- Anna! Wreszcie jesteś!... - zawołałam z ulgą. Przeniosłam się do odpowiedniego portu. Zmieniłam swój strój na bardziej gustowny. Stanęłam na brzegu i czekałam aż wyjdzie na suchy ląd. Gdy ją zobaczyłam zawołałam. - ...Księżniczko Anno! - zawołałam machając do niej. Młoda kobieta podeszła do mnie.
- Dzień dobry. Czy to jest Misthaven? - spytała. Uśmiechnęłam się.
- Tak. To jest Misthaven, ale my nazywamy naszą krainę Zaczarowany Las. Pozwól, że się przedstawię, księżniczko. Na imię mi Aveline. - przedstawiłam się i dygnąwszy.
- Znasz kogoś znających się na magii? - spytała.
- Nawet więcej, księżniczko. Jestem jedną z dwóch najpotężniejszych osób w każdej krainie. Nazywają mnie też Świetlista. - wyjaśniłam. Poszłyśmy w kierunku lasu i tam dokończyłyśmy rozmowę.
- Czy pomożesz mi?... - spytała. - ...Szukam kogoś, kto mi pomoże w mojej tajnej misji. - wyjaśniła.
- Masz szczęście, księżniczko. Tylko dwie osoby w Zaczarowanym Lesie znają przyszłość i znają się na magii. Jestem jedną z nich. - oznajmiłam.
- Znasz przyszłość? - zdziwiła się. Skinęłam głową.
- Tak.
- Więc wiesz po co tu przybyłam. - powiedziała.
- Owszem. Wiem. Chcesz wiedzieć co twoi rodzice robili w naszej krainie. Możesz być spokojna. Pomogę ci w twojej tajnej misji i nikomu nie powiem o twojej prawdziwej tożsamości. - oświadczyłam z uśmiechem. Anna też się uśmiechnęła.
- Jak mi pomożesz? - spytała po krótkim milczeniu.
- Cóż, moja droga zawrzyjmy umowę. Ty najpierw komuś pomożesz. Jest to osoba bardzo ważna dla mojego brata i mnie... - machnęłam ręką i w niej pojawiła się mapa. - ...Pójdziesz tutaj... - pokazałam na odpowiedni punkt na mapie. - ...Znajduje się tam farma. Mieszka tam dwoje ludzi. Ruth i jej syn David.- wyjaśniłam.
- David? Kristoff o nim wspominał. Są przyjaciółmi.
- To prawda. Dlatego pomożesz im, a właściwie Davidowi. Daj mu powód aby walczył o swoje i dla kogoś. Naucz go, aby się nie poddawać. Uczyń go bohaterem. To bardzo ważne dla jego przyszłego dziecka oraz dla każdej krainy, nawet twojego królestwa. - oświadczyłam.
- Rozumiem... - powiedziała biorąc ode mnie mapę. - ...Czy chcesz żebym coś zrobiła dla ciebie? - spytała. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Cieszę się, że o to pytasz. Zrobisz dla mnie dwie rzeczy. Jeśli szukasz odpowiedniej osoby aby ci pomogła w udzieleniu odpowiedzi porozmawiaj z Ruth. Powie ci kogo i gdzie szukać. Ta osoba odpowie na twoje pytania. Bądź jednak bardzo ostrożna. Mroczny jest niezwykle przebiegły i potrafi manipulować ludźmi. Zrób to, o co cię poprosi. Cokolwiek się stanie bądź dzielna i nie poddaj się mrokowi. - oznajmiłam.
- Dziwna rada. A ta druga rzecz? - spytała.
- Potrzebuję twojego włosa, a także twojej siostry, twojego narzeczonego Kristoffa i mężczyzny, do którego wyśle cię Mroczny... - kobieta zdziwiła ta prośba. - ...Pamiętaj także, że on cię obserwuje gdziekolwiek byś się nie znalazła. Dlatego ja także muszę mieć cię na oku. - dodałam.
- Dlaczego? - spytała.
- Widzisz, Anno chcę wiedzieć czy nie grozi wam wszystkim niebezpieczeństwo. Gdy je zdobędziesz wezwij na głos moje imię trzykrotnie. Proszę cię także abyście były wtedy same z siostrą. - oświadczyłam podając jej kilka fiolek.
- Dobrze. Zrobię to. - oznajmiła i poszła w głąb lasu. Gdy upewniłam się, że Anna była już daleko ode mnie i z zasięgu głosu zawołałam:
- Rumpelsztyku, pokaż się!... - mężczyzna nie pojawił się. - ...Nie ignoruj mnie. Wiem, że mnie i tę dziewczynę obserwowałeś! Pokaż się!... - zawołałam z lekkim naciskiem. Mężczyzna pojawił się kilkanaście metrów ode mnie. Spojrzałam na niego. - ...Nie pomogłam ci bezpośrednio... - oświadczyłam nie poruszywszy się i nie opuszczając gardy. - ...Nakierowałam tylko Annę aby zrobiła coś dla Davida, bo doskonale wiesz, że on jest ojcem Wybawczyni, której potrzebujesz do zdjęcia klątwy. - oznajmiłam.
- Tak. Mówiłaś mi to setki razy. - powiedział chłodnym tonem.
- Więc mówię ci, że zdobędziesz Czapkę Merlina. Potrzebujesz tylko pozbyć się jak to określiłeś: pierwszej linii obronnej. Chcesz się pozbyć ucznia czarodzieja. Mówiłam ci wiele lat temu, że Anna pomoże ci w czymś. - przypomniałam.
- Tak... Mówiłaś, że Anna pomoże mi w czymś, co jest mi potrzebne do zachowania moich mocy, a tym samym wyzwolić się spod władzy sztyletu. - powiedział.
- Zgadza się. Masz teraz okazję pozbyć się ucznia. Zrób z nim co chcesz. Tym razem się nie wtrącę. Sami musicie się ze sobą zmierzyć. Ty i Anna. - oświadczyłam znikając w świetlistym dymie.
Pojawiłam się tuż przed chatą Alasa. Zapukałam gwałtownie.
- Alasie, otwórz! To pilne! - krzyknęłam. Starszy mężczyzna otworzył drzwi.
- Aveline, co się stało? - spytał.
- Posłuchaj... - nagle urwałam, bo pierścień zabłysł ostrzegawczo. - ...O nie...! - wpadłam do wnętrza chaty. W ostatniej chwili zobaczyłam Rumpelsztyka znikającego w kłębie ciemno-purpurowego dymu. Padłam na kolana tuż przy palenisku.
- Aveline, co się stało? - spytał Alas. Milczałam przez równą minutę, potem spojrzałam na ucznia z oczami pełnymi łez.
- Za dwa dni... - zaczęłam. - ...przyjdzie tu młoda ruda kobieta. Przyjmij ją... - powiedziałam wstając. - ...Daj jej to, a ona nie da swojej siostrze i pewnej kobiecie, która będzie Wybawicielką w Świecie Pozbawionym Magii... - podałam mu trzy małe diamenty utworzone z moich łez. - ...Daj jej także kosmyk swoich włosów. - prosiłam, a następnie zniknęłam.
~~*~~
Następnego dnia od rana obserwowałam farmę Ruth i poczynania mego brata. Postanowiłam na razie nie wtrącać się do tego, co miało nastąpić. Zobaczyłam jak Anna idzie ku ich chacie i w milczeniu obserwowałam co robią. Rozmawiali ze sobą. Trochę mnie to rozchmurzyło, gdy David trzymał miecz, który dostał od ojca, a Anna próbuje go przekonać do bycia bohaterem. Nie robiła tego w oczywisty sposób, ale na swój. Uczyła go fechtunku. Gdy przybyła Pasterka, aby spłacili dług David postanowił walczyć o swój dom i matkę. Odetchnęłam z ulgą, gdy następnego dnia przyszły książę walczył z ludźmi Pasterki pokazał tym samym, że się nie podda. Udowodnił tym samym swoje bohaterstwo. Jednak, gdy Anna spytała o czarodzieja przeszył mnie dreszcz strachu. Zakryłam usta, gdy Ruth opowiedziała jej o nim. Za nim Anna odjechała na koniu należącym do ojca Davida w zamian za informację o czarodzieju poprosiła o włos przyjaciela. Nieco ich to zdziwiło, ale mężczyzna dał go jej. Włożyła go do jeden z fiolek, której zawartość zmieniła kolor na świetlisty jasny brąz. Całą trójkę to zdziwiło.
- Czy to czary? - zdziwiła się Ruth.
- Nie wiem. Ja nie znam się na czarach. Dostałam tę fiolkę od pewnej czarodziejki. Poprosiła mnie żebym poprosiła ciebie o włos. - wyjaśniła Anna.
- Najwidoczniej jest to zaczarowana fioka i... - tu Ruth urwała, bo Anna usłyszała mój głos w swojej głowie: - "Anno, nie mów im nic więcej! Jedź do zamku Mrocznego. Mieszka w dolinie u podnóża gór daleko na południe. Zdążysz przed zmrokiem..." - powiedziałam telepatycznie.
- Wybaczcie, ale muszę ruszać w dalszą drogę. Może jeszcze się zobaczymy. Do zobaczenia. - pożegnała się i odjechała.
Tymczasem ja zdjęłam z szyi Kryształ Wiecznego Serca i przeniosłam się pod stół, gdzie siedział Rumpelsztyk. Jednak nie zrobiłam tego zbyt ostrożnie i dyskretnie, gdyż straciłam równowagę i zrobiłam mały hałas. Mężczyzna zajrzał pod stół, ale zdążyłam zniknąć pojawiając się za drzwiami opierając się o ścianę. Jednak jakoś mnie znalazł. Wyszedł z komnaty na korytarz i rozejrzał się dookoła aż postanowił zajrzeć za drzwi. Nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęłam się trochę nerwowo.
- Cześć, Rumpelku. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - spytałam próbując odejść od niego jak najdalej.
- Wyczułem twoją aurę... - odpowiedział. Poruszyłam się niespokojnie. Nagle mężczyzna chwycił mnie za gardło, a raczej magicznie chwycił. Uniosłam się na kilka cali nad podłogą patrząc na niego z małym strachem. Pierścień na palcu parzył niemiłosiernie. - ...Co tu robisz? - spytał demonstracyjnie przeciągając sylaby.
- Ja... ja przyszłam zobaczyć na własne oczy jak zawierasz umowę z księżniczką Anną. - wyjaśniłam.
- Czemu nie robisz tego w swojej piwnicy? - spytał. Myślałam chwilę jednocześnie wytrzymując uścisk gardła. Jedno mnie dziwiło i niepokoiło. Czemu czułam słabość swojego organizmu. Czyżby bransoleta traciła swoją magiczną moc? Spojrzałam na nią, ale nim zdążyliśmy coś powiedzieć rozległ się głos Anny.
- Rumpelsztyku, jesteś tu? Drzwi były otwarte. - powiedziała. Mężczyzna myślał chwilę aż w końcu machnął ręką, a ja sama stałam się nie widzialna i przeniesiona w kąt. - "Niech cię licho!..." - pomyślałam. Zauważyłam także, że moje ręce i nogi są ciasno związane. Rumple usiadł przy stole powiedziawszy:
- Koniec korytarza, pierwsze drzwi po prawej... - powiedział jakby nie było naszej małej sprzeczki. - ...Proszę wejdź, kochaniuńka. - powiedział.
- Nazywam się Joan. Miałam nadzieję, że mógłbyś mi pomóc... - przedstawiła się od razu przechodząc do swojego celu podróży... - ...Czy coś jest nie tak z twoją skórą? - spytała. Mroczny wstał. Wiedziałam doskonale, że brat czyta jej w myślach i jednym spojrzeniem dowiedział się wszystkiego o niej.
- Twoje imię nie brzmi Joan... - przerwał jej. Zmrużyłam oczy. Postanowiłam wyjaśnić Ani skąd on to wie. - "...Anno, nie reaguj na to, co ci powiem!..." - zawołałam w myślach. Kobieta na chwile umilkła słuchając moich słów. - "...Mężczyzna przed tobą to Rumpelsztyk - najpotężniejszy czarnoksiężnik w każdej krainie. Jedyną osobą jaka mu dorównuje w magii jestem ja. Rumple jest moim bratem-bliźniakiem. On czyta ci w myślach już samym spojrzeniem. Wiedział, że do niego przyjdziesz. Powiedz mu, że prosisz o pomoc w dowiedzeniu się po co twoi rodzice tu przybyli..." - oświadczyłam. Kobieta lekko się wystraszyła, ale zachowała zimną krew czekając na to, co jeszcze powie jej Mroczny. - ...Widzisz, imiona to dla mnie takie małe hobby, kochaniutka, a twoje brzmi... Ania z Arendelle... - te słowa potwierdziły Annę, to co jej powiedziałam. - ...Nie ma potrzeby, aby mieć przede mną tajemnice. Wiem o tobie więcej niż myślisz. - oświadczył. - "...Sama widzisz? On wie wszystko..." - skomentowałam w myślach.
- Więc wiesz dlaczego tu jestem? - spytała Anna jakby kierowała do nas obojga to pytanie.
- Chcesz wiedzieć dlaczego twoi rodzice przyjechali do tej obcej krainy. - wyjaśnił.
- Moja siostra myśli, że to z jej powodu, a ja wiem, że się myli. Możesz mi pomóc? - prosiła.
- Tak się składa, że złożyli mi wizytę podczas swojej podróży. Wydaje się, że każdy kto potrzebuje odpowiedzi udaje się do mnie... - spostrzegł nie mrugnąwszy okiem. - "...Chyba raczej by podpisali z tobą kontrakt i byś miał coś z tego" - warknęłam w myślach. Rumpelsztyk najwyraźniej wyczuł mój gniew i rozdrażnienie, bo zaczął dobijać z Anną targu. Chciałam zawołać: "Anno, nie!", ale i tak nie dobył się z mojego gardła żaden dźwięk. Szamotałam się nie widząc co Anna bierze od Mrocznego. Gdy jednak była już na zewnątrz mężczyzna już stał tuż nade mną. Pstryknął palcami i chwilę potem byłam już widzialna, ale nadal związana i nie ma. Nie mogłam wydobyć żadnego dźwięku ze swoich ust. - ...Widać po tobie, że jesteś niezbyt zadowolona, że zawarłem umowę z Anną... - oświadczył. W mojej głowie pokazywały się różne obrazy mordu z Rumpelsztykiem w Roli Głównej. Tak chciałam go walnąć jakimś zaklęciem. Odwróciłam głowę żeby nie patrzeć na niego. Musiałam się uspokoić. Nagle poczułam szorstkie palce wokół mojej brody. Zostałam zmuszona aby spojrzeć w te zielone oczy podobne do koloru oczu krokodyla. - ...Tak... - zadarł głowę nieco wyżej, by przyjrzeć dokładniej moim oczom czytając mi w myślach. - ...Czuję twoją rządzę mordu. Przyda mi się to. Hm... Ciekawe. Wyczuwam także osłabienie. - chwycił moje związane ręce i zauważył, że pierścień mienił się czerwienią jak ognie piekielne. Coś jeszcze zauważył. Dotknął bransolety marszcząc czoło. Spróbował zdjąć ją, ale ledwo dotknął jej, gdy został odepchnięty do tyłu. Uśmiechnęłam się z zadowolenia. Zamknęłam oczy i skupiłam się na zerwaniu więzów. Nie minęła chwila, gdy więzy pękły z trzaskiem. To obudziło mężczyznę. Zniknęłam nim zdążył na mnie spojrzeć. Pojawiłam się w chacie Alasa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz