Moja playlista

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 19 - Czapka Czarnoksiężnika

         - Alasie, muszę z tobą porozmawiać. To bardzo ważne. - powiedziałam już od progu jego chaty.
- Aveline, wejdź. Powiedz, co się stało? - spytał, gdy weszłam.
- Posłuchaj, za kilka minut przyjdzie tu ruda młoda kobieta. Muszę tu być, gdy ona przyjdzie. Jednak muszę być ukryta tak aby mnie nie zobaczył Rumpelsztyk. Znasz takie miejsce? - spytałam. Starzec myślał chwilę aż w końcu powiedział:
- Może pod chatą? - zaproponował pokazując na siano. Wiedziałam, że jest tam ukryta komnata, w której jest strzeżona cenna rzecz i wiedziałam również, że Rumpelsztyk zamierza tam wejść za parę godzin.
- Nie. Musi to być takie miejsce skąd będę widzieć wszystko jak na dłoni. Żeby mnie.. - urwałam, bo oboje usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Rozejrzałam się w milczeniu. Nagle przypomniało mi się, że brat rzucił nie dawno zaklęcie niewidzialności. Zrobiłam tak jak on, po czym wskoczyłam w siano. Gdy to zrobiłam drzwi już się otwarły.
- W czym mogę pomóc? - spytał Alas. W progu drzwi stanęła księżniczka z Arendelle.
- Mogę wejść? - spytała Anna.
- Właśnie dołożyłem do kominka. Zapraszam na herbatę i herbatniki. - powiedział zapraszając kobietę do środka.
- Herbatniki. Więc nie zjada pan dzieci? - spytała.
- Ha ha. Więc teraz tak o mnie mówią? - spytał. Tu zachichotałam. Dla mnie ta wymiana zdań zabrzmiała komicznie.
- Tak. Nie! Cóż... przepraszam. - powiedziała nieco zawiedziona.
- Więc, co cię sprowadziło tak głęboko w las do domniemanego pożeracza dzieci? - spytał. Tu oburzyłam się, bo ten pomysł podsunął dziewczynie Mroczny, aby ją trochę nastraszyć i by zachęcić do tego, co zamierzała. Wiedziałam, że Anna tego nie zrobi.
- Staram się pomóc mojej siostrze, ale wydaje mi się, że kręcę się w kółko. - wyjaśniła. Była to półprawda. Chciała pomóc siostrze, ale się nie zgubiła.
- Możesz zostać jak długo zechcesz. Zapewniam cię, że herbatniki są przepyszne i zrobione z mąki. - oświadczył. W tym momencie zaczęła się gotować woda w czajniku. Anna podeszła do paleniska i wyjęła małą fiolkę z odtrutką. - "Anno, nie wlewaj tego płynu do wody!..." - odezwałam się w jej myślach. Anna nagle znieruchomiała trzymając w dłoni fiolkę. - "...Jeśli dodasz tę mikskturę do herbaty Alasa Mroczny zdobędzie to czego szukał wiele lat, lecz nie miał okazji aby zdobyć to, czego szukał aby złamać zaklęcie chroniące ten przedmiot. Ciebie, a dokładniej twojej łzy. Musiałabyś oprzeć się swojej mrocznej stronie. Lecz jeśli złamiesz umowę z Mrocznym będziesz przebywała do końca swoich dni w jego lochu. Alas to dobry człowiek. Musisz przechytrzyć Rumpelsztyka. Pomogę ci w tym. Rób to, co powiedziałam. Nie wlewaj tego płynu do herbaty. Poza tym jest to odtrutka na truciznę, którą ją podał wczoraj. Trzeba zmanipulować Rumpelsztyka. Niech zdobędzie twoją łzę, ale trzeba także odebrać mu to..." - zakończyłam. Kobieta spojrzała na starszego mężczyznę, a po chwili wylała miksturę do ognia. Odetchnęłam z ulgą.
         Oboje siedzieli przy stole może z godzinę rozmawiając, śmiejąc się, popijając herbatę i zajadając ciastka. Anna poinformowała go, że musi już iść w dalszą podróż. Wróciła do zamku Mrocznego. W międzyczasie, gdy jej nie było powiedziałam telepatycznie Alasowi, aby miał się na baczności, bo może mu się coś stać. Musiałam przekazać tę informację tak, aby brat mnie nie zobaczył i nie wyczuł. Musiał mieć też pewność, że Uczeń Czarownika zmienił się w mysz. Nie mogłam pomóc Uczniowi, bo nie miałam antidotum na te truciznę. Czekałam niewidzialna w kącie aż do powrotu Anny. Nie minęło ze trzydzieści minut, gdy wróciła, ale nie była sama.
- Musi gdzieś tu być. - wymamrotała.
- Ostrożnie, nie chcesz na niego nadepnąć! - zawołał Rumpelsztyk.
- Musimy go znaleźć i go przemienić. - wyjaśniła.
- Ale nie mogę, kochaniutka. - odparł.
- Dlaczego? - spytała.
- Bo nie chcę... - odparł. - "...Nie chcesz go odmienić, bo chcesz się go pozbyć aby zdobyć, to czego chcesz..." - skomentowałam nawet nie zdając sobie sprawy, że przekazałam tę wiadomość Annie. Ta na chwilę zmarszczyła brwi. - ...Pilnował czegoś, czego potrzebuję. - odparł Mroczny. - "...To prawda..." - zauważyłam.
- Ty go otrułeś... - powiedziała. Ten zaśmiał się. - ...Więc czemu wysłałeś mnie tu z antidotum, jeśli chciałeś zamieć go w mysz? - spytała nie rozumiejąc jaka jest stawka jej życia.
- Nigdy nie chodziło o niego. Tu zawsze chodziło o ciebie. - oświadczył.
- Więc to był test? - spytała. Milczałam. Ta sytuacja wymagała wymiany zdań dwóch osób.
- Test, który zdałaś śpiewająco. Widzisz, on był tylko pierwszą linią obrony. Przedmiot, którego pilnował jest chroniony także zaklęciem. Zaklęciem, który może złamać jednie ktoś, kto był nęcony przez swoją wewnętrzną ciemność i oparł się jej. Ktoś taki jak ty. Wiedziałem, że tego nie zrobisz. - oświadczył. - "Gnojek!" - warknęłam w myślach.
- Nigdy nie stanęłam przed wewnętrzną ciemnością. - oświadczyła Anna.
- Co?! - zawołał odwróciwszy się ku niej.
- Jak tylko poznałam tego starca, wiedziałam co muszę zrobić... - tu mężczyzna zaczął robić powolne kroki ku młodej kobiecie. - ...Nigdy nie mogłabym skrzywdzić kogoś, aby dostać to, czego chcę... - Rumpelsztyk wciąż zbliżał się ku niej. Bardzo mnie to niepokoiło. Serce waliło mi jak młot o kowadło. - ...Elsa by tego nie chciała... - kontynuowała Anna. - ...Więc nigdy pokazałam swojej ciemnej strony, o której mówisz. W zasadzie nie sądzę żebym taką miała. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem miłą osobą. - oświadczyła. - "...Eee... Anno, uważaj. On nie ma teraz dobrych zamiarów wobec ciebie" - przekazałam informację, ale chyba nie usłyszała, bo zdanie, które wypowiedział Mroczny odwróciło jej uwagę ode mnie.
- Zatem, mam nadzieję, kochanieńka, że spodoba ci się reszta życia w mojej wieży... - oświadczył. Stał niebezpiecznie blisko niej. Anna nie bardzo rozumiała co on ma na myśli. Rumpelsztyk najwyraźniej to zauważył, bo pokazał umowę wyjaśniając słowami: - ...To była część naszej umowy. - oznajmił.
- Ale muszę wracać do Elsy. - odparła.
- Trzeba było nie wyjeżdżać... - oświadczył robiąc kolejny krok ku niej. - ...Wyobraź sobie jej poczucie winy, kiedy nie wrócisz do domu... - kolejny duży krok sprawił, że zakryłam usta. Bałam się o Annę. - ...z podróży, którą rozpoczęłaś z jej powodu. W końcu stanie się potworem za jakiego wszyscy ją mają. Och! Czyli wesele odwołane. - oznajmił. - "...Anno, teraz! Weź miecz i wyceluj w niego!" - zawołałam telepatycznie. Dziewczyna chwyciła za miecz wołając:
- Nie!... - Mroczny cofnął się o dwa kroki od niej. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Podrzyj to! Podrzyj tę umowę! Natychmiast! - nakazała.
- Nie mogę tego zrobić, kochaniutka. Obawiam się, że jedynym sposobem ucieczki przed przeznaczeniem jest zabicie mnie. A dobrze wiemy, że jesteś na to zbyt... miła. - oświadczył.
- Anno, nie... - szepnęłam, a łzy wylatywały mi z oczu. Nawet nie chciałam ich powstrzymać. Młoda kobieta wycelowała w Mrocznego mieczem. Po chwili dotknęła jego końcem jego piersi. Rumpelsztyk namawiał ją aby go zabiła. Wiedział jednak, że i tak nie zrobi. Czekałam cierpliwie aż zobaczyłam w jej oczach małą desperację, a miecz wypadł jej z ręki. Dziewczyna rozpłakała się. Rumpelsztyk podszedł do niej i nachylił się mówiąc:
- Może i nie przeszło ci przez myśl zranienie starszego człowieka, ale pomyślałaś o tym, żeby zabić mnie... - oświadczył. - ...Mam to czego potrzebowałem. Łzę osoby, która stawiła czoło swojej mrocznej stronie i odwróciła się od niej. Potrzebowałem tylko twojej siostrzanej miłości. - oznajmił z zachwytem.
- Mogłam się domyśleć. Mogłam się domyśleć już wtedy, gdy cię poznałam... jesteś potworem. Zamieniasz najcenniejszą rzecz pod słońcem jaką jest miłość... w broń. - powiedziała z rozpaczą.
- Miłość jest bronią, kochaniutka. Zawsze nią była. Tylko... - tu machnął ręką,a klapa w podłodze otworzyła się. - ...nie wiele osób potrafi nią władać. - po tych słowach zszedł po schodach na sam dół. Miałam teraz szansę. Skradając się najciszej jak mogłam zbliżyłam się do Anny ujawniając się przed nią. Kobieta lekko się wystraszyła.
- Ciii... Spokojnie... - szepnęłam poklepując ją. - ...Mamy tylko kilka chwil zanim wróci. Posłuchaj, Anno, musisz zrobić tak aby odebrać mu sztylet. Tylko on ma nad nim władzę. Jeśli on go dzierży jest wolny i robi co chce, lecz jeśli dzierży go ktoś inny, to ta osoba ma nad nim władzę. Podpuść Rumpelsztyka aby ci powiedział jak działa to, co właśnie zdobywa... - ledwo skończyłam zdanie, gdy usłyszałam kroki od strony schodów. - ...Mysz. Znajdź mysz. - szepnęłam nim zniknęłam. Dziewczyna wstała.
- Pomogłam ci zdobyć to czego chcesz. Więc spełnij swoją obietnicę. Powiedz co wiesz o moich rodzicach. - poprosiła.
- Cóż, kochanieńka. Król i królowa Arendelle stanęli przed moimi drzwiami z maleńkim problemem dotyczącym twojej siostry. Chcieli pozbyć się jej mocy... na zawsze. - wyjaśnił.
- Rodzice kochali Elsę. - powiedziała. Anna obracając się powoli w kierunku sieni.
- Dla mnie to brzmiało bardziej, jakby się jej bali. To cienka linia i łatwo ją przekroczyć. Musiałaś wiedzieć. Zawsze pragnęli aby urodziła się bardziej zwyczajna. - odparł Mroczny.
- Odnaleźli, to czego szukali? - spytała Anna. Cofała się tak by szedł w jej kierunki dalej drążąc temat. Oto właśnie chodziło. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w górę. Mimo, że Uczeń nadal był myszą krążył po deskach czając się na Mrocznego.
- Obawiam się, że nie... - odparł. - ...Nikt nie był w stanie pokonać takiej magii... aż do teraz. - wyjaśnił pokazując pudełko.
- Więc, po to jest to pudełko. - stwierdziła. Zerknęła w moim kierunku, gdyż zobaczyła jak cofam z siebie zaklęcie idąc ku nim. Był tak zajęty drążeniem tematu, że mnie nie wyczuł. To mi pasowało. Zaczaiłam się tuż przy palenisku. Porozumiewając się bez słów Anna dalej odciągała mężczyznę ode mnie i dalej słuchała.
- Nie pudełko, ale to co jest w środku.... kapelusz stworzony wiele lat temu przez pewnego czarownika. Służy tylko w jednym celu. Aby kraść moce. Jego Uczeń strzegł go przez te wszystkie lata. - oświadczył. Skinęłam głową dając jej do zrozumienia aby spytała po co mu on.
- Co zamierzasz z nim zrobić? - spytała patrząc to na pudełko, to na czarownika nadal się cofając.
- Kiedy kapelusz będzie naładowany nieuczciwie zebraną przeze mnie mocą, będę niepokonany. - wyjaśnił.
- Myślałam, że Mroczny już jest niepokonany. - zauważyła nadal się cofając. Dałam jej do zrozumienia by nadal się cofała.
- Są niewielkie ograniczenia. - stwierdził.
- Nie. Nie możesz. Ta mysz... czarownik... poświęcił życie, aby trzymać kapelusz z dala od takich ludzi, jak ty. - oświadczyła zatrzymując się.
- Jaka szkoda, że nie ma go tu, aby mnie powstrzymać. - powiedział z uśmiechem. Tu Anna uśmiechnęła się nieco szerzej powiedziawszy:
- Co jeśli jednak jest? - oświadczyła i spojrzała w górę. Wszyscy troje spojrzeliśmy tam aż nagle mysz spadła na dłoń dzierżącą sztylet i ugryzł go. Mężczyzna krzyknął, a sztylet wypadł mu z ręki.
- Anno, teraz! - zawołałam. Anna wzięła szybko sztylet i wycelowała nim w Mrocznego.
- Nie zbliżaj się! - nakazała mu. Mroczny cofnął się. Zaśmiałam się lekko i zaczęłam klaskać. Oboje spojrzeli w moją stronę. Wyłoniłam się z kąta podchodząc do nich.
- Brawo, księżniczko. - powiedziałam dalej klaszcząc.
- Aveline! Jak? - spytał Rumpelsztyk wodząc wzrokiem jak przechodzę obok niego.
- Nie musisz wiedzieć, bracie. Ważny jest teraz ten kapelusz. - oświadczyłam.
- Chwila... - odezwała się Anna. - ...Nie zbliży się tylko dlatego, że mu kazałam? - spytała.
- Tak. Tak to działa. - odparł.
- Ja dodam, moi drodzy, że dopóki Anna ma w ręku sztylet musisz wykonywać każde jej polecenia. Mówiłam ci, Anno, że ten sztylet ma moc kontroli nad każdym Mrocznym, a póki go masz nic ci nie zrobi. - wyjaśniłam.
- Ach tak. Hm... - spojrzała na mężczyznę. - ...Czyżby to było jedno z twoich ograniczeń? Dlatego potrzebny ci jest kapelusz aby uwolnić się spod władzy sztyletu?... - spytała, a gdy milczał zawołała rozkazująco: - ...Odpowiedz!
- Chcę się wyzwolić i panować nad mocą. Tak. - odpowiedział.
- Nie mogę ci na to pozwolić. Dlatego, oddaj pudełko. - nakazała. Mroczny chwilę się wahał, ale oddał pudełko. Gdy Anna brała go od niego powiedział:
- Pamiętaj, kochanieńka, nie możesz zatrzymać sztyletu na zawsze, a nie chcesz tu być kiedy go odzyskam. - oświadczył.
- Dlatego rozkazuję ci abyś odesłał mnie i pudełko do mojego domu w Arendelle. - nakazała mu.
- Jeśli muszę. - powiedział.
- Zaczekaj. Nigdy więcej masz prawa mnie krzywdzić. Ani mojej siostry. Zamienisz także mysz z powrotem w człowieka... - "Wow! Co za dziewczyna. I jaka odważna. Zupełnie jak Belle" - pomyślałam z uśmiechem na ustach, zamiast tego na mojej twarzy widniał uśmiech huncwota. - ...Dobrze. Teraz jestem gotowa. - oznajmiła.
- Anno, włosy. - poprosiłam. Kobieta dała mi kilka fiolek. Stanęłam blisko Rumpelsztyka, gdy ten odesłał Annę do domu. Gdy wziął sztylet nie mało się wkurzył, ja za to zaśmiałam się. Spojrzał na mnie.
- Z czego się tak śmiejesz? - warknął. Znowu śmiech.
- Z ciebie i twojej miny... - zachichotałam. - ...Przegrałeś tę wojnę z Anną. Jednak masz coś, co należy do niej. Jej łzę. Nazwijmy to nagrodą pocieszenia. - powiedziałam szczerząc zęby. Ten machnął ręką, ale ja odskoczyłam.
- To jeszcze nie koniec, Aveline! - zawołał, gdy stanęłam przy palenisku.
- Oczywiście, że nie jest to koniec, ale wiedz, że ze mną nie wygrasz. Skup się teraz na Reginie. Poza tym niedługo spotkasz kogoś o kim nie mówiła ci Cora. Pa. - dalej się naśmiewając zniknęłam z jego pola widzenia nim ten zdążył coś powiedzieć.

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 18 - Anna z Arendelle i umowa

         Od tego czasu minęły dwa lata. Postanowiłam nie przeszkadzać bratu, ale i tak chciałam pomóc Davidowi spotykając się jako pierwsza z Anną. Obserwowałam każdy port, aby zobaczyć czy przypadkiem nie przypływa jej statek. Nie czekałam zbyt długo. Dostrzegłam na horyzoncie statek z flagą krokusów z Arendelle.
- Anna! Wreszcie jesteś!... - zawołałam z ulgą. Przeniosłam się do odpowiedniego portu. Zmieniłam swój strój na bardziej gustowny. Stanęłam na brzegu i czekałam aż wyjdzie na suchy ląd. Gdy ją zobaczyłam zawołałam. - ...Księżniczko Anno! - zawołałam machając do niej. Młoda kobieta podeszła do mnie.
- Dzień dobry. Czy to jest Misthaven? - spytała. Uśmiechnęłam się.
- Tak. To jest Misthaven, ale my nazywamy naszą krainę Zaczarowany Las. Pozwól, że się przedstawię, księżniczko. Na imię mi Aveline. - przedstawiłam się i dygnąwszy.
- Znasz kogoś znających się na magii? - spytała.
- Nawet więcej, księżniczko. Jestem jedną z dwóch najpotężniejszych osób w każdej krainie. Nazywają mnie też Świetlista. - wyjaśniłam. Poszłyśmy w kierunku lasu i tam dokończyłyśmy rozmowę.
- Czy pomożesz mi?... - spytała. - ...Szukam kogoś, kto mi pomoże w mojej tajnej misji. - wyjaśniła.
- Masz szczęście, księżniczko. Tylko dwie osoby w Zaczarowanym Lesie znają przyszłość i znają się na magii. Jestem jedną z nich. - oznajmiłam.
- Znasz przyszłość? - zdziwiła się. Skinęłam głową.
- Tak.
- Więc wiesz po co tu przybyłam. - powiedziała.
- Owszem. Wiem. Chcesz wiedzieć co twoi rodzice robili w naszej krainie. Możesz być spokojna. Pomogę ci w twojej tajnej misji i nikomu nie powiem o twojej prawdziwej tożsamości. - oświadczyłam z uśmiechem. Anna też się uśmiechnęła.
- Jak mi pomożesz? - spytała po krótkim milczeniu.
- Cóż, moja droga zawrzyjmy umowę. Ty najpierw komuś pomożesz. Jest to osoba bardzo ważna dla mojego brata i mnie... - machnęłam ręką i w niej pojawiła się mapa. - ...Pójdziesz tutaj... - pokazałam na odpowiedni punkt na mapie. - ...Znajduje się tam farma. Mieszka tam dwoje ludzi. Ruth i jej syn David.- wyjaśniłam.
- David? Kristoff o nim wspominał. Są przyjaciółmi.
- To prawda. Dlatego pomożesz im, a właściwie Davidowi. Daj mu powód aby walczył o swoje i dla kogoś. Naucz go, aby się nie poddawać. Uczyń go bohaterem. To bardzo ważne dla jego przyszłego dziecka oraz dla każdej krainy, nawet twojego królestwa. - oświadczyłam.
- Rozumiem... - powiedziała biorąc ode mnie mapę. - ...Czy chcesz żebym coś zrobiła dla ciebie? - spytała. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Cieszę się, że o to pytasz. Zrobisz dla mnie dwie rzeczy. Jeśli szukasz odpowiedniej osoby aby ci pomogła w udzieleniu odpowiedzi porozmawiaj z Ruth. Powie ci kogo i gdzie szukać. Ta osoba odpowie na twoje pytania. Bądź jednak bardzo ostrożna. Mroczny jest niezwykle przebiegły i potrafi manipulować ludźmi. Zrób to, o co cię poprosi. Cokolwiek się stanie bądź dzielna i nie poddaj się mrokowi. - oznajmiłam.
- Dziwna rada. A ta druga rzecz? - spytała.
- Potrzebuję twojego włosa, a także twojej siostry, twojego narzeczonego Kristoffa i mężczyzny, do którego wyśle cię Mroczny... - kobieta zdziwiła ta prośba. - ...Pamiętaj także, że on cię obserwuje gdziekolwiek byś się nie znalazła. Dlatego ja także muszę mieć cię na oku. - dodałam.
- Dlaczego? - spytała.
- Widzisz, Anno chcę wiedzieć czy nie grozi wam wszystkim niebezpieczeństwo. Gdy je zdobędziesz wezwij na głos moje imię trzykrotnie. Proszę cię także abyście były wtedy same z siostrą. - oświadczyłam podając jej kilka fiolek.
- Dobrze. Zrobię to. - oznajmiła i poszła w głąb lasu. Gdy upewniłam się, że Anna była już daleko ode mnie i z zasięgu głosu zawołałam:
- Rumpelsztyku, pokaż się!... - mężczyzna nie pojawił się. - ...Nie ignoruj mnie. Wiem, że mnie i tę dziewczynę obserwowałeś! Pokaż się!... - zawołałam z lekkim naciskiem. Mężczyzna pojawił się kilkanaście metrów ode mnie. Spojrzałam na niego. - ...Nie pomogłam ci bezpośrednio... - oświadczyłam nie poruszywszy się i nie opuszczając gardy. - ...Nakierowałam tylko Annę aby zrobiła coś dla Davida, bo doskonale wiesz, że on jest ojcem Wybawczyni, której potrzebujesz do zdjęcia klątwy. - oznajmiłam.
- Tak. Mówiłaś mi to setki razy. - powiedział chłodnym tonem.
- Więc mówię ci, że zdobędziesz Czapkę Merlina. Potrzebujesz tylko pozbyć się jak to określiłeś: pierwszej linii obronnej. Chcesz się pozbyć ucznia czarodzieja. Mówiłam ci wiele lat temu, że Anna pomoże ci w czymś. - przypomniałam.
- Tak... Mówiłaś, że Anna pomoże mi w czymś, co jest mi potrzebne do zachowania moich mocy, a tym samym wyzwolić się spod władzy sztyletu. - powiedział.
- Zgadza się. Masz teraz okazję pozbyć się ucznia. Zrób z nim co chcesz. Tym razem się nie wtrącę. Sami musicie się ze sobą zmierzyć. Ty i Anna. - oświadczyłam znikając w świetlistym dymie.
         Pojawiłam się tuż przed chatą Alasa. Zapukałam gwałtownie.
- Alasie, otwórz! To pilne! - krzyknęłam. Starszy mężczyzna otworzył drzwi.
- Aveline, co się stało? - spytał.
- Posłuchaj... - nagle urwałam, bo pierścień zabłysł ostrzegawczo. - ...O nie...! - wpadłam do wnętrza chaty. W ostatniej chwili zobaczyłam Rumpelsztyka znikającego w kłębie ciemno-purpurowego dymu. Padłam na kolana tuż przy palenisku.
- Aveline, co się stało? - spytał Alas. Milczałam przez równą minutę, potem spojrzałam na ucznia z oczami pełnymi łez.
- Za dwa dni... - zaczęłam. - ...przyjdzie tu młoda ruda kobieta. Przyjmij ją... - powiedziałam wstając. - ...Daj jej to, a ona nie da swojej siostrze i pewnej kobiecie, która będzie Wybawicielką w Świecie Pozbawionym Magii... - podałam mu trzy małe diamenty utworzone z moich łez. - ...Daj jej także kosmyk swoich włosów. - prosiłam, a następnie zniknęłam.

~~*~~

         Następnego dnia od rana obserwowałam farmę Ruth i poczynania mego brata. Postanowiłam na razie nie wtrącać się do tego, co miało nastąpić. Zobaczyłam jak Anna idzie ku ich chacie i w milczeniu obserwowałam co robią. Rozmawiali ze sobą. Trochę mnie to rozchmurzyło, gdy David trzymał miecz, który dostał od ojca, a Anna próbuje go przekonać do bycia bohaterem. Nie robiła tego w oczywisty sposób, ale na swój. Uczyła go fechtunku. Gdy przybyła Pasterka, aby spłacili dług David postanowił walczyć o swój dom i matkę. Odetchnęłam z ulgą, gdy następnego dnia przyszły książę walczył z ludźmi Pasterki pokazał tym samym, że się nie podda. Udowodnił tym samym swoje bohaterstwo. Jednak, gdy Anna spytała o czarodzieja przeszył mnie dreszcz strachu. Zakryłam usta, gdy Ruth opowiedziała jej o nim. Za nim Anna odjechała na koniu należącym do ojca Davida w zamian za informację o czarodzieju poprosiła o włos przyjaciela. Nieco ich to zdziwiło, ale mężczyzna dał go jej. Włożyła go do jeden z fiolek, której zawartość zmieniła kolor na świetlisty jasny brąz. Całą trójkę to zdziwiło.
- Czy to czary? - zdziwiła się Ruth.
- Nie wiem. Ja nie znam się na czarach. Dostałam tę fiolkę od pewnej czarodziejki. Poprosiła mnie żebym poprosiła ciebie o włos. - wyjaśniła Anna.
- Najwidoczniej jest to zaczarowana fioka i... - tu Ruth urwała, bo Anna usłyszała mój głos w swojej głowie: - "Anno, nie mów im nic więcej! Jedź do zamku Mrocznego. Mieszka w dolinie u podnóża gór daleko na południe. Zdążysz przed zmrokiem..." - powiedziałam telepatycznie.
- Wybaczcie, ale muszę ruszać w dalszą drogę. Może jeszcze się zobaczymy. Do zobaczenia. - pożegnała się i odjechała.
         Tymczasem ja zdjęłam z szyi Kryształ Wiecznego Serca i przeniosłam się pod stół, gdzie siedział Rumpelsztyk. Jednak nie zrobiłam tego zbyt ostrożnie i dyskretnie, gdyż straciłam równowagę i zrobiłam mały hałas. Mężczyzna zajrzał pod stół, ale zdążyłam zniknąć pojawiając się za drzwiami opierając się o ścianę. Jednak jakoś mnie znalazł. Wyszedł z komnaty na korytarz i rozejrzał się dookoła aż postanowił zajrzeć za drzwi. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się trochę nerwowo.
- Cześć, Rumpelku. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - spytałam próbując odejść od niego jak najdalej.
- Wyczułem twoją aurę... - odpowiedział. Poruszyłam się niespokojnie. Nagle mężczyzna chwycił mnie za gardło, a raczej magicznie chwycił. Uniosłam się na kilka cali nad podłogą patrząc na niego z małym strachem. Pierścień na palcu parzył niemiłosiernie. - ...Co tu robisz? - spytał demonstracyjnie przeciągając sylaby.
- Ja... ja przyszłam zobaczyć na własne oczy jak zawierasz umowę z księżniczką Anną. - wyjaśniłam.
- Czemu nie robisz tego w swojej piwnicy? - spytał. Myślałam chwilę jednocześnie wytrzymując uścisk gardła. Jedno mnie dziwiło i niepokoiło. Czemu czułam słabość swojego organizmu. Czyżby bransoleta traciła swoją magiczną moc? Spojrzałam na nią, ale nim zdążyliśmy coś powiedzieć rozległ się głos Anny.
- Rumpelsztyku, jesteś tu? Drzwi były otwarte. - powiedziała. Mężczyzna myślał chwilę aż w końcu machnął ręką, a ja sama stałam się nie widzialna i przeniesiona w kąt. - "Niech cię licho!..." - pomyślałam. Zauważyłam także, że moje ręce i nogi są ciasno związane. Rumple usiadł przy stole powiedziawszy:
- Koniec korytarza, pierwsze drzwi po prawej... - powiedział jakby nie było naszej małej sprzeczki. - ...Proszę wejdź, kochaniuńka. - powiedział.
- Nazywam się Joan. Miałam nadzieję, że mógłbyś mi pomóc... - przedstawiła się od razu przechodząc do swojego celu podróży... - ...Czy coś jest nie tak z twoją skórą? - spytała. Mroczny wstał. Wiedziałam doskonale, że brat czyta jej w myślach i jednym spojrzeniem dowiedział się wszystkiego o niej.
- Twoje imię nie brzmi Joan... - przerwał jej. Zmrużyłam oczy. Postanowiłam wyjaśnić Ani skąd on to wie. - "...Anno, nie reaguj na to, co ci powiem!..." - zawołałam w myślach. Kobieta na chwile umilkła słuchając moich słów. - "...Mężczyzna przed tobą to Rumpelsztyk - najpotężniejszy czarnoksiężnik w każdej krainie. Jedyną osobą jaka mu dorównuje w magii jestem ja. Rumple jest moim bratem-bliźniakiem. On czyta ci w myślach już samym spojrzeniem. Wiedział, że do niego przyjdziesz. Powiedz mu, że prosisz o pomoc w dowiedzeniu się po co twoi rodzice tu przybyli..." - oświadczyłam. Kobieta lekko się wystraszyła, ale zachowała zimną krew czekając na to, co jeszcze powie jej Mroczny. - ...Widzisz, imiona to dla mnie takie małe hobby, kochaniutka, a twoje brzmi... Ania z Arendelle... - te słowa potwierdziły Annę, to co jej powiedziałam. - ...Nie ma potrzeby, aby mieć przede mną tajemnice. Wiem o tobie więcej niż myślisz. - oświadczył. - "...Sama widzisz? On wie wszystko..." - skomentowałam w myślach.
- Więc wiesz dlaczego tu jestem? - spytała Anna jakby kierowała do nas obojga to pytanie.
- Chcesz wiedzieć dlaczego twoi rodzice przyjechali do tej obcej krainy. - wyjaśnił.
- Moja siostra myśli, że to z jej powodu, a ja wiem, że się myli. Możesz mi pomóc? - prosiła.
- Tak się składa, że złożyli mi wizytę podczas swojej podróży. Wydaje się, że każdy kto potrzebuje odpowiedzi udaje się do mnie... - spostrzegł nie mrugnąwszy okiem. - "...Chyba raczej by podpisali z tobą kontrakt i byś miał coś z tego" - warknęłam w myślach. Rumpelsztyk najwyraźniej wyczuł mój gniew i rozdrażnienie, bo zaczął dobijać z Anną targu. Chciałam zawołać: "Anno, nie!", ale i tak nie dobył się z mojego gardła żaden dźwięk. Szamotałam się nie widząc co Anna bierze od Mrocznego. Gdy jednak była już na zewnątrz mężczyzna już stał tuż nade mną. Pstryknął palcami i chwilę potem byłam już widzialna, ale nadal związana i nie ma. Nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku ze swoich ust. - ...Widać po tobie, że jesteś niezbyt zadowolona, że zawarłem umowę z Anną... - oświadczył. W mojej głowie pokazywały się różne obrazy mordu z Rumpelsztykiem w Roli Głównej. Tak chciałam go walnąć jakimś zaklęciem. Odwróciłam głowę żeby nie patrzeć na niego. Musiałam się uspokoić. Nagle poczułam szorstkie palce wokół mojej brody. Zostałam zmuszona aby spojrzeć w te zielone oczy podobne do koloru oczu krokodyla. - ...Tak... - zadarł głowę nieco wyżej, by przyjrzeć dokładniej moim oczom czytając mi w myślach. - ...Czuję twoją rządzę mordu. Przyda mi się to. Hm... Ciekawe. Wyczuwam także osłabienie. - chwycił moje związane ręce i zauważył, że pierścień mienił się czerwienią jak ognie piekielne. Coś jeszcze zauważył. Dotknął bransolety marszcząc czoło. Spróbował zdjąć ją, ale ledwo dotknął jej, gdy został odepchnięty do tyłu. Uśmiechnęłam się z zadowolenia. Zamknęłam oczy i skupiłam się na zerwaniu więzów. Nie minęła chwila, gdy więzy pękły z trzaskiem. To obudziło mężczyznę. Zniknęłam nim zdążył na mnie spojrzeć. Pojawiłam się w chacie Alasa.

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 17 - U Mrocznego

         Podczas, gdy Ruth starała się nie myśleć o umowie z Rumpelsztykiem, ja starałam się nie myśleć o Zelenie. Jednak powoli zaczął zbliżać się czas, aby Regina i Zelena spotkały mego brata.
        Minęło wiele lat od spotkania z matką Davida. Codziennie oglądałam, któryś z ekranów, ale bardzo mnie to nudziło. Było tak... normalnie. Nie mogłam się już doczekać spotkania młodego pasterza z Anną. Trzeba było go wyszkolić aby się stał dzielnym i nieustraszonym wojownikiem i księciem. Czasami przyglądałam się krainie Arendelle, aby się upewnić czy królowa Arendelle - Elsa nie zamieniła kogoś przypadkiem w lodowy posąg. Na szczęście nic takiego się nie stało.
         Pewnego wczesnego wieczora, gdy szłam po wodę poczułam w sercu zaniepokojenie. Utwierdził mnie o tym najpierw pierścień, który stawał się coraz cieplejszy, a potem medalion dany od Błękitnej Wróżki. Drżał niebezpiecznie jakby miał zaraz wybuchnąć. Czułam także rządzę mordu, a myśli były takie... przerażające. Machnęłam ręką i chwilę potem w mojej dłoni pojawił się miecz. Odrzuciłam wiadro z wodą na ziemię i wycelowałam przed siebie miecz. Rozglądałam się czujnie dookoła stojąc w tym samym miejscu.
- Mroczny, pokaż się!... - zawołałam. Nic się nie stało. Nikt się nie pojawił. Usłyszałam tylko pohukiwanie sowy na najbliższym drzewie. Coś jednak się jeszcze stało. Coś lub ktoś wystraszył stado ptaków. Odetchnęłam z ulgą opuszczając ręce. - ...To tylko ptaki... - westchnęłam. Już miałam wziąć wiadro, gdy poczułam ból w klatce piersiowej. Zdawało mi się jakby brakowało mi tchu, jednak i tak poczułam ból, ale większy. Poczułam jakby ktoś wyrwał mi... - ...Moje serce. - wydyszałam oddychając ciężko trzymając się za klatkę piersiową.
- Zgadza się. - rozległ się głos mego brata tuż za mną. Obróciłam się na pięcie o 180 %. Gdy zobaczyłam swe biało-czerwone serce w ręku Rumpelsztyka zawrzało we mnie, a jednocześnie przeraziło. To mogło sprawić, że na pewno mógł mnie kontrolować.
- O-o oddaj moje serce. - wydyszałam wyciągając rękę ku niemu.
- Nie... - odparł. Nagle poczułam silny ból w klatce piersiowej. Upadłam przed nim na kolana. - ...Nie masz przy sobie medalionu, który mnie odpychał od ciebie, siostrzyczko. - zbliżył się. Ścisnął mocniej serce tym razem przed moją twarzą. Krzyknęłam.
- Nie... nie możesz... mnie zabić, Rumple! Wiesz o tym. - oświadczyłam dalej trzymając się za pierś oddychając ciężko.
- Wiem, ale mam co do ciebie inne plany. - oznajmił.
- Plany? Jakie plany?... - spytałam. Odpowiedzią było przeniesienie się do zamku Rumpelsztyka. Rozejrzałam się. - ...Nie... - wydyszałam wstając, gdy rozpoznałam wiele par drzwi. - ...Nie! Rumpelsztyku...! - nie dokończyłam, bo chwycił mnie za ramię i wepchnął do najbliższego lochu. W międzyczasie, gdy chciałam wyjść ten ponownie ścisnął moje serce. To spowodowało kolejny krzyk z mojej strony. Drzwi zostały zamknięte w momencie, gdy upadłam z jękiem na podłogę. Nie sądziłam, że to aż tak boli. Ostatkiem sił podczołgałam się ku jednej ze ścian, gdzie znajdowało się coś w rodzaju łóżka. Opadłam na nie. Nie wiedziałam co planuje Rumpelsztyk względem mnie. Zresztą miał rację. Teraz Kryształ Wiecznego Serca nie chronił mnie przed nim. Skuliłam się w kącie.
- Co ja teraz zrobię? - spytałam sama siebie ze łzami w oczach.

~~*~~

         Nie wiem ile minęło czasu odkąd Mroczny uwięził mnie w swoim zamku. Jedno było pewne: Nie były to dni, ani miesiące. Były to lata. Co jakiś czas mój pierścień dawał znać o grożących niebezpieczeństwach. Nie mogłam im pomóc. Jakaś siła uniemożliwiała mi przeniesienie się z tej podłej celi.
         Któregoś dnia obserwując poprzez pierścień farmę Ruth i przyglądając się Davidowi jak dorasta na przystojnego młodzieńca ów pierścień zasygnalizował przybycie mego brata. Nawet nie zareagowałam, gdy drzwi się otworzyły z trzaskiem.
- Wstawaj!... - zawołał. Zignorowałam go dalej patrząc na twarz młodzieńca. Mroczny wszedł do środka stanąwszy nade mną. - ...Powiedziałem: wstawaj! - krzyknął.
- Po co?... - spytałam obojętnym tonem przyglądając się jak David zagania owce do zagrody. - ...Przyszły książę i ojciec Wybawczyni urodził się. Wystarczy tylko połączyć go z jego wybranką serca... - powiedziałam takim tonem jakby mówiła o pogodzie. - ...Ze Śnieżką, córką Evy... - tu uśmiechnęłam się szeroko. - ...Ty lepiej, kochanieńki zajmij się szkoleniem Reginy. To ona... - tu urwałam, gdy zobaczyłam, że Rumpelsztyk wyjmuje swój sztylet. - ...Co chcesz zrobić? - spytałam porzucając obojętny ton.
- Dowiesz, gdy ze mną pójdziesz. - oświadczył. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy przez dobre dwie chwile. W końcu wstałam, machnęłam ręką, a hologram zniknął.
- W porządku, ale... - nie dokończyłam zdania, gdyż ten wycelował we mnie sztyletem nakazując bym wyszła pierwsza. Tak zrobiłam. Poprowadził mnie ku swojej komnacie. - ...Po co mnie tu przyprowadziłeś? - spytałam.
- Po to żebyś mi powiedziała po co obserwujesz tego młodego bezwartościowego pastucha? - oświadczył. Milczałam patrząc na niego. Odwróciłam się krzyżując ręce na piersi.
- Znasz przyszłość. Sam się domyśl... - odparłam. Nagle poczułam uścisk w płucach. Upadłam. - ...Rumpelsztyku, przestań!... - zawołałam próbując nabrać powietrza. Jeszcze chwilę ściskał aż w końcu rozluźnił dłoń. - ...To było nie fair. - powiedziałam nie patrząc na niego, a gdy w końcu spojrzałam ten zaśmiał się perliście.
- Dla mnie to zabawne i jakie miłe. - powiedział.
- Rumpelsztyku, zwrócisz mi moje serce? - spytałam. Mroczny przestał się śmiać. Nastała chwila milczenia aż w końcu ten podszedł do mnie i oświadczył:
- Pod jednym warunkiem... - milczałam czekając na jego słowa. - ...Nie będziesz mieszała się do spraw związaną z Mroczną Klątwą. - oświadczył. Milczałam chwilę, po czym odpowiedziałam:
- Dobrze, ale do czasu aż znajdziemy się w Świecie Pozbawionego Magii. Wtedy pozwolisz mi na pewne interwencje w pomaganiu Wybawczyni. Gdy ona skończy 28 lat w tamtym świecie czas stanie w miejscu dla każdego, który został przeniesiony, poza osobami, które tam się urodziły i tobą. - wyjaśniłam.
- Mną? - zdziwił się.
- Tak. Ty musisz sam zdecydować jak odzyskać pamięć po tak długim czasie. Inaczej mówiąc: Trzeba złamać szczeble klątwy w taki sposób, by mieszkańcy danych krain także je w pewnym stopniu odzyskali przebywając w Świecie Bez Magii. Wybranka jest kluczem - oznajmiłam.
- A co ty będziesz miała z tego? - spytał.
- To, że, gdy Klątwa zostanie złamana, a ty byś wyjechał szukając poza miastem syna, ja będę chroniła miasto dzięki magii, którą sprowadzisz do miasta niedługo po jej złamaniu. Jesteśmy na prawie takim samym poziomie, Rumple, więc mam szanse na ochronę miasta właśnie dzięki niej. Zanim Regina rzuci klątwę zawrę z wami obojgiem umowę związaną z Klątwą... - tu Mroczny chciał coś powiedzieć, ale podniosłam głos mówiąc z naciskiem: - ...Lecz tę umowę załatwimy już w odpowiednim czasie i miejscu, bracie. Zgadzasz się na takie warunki? - oświadczyłam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę aż w końcu oddał mi serce. Odetchnęłam z ulgi. Gdy tylko upewniłam się, że Rumpelsztyk nie wyciąga ku mnie sztyletu wróciłam do domu.