Minęło pół roku, gdy osiadłam z ojcem w miasteczku Hameln, w którym niedługo potem zaczęły znikać dzieci, głównie chłopcy. Jedna z kobiet poprosiła mnie o pomoc, gdyż wiedziała iż zdołam pomóc. Zgodziłam się tym zająć. Myślałam długo jak się do tego zabrać.
- Chcesz się tym zająć, Aveline? - spytał ojciec, gdy tak patrzyłam na zachodzące słońce.
- Tak, ojcze. Wiem kto za tym stoi. Pójdę na dziedziniec i dołączę do poszukujących. - jak powiedziałam, tak zrobiłam.
Jeszcze tego samego dnia poszłam na dziedziniec dołączając do mieszkańców.
- Uspokójcie się. Zorganizujemy grupy poszukiwawcze... - mówił mężczyzna stojąc na podium pośrodku dziedzińca. Nagle usłyszałam kroki. Wyczułam czarną magię.
- Rumpelsztyk... - szepnęłam, gdy zobaczyłam jak wyszedł z jednej z alejek i podchodzi do nas. Schowałam się za jednym z mieszkańców.
- Myśleliście, że go ukryjecie?... - spytał. - ...Gdzie jest mój syn? - zapytał niezbyt grzecznie. Niektórzy cofnęli się robiąc mu przejście.
- Mroczny, tu go nie ma. Przysięgam. - powiedział ten sam mężczyzna.
- Nie kłam! Magia mnie zaprowadziła. Trop kończy się w Hameln. Ukrywacie go! - zawołał.
- Nie. To nie prawda... - odpowiedział mężczyzna schodząc z podium. - ...Wczoraj zaginęło wiele dzieci. Zwabiła je muzyka. - wyjaśnił.
- Jaka muzyka? - spytał.
- Fletni. Tylko dzieci ją słyszą. Mówiły rodzicom, ale nikt im nie wierzył. Dziś rano ich już nie było. - wyjaśnił.
- Kto grał na flecie? - spytał Rumpelsztyk.
- Nikt nie widział jego twarzy. Grajek był okryty połatanym płaszczem. Zaprowadził dzieci do lasu. Rozumiesz? To on porwał ci syna. - odparł.
- Kimkolwiek jest zagrał swoją ostatnią nutę... - oznajmił. Przyglądając się tej scenie miałam mieszane uczucia. Myślałam o dniu, gdy po raz pierwszy dostałam wizji. On nie mógł mnie zobaczyć. Nasza umowa nie mogła zostać zerwana. Tego byłam absolutnie pewna. Schowałam się za jednym z domów. W pewnym momencie postanowiłam wyjrzeć, by dalej nasłuchiwać, ale spostrzegłam, że jego tam już nie ma. - ...Co tu robisz, Aveline? - rozległ się nagły głos tuż za mną. Nieco się przestraszyłam przywierając do ściany domu stanąwszy tuż przed nim.
- Rumpelsztyk!... - wydyszałam. - ...Co tu robię?... - wzruszyłam ramionami. - ...Ja tu mieszkam. - odpowiedziałam nieco nerwowo.
- Hm... Rozumiem... - przyjrzał się mi. - ...A co robiłaś z tymi ludźmi? - spytał. Spojrzałam na osoby, które wskazywał. Wzięłam głęboki wdech i odpowiedziałam:
- Przyłączyłam się do nich... - odparłam. - ...w poszukiwaniu ich dzieci. Chcę im pomóc, a także tobie. - dodałam.
- Mnie? - zdziwił się cofając się nie co.
- Tak... - odpowiedziałam. - ...Usłyszałam o twoim synu. On także zniknął, czyż nie? - zauważyłam. Rumpelsztyk patrzył na mnie nieco skołowany.
- Tak, to prawda. Szukałem go wszędzie. W tym miasteczku trop się urywa... - odparł. Wpatrywał się we mnie. - ...Ty coś wiesz? - spytał. Zwiesiłam głowę. -
"No tak, czyta w myślach. A sądziłam, że je dobrze ukrywam" - pomyślałam.
- Tak. Wiem kto porwał te dzieci i Bea'a. - wyjaśniłam.
- Kto? - spytał. Milczałam przez chwilę.
- Nasz ojciec... - Rumpelsztyk zamarł, a na jego twarzy na ułamek sekundy zagościł dawno nie widziany strach i niepokój. - ...Wiem co zrobimy... - spojrzał na mnie. - ...Poczekajmy do wieczora. Pójdziemy tropem dzieci. One słyszą dźwięk magicznego fletu... tak, jak ty.
- Skąd wiesz? - spytał.
- Znam cię lepiej niż myślisz. Ojciec cię zostawił, gdy mieliśmy dziesięć lat. Wtedy to dostałam pierwszej wizji. Oddał cię w zamian za młodość i został w
Nibylandii... - odparłam. Podeszłam do niego nieco bliżej. - ...Musisz się pospieszyć, bo im dłużej z nim przebywa, tym bardziej staje się Zagubionym Chłopcem i chce z nim zostać. Trzeba go ratować, bracie. - wyjaśniłam. Nastała minuta milczenia.
- Mam wrażenie... - zaczął Rumple. - ...że nie chcesz się spotkać z naszym ojcem. - zauważył Mroczny. Wpatrywałam się w brata przez długą chwilę. W końcu odpowiedziałam:
- To prawda... - przyznałam. - ...Nie chcę się spotkać z
Piotrusiem Panem. Jeśli będziemy razem w jednym miejscu na co najmniej w odległości dwustu metrów może coś się stać. Jeśli przybędę do Nibylandii jako dorosła kobieta będę musiała wymyślić jak stamtąd odejść. Bez jego pozwolenia nie można odejść. - wyjaśniłam.
- Sugerujesz, że sam powinienem tym się zająć? - spytał. Skinęłam głową dodając:
- Będę czekać u was w domu. - oświadczyłam i zniknęłam.
Pojawiłam się na łóżku Bae'a. Nie mogłam zasnąć przez ten czas. Czekałam długo aż w końcu obaj pojawili się w purpurowym dymie.
- Nie dotykaj mnie! - zawołał Bae cofając się.
- Jesteś już bezpieczny, Bae. - powiedział z troską.
- Nic mi nie groziło! Flecista jest przyjacielem! - zawołał.
- Chce byś tak myślał. Uwierz mi, może cię skrzywdzić. - mówił.
- Dlaczego? Kim on jest? Skrzywdziłeś go? - pytał Bae. Przez chwilę Rumpelsztyk milczał, aż w końcu odpowiedział:
- Nazywa się Piotruś Pan. Znam go od dziecka. Byliśmy sobie bliscy. - wyjaśnił Rumpelsztyk.
- Też jest nieśmiertelny? - spytał.
- Nie zawsze taki był. Udał się do Nibylandii. Zdradził mnie. Nie wolno mu ufać. - mówił.
- Co się stało? - spytał Bae.
- Długo mnie zwodził nim poznałem jego prawdziwą naturę. Jest mroczna i odrażająca! - zawołał.
- Nie może być gorsza od ciebie. - warknął.
- Musiałem cię chronić. Nie miałem wyboru! - powiedział.
- Nie kłam! Wiem, że miałeś! Wiem o umowie! Wystarczyło, że mnie zapytasz! - zawołał na całe pomieszczenie.
- Powiedział ci? - spytał.
- Sprawdzaliśmy czy mi ufasz. Czy ci zależy. - wyjaśnił.
- Bae, proszę.
- Wybrałbym dom i ciebie gdybyś mi tylko zaufał. Bylibyśmy rodziną! - zawołał.
- Rodziną?... - teraz ja wtrąciłam się do rozmowy. Obaj spojrzeli na mnie. - ...Bae, nie wyobrażasz sobie co zrobiłby ci twój dziadek. - powiedziałam krążąc po pokoju.
- Co? - zdziwił się chłopak podążając za mną wzrokiem.
- Twój ojciec, Bae... - na chwilę zacięłam się, ale kontynuowałam. - ...nie chce do końca powiedzieć kim jest tak na prawdę ten flecista. Piotruś Pan jest naszym ojcem. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwił się Bae.
- Gdy mieliśmy po dziesięć lat przenieśli się do Nibylandii. Piotruś oddał młodość za Rumpelsztyka. Tak jak ty mój brat chciał mieć ojca, a nie kanciarza i oszusta. Pod tym względem ty i Rumple jesteście tacy sami. - Bae patrzył na mnie wystraszony. Spojrzał na ojca.
- To dlatego nie opowiadałeś nigdy o swoim ojcu!
Był taki jak ty! - zawołał.
- Nie, Bae!... - zawołał Mroczny. - ...Nasz ojciec jest bardziej niebezpieczny ode mnie. - wyjaśnił.
- Nie jest dobry jak opowiadają różne opowieści... - wtrąciłam się. - ...To potwór w ludzkiej skórze. Jest równie potężny jak my dwoje razem wzięci... - wskazałam na Rumpelsztyka i siebie. - ...Nie ma potężniejszych ludzi od nas... - wyjaśniłam. Baelfire spojrzał na nas oboje. - ...Bae, jeśli teraz odejdziesz nie będzie nadziei na uratowanie twojego ojca. Rumpelsztyk nie opuści cię, a ty musisz być przy nim aby nie umarł. Jeśli to zrobisz czerwone włókna w jego sercu zgasną, a on... - tu urwałam, bo Baelfire syknął z nienawiścią:
-
Nie chcę was widzieć! Dajcie mi spokój! - zawołał i wyszedł trzaskając drzwiami.
- Bae! - zawołał mężczyzna biegnąc za nim, ale zatrzymał się przed drzwiami. Milczenie po wyjściu najbardziej przez nas ukochanej osoby trwała długie minuty. W końcu podeszłam do brata-bliźniaka:
- To nie ja zraniłam uczucia Bae'a. Zrobiłeś to ty wymieniając moc sztyletu zamiast syna. Po części też i ja jestem winna, bo nie było mnie przy was... - spojrzał na mnie. - ...Zastanów się co robisz. Z każdym twoim czynem ranisz uczucia innych, a w szczególności syna. Swoją mocą utracisz tych, na których ci zależy. - oznajmiłam.
- Więc co mam zrobić? Jak mam odzyskać zaufanie Bae'a? - spytał. Obróciłam go ku sobie.
- Nie możesz dopuścić do swoich myśli, że cię nie kochamy. Rumpelsztyku, masz mnie. Ja się nie odwrócę od ciebie, bo jestem twoją siostrą... - w jego oczach pojawił się blask wdzięczności. - ...
Milah chciałaby abyś był dobry i walczył o swoje. O rodzinę. Mówiąc Baelfire'owi o tym, że jego matka nie żyje jest najgorszą ze wszystkich klątw. Ta myśl zabija cię od środka poczynając od umysłu aż do serca poprzez psychikę. Wariujesz i to cię zabija i stajesz się potworem za jakiego cię wszyscy mają. Zastanów się co robisz. - oświadczyłam.
- Co mam więc zrobić? - spytał. Uśmiechnęłam się. Położyłam dłoń na jego ramieniu, a potem na jego policzku.
- Pokaż swojemu synowi, że jesteś dobry. Że jesteś dla niego ojcem, który obiecał, że nigdy go nie opuści, a nie Mrocznym, którego wszyscy się obawiają i boją. Tylko w taki sposób można wydobyć z ciebie człowieka, którym kiedyś byłeś... - cofnęłam się kilka kroków. - ...Jeśli stracisz Bae'a i Milah musisz znaleźć kogoś, kto pokocha cię jako bestię i wydobędzie z ciebie człowieka, który wie co to jest miłość. Miłość jest najcenniejszą i najpotężniejszą bronią, nawet od mocy Mrocznego i Piotrusia Pana. Kiedyś to zrozumiesz, bracie. - po tym oświadczeniu zniknęłam wróciwszy do domu.
~~*~~
Mijały kolejne miesiące. Pewnego dnia pierścień zaświecił się ostrzegawczym światłem. Było przed południem, a ja spałam smacznie. Obudziłam się, gdy metal był naprawdę gorący aż parzył. Krzyknęłam.
- Aveline, co się dzieje? - spytał zatroskany ojciec.
- Mój palec. - jęknęłam. Spojrzałam na pierścionek, gdyż to on tak mnie poparzył i obudził.
- Co się dzieje? - spytał ponownie ojciec.
- Mam przeczucie. - powiedziałam chwytając się za medalion. Zamknęłam oczy.
Zobaczyłam jakąś wioskę i gromadę ludzi. Na przeciw stał jakiś gruby mężczyzna. Zmarszczyłam brwi wyczuwając niezadowolenie brata.
-
Rumpelsztyk!... - zawołałam wstając. - ...Wybacz, ojcze, ale muszę iść do brata. - oświadczyłam i już mnie nie było.
Pojawiłam się tuż przy wózku. W ostatniej chwili zobaczyłam jak Rumpelsztyk zamienia mężczyznę w ślimaka. Zniknęłam pojawiając się w jego domu. Zobaczyłam tam kobietę. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Nie daj po sobie poznać, że tu jestem. Ja się ukryję. - oświadczyłam i schowałam się w najdalszym kącie. Gdy ojciec i syn wrócili usłyszałam głos Baelfire'a.
- Zabiłeś tego człowieka. - mówił.
- Zranił cię... - powiedział, a po chwili dodał. - ...Skoro o tym mowa. - wyciągnął rękę nad kolanem syna. Jego ręka zajaśniała fioletowo-purpurową aurą.
- Nie. Nie chcę magii. To tylko zadrapanie. - sprzeciwił się Bae.
- Mogę je uleczyć. - powiedział Rumpelsztyk.
- Ja również. - oznajmił chłopiec wyjmując z szafki szkatułkę.
- Jak chcesz. - wziął szmaty i trochę mikstur leczniczych.
- Zmieniłeś się. Stale krzywdzisz ludzi. - westchnął Baelfire.
- Doprowadziłem do rozejmu w wojnie z ogrami. Powstrzymałem walki. Dzięki mnie dzieci wróciły do domów. Ocaliłem tysiące istnień... - tu urwał, bo Bae powiedział:
- I na tym powinieneś poprzestać. - tu jęknął, bo Rumpelsztyk polał jego nogę eliksirem.
- Muszę cię chronić. - powiedział.
- Pozbądź się mocy! - zawołał. -
"Aż serce się kraje, gdy tego słucham" - pomyślałam ze łzą w oku. Wtedy coś sobie przypomniałam. Będą rozmawiać o sztylecie Mrocznego i zaraz zawrą umowę. Skuliłam się.
- Nie mogę! - zaprzeczył Rumpelsztyk.
- Próbowałeś? - spytał Bae.
- Czy próbowałem?... - usiadł przy stole i wyjął sztylet. - ...Jeśli ktoś zabije mnie tym sztyletem przejmie moją moc. Tego chcesz? - spytał pokazując go.
- Nie. Na pewno istnieją inne sposoby... - tu urwał, bo weszła pokojówka do izby. Mroczny schował sztylet i spojrzał na syna.
- Poszukaj ich, ale nie rób sobie nadziei. - machnął na pokojówkę by ich zostawiła. Nabrał trochę jedzenia dla siebie i syna. Po chwili odezwał się Bae:
- Tato, jeśli znajdę sposób, który nie zabije ciebie ani nie zrani mnie, pozbędziesz się mocy? - spytał.
- To niemożliwe. - oświadczył.
- Ale zrobiłbyś to? - spytał z nadzieją Bae.
- Jesteś aż tak nieszczęśliwy? Powiedz, czego pragniesz? - spytał.
- Ojca. - odpowiedział Bae.
- Jeśli znajdziesz sposób pozbędę się mocy. - oświadczył. Po raz pierwszy na twarzy mojego bratanka pojawił się szczery uśmiech.
- Zgoda... - powiedział Baelifire wyciągając ku niemu dłoń. - ...Umowa stoi? - spytał.
- Stoi. - powiedział mężczyzna.
- Na waszym miejscu nie robiłabym tego. - odezwałam się. Obaj spojrzeli w moim kierunku.
- Kto tam jest? - zawołał Rumpelsztyk wyciągając sztylet. Wstałam z kąta i wyszłam na środek izby.
-
Aveline!? - zawołał Rumpelsztyk. Sztylet, który trzymał schował za pazuchę.
- Zapomniałeś o jednym szczególe, bracie. - szepnęłam, ale doskonale było mnie słychać.
- Jakim? - spytał ten.
- Powiedz w jaki sposób można powstrzymać Mrocznego? - zapytałam. Obaj spojrzeli po sobie, a potem na sztylet, który... zniknął zza pazuchy Mrocznego.
- Mrocznego można kontrolować na dwa sposoby... - zaczęłam. - ...Pierwszy poprzez mój pierścień, który tylko prawowita Świetlista może używać. Drugi to sztylet samego Mrocznego... - Obaj patrzyli na mnie, a Rumpelsztyk patrzył na sztylet, który trzymałam. - ...Witajcie, chłopcy. - przywitałam się uśmiechając się lekko.
- Ciociu, co ty tu robisz? - spytał chłopiec. Spojrzałam na niego.
- Wyczułam i zobaczyłam co twój ojciec zrobił. - zrobiłam trzy kroki.
- Aveline, oddaj mi sztylet. - prosił brat cofając się.
- Oddam... - podeszłam do niego wyciągając ku niemu sztylet. Wziął go, ale nie puściłam rękojeści, gdyż dokończyłam patrząc mu prosto w oczy: - ...jeśli przeprosisz Bae'a za to, co zrobiłeś temu człowiekowi we wiosce... - powiedziałam celując w niego ostrzem sztyletu. Lekko cofnął się. - ...z własnej woli. Nie słuchaj swojego wewnętrznego głosu, on ci zamąca w głowie i manipuluje twoją wolą i zmusza do wielu złych uczynków... - dokończyłam. Rumpelsztyk spojrzał tylko na mnie. - ...Dalej, Rumpelku... - tu lekko się uśmiechnęłam puszczając rękojeść sztyletu. - ...Przeproś syna z własnej woli. - Mroczny obrócił się ku synowi.
- Bae, przepraszam, że zabiłem tamtego człowieka. - oświadczył.
- Naprawdę przepraszasz? - spytał. Rumpelsztyk spojrzał na mnie. Skinęłam głową.
- Tak, synu. Naprawdę przepraszam. - powiedział lekko zwieszając głowę. Spojrzałam na pierścień. Od jakiegoś czasu ukazywał mi czy Mroczny mówi prawdę czy jest szczery czy choćby kłamie. Medalion był bardziej użyteczny. Czułam czasami troskę, zadowolone oraz radość, lecz częściej złość i gniew. Jednak częściej czułam obawę i wzrastającą siłę mocy, a w szczególności rządzę władzy. Obawiałam się, że te ostatnie zamącą mu w głowie i nie będzie chciał zrezygnować z mocy. Westchnęłam. Ten odruch zwrócił uwagę ich obu.
- Co się stało, ciociu? - spytał Bae.
- Co? A nic. Tylko martwię się, że was stracę. Że umrzecie lub będę musiała długo czekać aż dojdziecie do porozumienia. - odparłam ze smutkiem. Bae popatrzył na mnie, a potem na ojca.
- Chcesz powiedzieć, że się pokłócimy?... - spytał Mroczny. Spojrzałam na niego niezbyt zachęcającym wzrokiem. Moja twarz mówiła sama za siebie. Odwróciłam się i już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk stanął przede mną. - ...Powiedz, czy stracę syna? - spytał. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, ale odpowiedziałam cicho:
- Tak, Rumpelsztyku. Stracisz go. Nie umrze, ale odejdzie, gdyż nie dotrzymasz umowy, którą właśnie zawarliście. Nie będziesz chciał z niej zrezygnować. Wiem o tym. - odparłam i nim Mroczny zdołał się odezwać zniknęłam im z oczu.
Wróciłam do domu smutna.
- Aveline, co się stało? - spytał zmartwiony ojciec.
- Ojcze, muszę przyszykować się na odejścia Bae'a. On dzisiaj odejdzie. - wyjaśniłam.
- Jak to odejdzie? - spytał.
- Widzisz, ojcze, Bae chce odzyskać ojca. Chce aby było jak dawniej. By Rumpelsztyk jako Mroczny nie mógł używać mocy. - wyjaśniłam.
- Jak to zrobi? - zapytał biorąc moją rękę w swoje dłonie. Rozpłakałam się.
- Baelfire poprosi Błękitną o radę i pomoc... - zakryłam twarz w dłoniach. - ...Da mu magiczną fasolkę. Jednak brat nie będzie chciał zrezygnować z mocy, gdyż Bae będzie chciał przenieść się do krainy bez magii, gdzie Rumpelsztyk nie będzie mógł używać mocy... - z moich oczu poleciały kolejne łzy. - ...Jednak Rumpelsztyk wystraszy się. Puści jego rękę i wrzuci go w portal. - jęknęłam.
- Rozumiem. Już dobrze. Jesteś tu ze mną. Będzie dobrze. Twój brat stał się Mrocznym wtedy, gdy ty stałaś się Świetlistą, ale Piotrusiowi Panowi wy nie dorównujecie mu. Jest silniejszy i bystrzejszy. Oddał go za młodość. - odparł. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Co? - zdziwiłam się.
- Piotruś Pan jest silniejszy od Rumpelsztyka. - odparł ojciec.
- Skąd wiesz co się stało z moim prawdziwym ojcem?... - spytałam. - ...Nikomu, nawet tobie nie mówiłam co się z nim stało... - Mężczyzna spojrzał na mnie i nagle chwycił mnie za ramiona i wykręcił do tyłu tak mocno, że zabolało. -
"Co się dzieje?" - pomyślałam. Nagle zdałam sobie sprawę, że ojciec zmienił się... w
CIEŃ PIOTRUSIA PANA! - ...Rumpel... - tu cień zakrył mi usta i uniósł się w górę. Co chwilę próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku. Wreszcie udało mi się krzyknąć na całe gardło: - ...
RUMPELSZTYKU, POMOCY!!! - wrzasnęłam, ale było już za późno. Zobaczyłam, że Cień leci ku gwiazdom. Chwilę potem znaleźliśmy się...