przed siebie miecz. Rozglądałam się czujnie dookoła stojąc w tym samym miejscu.
- Mroczny, pokaż się!... - zawołałam. Nic się nie stało. Nikt się nie pojawił. Usłyszałam tylko pohukiwanie sowy na najbliższym drzewie. Coś jednak się jeszcze stało. Coś lub ktoś wystraszył stado ptaków. Odetchnęłam z ulgą opuszczając ręce. - ...To tylko ptaki... - westchnęłam. Już miałam wziąć wiadro, gdy poczułam ból w klatce piersiowej. Zdawało mi się jakby brakowało mi tchu, jednak i tak poczułam ból, ale większy. Poczułam jakby ktoś wyrwał mi... - ...Moje serce. - wydyszałam oddychając ciężko trzymając się za klatkę piersiową.
- Zgadza się. - rozległ się głos mego brata tuż za mną. Obróciłam się na pięcie o 180 %. Gdy zobaczyłam swe biało-czerwone serce w ręku Rumpelsztyka zawrzało we mnie, a jednocześnie przeraziło. To mogło sprawić, że na pewno mógł mnie kontrolować.
- O-o oddaj moje serce. - wydyszałam wyciągając rękę ku niemu.
- Nie... - odparł. Nagle poczułam silny ból w klatce piersiowej. Upadłam przed nim na kolana. - ...Nie masz przy sobie medalionu, który mnie odpychał od ciebie, siostrzyczko. - zbliżył się. Ścisnął mocniej serce tym razem przed moją twarzą. Krzyknęłam.
- Nie... nie możesz... mnie zabić, Rumple! Wiesz o tym. - oświadczyłam dalej trzymając się za pierś oddychając ciężko.
- Wiem, ale mam co do ciebie inne plany. - oznajmił.
- Plany? Jakie plany?... - spytałam. Odpowiedzią było przeniesienie się do zamku Rumpelsztyka. Rozejrzałam się. - ...Nie... - wydyszałam wstając, gdy rozpoznałam wiele par drzwi. - ...Nie! Rumpelsztyku...! - nie dokończyłam, bo chwycił mnie za ramię i wepchnął do najbliższego lochu. W międzyczasie, gdy chciałam wyjść ten ponownie ścisnął moje serce. To spowodowało kolejny krzyk z mojej strony. Drzwi zostały zamknięte w momencie, gdy upadłam z jękiem na podłogę. Nie sądziłam, że to aż tak boli. Ostatkiem sił podczołgałam się ku jednej ze ścian, gdzie znajdowało się coś w rodzaju łóżka. Opadłam na nie. Nie wiedziałam co planuje Rumpelsztyk względem mnie. Zresztą miał rację. Teraz Kryształ Wiecznego Serca nie chronił mnie przed nim. Skuliłam się w kącie.
- Co ja teraz zrobię? - spytałam sama siebie ze łzami w oczach.
~~*~~
Nie wiem ile minęło czasu odkąd Mroczny uwięził mnie w swoim zamku. Jedno było pewne: Nie były to dni, ani miesiące. Były to lata. Co jakiś czas mój pierścień dawał znać o grożących niebezpieczeństwach. Nie mogłam im pomóc. Jakaś siła uniemożliwiała mi przeniesienie się z tej podłej celi.
Któregoś dnia obserwując poprzez pierścień farmę Ruth i przyglądając się Davidowi jak dorasta na przystojnego młodzieńca ów pierścień zasygnalizował przybycie mego brata. Nawet nie zareagowałam, gdy drzwi się otworzyły z trzaskiem.
- Wstawaj!... - zawołał. Zignorowałam go dalej patrząc na twarz młodzieńca. Mroczny wszedł do środka stanąwszy nade mną. - ...Powiedziałem: wstawaj! - krzyknął.
- Po co?... - spytałam obojętnym tonem przyglądając się jak David zagania owce do zagrody. - ...Przyszły książę i ojciec Wybawczyni urodził się. Wystarczy tylko połączyć go z jego wybranką serca... - powiedziałam takim tonem jakby mówiła o pogodzie. - ...Ze Śnieżką, córką Evy... - tu uśmiechnęłam się szeroko. - ...Ty lepiej, kochanieńki zajmij się szkoleniem Reginy. To ona... - tu urwałam, gdy zobaczyłam, że Rumpelsztyk wyjmuje swój sztylet. - ...Co chcesz zrobić? - spytałam porzucając obojętny ton.
- Dowiesz, gdy ze mną pójdziesz. - oświadczył. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre dwie chwile. W końcu wstałam, machnęłam ręką, a hologram zniknął.
- W porządku, ale... - nie dokończyłam zdania, gdyż ten wycelował we mnie sztyletem nakazując bym wyszła pierwsza. Tak zrobiłam. Poprowadził mnie ku swojej komnacie. - ...Po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Po to żebyś mi powiedziała po co obserwujesz tego młodego bezwartościowego pastucha? - oświadczył. Milczałam patrząc na niego. Odwróciłam się krzyżując ręce na piersi.
- Znasz przyszłość. Sam się domyśl... - odparłam. Nagle poczułam uścisk w płucach. Upadłam. - ...Rumpelsztyku, przestań!... - zawołałam próbując nabrać powietrza. Jeszcze chwilę ściskał aż w końcu rozluźnił dłoń. - ...To było nie fair. - powiedziałam nie patrząc na niego, a gdy w końcu spojrzałam ten zaśmiał się perliście.
- Dla mnie to zabawne i jakie miłe. - powiedział.
- Rumpelsztyku, zwrócisz mi moje serce? - spytałam. Mroczny przestał się śmiać. Nastała chwila milczenia aż w końcu ten podszedł do mnie i oświadczył:
- Pod jednym warunkiem... - milczałam czekając na jego słowa. - ...Nie będziesz mieszała się do spraw związaną z Mroczną Klątwą. - oświadczył. Milczałam chwilę, po czym odpowiedziałam:
- Dobrze, ale do czasu aż znajdziemy się w Świecie Pozbawionego Magii. Wtedy pozwolisz mi na pewne interwencje w pomaganiu Wybawczyni. Gdy ona skończy 28 lat w tamtym świecie czas stanie w miejscu dla każdego, który został przeniesiony, poza osobami, które tam się urodziły i tobą. - wyjaśniłam.
- Mną? - zdziwił się.
- Tak. Ty musisz sam zdecydować jak odzyskać pamięć po tak długim czasie. Inaczej mówiąc: Trzeba złamać szczeble klątwy w taki sposób, by mieszkańcy danych krain także je w pewnym stopniu odzyskali przebywając w Świecie Bez Magii. Wybranka jest kluczem - oznajmiłam.
- A co ty będziesz miała z tego? - spytał.
- To, że, gdy Klątwa zostanie złamana, a ty byś wyjechał szukając poza miastem syna, ja będę chroniła miasto dzięki magii, którą sprowadzisz do miasta niedługo po jej złamaniu. Jesteśmy na prawie takim samym poziomie, Rumple, więc mam szanse na ochronę miasta właśnie dzięki niej. Zanim Regina rzuci klątwę zawrę z wami obojgiem umowę związaną z Klątwą... - tu Mroczny chciał coś powiedzieć, ale podniosłam głos mówiąc z naciskiem: - ...Lecz tę umowę załatwimy już w odpowiednim czasie i miejscu, bracie. Zgadzasz się na takie warunki? - oświadczyłam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę aż w końcu oddał mi serce. Odetchnęłam z ulgi. Gdy tylko upewniłam się, że Rumpelsztyk nie wyciąga ku mnie sztyletu wróciłam do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz