Moja playlista

poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 7 - Spotkanie z Piotrusiem



- Nibylandia!... - wydyszałam z przerażeniem zobaczywszy na horyzoncie wyspę. Próbowałam się wyrwać Cieniowi Piotrusia. Nie udało mi się aż do momentu, gdy unosiłam się nad nie dużym stawem. Wycelowałam w niego swoim pierścieniem. Zabłysnął jaskrawym blaskiem, a Cień puścił mnie odlatując. Spadłam prosto do wody. W ostatniej chwili wstrzymałam oddech. Wynurzyłam się rozglądając się za statkiem Hooka. Nic nie zobaczyłam. - "To znaczy, że jeszcze się nie narodził lub nie przybył do tej krainy" - Trochę zrobiło mi się przykro, gdyż wolałam przebywać wśród piratów niż w obozie Piotrusia. Popłynęłam ku wyspie. Udało mi się dopłynąć do brzegu unikając syreniej klątwy. Ze zmęczenia upadłam na ziemię wypluwając wodę. Powoli wstawałam, lecz nagle poczułam, że metal pierścienia staje się ciepły. - ...O nie... - wydyszałam. Wstałam szybko rozglądając się czujnie. Wyciągnęłam przed siebie pierścień. Zauważyłam, że kwiat zajaśniał bardziej po mojej lewej stronie. Machnęłam ręką i chwilę potem ukazał mi się w dłoni miecz.



- ...Pokaż się! - krzyknęłam celując w krzaki. Po chwili wyszedł kilkunastoletni chłopak z maczugą w ręku.
- Kim jesteś? - spytał.
- Co ciebie to obchodzi?! Powiedz swojemu szefowi, żeby mnie stąd wypuścił i oddał mi mojego ojca! - zawołałam.
- Po co ci twój ojciec? On przecież nie jest nim. - rozległ się czyjś głos tuż za mną. Powoli, bardzo powoli obejrzałam się i zobaczyłam GO.
- O kurcze. - wyrwało mi się. Patrzyłam na Piotrusia we własnej osobie.


- Znamy się? - spytał ten.
- Nie. Znaczy się... tak. W pewnym sensie. - odpowiedziałam. - "...Co robić? Co robić?..." - myślałam gorączkowo. - "...Jeśli się dowie, że jestem siostrą Mrocznego..." - urwałam swoje rozmyślenia, gdyż prawdziwy ojciec zbliżył się do mnie powiedziawszy:
- Już wiem skąd cię znam... - powiedział. Serce zaczęło mi walić, a pierścień na palcu zaczął mnie lekko parzyć. - ...Jesteś moją córką. - odparł. Lekko się speszyłam. - "...Niech go szlag! Czyta mi w myślach!..." - Zamknęłam oczy i lekko opuściłam gardę. Znowu na niego spojrzałam. Odpowiedziałam dopiero minucie milczenia.
- Tak. Mam na imię Aveline. - odpowiedziałam. Piotruś podszedł do mnie jeszcze bliżej, ale wycelowałam w niego koniec miecza aby zachować dystans.
- Powiedz mi, Aveline skąd masz ten pierścień?... - spytał pokazując na biżuterię. Luknęłam na niego, a potem na ojca. - ...To przecież pierścień Merlina nazywanego także pierścieniem Świetlistego. Skąd go masz? - zapytał.
- Ja... ja... zdobyłam go kilka lat temu. - odpowiedziałam.
- Hm... Kilka lat temu. Skoro masz ten pierścień znaczy to, że Rumpelsztyk coś musiał zrobić aby także otrzymać moc... - umilkł na chwilę. - ...Ach teraz rozumiem. Biała Wróżka poprosiła mnie aby wychował tylko syna, a ciebie oddał komuś innemu. Powiedziała mi też, że oboje w tym samym czasie otrzymacie przeciwne moce. Ty jesteś Świetlista, a on musiał stać się Mrocznym. - zamknęłam oczy. Zastanawiałam się długi czas, aż w końcu opuściłam miecz i spojrzałam na niego.
- Tak. To prawda, ojcze. Pozwól mi odejść. Nie potrzebujesz mnie. - poprosiłam. Ojciec stanął teraz tuż przede mną i się przyjrzał.
- Dobrze, ale mam warunek. - "...Jak zwykle..." - westchnęłam.
- W porządku. Jaki to warunek? - spytałam wkładając miecz do pochwy. Zbliżył się jeszcze bardziej.
- Znajdziesz... - tu urwał, bo ja dopowiedziałam:
- Mam ci znaleźć chłopca z sercem pełnego wiary? - dopowiedziałam.
- Zgadza się. Wiesz gdzie mogę go znaleźć? - spytał. Wpatrywałam się w niego długą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Zrobimy tak... - zbliżyłam swoją twarz ku niemu patrząc w jego jasne oczy. - ...Ja ci powiem kim są jego rodzice, a ty obiecasz nie zrobić krzywdy moje rodzinie, a przede wszystkim Rumpelsztykowi mimo jego mrocznej strony, przepowiedni. Zostawisz także mojego bratanka Baelfire'a. Zostawisz także jego przyjaciół, ktokolwiek by nim nie był. Zgoda? - zaproponowałam. Piotruś patrzył na mnie niezbyt długo.
- Dobrze. Zgoda. Kto jest ojcem tego chłopca? - spytał.
- Baelfire, a matką jest, a raczej będzie Emma. Będzie ona córką Śnieżki i bliźniaka księcia Jamesa, Davida. Chłopak urodzi się na początku XXI wieku. Poczekaj aż zostanie rzucona pierwsza klątwa na Zaczarowany Las przez złą królową o imieniu Regina. Wszyscy mieszkańcy tej krainy zostaną przeniesieni do miejsca bez magii. Tam znajdziesz chłopca, którego szukasz i pragniesz jego serca aby przeżyć. - oświadczyłam.
- Bardzo szczegółowe informacje mi powiedziałaś. Dobrze, pozwolę ci odejść. - oświadczył. Cień podleciał do mnie wyciągając rękę. Wpatrywałam się w ojca.
- Powiedz mi jeszcze jedno, ojcze... - ten spojrzał na mnie uśmiechając przebiegle. - ...Gdzie jest mężczyzna, który mnie wychowywał? - spytałam.
- Mężczyzna, o którym mówisz nie żyje od kilku lat. Mój Cień go zabił i wcielając się w niego. Pamiętaj jedno: jeśli w twoim sercu pojawi się złość, gniew czy nienawiść twoja moc zacznie słabnąć. Więc uważaj. - oświadczył widząc, że chciałam wyjąć szablę. Gdy to jednak powiedział uspokoiłam się. Miał rację. Nie mogę się poddać mrokowi. Zamknęłam na chwilę oczy uspakajając oddech.
- Masz rację. Jednak ja cię ostrzegam: Zabijesz moich bliskich, a przepowiednia, która zostanie wygłoszona za kilka lat spełni się. Rumpelsztyk zostanie poprowadzony przez swojego syna do chłopca, który będzie prawdopodobnie jego zgubą. A będzie to najmniej spodziewana osoba dla niego. Ty jednak zginiesz, lecz nie z mojej ręki. - oświadczyłam biorąc rękę cienia Piotrusia. Chwilę potem unosiliśmy się w powietrzu. Cień zabrał mnie tam skąd mnie wziął. Gdy mnie upuścił delikatnie na ziemię rozpłakałam się. Nie mogłam się ponieść zemście. Musiałam trzymać nerwy na wodzy i ukrywać negatywne uczucia. Teraz była ważna moja rodzina.
- Och, Bae... - szepnęłam. - ...Gdybym tylko mogła zmienić bieg wydarzeń... Lecz nie mogę. Musisz tam iść i ratować Wandy Darling i jej braci... - usiadłam na ławce przy domu i myślałam. - "...Jeśli powiem Mrocznemu w jakich czasach pojawi się Bae będzie chciał iść za nim. Lecz jednak jeśli mu nic nie powiem rzuci klątwę. Z drugiej strony jeśli jej nie rzuci Emma nie spotka Bae'a i nie urodzi Henry'ego, który będzie miał serce pełne wiary" - westchnęłam. - ...Muszę na to pozwolić i muszę wziąć się w garść. W końcu jestem Świetlista. - szepnęłam.

Rozdział 6 - Kłótnia i wyjawiona tajemnica

         Minęło pół roku, gdy osiadłam z ojcem w miasteczku Hameln, w którym niedługo potem zaczęły znikać dzieci, głównie chłopcy. Jedna z kobiet poprosiła mnie o pomoc, gdyż wiedziała iż zdołam pomóc. Zgodziłam się tym zająć. Myślałam długo jak się do tego zabrać.
- Chcesz się tym zająć, Aveline? - spytał ojciec, gdy tak patrzyłam na zachodzące słońce.
- Tak, ojcze. Wiem kto za tym stoi. Pójdę na dziedziniec i dołączę do poszukujących. - jak powiedziałam, tak zrobiłam.
         Jeszcze tego samego dnia poszłam na dziedziniec dołączając do mieszkańców.
- Uspokójcie się. Zorganizujemy grupy poszukiwawcze... - mówił mężczyzna stojąc na podium pośrodku dziedzińca. Nagle usłyszałam kroki. Wyczułam czarną magię.
- Rumpelsztyk... - szepnęłam, gdy zobaczyłam jak wyszedł z jednej z alejek i podchodzi do nas. Schowałam się za jednym z mieszkańców.
- Myśleliście, że go ukryjecie?... - spytał. - ...Gdzie jest mój syn? - zapytał niezbyt grzecznie. Niektórzy cofnęli się robiąc mu przejście.
- Mroczny, tu go nie ma. Przysięgam. - powiedział ten sam mężczyzna.
- Nie kłam! Magia mnie zaprowadziła. Trop kończy się w Hameln. Ukrywacie go! - zawołał.
- Nie. To nie prawda... - odpowiedział mężczyzna schodząc z podium. - ...Wczoraj zaginęło wiele dzieci. Zwabiła je muzyka. - wyjaśnił.
- Jaka muzyka? - spytał.
- Fletni. Tylko dzieci ją słyszą. Mówiły rodzicom, ale nikt im nie wierzył. Dziś rano ich już nie było. - wyjaśnił.
- Kto grał na flecie? - spytał Rumpelsztyk.
- Nikt nie widział jego twarzy. Grajek był okryty połatanym płaszczem. Zaprowadził dzieci do lasu. Rozumiesz? To on porwał ci syna. - odparł.
- Kimkolwiek jest zagrał swoją ostatnią nutę... - oznajmił. Przyglądając się tej scenie miałam mieszane uczucia. Myślałam o dniu, gdy po raz pierwszy dostałam wizji. On nie mógł mnie zobaczyć. Nasza umowa nie mogła zostać zerwana. Tego byłam absolutnie pewna. Schowałam się za jednym z domów. W pewnym momencie postanowiłam wyjrzeć, by dalej nasłuchiwać, ale spostrzegłam, że jego tam już nie ma. - ...Co tu robisz, Aveline? - rozległ się nagły głos tuż za mną. Nieco się przestraszyłam przywierając do ściany domu stanąwszy tuż przed nim.
- Rumpelsztyk!... - wydyszałam. - ...Co tu robię?... - wzruszyłam ramionami. - ...Ja tu mieszkam. - odpowiedziałam nieco nerwowo.
- Hm... Rozumiem... - przyjrzał się mi. - ...A co robiłaś z tymi ludźmi? - spytał. Spojrzałam na osoby, które wskazywał. Wzięłam głęboki wdech i odpowiedziałam:
- Przyłączyłam się do nich... - odparłam. - ...w poszukiwaniu ich dzieci. Chcę im pomóc, a także tobie. - dodałam.
- Mnie? - zdziwił się cofając się nie co.
- Tak... - odpowiedziałam. - ...Usłyszałam o twoim synu. On także zniknął, czyż nie? - zauważyłam. Rumpelsztyk patrzył na mnie nieco skołowany.
- Tak, to prawda. Szukałem go wszędzie. W tym miasteczku trop się urywa... - odparł. Wpatrywał się we mnie. - ...Ty coś wiesz? - spytał. Zwiesiłam głowę. - "No tak, czyta w myślach. A sądziłam, że je dobrze ukrywam" - pomyślałam.
- Tak. Wiem kto porwał te dzieci i Bea'a. - wyjaśniłam.
- Kto? - spytał. Milczałam przez chwilę.
- Nasz ojciec... - Rumpelsztyk zamarł, a na jego twarzy na ułamek sekundy zagościł dawno nie widziany strach i niepokój. - ...Wiem co zrobimy... - spojrzał na mnie. - ...Poczekajmy do wieczora. Pójdziemy tropem dzieci. One słyszą dźwięk magicznego fletu... tak, jak ty.
- Skąd wiesz? - spytał.
- Znam cię lepiej niż myślisz. Ojciec cię zostawił, gdy mieliśmy dziesięć lat. Wtedy to dostałam pierwszej wizji. Oddał cię w zamian za młodość i został w Nibylandii... - odparłam. Podeszłam do niego nieco bliżej. - ...Musisz się pospieszyć, bo im dłużej z nim przebywa, tym bardziej staje się Zagubionym Chłopcem i chce z nim zostać. Trzeba go ratować, bracie. - wyjaśniłam. Nastała minuta milczenia.
- Mam wrażenie... - zaczął Rumple. - ...że nie chcesz się spotkać z naszym ojcem. - zauważył Mroczny. Wpatrywałam się w brata przez długą chwilę. W końcu odpowiedziałam:
- To prawda... - przyznałam. - ...Nie chcę się spotkać z Piotrusiem Panem. Jeśli będziemy razem w jednym miejscu na co najmniej w odległości dwustu metrów może coś się stać. Jeśli przybędę do Nibylandii jako dorosła kobieta będę musiała wymyślić jak stamtąd odejść. Bez jego pozwolenia nie można odejść. - wyjaśniłam.
- Sugerujesz, że sam powinienem tym się zająć? - spytał. Skinęłam głową dodając:
- Będę czekać u was w domu. - oświadczyłam i zniknęłam.
         Pojawiłam się na łóżku Bae'a. Nie mogłam zasnąć przez ten czas. Czekałam długo aż w końcu obaj pojawili się w purpurowym dymie.
- Nie dotykaj mnie! - zawołał Bae cofając się.
- Jesteś już bezpieczny, Bae. - powiedział z troską.
- Nic mi nie groziło! Flecista jest przyjacielem! - zawołał.
- Chce byś tak myślał. Uwierz mi, może cię skrzywdzić. - mówił.
- Dlaczego? Kim on jest? Skrzywdziłeś go? - pytał Bae. Przez chwilę Rumpelsztyk milczał, aż w końcu odpowiedział:
- Nazywa się Piotruś Pan. Znam go od dziecka. Byliśmy sobie bliscy. - wyjaśnił Rumpelsztyk.
- Też jest nieśmiertelny? - spytał.
- Nie zawsze taki był. Udał się do Nibylandii. Zdradził mnie. Nie wolno mu ufać. - mówił.
- Co się stało? - spytał Bae.
- Długo mnie zwodził nim poznałem jego prawdziwą naturę. Jest mroczna i odrażająca! - zawołał.
- Nie może być gorsza od ciebie. - warknął.
- Musiałem cię chronić. Nie miałem wyboru! - powiedział.
- Nie kłam! Wiem, że miałeś! Wiem o umowie! Wystarczyło, że mnie zapytasz! - zawołał na całe pomieszczenie.
- Powiedział ci? - spytał.
- Sprawdzaliśmy czy mi ufasz. Czy ci zależy. - wyjaśnił.
- Bae, proszę.
- Wybrałbym dom i ciebie gdybyś mi tylko zaufał. Bylibyśmy rodziną! - zawołał.
- Rodziną?... - teraz ja wtrąciłam się do rozmowy. Obaj spojrzeli na mnie. - ...Bae, nie wyobrażasz sobie co zrobiłby ci twój dziadek. - powiedziałam krążąc po pokoju.
- Co? - zdziwił się chłopak podążając za mną wzrokiem.
- Twój ojciec, Bae... - na chwilę zacięłam się, ale kontynuowałam. - ...nie chce do końca powiedzieć kim jest tak na prawdę ten flecista. Piotruś Pan jest naszym ojcem. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwił się Bae.
- Gdy mieliśmy po dziesięć lat przenieśli się do Nibylandii. Piotruś oddał młodość za Rumpelsztyka. Tak jak ty mój brat chciał mieć ojca, a nie kanciarza i oszusta. Pod tym względem ty i Rumple jesteście tacy sami. - Bae patrzył na mnie wystraszony. Spojrzał na ojca.
- To dlatego nie opowiadałeś nigdy o swoim ojcu! Był taki jak ty! - zawołał.
- Nie, Bae!... - zawołał Mroczny. - ...Nasz ojciec jest bardziej niebezpieczny ode mnie. - wyjaśnił.
- Nie jest dobry jak opowiadają różne opowieści... - wtrąciłam się. - ...To potwór w ludzkiej skórze. Jest równie potężny jak my dwoje razem wzięci... - wskazałam na Rumpelsztyka i siebie. - ...Nie ma potężniejszych ludzi od nas... - wyjaśniłam. Baelfire spojrzał na nas oboje. - ...Bae, jeśli teraz odejdziesz nie będzie nadziei na uratowanie twojego ojca. Rumpelsztyk nie opuści cię, a ty musisz być przy nim aby nie umarł. Jeśli to zrobisz czerwone włókna w jego sercu zgasną, a on... - tu urwałam, bo Baelfire syknął z nienawiścią:
- Nie chcę was widzieć! Dajcie mi spokój! - zawołał i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Bae! - zawołał mężczyzna biegnąc za nim, ale zatrzymał się przed drzwiami. Milczenie po wyjściu najbardziej przez nas ukochanej osoby trwała długie minuty. W końcu podeszłam do brata-bliźniaka:
- To nie ja zraniłam uczucia Bae'a. Zrobiłeś to ty wymieniając moc sztyletu zamiast syna. Po części też i ja jestem winna, bo nie było mnie przy was... - spojrzał na mnie. - ...Zastanów się co robisz. Z każdym twoim czynem ranisz uczucia innych, a w szczególności syna. Swoją mocą utracisz tych, na których ci zależy. - oznajmiłam.
- Więc co mam zrobić? Jak mam odzyskać zaufanie Bae'a? - spytał. Obróciłam go ku sobie.
- Nie możesz dopuścić do swoich myśli, że cię nie kochamy. Rumpelsztyku, masz mnie. Ja się nie odwrócę od ciebie, bo jestem twoją siostrą... - w jego oczach pojawił się blask wdzięczności. - ...Milah chciałaby abyś był dobry i walczył o swoje. O rodzinę. Mówiąc Baelfire'owi o tym, że jego matka nie żyje jest najgorszą ze wszystkich klątw. Ta myśl zabija cię od środka poczynając od umysłu aż do serca poprzez psychikę. Wariujesz i to cię zabija i stajesz się potworem za jakiego cię wszyscy mają. Zastanów się co robisz. - oświadczyłam.
- Co mam więc zrobić? - spytał. Uśmiechnęłam się. Położyłam dłoń na jego ramieniu, a potem na jego policzku.
- Pokaż swojemu synowi, że jesteś dobry. Że jesteś dla niego ojcem, który obiecał, że nigdy go nie opuści, a nie Mrocznym, którego wszyscy się obawiają i boją. Tylko w taki sposób można wydobyć z ciebie człowieka, którym kiedyś byłeś... - cofnęłam się kilka kroków. - ...Jeśli stracisz Bae'a i Milah musisz znaleźć kogoś, kto pokocha cię jako bestię i wydobędzie z ciebie człowieka, który wie co to jest miłość. Miłość jest najcenniejszą i najpotężniejszą bronią, nawet od mocy Mrocznego i Piotrusia Pana. Kiedyś to zrozumiesz, bracie. - po tym oświadczeniu zniknęłam wróciwszy do domu.

~~*~~

         Mijały kolejne miesiące. Pewnego dnia pierścień zaświecił się ostrzegawczym światłem. Było przed południem, a ja spałam smacznie. Obudziłam się, gdy metal był naprawdę gorący aż parzył. Krzyknęłam.
- Aveline, co się dzieje? - spytał zatroskany ojciec.
- Mój palec. - jęknęłam. Spojrzałam na pierścionek, gdyż to on tak mnie poparzył i obudził.
- Co się dzieje? - spytał ponownie ojciec.
- Mam przeczucie. - powiedziałam chwytając się za medalion. Zamknęłam oczy.

Zobaczyłam jakąś wioskę i gromadę ludzi. Na przeciw stał jakiś gruby mężczyzna. Zmarszczyłam brwi wyczuwając niezadowolenie brata.

- Rumpelsztyk!... - zawołałam wstając. - ...Wybacz, ojcze, ale muszę iść do brata. - oświadczyłam i już mnie nie było.
         Pojawiłam się tuż przy wózku. W ostatniej chwili zobaczyłam jak Rumpelsztyk zamienia mężczyznę w ślimaka. Zniknęłam pojawiając się w jego domu. Zobaczyłam tam kobietę. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Nie daj po sobie poznać, że tu jestem. Ja się ukryję. - oświadczyłam i schowałam się w najdalszym kącie. Gdy ojciec i syn wrócili usłyszałam głos Baelfire'a.
- Zabiłeś tego człowieka. - mówił.
- Zranił cię... - powiedział, a po chwili dodał. - ...Skoro o tym mowa. - wyciągnął rękę nad kolanem syna. Jego ręka zajaśniała fioletowo-purpurową aurą.
- Nie. Nie chcę magii. To tylko zadrapanie. - sprzeciwił się Bae.
- Mogę je uleczyć. - powiedział Rumpelsztyk.
- Ja również. - oznajmił chłopiec wyjmując z szafki szkatułkę.
- Jak chcesz. - wziął szmaty i trochę mikstur leczniczych.
- Zmieniłeś się. Stale krzywdzisz ludzi. - westchnął Baelfire.
- Doprowadziłem do rozejmu w wojnie z ogrami. Powstrzymałem walki. Dzięki mnie dzieci wróciły do domów. Ocaliłem tysiące istnień... - tu urwał, bo Bae powiedział:
- I na tym powinieneś poprzestać. - tu jęknął, bo Rumpelsztyk polał jego nogę eliksirem.
- Muszę cię chronić. - powiedział.
- Pozbądź się mocy! - zawołał. - "Aż serce się kraje, gdy tego słucham" - pomyślałam ze łzą w oku. Wtedy coś sobie przypomniałam. Będą rozmawiać o sztylecie Mrocznego i zaraz zawrą umowę. Skuliłam się.
- Nie mogę! - zaprzeczył Rumpelsztyk.
- Próbowałeś? - spytał Bae.
- Czy próbowałem?... - usiadł przy stole i wyjął sztylet. - ...Jeśli ktoś zabije mnie tym sztyletem przejmie moją moc. Tego chcesz? - spytał pokazując go.
- Nie. Na pewno istnieją inne sposoby... - tu urwał, bo weszła pokojówka do izby. Mroczny schował sztylet i spojrzał na syna.
- Poszukaj ich, ale nie rób sobie nadziei. - machnął na pokojówkę by ich zostawiła. Nabrał trochę jedzenia dla siebie i syna. Po chwili odezwał się Bae:
- Tato, jeśli znajdę sposób, który nie zabije ciebie ani nie zrani mnie, pozbędziesz się mocy? - spytał.
- To niemożliwe. - oświadczył.
- Ale zrobiłbyś to? - spytał z nadzieją Bae.
- Jesteś aż tak nieszczęśliwy? Powiedz, czego pragniesz? - spytał.
- Ojca. - odpowiedział Bae.
- Jeśli znajdziesz sposób pozbędę się mocy. - oświadczył. Po raz pierwszy na twarzy mojego bratanka pojawił się szczery uśmiech.
- Zgoda... - powiedział Baelifire wyciągając ku niemu dłoń. - ...Umowa stoi? - spytał.
- Stoi. - powiedział mężczyzna.
- Na waszym miejscu nie robiłabym tego. - odezwałam się. Obaj spojrzeli w moim kierunku.
- Kto tam jest? - zawołał Rumpelsztyk wyciągając sztylet. Wstałam z kąta i wyszłam na środek izby.
- Aveline!? - zawołał Rumpelsztyk. Sztylet, który trzymał schował za pazuchę.
- Zapomniałeś o jednym szczególe, bracie. - szepnęłam, ale doskonale było mnie słychać.
- Jakim? - spytał ten.
- Powiedz w jaki sposób można powstrzymać Mrocznego? - zapytałam. Obaj spojrzeli po sobie, a potem na sztylet, który... zniknął zza pazuchy Mrocznego.
- Mrocznego można kontrolować na dwa sposoby... - zaczęłam. - ...Pierwszy poprzez mój pierścień, który tylko prawowita Świetlista może używać. Drugi to sztylet samego Mrocznego... - Obaj patrzyli na mnie, a Rumpelsztyk patrzył na sztylet, który trzymałam. - ...Witajcie, chłopcy. - przywitałam się uśmiechając się lekko.
- Ciociu, co ty tu robisz? - spytał chłopiec. Spojrzałam na niego.
- Wyczułam i zobaczyłam co twój ojciec zrobił. - zrobiłam trzy kroki.
- Aveline, oddaj mi sztylet. - prosił brat cofając się.
- Oddam... - podeszłam do niego wyciągając ku niemu sztylet. Wziął go, ale nie puściłam rękojeści, gdyż dokończyłam patrząc mu prosto w oczy: - ...jeśli przeprosisz Bae'a za to, co zrobiłeś temu człowiekowi we wiosce... - powiedziałam celując w niego ostrzem sztyletu. Lekko cofnął się. - ...z własnej woli. Nie słuchaj swojego wewnętrznego głosu, on ci zamąca w głowie i manipuluje twoją wolą i zmusza do wielu złych uczynków... - dokończyłam. Rumpelsztyk spojrzał tylko na mnie. - ...Dalej, Rumpelku... - tu lekko się uśmiechnęłam puszczając rękojeść sztyletu. - ...Przeproś syna z własnej woli. - Mroczny obrócił się ku synowi.
- Bae, przepraszam, że zabiłem tamtego człowieka. - oświadczył.
- Naprawdę przepraszasz? - spytał. Rumpelsztyk spojrzał na mnie. Skinęłam głową.
- Tak, synu. Naprawdę przepraszam. - powiedział lekko zwieszając głowę. Spojrzałam na pierścień. Od jakiegoś czasu ukazywał mi czy Mroczny mówi prawdę czy jest szczery czy choćby kłamie. Medalion był bardziej użyteczny. Czułam czasami troskę, zadowolone oraz radość, lecz częściej złość i gniew. Jednak częściej czułam obawę i wzrastającą siłę mocy, a w szczególności rządzę władzy. Obawiałam się, że te ostatnie zamącą mu w głowie i nie będzie chciał zrezygnować z mocy. Westchnęłam. Ten odruch zwrócił uwagę ich obu.
- Co się stało, ciociu? - spytał Bae.
- Co? A nic. Tylko martwię się, że was stracę. Że umrzecie lub będę musiała długo czekać aż dojdziecie do porozumienia. - odparłam ze smutkiem. Bae popatrzył na mnie, a potem na ojca.
- Chcesz powiedzieć, że się pokłócimy?... - spytał Mroczny. Spojrzałam na niego niezbyt zachęcającym wzrokiem. Moja twarz mówiła sama za siebie. Odwróciłam się i już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk stanął przede mną. - ...Powiedz, czy stracę syna? - spytał. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, ale odpowiedziałam cicho:
- Tak, Rumpelsztyku. Stracisz go. Nie umrze, ale odejdzie, gdyż nie dotrzymasz umowy, którą właśnie zawarliście. Nie będziesz chciał z niej zrezygnować. Wiem o tym. - odparłam i nim Mroczny zdołał się odezwać zniknęłam im z oczu.
         Wróciłam do domu smutna.
- Aveline, co się stało? - spytał zmartwiony ojciec.
- Ojcze, muszę przyszykować się na odejścia Bae'a. On dzisiaj odejdzie. - wyjaśniłam.
- Jak to odejdzie? - spytał.
- Widzisz, ojcze, Bae chce odzyskać ojca. Chce aby było jak dawniej. By Rumpelsztyk jako Mroczny nie mógł używać mocy. - wyjaśniłam.
- Jak to zrobi? - zapytał biorąc moją rękę w swoje dłonie. Rozpłakałam się.
- Baelfire poprosi Błękitną o radę i pomoc... - zakryłam twarz w dłoniach. - ...Da mu magiczną fasolkę. Jednak brat nie będzie chciał zrezygnować z mocy, gdyż Bae będzie chciał przenieść się do krainy bez magii, gdzie Rumpelsztyk nie będzie mógł używać mocy... - z moich oczu poleciały kolejne łzy. - ...Jednak Rumpelsztyk wystraszy się. Puści jego rękę i wrzuci go w portal. - jęknęłam.
- Rozumiem. Już dobrze. Jesteś tu ze mną. Będzie dobrze. Twój brat stał się Mrocznym wtedy, gdy ty stałaś się Świetlistą, ale Piotrusiowi Panowi wy nie dorównujecie mu. Jest silniejszy i bystrzejszy. Oddał go za młodość. - odparł. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Co? - zdziwiłam się.
- Piotruś Pan jest silniejszy od Rumpelsztyka. - odparł ojciec.
- Skąd wiesz co się stało z moim prawdziwym ojcem?... - spytałam. - ...Nikomu, nawet tobie nie mówiłam co się z nim stało... - Mężczyzna spojrzał na mnie i nagle chwycił mnie za ramiona i wykręcił do tyłu tak mocno, że zabolało. - "Co się dzieje?" - pomyślałam. Nagle zdałam sobie sprawę, że ojciec zmienił się... w CIEŃ PIOTRUSIA PANA! - ...Rumpel... - tu cień zakrył mi usta i uniósł się w górę. Co chwilę próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku. Wreszcie udało mi się krzyknąć na całe gardło: - ...RUMPELSZTYKU, POMOCY!!! - wrzasnęłam, ale było już za późno. Zobaczyłam, że Cień leci ku gwiazdom. Chwilę potem znaleźliśmy się...

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 5 - Spotkanie z bratem i pierwsza misja

         Nowy Mroczny stał tuż przed Hordorem, a raczej Hordor klęczał przed nim cały się trzęsąc ze strachu. Przełknęłam ślinę na ten widok, a jednocześnie odczułam zadowolenie. Z tej perspektywy czuło się strach wobec potęgi Mrocznego. Szczególnie, gdy Mroczny chciał się zemścić. Czułam, że Rumpelsztyk w duchu chciał się zemścić. Ścisnęłam w dłoni medalion. Odczułam odwagę i satysfakcję w umyśle brata, gdy na niego patrzył. Nagle Rumpelsztyk skręcił kark Hordorowi.
- Tato, nie!... - zawołał Bae. Jednak on go nie posłuchał. Do tej sytuacji nie mogłam się mieszając. Tak miało być, gdy patrzyłam ze strachem jak Mroczny chwycił za sztylet i zabił żołnierzy towarzyszących Hordorowi, bo ci chcieli się na niego rzucić. Obronił się wbijając sztylet w każdego żołnierza. Gdy ostatni żołnierz upadł na ziemię Rumpelsztyk stanął pośrodku gospodarstwa idąc powoli ku synowi. - ...Tato, co ci się stało? - spytał chłopiec.
- Jesteś już bezpieczny, Bae. Czujesz się bezpieczny? - spytał Mroczny.
- Nie. Jestem przerażony. - odparł Bae cofając się z każdym jego krokiem.
- A ja nie. Ochroniłem to, co należy do mnie. Niczego się nie boję. - tu się zaśmiał. Widziałam w oczach Bae'a strach i przerażenie, a w oczach mego brata odwagę i satysfakcję z tego, że zabił kogoś kto chciał zniszczyć życie jego synowi. Sama byłam przerażona na widok tej sytuacji. Tak się bałam, że zrobiłam trochę hałasu. Nagle usłyszałam odgłos szybkich kroków, a mój pierścień był coraz cieplejszy. Nie zdążyłam się ukryć. Upadłam i już miałam wstawać, lecz Rumpelsztyk stał już nade mną. Znieruchomiałam.
- Tato, nie rób tego. To Madeleine. - powiedział szybko.
- To nie jest jej prawdziwe imię. - powiedział chwyciwszy mnie za ubranie stawiając na nogi. Przyłożył mi sztylet do gardła przytwierdzając siłą do jednego z filarów domu.
- Rumpelsztyku,... - spojrzałam w jego oczy oddychając uspokajająco. Powoli nabierałam pewności siebie. Chociaż ogarniał mnie strach, który kiedyś on sam czuł nim taki się stał próbowałam pozbierać myśli. - ...wiesz... wiesz, że nie możesz mi nic zrobić.
- Tak sądzisz? - spytał z żądzą mordu w głosie.
- Tak działa nasza moc, Rumpelsztyku. Mrocznego i Świetlistej. Nie zapominaj. - oświadczyłam.
- Wyczuwam kłamców. Puszczę ciebie... pod jednym warunkiem... - powiedział zbliżając swoją twarz do mojej. Drżałam lekko, gdy napierał sztyletem do mojego gardła. - ...Jak się naprawdę nazywasz? - spytał. Patrzyłam w jego oczy, które tak się zmieniły odkąd widziałam je ostatnim razem. Podniosłam ręce w geście poddania się dając do zrozumienia, że powiem prawdę.
- Aveline. Mam na imię Aveline. Jestem twoją siostrą-bliźniaczką. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwił się.
- To prawda, Rumpelsztyku. Nasz ojciec nas rozdzielił tuż po naszych narodzinach. Przeniósł mnie do innej krainy. - oświadczyłam. Mroczny patrzył na mnie przez kilka chwil aż w końcu opuścił sztylet, lecz wciąż stał bardzo blisko mnie.
- Ojciec powiedział mi, że jestem jedynakiem. - odparł niedowierzającym tonem.
- Kłamał, a raczej zataił przed tobą tę informację. - wyjaśniłam.
- Czemu skłamał? - spytał. Popatrzyłam na niego potem na Bae'a.
- Kilka dni przed naszymi narodzinami Biała Wróżka odwiedziła go w lesie, gdy zbierał drewno. Powiedziała mu iż będzie miał bliźniaki. Doradziła mu, aby ciebie zatrzymał a mnie oddał innej rodzinie z innej krainy. - wyjaśniłam. Mężczyzna nie spuszczał mnie z oka.
- Nie mogę ciebie rozgryźć... - powiedział w końcu. - ...Coś ukrywasz, ale nie pojmuję tego. - powiedział cofając się o pół roku. Patrzyłam na niego nieco wystraszona. Na sekundę zerknęłam na jego sztylet, potem w jego twarz. Czułam wciąż ciepło metalu pierścienia, ale i zauważyłam, że się błyszczy. Zdawało mi się, że się schładza. Zamknęłam oczy uspakajając oddech i drżenie ciała. Ponownie spojrzałam na Mrocznego.
- Wybacz mi, bracie, ale nie mogę być przy tobie i twym synu. Jestem Świetlista, a nie możemy zbyt długo być blisko siebie. Ja w przeciwieństwie do ciebie poszłam na wojnę i nie jestem tchórzem... - Rumpelsztyk już wyciągał sztylet, gdy ja wyciągnęłam dłoń, na której był pierścień. Mroczny cofnął się o kilka kroków. Metal sztyletu także świecił lekko.
- Tato, co się dzieje? - spytał Baelfire.
- Twój ojciec tego nie wie, Bae... - odezwałam się lekko dysząc. Pierścień zaczął świecić się jaśniej. - ...Sztylet Mrocznego i mój pierścień pochodzą z tego samego metalu, który Merlin przetworzył na pierścień i sztylet. Jedno zostało nasiąknięte magią Mroku, a drugą i magią Światła, gdy pierwszy Mroczny walczył z Merlinem. Po ich walce Merlin stał się pierwszym Światłym. Uwięził go w duszy żywej istoty, którą można było kontrolować dzięki sztyletowi. Jednak mój pierścień... - tu wyprostowałam się i szłam prosto na Rumpelsztyka, który z każdym moim krokiem cofał się. - ...posiada moc każdego Światłego i Świetlistej, poczynając od Merlina... - teraz byliśmy już na zewnątrz. - ...Można dzięki pierścieniowi, do pewnego stopnia kontrolować jego mroczną stronę. - odparłam.
- Jak to? - spytał Rumpelsztyk.
- Mogę cię tylko powstrzymywać od skrzywdzenia kogoś, ale nie zabicia Mogę także wyczuć co zamierzasz. Nie mogę jednak zmusić cię do skrzywdzenia kogokolwiek. Inaczej mówiąc nie mogę poddać się mrokowi... - spojrzałam teraz na chłopca. - ...Bae, jeśli odbierzesz ojcu sztylet będziesz mógł go kontrolować. Jednak wiem, że nie chciałbyś tego, gdyż jesteś jego synem, a moim bratankiem. Kocham was obu i nie chcę by cokolwiek wam się stało... - oświadczyłam. - ...Rumpelsztyku, jako Świetlista nie będę zawierała z tobą żadnego kontraktu i umowy. Zrobisz to tylko dlatego, że jesteśmy rodziną. Teraz sobie pójdę. Otrzymaliśmy moc i osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Ochroniliśmy to, co było nam drogie. Swoją rodzinę. Uprzedzę cię jednak przed kimś. - powiedziałam.
- Przed kim? - spytał Mroczny. Tu opuściłam rękę i odpowiedziałam.
- Przed Kilianem Jonesem. - oświadczyłam.
- Dlaczego? Kim on jest? - spytał Bae.
- Jeszcze się nie narodził, ale będzie on piratem. Stanie się złoczyńcą. Potrafi jednak kochać, jak ty kochasz swego syna i Milah. Nie musi się taki stawać jeśli zostawisz go w spokoju. Uda nam się byś był po części człowiekiem. - powiedziałam.
- A może ja nie chcę? - warknął Mroczny.
- Ty może nie, ale Bae tak. Jednak jeśli coś sobie nawzajem odbierzecie, co jest wam drogie... - tu podeszłam do niego i szepnęłam. - ...będziecie wrogami. Bae straci ojca, a nawet matkę. - oświadczyłam, po tych słowach zniknęłam im z oczu.

~~*~~

         Pojawiłam się w krainie, gdzie dorastałam. Spojrzałam na dom przed sobą.
- Ojcze! Jesteś tam? - zawołałam. Z domu wyszedł starszy mężczyzna.
- Kim jesteś? - spytał.
- To ja, ojcze. Aveline. Stałam się Świetlistą. - odpowiedziałam z radością. Mężczyzna patrzył na mnie przez chwilę, a gdy zobaczył pierścień na moim palcu zrozumiał, że jestem jego córką.
- Ave, to ty? - spytał.
- Tak, ojcze. To ja... - podeszłam do niego z uśmiechem na ustach. - ...Jestem tu. Wróciłam do domu i nie zamierzam odchodzić. - oświadczyłam. Mężczyzna przytulił mnie płacząc głośno.
- Cieszę się, że żyjesz. - powiedział mi we włosy.
- Też się cieszę, ojcze... - spojrzałam na niego z uśmiechem, jednak po chwili zauważyłam ukradkowe spojrzenie na dom. Dawał mi znak wzrokiem, że coś jest nie tak, co świadczyła jego przygnębiona mina. - ...Zostań tu... - szepnęłam skradając się ukradkiem ku domowi i wyjmując miecz. Weszłam cicho do środka. Wewnątrz zobaczyłam kilku żołnierzy. - ...Kim jesteście? - spytałam.
- Z rozkazu księcia przyszliśmy do twojego ojca, aby zabrać go na walkę z ogrami. - oświadczył jeden z nich pokazując mi pergamin. Zmrużyłam oczy i wycelowałam w nich miecz.
- Nie pozwolę aby moja rodzina walczyła z tymi potworami! - zawołałam.
- Co taka dziewucha może nam zrobić? Podrapać? - spytał jeden z rycerzy śmiejąc się.
- Nie jestem dziewuchą. Jestem Świetlista... - dwóch mężczyzn przestało się śmiać i wymienili spojrzenia. - ...Nie pozwolę aby ktokolwiek o zdrowych zmysłach szedł na front. - oświadczyłam.
- Ty poszłaś. - zauważył ten sam żołnierz.
- Owszem, bo moja decyzja była świadoma. Sama zdecydowałam, że chcę być wojownikiem. Od teraz nie będę służyć komukolwiek. Będę pomagać ludziom i magicznym stworzeniom będących w potrzebie. Nawet przed czarnoksiężnikami i czarownicami... - machnęłam ręką i wyrzuciłam ich z domu. Podeszłam do nich patrząc na nich z góry. - ...A teraz słuchajcie. Ogłoście we wszystkich krainach, że oto pojawiła się nowa Świetlista i bohaterka. Nie pozwolę aby ktoś cierpiał i umarł. Powstrzymam wszystko i wszystkich aby zapanował pokój. Teraz się wynoście... - oznajmiłam. Żołnierze wsiedli na konie i odjechali. - ...Ojcze, wszystko dobrze? - spytałam się go.
- To... to było... niesamowite! Ani jednej rany i walki. - powiedział uśmiechając się promiennie patrząc na mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
- Ojcze, obiecuję ci, że dopilnuję aby nikt nam nie zagrażał i by ludzie mieli nadzieję i wiarę. - oznajmiłam biorąc go w ramiona.
- Aveline, jesteś... wspaniała! Dziękuję. - powiedział przez łzy.

sobota, 26 września 2015

Rozdział 4 - Pobyt w Oz i otrzymanie mocy

         Minęły kolejne lata w obozie wojennym księcia. Hordor wciąż miał władzę nad Mrocznym, ale i tak się nie wtrącałam do jego spraw ani oni do moich... aż do pewnego razu...
         Będąc wciąż w obozie kazano mi pilnować jedzenia dla żołnierzy. Gdy obok mnie przeszło dwóch mężczyzn usłyszałam urywkę ich rozmowy. Dowiedziałam się, że Hordor z garstką swoich ludzi idzie do pewnej wioski zabrać jakąś dziewczynkę, a drugi dodał, że Mroczny nie przeszkodzi wieśniakom w zabraniu dziewczynki. Przypomniałam sobie, że od dwóch lat dzieci od 14 roku życia idą na wojnę z ogrami. Nazwa, którą wymówili coś mi mówiła. Jakbym doznała dziwnego deja vu. Wstałam i rozejrzałam się uważnie. Weszłam do najbliższego namiotu z zaopatrzeniem, a konkretniej do namiotu z bronią.
- Jeśli oni tam idą... - wymamrotałam. - ...to znaczy, że Baelfire... - tu zamarłam na chwilę. - ...za trzy dni... - spojrzałam na pierścień. - ...będzie mieć 14-ste urodziny... - zakryłam usta. - ...Oraz, że ja i Rumpelsztyk... - spojrzałam na swoje dłonie, a potem na swój pierścień, który od 14 lat zaczął błyszczeć tak jasnym blaskiem, że raził w oczy. Dwa lata temu Biała Wróżka uprzedziła mnie, że nikt oprócz mnie, innych wróżek oraz Mrocznego nie widzi tego blasku. Widzą tylko zwykły pierścionek. - ...oboje otrzymamy moce... - szepnęłam. Wyjrzałam ukradkiem z namiotu. - "Co robić? Nie mogę przeszkodzić w zabraniu tej dziewczynki ani Baelfire'a" - myślałam gorączkowo. - ...Wiem! - wybiegłam cichaczem jak najdalej od obozu. Rozglądając się uważniej.
         Pobiegłam w ciemną puszczę. Gdy upewniłam się, że nikt za mną nie szedł i nikogo nie ma w pobliżu zawołałam.
- Zoso! Wzywam cię! Muszę z tobą porozmawiać! Jesteś mi winien przysługę! - zawołałam. Po kilku chwilach wyczułam ciepło na pierścieniu. Obejrzałam się i zobaczyłam go.
- Wzywałaś mnie? - spytał cichym głosem.
- Tak. Muszę cię uprzedzić. - oświadczyłam.
- Przed czym? - spytał.
- Hordor ma zamiar iść do pewnej wioski, gdzie mieszka mój brat i bratanek. - wyjaśniłam.
- Co to ma do rzeczy? - spytał obojętnie.
- To, że oto nadszedł czas abyś podpuścił Rumpelsztyka aby skradł twój sztylet. - oświadczyłam z uśmiechem.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął, ale skończyłam za niego.
- Tak. Będziesz wolny. Stanie się to za trzy dni. - wyjaśniłam. Zoso wpatrywał się we mnie.
- Wiesz, że ty także musisz dokonać czegoś co umożliwi ci stanie się Świetlistą? - zauważył.
- Wiem, ale nie wiem co... - tu zwiesiłam głowę.
- Może ja pomogę? - rozległ się głos Białej. Leciała ku nam obojgu.
- Melanie! Tak się cieszę, że cię widzę. Powiedz, co mam zrobić aby stać się Świetlistą? - spytałam.
- Przeniosę cię do Krainy Oz. Uprzedzisz czarownika o przybyciu pewnego dnia Zeleny. Powiesz mu aby na nią uważał i był ostrożny. - wyjaśniła.
- A co z Rumeplsztykiem i moim bratankiem? - spytałam.
- Do tej sprawy nie możesz się wtrącić. Masz na tę sprawę tylko dwa dni. Lecz jeśli chcesz zdążyć na to... - pokazała na Zoso. - ...aby zobaczyć się z bratem jak staje się nowym Mrocznym, to musisz się pospieszyć. - oświadczyła. Wpatrywałam się w nich oboje aż w końcu powiedziałam:
- Zgoda. Ostrzegę czarownika. Otwórz portal do krainy Oz. - poprosiłam. Wróżka skinęła głową, a potem machnęła różdżką i po chwili pokazały się drzwi z zieloną zasłoną. Odpędzając myśląc o tym, że nie znoszę koloru zielonego weszłam w portal.
         Po chwili znalazłam się na brukowanej złotej ścieżce. Spojrzałam w lewo, a potem w prawo. Coraz bardziej nie znosząc tego koloru skierowałam się ku Szmaragdowemu Grodowi.


         Doszłam do Grodu po dziesięciu minutach. Poprosiłam o audycję u czarownika.
- Dobrze. Możesz wejść. - powiedział strażnik przy wejściu do jego komnaty. Weszłam tam i stanęłam przed kotarą na podium.
- Witaj, o wielki Ozie. - przywitałam się.
- Witaj, droga Aveline. - przywitał się czarownik. - "No tak. Czarownik zna każde imię" - pomyślałam. - ...W czym mogę ci pomóc? - spytał. Myślałam przez chwilę aż w końcu odparłam:
- Widzisz, wielki Ozie przybywam ze świata bez magii i... - tu opowiedziałam całą historię o pobycie w domu i pobycie w świecie baśni. - ...Panie, muszę, a raczej pragnę otrzymać moc Świetlistej abym mogła pomagać ludziom i wielu magicznym stworzeniom, a w szczególności Rumpelsztykowi jego synowi. Od Białej Wróżki dowiedziałam się, że w tym samym czasie, gdy mój brat stanie się Mrocznym ja stanę się Świetlistą. - zakończyłam. Czarodziej milczał przez chwilę, aż w końcu powiedział:
- Rozumiem. Przyszłaś tutaj by to osiągnąć? - spytał.
- Tak mi poleciła Biała Wróżka. - odparłam.
- Czy mówiła coś jeszcze? - spytał.
- Tak. Poprosiła mnie, abym cię ostrzegła przed pierworodną córką Cory, Zeleną. Stanie się ona potężną Czarownicą Z Zachodu o zielonej skórze. Daj jej to, co chce i wyjaśnij jej, że nie można podróżować w czasie. Że taka magia nie istnieje. - odparłam.
- Dlaczego mam jej tego nie mówić? - spytał.
- Dlatego, że wszystko musi potoczyć się jak trzeba. Nie wspominaj jej... - urwałam, gdyż poczułam ciepło na pierścionku. Spojrzałam na niego. - ...Co się dzieje? - spytałam.
- Byłaś u mnie kilka godzin. Tu czas mija inaczej niż w Zaczarowanym Lesie. - wyjaśnił.
- Chwila, ile minęło czasu w Zaczarowanym Lesie? - spytałam.
- Niecałe trzy dni. W tej chwili twój brat podpalił zamek księcia i zaraz zdobędzie sztylet Mrocznego. - odparł czarownik.
- Jasny gwint! Muszę wracać! - zawołałam.
- Poczekaj, Aveline. Dam ci coś, co umożliwi ci dotarcie do brata w szybszy sposób. - już miał coś zrobić, gdy powiedziałam:
- Nie. Nie dawaj mi niczego. Sama muszę tam dotrzeć o własnych siłach. A te pantofelki daj Zelenie, a ona da Dorotce z Kansas. - i wybiegłam z komnaty. Dotarłam do portalu i wbiegłam ile sił w nogach do Zaczarowanego Lasu.
         Rozejrzałam się. Zobaczyłam niedaleko osiodłanego konia. Jednym ruchem nogi wskoczyłam na niego i pogalapowałam ile sił w kopytach do Rumpelsztyka i Zoso. Dotarłam do nich w ostatniej chwili. Rumpelsztyk właśnie wzywał Zoso. Ukryłam konia i schowałam się za najbliższym drzewem. Przyglądałam się temu co robią. Słuchałam ich rozmowy. Nagle Zoso spytał:
- Co mam więc zrobić? - spytał. Rumpelsztyk przez chwilę się wahał i powiedział wbijając mu sztylet w serce:
- Giń! - zawołał. Obaj upadli. Zakryłam sobie usta, aby nie krzyknąć. - "To straszne!..." - pomyślałam z lękiem. Pojedyncza łza wyleciała mi z oka, gdy Zoso powiedział, że:
- Każda magia ma swoją cenę. Teraz ty ją zapłacisz. - W momencie, gdy Zoso umarł poczułam w całym ciele ciepło i rozsadzającą radość. Każdy centymetr ciała oraz serce odczuwało siłę jakiej dotąd nie czułam. - "...Czy to moja moc?..." - spytałam sama siebie w myślach spojrzawszy na swoje ręce. Spojrzałam na Rumpelsztyka i zobaczyłam, że wyjmuje sztylet z ciała Zoso. Byłam nieco przerażona, że mój własny brat stał się nowym Mrocznym, ale i byłam zachwycona swoją niezwykłą mocą. Zamknęłam oczy poddając się jej. Nie wiedziałam dokładnie co się dzieje wokół mnie, ale poczułam także, że moje ciało zmienia swój kształt. Po chwili, która trwała chyba wieczność wyczułam zagrożenie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Rumpelsztyka stojącego tuż przede mną. Cofnęłam się o pół kroku. Wyglądał strasznie przerażająco.


- Kim jesteś? - spytał cichym głosem. Wpatrywałam się w niego przez chwilę. Zerknęłam na płynącą obok nas rzekę i odbicie księżyca w nim. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wyglądałam inaczej. Bardziej wojowniczo.


- Ja... ja jestem... Madeleine. - odpowiedziałam wybierając pierwsze z brzega imię.
- Kłamiesz. Wyczuwam w tobie siłę i magię. Powtórzę: Kim jesteś? - powiedział. - "...No tak. Czyta w myślach. Muszę się uspokoić" - pomyślałam. Cofnęłam się jeszcze o dwa kroki.
- Jestem twoim przeciwieństwem. Jestem Świetlistą... - zamknęłam na chwilę oczy i dokończyłam wpatrując się niego. - ...Zoso nie wspomniał ci o tym, ale nie możemy sobie nawzajem zrobić krzywdy, ani zabić. Tak działają każde przeciwieństwa. Dobro przyciąga zło, a światło mrok. Nie możemy siebie nawzajem skrzywdzić. Poza tym, Rumpelsztyku, jeśli nie chcesz marnować czasu na gadanie ze mną to idź i uratuj swojego syna przed Hordorem. - oznajmiłam.
- Bae. - szepnął i odszedł tak szybko, że ledwo mrugnęłam okiem. Gdy upewniłam się, że na pewno go nie ma tutaj oparłam się o pień drzewa oddychając z ulgi.
- Brawo, Aveline... - rozejrzałam się z lekkim przestrachem. Po chwili jednak zobaczyłam Melanie. - ...Dokonałaś tego, co było nie możliwe. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się.
- Cieszę się. Co teraz? - spytałam.
- Cóż, musisz... - tu wróżka urwała, bo zawołałam:
- Baelfire!... - i już zniknęłam pojawiając się tuż przed wymienioną osobą. Ten, gdy mnie zobaczył cofnął się. - ...Spokojnie, Bae. Nic ci nie zrobię. Mam na imię Madeleine i jestem przeciwieństwem Mrocznego. Jestem Świetlistą. Posłuchaj... - tu wyjrzałam przez okno, a zobaczywszy z dala żołnierzy powiedziałam szybko: - …Jestem siostrą-bliźniaczką twojego ojca. Stałam się Świetlistą w momencie, gdy on stał się Mrocznym. Żołnierze tu idą... - jęknęłam widząc jednego z nich zsiadającego z konia. - ...Twój ojciec stał się nowym Mrocznym i zrobi wszystko aby ochronić to, co należy do niego, czyli ciebie. - wyjaśniłam.
- Co mam zrobić, by był taki jak dawniej? - spytał chłopiec.
- Są trzy sposoby na uratowanie samego Mrocznego. Po pierwsze: Istnieje czapka czarodzieja, którą chroni uczeń Merlina. Wchłania ona moce innych. Drugi to: Robienie wszystkiego aby Mroczny wciąż był przynajmniej po części człowiekiem. Trzeba powstrzymywać go od robienia złych rzeczy i dotarcie do jego sumienia oraz serca. Trzeci to... - tu urwałam, bo usłyszałam głos Hordora w połowie drogi do chaty. Powiedziałam więc bardzo szybko, ale wyraźnie: - ...Trzeci to pocałunek prawdziwej miłości. Jeśli twój ojciec nie podda się całkowicie mrokowi i będzie wciąż po części człowiekiem jest szansa na to, aby kogoś zdołał pokochać, a ten ktoś musi zobaczyć w nim nie bestię a człowieka, którym kiedyś był. Uda się mu to i... - urwałam, bo do izby wszedł żołnierz.
- Kim ty jesteś? - spytał ten.
- Niech cię to nie interesuje... - odparłam dobitnie. - ...Jeśli chcecie mieć kolejnego żołnierza weźcie chłopaka. - oświadczyłam.
- Ale... - zaczął Bae, lecz ustąpił widząc moje oczy dające do zrozumienia aby nic nie mówił i był dobrej myśli. Żołnierz wyprowadził go z domu, a gdy byli nieco dalej wyjrzałam przez okno przyglądając się temu co miało zaraz nastąpić.

piątek, 25 września 2015

Rozdział 3 - Przypływ odwagi

         Od dnia, gdy dostałam medalion od Błękitnej Wróżki minęło wiele lat. Codziennie zmagałam się z emocjami Rumpelsztyka. Raz był radosny, raz smutny, raz przerażony. Przerażenie i rozpacz zawsze przeważały.
         Któregoś dnia mając ze 25 lat ojciec został wezwany na wojnę z ogrami.
- Wojna z ogrami? - spytał ojciec.
- Tak. Pójdzie pan z nami. - oznajmił rycerz.
- Dobrze. Pójdę. - powiedział.
- Ojcze, nie! Zginiesz! - zawołałam.
- Aveline, nie mam wyjścia. Muszę chronić to co jest dla mnie najważniejsze. Ty musisz zostać i zająć się chorą matką. - wyjaśnił. Patrzyłam jak ojciec odchodzi. Łzy szkliły się mi się w oczach. Chwyciłam za medalion by dowiedzieć się co mam zrobić. Podpowiadał mi abym podeszła do nich.
- Ojcze, idę z tobą! - postanowiłam.
- Skarbie, nie możesz. To niebezpieczne. - stwierdził.
- Wiem, ale powiedziałam ci kiedyś, że muszę być dobra, a także odważna. Wojna z ogrami mi to umożliwi.
- Co za odważna dziewczyna. - odezwał się jeden z rycerzy. Spojrzałam tylko na niego i nagle rozpoznałam w nim pewnego mężczyznę, który będzie miał władzę nad Zoso poprzednikiem Rumpelsztyka. Myślałam chwilę w milczeniu. Zmarszczyłam brwi.
- Postanowiłam, ojcze. Chcę iść na wojnę w zastaw za ciebie. Muszę udowodnić światu, że jestem dobra. Ty zajmij się mamą, a ja pójdę za ciebie. - oświadczyłam. Mężczyzna patrzył na mnie z miłością. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, aż w końcu powiedział:
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Jesteś świadoma swojej decyzji? - spytał.
- Tak, ojcze. Jestem. - odparłam.
- Książę, potrzebujecie ludzi do wojny z ogrami.- powiedział.
- Tak potrzebujemy możliwie wszystkich zdolnych do walki. - odparł.
- Słyszałeś moją córkę. Pójdzie zamiast mnie. - oznajmił mój ojciec.
- Dobrze. Zgoda. - powiedział książę. Przytuliłam ojca na pożegnanie.
- Będzie dobrze, ojcze. Jeśli wrócę, wrócę odmieniona, ale cała i zdrowa. - oświadczyłam.
- Bądź ostrożna i wróć. - poprosił.
- Będę... - podeszłam do jednego z rycerzy i wsiadłam na konia. - ...Do zobaczenia, ojcze. - pożegnałam go.
         Pojechaliśmy na północ. Co chwilę zerkałam na mężczyznę obok siebie. Już od momentu, gdy go rozpoznałam zaczęłam go nie lubić, ale wiedziałam, że nie mogę ponieść się emocjom. Teraz ważna była moja rodzina, szczególne Rumpelsztyk. Oby nic mu nie było.
         Jechaliśmy dość długo. Po kilku godzinach dojechaliśmy do obozu. Tam rycerz zaprowadził mnie do namiotu głównodowodzącego.
- Panie, przyprowadziliśmy ci wyjątkowego gościa. - oznajmił. Dowódca spojrzał na mnie.


- Powiedziałem przecież, że potrzebni mi tylko dorośli i silni mężczyźni. Tylko mężczyźni. - oświadczył.
- Rozumiem, panie, ale ta panienka... - tu urwał, bo odezwałam się:
- Panie, mój ojciec miał przyjść, ale nie mogłam znieść, że wojna go zniszczy, więc przyszłam zamiast niego. Matka jest chora i ktoś musiał się nią zająć. - wyjaśniłam.
- Jak się nazywasz, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - tu skłoniłam się elegancko.
- Jesteś zbyt grzeczna jak na rycerza... - przyjrzał się mi i podszedł. - ...ale też i odważna... - jeszcze przez kilka chwil przyglądał mi się aż w końcu powiedział: - ...Nada się. Niech ją ktoś ubierze w rycerską zbroję... - gdy wychodziłam usłyszałam jeszcze jedno zdanie z ust dowódcy: - ...Ogłoście, że mężczyźni i kobiety od 20 roku życia też się nadadzą do służby. - oświadczył. Zwiesiłam głowę. Wciąż miałam taką minę, gdy mnie ubierali, gdyż wiedziałam, że za kilkanaście lat obniżą limit wieku do 14 lat. Biedni Rumpelsztyk i Baelfire. Pojedyncza łza poleciała mi z oka.

~~*~~

         Od tego dnia minęło wiele lat. Nie liczyłam ile, ale pewnego dnia usłyszałam, że książę wyjeżdżał często, a z tego co mówili żołnierze to iż zawsze towarzyszyła mu zakapturzona postać. Mając dziwne i podejrzane przeczucie tej samej nocy poszłam do namiotu dowódcy. Gdy byłam blisko jego namiotu wyczułam ciepło metalu na palcu. Zdjęłam rękawicę i zobaczyłam, że pierścień na moim palcu błyszczy. Przyjrzałam się mu. Umysł mi mówił, że ktoś potężny jest blisko mnie. Wyjęłam broń rozglądałam się dookoła.
- Pokaż się! - zawołałam. Bardziej wyczułam niż zobaczyłam, że jest tu ktoś potężny. Jednym machnięciem miecza wycelowałam w tego kogoś.


- Zoso!... - wydyszałam. Patrzyłam na niego nieco wystraszona. Cofałam się, aż nagle wyczułam kogoś za sobą. Obejrzałam się i zobaczyłam tego kogoś. Był to ten mężczyzna, którego widziałam po raz pierwszy. - ...Hordor!... - jęknęłam. Zaczęłam się cofać powoli aż nagle zobaczyłam coś w reku rycerza...


- ...Sztylet Mrocznego! To by znaczyło, że... - znowu się obejrzałam, ale tym razem na mojej twarzy widniało prawdziwe przerażenie. Patrzyłam na Mrocznego jakbym widziała diabła.
- Zoso, zabij ją. - nakazał Hordor.
- Nie, nie... - cofałam się, a miecz wypadł mi z ręki i uderzył w ziemie z brzdękiem. Nie wiedziałam co robić. Serce waliło mi jak dzwon. Puls z 80 podskoczył do 200. - ...Zoso, proszę... Nie. - Nagle Mroczny stanął tuż przede mną. Ogarniał mnie prawdziwy strach. Padłam tuż przed nim na kolana. Czekałam tylko na śmierć. Zoso już miał chwycić mnie za gardło, gdy to, co się stało w następnej chwili wydarzyło w ułamku sekundy. Już zbliżał rękę ku gardle, gdy moja ręka podniosła się bezwolnie ku jego nadgarstkowi. Zoso wrzasnął i cofnął się o kilkanaście korków.
- Co się dzieje? Zoso, zabij ją! - zawołał Hordor. Mroczny spojrzał na mnie, a potem na swojego pana.
- Nie mogę, Hordorze. Ona ma pierścień Świetlistej i nie mogę zrobić jej żadnej krzywdy nawet, gdy masz nade mną władzę. - wyjaśnił.
- Co?... - zdziwiłam się. Spojrzałam na dłoń z pierścieniem. Kwiat na pierścieniu świecił się jasnym blaskiem. - ...No jasne! - zawołałam triumfalnie. Wycelowałam pierścień w rycerza, ale nagle coś mnie odepchnęło i upadłam u stóp Mrocznego. Na chwilę straciłam świadomość. Odzyskałam ją dopiero, gdy Mroczny pomagał mi wstać. Jak oparzona cofnęłam się szybko.
- Dziękuję ci. - powiedział łagodnie.
- Co? Jak to? Za co mi dziękujesz? Hordor kazał ci mnie zabić. - oświadczyłam.
- To prawda, ale on już nie posiada sztyletu... - pokazał mi na nieprzytomnego Hordora i sztylet leżący nieopodal. Oboje na raz spojrzeliśmy na przedmiot. Wstałam, ale Mroczny był szybszy i już miał go w ręku. Zatrzymałam się w pół kroku patrząc na Zoso. - ...Nie zrobię ci krzywdy, Aveline. - oznajmił.
- Co? Jak to? - spytałam.
- Posiadasz pierścień Świetlistej, ale nie posiadasz całej jej mocy. To mnie dziwi. Wyjaśnisz mi? - poprosił. Wpatrywałam się w niego zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Ja mam brata-bliźniaka. Mamy obecnie 25 lat. - odparłam.
- Co on ma wspólnego z pierścieniem Świetlistej? - spytał.
- To, że Rumpelsztyk jest, a raczej będzie twoim następcą za kilka lat. Stając się Mrocznym odkryje jak zachować moce a tym samym uwolnić się od mocy sztyletu. - wyjaśniłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał Hordor, który najwyraźniej już odzyskał przytomność. Mroczny odwrócił się w jego kierunku z wyciągniętym sztyletem ku niemu. Już miał podejść do niego, gdy stanęłam na jego drodze.
- Zaczekajcie. Jeśli mój brat nie stanie się Mrocznym ja nie stanę się Świetlistą... - wyjaśniłam. - ..Hordor, chcesz mieć nadal władzę nad Zoso?... - spytałam. Ten kiwnął głową. Mroczny znowu chciał zrobić krok ku nam, ale następne zdanie powstrzymało go od tego. - ...Zoso, chcesz się uwolnić od brzemienia i władzy sztyletu? - spytałam. Obaj patrzyli na mnie zdziwieni.
- Tak, chcę się uwolnić. - odparł Mroczny.
- Więc doradzam wam obu abyście na razie współpracowali i nie robili sobie krzywdy, a także mnie. Szczególnie wtedy... - podeszłam do Mrocznego i zabrałam mu sztylet. Hordor poruszył się niespokojnie, gdy do niego podchodziłam. Zdziwił się, gdy oddałam mu sztylet. - ...gdy Hordor ma nad tobą władzę, Zoso... - podeszłam blisko czarownika i szepnęłam cicho. - ...Jeśli chcesz się uwolnić od mocy Mrocznego wykonuj polecenia Hordora, aż do dnia, gdy spotkasz mojego brata. Zobaczysz w jego oczach desperację aby chronić jego syna. Mój brat zostanie wezwany na front, ale ucieknie. W wieku 14-stych urodzin jego syna stanie się twoim następcą. gdy mój brat cię zabije moce Mrocznego zostaną przekazane dalej... - mówiąc ostatnie zdanie poszłam w kierunku wyjścia z namiotu. Byłam już przy wyjściu, gdy dodałam: - ...i uwolnisz się od mocy sztyletu. A ty Hordorze pamiętaj: Mroczny nie może mnie skrzywdzić. Nie będę wam wchodziła w drogę. Cześć. - i poszłam dalej. Gdy znalazłam się w swoim namiocie pogasły wszystkie świece i poczułam przypływ mocy. Upadłam mdlejąc.
         Obudziłam się w tym samym miejscu. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Popatrzyłam na siebie. Spojrzałam na swoje ręce i ramiona. Wokół nich jaśniała słaba biała poświata.
- Co się dzieje? - spytałam w przestrzeń.
- Postawiłaś pierwszy krok ku byciu Świetlistą. - odezwał się czyjś znany mi głos. Nagle pokazała się Biała Wróżka.
- Melanie! - zawołałam
- Gratuluję. - powiedziała.
- Ale czego mi tu gratulować skoro pomogłam Hordorowi? - spytałam wstając.
- Mało brakowało, a Zoso był by wolny. Wiedziałaś, że nie może być wolny do dnia 14 urodzin Baelfire'a. Doradziłaś mu co ma zrobić, aby się uwolnić od mocy sztyletu i to, żeby jego moc przejął kto inny. Czyli zapłacił wymaganą cenę. - wyjaśniła.
- To ma być moja odwaga? - zdziwiłam się.
- Tak. Pokazałaś mądrość i odwagę. Mroczny wiedział jednak, że nie może cię skrzywdzić, gdyż pierścień, który ci podarowałam chroni cię przed nim, jak i obdarzy cię mocą, gdy staniesz się Świetlistą. - wyjaśniła.
- Rany... - spojrzałam na pierścień. - ...Powiedz mi jednak czemu pierścień był gorący nim Hordor i Mroczny pojawili się? - spytałam.
- Był gorący, bo zagrażało ci niebezpieczeństwo, a jednocześnie informował cię o zbliżeniu się Mrocznego. Poza tym im bardziej się świeci, tym więcej będziesz miała mocy. - odparła.
- Niesamowite. - westchnęłam.
- Ja już pójdę. Powodzenia. - powiedziała wróżka. Już miała odlecieć, gdy zawołałam do niej:
- Melanie!... - wróżka odwróciła się. - ...Dziękuję. - Biała skinęła głową z uśmiechem i odleciała.     

Rozdział 2 - Uczucia

       Obudziłam się w łóżku jakiejś izby. Siedziała przy mnie jakaś kobieta. Nie bardzo mogłam ją rozpoznać. Gdy się poruszyłam zawołała po kogoś. Po chwili przybiegł rudy mężczyzna.
- Aveline, nic ci nie jest? - spytał.
- T-tata? - spytałam dotykając głowy.
- Tak, skarbie. To ja... - odpowiedział. Spróbowałam wstać. - ...Co się stało? Ostatnie co pamiętam... to ciemność. - mój głos brzmiał tak cicho, że można by go było porównać do szelestu liści.
- Skarbie, musisz odpoczywać. Byłaś nieprzytomna przez dwa dni. - wyjaśnił.
- Dwa... dwa dni??... - spytałam wciąż nie wiedząc co się dzieje i gdzie jestem. Nagle wyprostowałam się przypominając sobie rozmowę z Melanie. - ...Rumpelsztyk... - powiedziałam nie swoim głosem.
- Kto? - spytała kobieta. Spojrzałam na nią milcząc.
- Mój brat-bliźniak... Rumpelsztyk. - powiedziałam w końcu.
- Aveline, o kim ty mówisz? - spytał ojciec. Spojrzałam na niego i jak w letargu odpowiedziałam:
- On i nasz ojciec przenieśli się właśnie do krainy wiecznej młodości. Do Nibylandii. Tę krainę w snach mogą odwiedzać wyłącznie dzieci. Nasz ojciec oddał Rumpelsztyka w zamian za wieczną młodość. Zostanie w Nibylandii, a jego odeśle Cień naszego ojca. - odparłam jakbym nie widziała nikogo w izbie. Oboje popatrzyli na siebie, a potem rudowłosy potrząsnął mną lekko mówiąc:
- Aveline, ocknij się. - zawołał. Dopiero po kilku chwilach potrząsnęłam głową i rozejrzałam się.
- Co się stało? - spytałam.
- Nie pamiętasz? - zdziwiła się kobieta.
- Nie. Nic. Co się stało? - powtórzyłam pytanie.
- Mówiłaś coś o Nibylandii, o twoim bracie Rump... - tu urwał, bo dokończyłam:
- Rumpelsztyk... - wstałam powoli. - ...Dajcie mi chwilę. Muszę pomyśleć... i wyjść. - wymamrotałam dotykając skroni. Spojrzałam na nich przelotnie, po czym niezbyt zgrabnym krokiem wyszłam z izby.
       Przechadzając się po lesie zatopiłam się w swoich myślach. Rumple* i nasz ojciec przenieśli się do niezwykłej krainy.

W moim umyśle i przed oczami pojawiały się co chwilę różne obrazy, a w sercu czułam strach, obawę i rozpacz brata. Widziałam małego Rumpelsztyka i jego ojca. Szli wzdłuż plaży. Mężczyzna zachwycał się tym miejscem.

Miałam bardzo złe przeczucia. Oparłam się o drzewo starając się opanować emocje chłopca. Bał się. Musiałam je sama opanować. Po jakimś czasie odczułam smutek i rozpacz. W wyobraźni zobaczyłam jak Rumpelsztyk płacze przed jakimiś kobietami.
       Siedziałam przy drzewie długie godziny rozmyślając. Zastanawiałam się jak udowodnić światu swoją dobroć, sprawiedliwość, uczynność i prawdomówność. Nie może mnie kusić wyrwanie komuś serca i zmiażdżenie go. Nie może mnie także ogarnąć mrok, ani nie mogę być podatna na niego.
- Jak to zrobić? - spytałam sama siebie.
- Mogę ci pomóc. - rozległ się czyjś głos. Podskoczyłam na nagły dźwięk. Rozejrzałam się i nagle zobaczyłam błękitne światło lecące z góry. Uformowało się ono we wróżkę.
- Reul Ghorm! To zaszczyt, że cię poznać. - powiedziałam z uśmiechem.


- Dziękuję. Poznałam Białą. Dowiedziałam się, że przybywasz z odległej krainy. Chcesz pomóc swojemu bratu, który za kilkadziesiąt lat stanie się Mrocznym, a ty w tym samym czasie staniesz się Świetlistą. Nie mylę się? - oznajmiła. Zwiesiłam głowę i odparłam:
- Tak, Błękitna. Tak się stanie. Jak możesz mi pomóc? - spytałam.
- Jest jeden sposób abyś nie poddała się odczuciom brata i aby on cię nie wyczuł, nawet w innej krainie, gdy stanie się Mrocznym... - machnęła różdżką i na mojej szyi pojawił się medalion.


- ...Jest to potężny medalion, który umożliwi ci kontrolę nad emocjami was obojga. - wyjaśniła.
- Dziękuję, Błękitna. - powiedziałam z uśmiechem.
- Jednak... - tu spojrzałam na nią. - ...jeśli Rumpelsztyk porządnie się podda mrokowi sama je odczujesz. Wiedz, że tylko ty sama musisz nad nimi zapanować. - wyjaśniła.
- Magia zawsze ma swoją cenę. Rozumiem, Błękitna. - powiedziałam z niesmakiem.
- Teraz wracaj do domu i bądź dobra. Pomagaj każdemu. Zrób wszystko co kazała ci Biała. Do zobaczenia, Aveline. - i odleciała.
- Do zobaczenia, Błękitna. - powiedziałam w przestrzeń. Wróciłam do domu i przeprosiłam rodziców za tak długą nieobecność.
- Gdzie tak właściwie byłaś? - spytała matka.
- Poszam na długi spacer. Zanim się obudziłam spotkałam we śnie Białą Wróżkę. Prosiła mnie bym była dobra i nikogo nie krzywdziła. Obiecuję tu i teraz, że zrobię wszystko aby nikogo nie krzywdzić i pomagać każdemu. - wyjaśniłam. Nagle kobieta spostrzegła na mojej szyi łańcuszek.
- Skąd to masz? - spytała pokazując na naszyjnik.
- Och. To? Dostałam od Błękitnej Wróżki. Rozmawiała ona z Białą Wróżką i dodała, że za kilkadziesiąt lat stanę się potężna jak Mroczny, ale w moim przypadku Świetlistą. - wyjaśniłam.
- Ale my tylko chcemy abyś była dobra. - zauważył ojciec.
- Spokojnie, ojcze... - poklepałam go po ramieniu. - ...Będę taka. Obiecuję. - przyrzekłam.


______________________________________________________
Od autorki:
* Rumple - to zdrobnienie od oryginalnego imienia Mrocznego Rumplestilskina z serialu "Dawno, dawno temu" 2011.

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 1 - Pierwsza wizja i magiczny pierścień

        W tej nieznanej mi krainie pierwszym obrazem jaki zobaczyłam to był poród. Na łóżku leżała pewna uboga kobieta, która zwijała się z bólu. Zaczęła rodzić. Szwaczka, która pomagała w porodzie wzięła do rąk niemowlę.
- To dziewczynka! - zawołał mężczyzna biorąc od kobiety córkę.
- Jest niedobrze... - jęknęła leżąca matka.
- Co się stało, Casy? - spytała szwaczka.
- Ja... znowu rodzę! - Gdy kobieta zaczęła ponownie rodzić okazało się, że urodziła jeszcze jedno dziecko. Tym razem był to chłopiec. Podczas obu porodów pogasły wszystkie świece w pomieszczeniu. Kobieta zmarła, gdy zapadła już noc. Mężczyzna trzymając w rękach córkę myślał o kimś: O magicznej istocie.
- Nie mogę zatrzymać obu dzieci. Zaopiekuj się Rumpelsztykiem do mojego powrotu. - oświadczył.
- Chcesz oddać swoją własną córkę komuś innemu? - spytała szwaczka.
- Tak, Liso. Nie zdołam wychować dwójki dzieci jednocześnie. Muszę je rozdzielić. - oznajmił.
- Skąd taka decyzja? - spytała kobieta. Mężczyzna myślał długą chwilę, aż w końcu odpowiedział:
- Kilka dni temu, gdy szedłem po drewno odwiedziła mnie wróżka. Powiedziała mi, że będę mieć dwoje dzieci. Doradziła mi abym wychował tylko jedno dziecko, syna. Za to dziewczynkę przeniósł do innej krainy. Zaznaczyła, że muszą być rozdzielone, gdyż w odpowiednim wieku otrzymają moce. Tak też zrobię. - ułożył mnie w koszyku i wyszedł z izby mówiąc, że niedługo wróci.
        Poszedł do portu i wytargował magiczną fasolę. Fasolę, którą hodowały kiedyś olbrzymy. Fasola ta może przenieść w dowolne miejsce.
- Dzięki, panowie. - powiedział z uśmiechem i rzucił fasolkę na ziemię. Gdy portal się otworzył wrzucił mnie tam wraz z koszykiem. Najdziwniejsze było to, że ani razu nie zapłakałam, nawet wtedy, gdy zawirowałam w jądrze tornada.
        Będąc w koszyku opadłam na ziemię delikatnie. Wokół było jasno i ciepło. Po pewnym czasie znalazła mnie jakaś para. Zabrali mnie do siebie.

~~*~~

         Od tego dnia minęło z dziesięć lat. Idąc obok ojca przez targ ogarnęło mnie nagłe i dziwne uczucie. Coś na wzór strachu, obawy i niepokoju, ale ja sama tego nie odczuwałam. Trzymając koszyk ze słomą stałam pośrodku targu wpatrując się w jeden przeze mnie określony punkt.
- Aveline, co się stało? - spytał mężczyzna podchodząc do mnie. Był to wysoki i szczupły mężczyzna o rudych włosach i zielonych oczach. Chwilę milczałam aż odpowiedziałam:
- Czuję strach... - wymamrotałam.
- Boisz się?... - spytał. Skinęłam głową. - ...Czego się bać na targu? Chodź, sprzedamy słomę. - powiedział i poszedł. Już miałam zrobić krok, gdy znowu stanęłam w miejscu jak posąg. Moje oczy zmieniły barwę z brązowych na białe.

         Otoczenie zmieniało się wokół mnie w rytm dźwięków. W umyśle zobaczyłam jakąś ciemną uliczkę. Spostrzegłam tam dwie osoby. Ciemnowłosego mężczyznę i małego chłopca o słomianych włosach i orzechowych oczach. Ów chłopiec trzymał w ręku jasną małą fasolkę. Mężczyzna zachwycał się nią, ale chłopiec powiedział, że nie da mu jej i wyjaśniał mu, że obaj mogą żyć w innej krainie i zacząć od nowa. Te słowa utkwiły mi w pamięci i coś mi mówiło, że to nie koniec. Chłopiec nazywał go per "tatko". - "Tatko? Czy oni są rodziną?" - spytałam sama siebie. Zdawało mi się, że już kiedyś widziałam tę scenkę.

Nagle upadłam. Ktoś wołał moje imię potrząsając mną lekko, ale nic już nie rozumiałam i nie zareagowałam. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam przed sobą ciemność, ale obok mnie jaśniało blade światło gwiazdy. Wydawało mi się, że gdzieś już je widziałam.
- Aveline? Słyszysz mnie? - rozległ się czyjś znany mi głos. Słyszałam go zawsze we śnie.
- Kim... Kim ty jesteś? - spytałam podnosząc się.
- Nie pamiętasz mnie? - spytał ten ktoś. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do blasku światła dostrzegłam, że była to wróżka. Cała była spowita białą aurą.
- To ty! Melanie! Biała Wróżka! Byłaś w moich snach każdej nocy! - zawołałam.
- Może będzie nam lepiej, gdy sobie przypomnisz kim jesteś naprawdę. - zauważyła wróżka. Machnęła swoją różdżką, a z jej końca wystrzeliła fioletowa smuga światła dotykając mojego czoła. Przymknęłam delikatnie oczy przypominając sobie wcześniejsze życie i to kim jestem, a także co się stało nim się znalazłam w magicznym świecie. Po minucie otworzyłam szeroko oczy zdając sobie sprawę kim była ta para.
- RUMPELSZTYK! PIOTRUŚ PAN! Muszę...
- Nie, Aveline! Nie możesz... - przerwała mi Melanie stanowczym tonem. - ...Nie możesz się mieszać do tego, co powinno się wydarzyć... - oświadczyła zbliżając się do mnie, a jej światło raziło mnie. - ...Jego ojciec musi stać się Piotrusiem Panem. Musi poświęcić syna, by uwierzył, że jest młody, a w Nibylandii mogą żyć tylko dzieci. Musi oddać syna, a Rumpelsztyk musi stać się Mrocznym, aby zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem czyli ze swym ojcem. - wyjaśniła lewitując tuż przed moją twarzą.
- To co ja mam zrobić? Chcę pomóc Rumpelsztykowi! - zawołałam. Wróżka milczała chwilę, aż w końcu oświadczyła:
- Mam pomysł. Powiedziałaś mi wcześniej, że chcesz być Świetlistą?... - tu skinęłam głową. - ...Żeby otrzymać moc równą Mrocznemu musisz pokazać i udowodnić, że jesteś dobra, sprawiedliwa, uczynna, prawdomówna i czystego serca. Nie możesz wyrywać serc, nie może ogarnąć cię mrok, ani nie możesz być podatna na niego. - oświadczyła.
- Jak mam tego dokonać? - spytałam z mieszaniną uczuć.
- Musisz być dobrej myśli i poczekać na odpowiednią chwilę. W momencie, gdy Rumpelsztyk stanie się Mrocznym z desperacji, aby chronić syna i zemścić się na tym, kto go upokorzył, ty musisz ostatecznie udowodnić, że jesteś jego przeciwieństwem nie tracąc przy tym siebie samej. Bądź bohaterką bez skazy na ciele, umyśle i sercu. Twoje serce nie może być czarne, lecz białe. - wyjaśniła. To mnie zszokowało.
- Ja? Bohaterką? - spytałam gapiąc się na nią.
- Tak. - odpowiedziała wróżka. Wpatrywałam się w nią bez zmrużenia oka.
- Rozumiem. Tak zrobię.
- Wspaniale. Gdy wrócisz do świata baśni staniesz się ponownie małą dziewczynką, ale umysł będziesz miała swój obecny. Rozumiesz?... - wróżka wpatrywała się we mnie w oczekiwaniu. Uśmiechnęłam się i skinęłam głową, że zrozumiałam. - ...Teraz dam ci coś. - wyciągnęłam przed siebie rękę, a na moim palcu pojawił się piękny pierścień.


- Co to jest? - spytałam przypatrując się srebrnemu pierścieniowi z kwiatkiem u góry.
- Jest to magiczny pierścień. Należał on do pierwszej Świetlistej. Blask i moc jego pochodzi od pierwszej gwiazdy. - wyjaśniła.
- Jej. Ładny i taki lśniący. - westchnęłam.
- Uprzedzam cię, Aveline... - spojrzałam na nią. - ...Nigdy, ale to przenigdy nie zdejmuj go. - uprzedziła.
- Dlaczego? - zdziwiłam się.
- Dlatego, że jeśli go zdejmiesz... - tu na chwilę umilkła. - ...wrócisz do swojego prawdziwego świata oraz stracisz pamięć na temat, że byłaś w baśniowym świecie. I to na zawsze... - wyjaśniła ze zmartwieniem. Ta informacja przeraziła mnie tak bardzo, że cofnęłam się o kilka kroków. - ...Czy jesteś gotowa na poświęcenie się światłu i dobru, aby stać się Świetlistą? - spytała. Popatrzyłam na nią, po czym spytałam:
- Czy będę tak potężna jak Rumpelsztyk, gdy on stanie się Mrocznym? - spytałam.
- Tak, będziesz. Z czasem wasza moc będzie wzrastać. Tak jak każdy Mroczny będziesz nieśmiertelna. Moc Świetlistej jest połączona z pierwszym Mrocznym, gdy ten walczył z Merlinem. Wasza moc będzie wzrastać z każdą chwilą waszych uczynków. Gdy jednak Rumpelsztyk jako Mroczny zakocha się w Belle jego siła woli i miłości do niej stanie się silniejsza, a zemsta na tym, kto skrzywdzi lub obrazi ją będzie niekontrolowana. - wyjaśniła wróżka.
- To znaczy, że ja także będę silniejsza? - spytałam z nadzieją.
- Tak, ale on nie będzie kontrolował siebie samego. Miłość to potężna broń. Aveline i Rumpelsztyk jako bliźniaki są ze sobą związani. Miałaś dobry pomysł, Magdaleno, by być jego siostrą. Gdybyście się jednak spotkali nie wiadomo co może się stać. - powiedziała.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Bo widzisz, dobro przyciąga zło, tak jak światło przyciąga mrok. Jeśli Mroczny usłyszy o twoich dobrych uczynkach staniesz się jego wrogiem. Wasza moc jest praktycznie równa, a raczej będzie, gdy to Rumpelsztyk stanie się Mrocznym. Staniesz się Świetlistą wtedy, gdy udowodnisz całemu światu, że jesteś prawdziwą bohaterką. - oświadczyła. Na chwilę zapadło milczenie.
- Rozumiem. Muszę to zrobić. Chcę stać się Świetlistą i poznać brata. Chcę mu pomóc aby mrok całkowicie go nie ogarnął. - oznajmiłam. Nagle pierścień zaczął świecić się jasnym światłem aż raził w oczy bardziej niż poświata Melanie.
- Brawo! Jesteś gotowa aby wypełnić swoje przeznaczenie... - oznajmiła Biała Wróżka. - ...Teraz możesz się przenieść z powrotem do świata baśni. Gdy ostatecznie staniesz się Świetlistą będziesz mogła przenosić się z krainy do krainy. Jesteś gotowa? - spytała.
- Tak. Jestem gotowa. - odrapałam. Melanie machnęła różdżką ponownie i chwilę potem obudziłam się w świecie magii.

Prolog

        Mając kilka lat marzyłam, żeby być wyjątkową i dojrzałą, mądrą kobietą. Jednak nigdy tak się nie stało... aż do pewnego razu...
        Zaczęło się to, gdy miałam sześć lat. Byłam w domu. We framugę drzwi pokoju mojego starszego brata, był przytwierdzony u góry czarny drążek do podciągania się. Poprosiłam siostrę, by mnie podniosła, abym mogła się podciągnąć. Jednak nie mogłam się utrzymać i zsunęłam się. Upadłam uderzając się w tył głowy. Półprzytomna, próbując złapać oddech, spojrzałam przed siebie. Kątem oka poprzez mgłę zobaczyłam, że siostra biegnie po kogoś na pomoc. Zanim straciłam przytomność ostatnie to, co zapamiętałam to, że tata wziął mnie na ręce i położył do łóżka. Potem straciłam przytomność.
        Przebudziłam się w dziwnym i ciemnym miejscu. Nic tu nie było. Ciemność i pustka, a cisza brzęczała mi w uszach. Nagle obok mnie pojawiła się świetlista biała gwiazda.


Z każdą chwilą nabierała kształtów. Była to kobieta, ale nie była to zwykła kobieta, ale wróżka z białymi skrzydłami.


- Kim jesteś? - spytałam gapiąc się na nią.
- Mam na imię Melanie i jestem Białą Wróżką. Przemierzam czas i podróżuję między różnymi światami, nawet tymi niemagicznymi. Światło i Biała Magia zaczęły się ode mnie. Za to z mroku i Czarnej Magii pochodzi moja siostra - Kaise Czarna Wróżka. - wyjaśniła. Popatrzyłam na nią jakbym zobaczyła jakieś zjawisko.
- Nadal nie rozumiem.
- Cóż, czy twoi rodzice i dziadkowie opowiadali ci różne bajki przed snem? - spytała.
- No, tak. Tak. Opowiadali mnie i mojemu rodzeństwu oraz kuzynom. Każde dziecko zna bajki. - wyjaśniłam.
- Dobrze. Ja opowiem ci bardziej szczegółowe bajki, a raczej baśnie. Opowiadają one nie tylko o bohaterach, ale i o czarnych charakterach chcących zaznać szczęśliwego zakończenia... - I tu opowiedziała mi ze szczegółami o każdej mitycznej i baśniowej postaci. Zajęło jej to dużo czasu, ale udało mi się to wszystko zapamiętać. Dopiero po niedługiej chwili zaczęło mi się zmieniać ciało. Stawało się dojrzalsze, a ja sama nabierałam rozumu i dorosłości. - ...Teraz zadam ci pytanie, Magdaleno: Czy chcesz wrócić do domu, do świata bez magii, czy przeżyć swoją najlepszą przygodę w świecie magii? - spytała na koniec. Myślałam długo. To, co mi opowiadała było nadzwyczajne i bardzo interesujące. Podczas jej opowieści oceniłam każdą postać i stwierdziłam, że...
- Tak chcę przeżyć przygodę. Uważam, że postać Mrocznego najbardziej mi przypada do gustu. - oświadczyłam.
- Hm. Rumpelsztyk. Ciekawe. Ze wszystkich postaci jest on najbardziej mroczną, niebezpieczną i najsilniejszą postacią. Lubisz postać Mrocznego? - spytała.
- Tak... - tu skinęłam głową. - ...Takiej postaci trzeba się nie tylko bać, ale i trzeba jej współczuć. Jednak samemu Rumpelsztykowi trzeba najbardziej współczuć, mimo jego mrocznej strony stanie się on pewnego dnia Światły. Ma w sobie cząstkę człowieczeństwa ze względu na syna i żonę. Stał się Mrocznym z desperacji i by ochronić to, co należy do niego - swojego syna Baelfire'a. Stworzył klątwę, by go odnaleźć w świecie bez magii... - tu wróżka uśmiechnęła się i dała mi do zrozumienia bym kontynuowała. - ...Poza tym wie co to jest miłość. Potrafi kochać. Sam był zakochany nim stał się Mrocznym. Dalej potrafi kochać. Jednak moc nim tak owładnęła, że nie mógł z niej zrezygnować. - odparłam. Wróżka myślała długo aż w końcu powiedziała:
- Magdo, mam dla ciebie propozycję. Co powiesz na podróż do świata baśni? - spytała.
- Świata baśni? Czyli do Rumelsztyka? Baelfire'a? Śpiącej królewny? Królewny Śnieżki? Księcia z bajki? Pinokia? Wróżek? Syrenki Ariel? Nibylandii i Piotrusia Pana? Arendelle? Anny? Elsy? Królowej śniegu? Krainy Oz i Zeleny? Krainy Czarów? Czerwonego Kapturka? Robin Hooda? I tym podobnych postaci?... - zadawałam pytanie za pytaniem. Biała Wróżka uśmiechała się promiennie odpowiadając na każde moje pytanie skinieniem głowy. - ...Idę na to!!!! - zawołałam radośnie.
- Brawo. Teraz pytanie: Do którego świata i czasu chciałabyś się przenieść i jak chcesz mieć na imię w baśniowym świecie? - spytała.
- Hm... Chcę się pojawić w momencie, gdy matka Rumpelsztyka urodziła go. Chcę być jego siostrą-bliźniaczką, ale, gdy zabierze zdolność przewidywania przyszłości nie może on dowiedzieć się kim jestem naprawdę oraz skąd pochodzę. Sama mu to powiem, ale w odpowiednim czasie. I chcę być Świetlistą, czyli przeciwieństwem mroku oraz zła i czuć wszystko to co Rumpelsztyk. A moje imię niech brzmi Aveline. - odparłam. Biała Wróżka skinęła tylko głową, a swoją białą różdżką machnęła w bok i po chwili pojawił się portal. Wiało jak przy tornadzie.
- Wejdź tam, a pojawisz się tam, gdzie pragniesz. - wyjaśniła. Patrzyłam to na kobietę, to na portal. Chwilę milczałam, zastanawiając się nad ostateczną decyzją. Zacisnęłam dłonie w pięść, aż w końcu wskoczyłam w portal. Gdy tam przeszłam, straciłam na chwilę przytomność. Obudziłam się w rękach jakiejś kobiety.

Bohaterzy kanoniczni (Inne krainy)

Zła królowa


Czerwony kapturek


Jiminy Świerszcz


Książę z bajki (James/David)


Królewna Śnieżka


Łowca


Rumpelsztyk (Mroczny)


Kapitan Kilian "Hook" Jones


Baelfire


Błękitna Wróżka


Robin Hood


Pinokio


Belle


Dzwoneczek


Cora


Milah


Kapelusznik


Lily


Zoso


Ojciec Rumpelsztyka - Piotruś Pan


Zelena - Zła czarownica z zachodu


Anna z Arendelle


Elsa z Arendelle


Hans


Kristof