Minęło kilkanaście lat. Chwilowo nie mieszałam się do spraw brata. Nie chciałam narażać siebie na jego gniew. Musiałam uwierzyć w siebie aby sztylet nie działał na mnie. Aby rozwiązać ten problem pomagałam tym, którzy byli w potrzebie. Działo się dużo. Zbyt wiele, aby wymieniać.
Któregoś dnia obserwując króla George'a zdałam sobie sprawę, że coś się święci. Król wraz ze swoją żoną chcieli mieć dziedzica, ale nie mogli. Jeszcze tego samego wieczoru przybył do niego Rumpelsztyk. Dobił z nim targu. Miał ofiarować mu dziedzica. Wiedziałam o co chodziło. Nadszedł czas aby wprowadzić swoje plany w życie.
- Muszę działać. - postanowiłam. Przeniosłam się do jego królestwa stanąwszy tuż obok kominka. Wiedziałam, że Rumple wyczuł mnie, ale najwyraźniej nie zwrócił uwagi. Jedyną reakcją na to, że wiedział iż tu jestem było lekkie obrócenie głowy w moim kierunku.
- Zgadzam się. - powiedział król wyciągając ku niemu dłoń. Ten lekko drgnął i uścisnął mu rękę.
- Pozwolicie, że się wtrącę, drodzy panowie. - odezwałam się zbliżając się do króla.
- Kim pani jest? - spytał król.
- Proszę wybaczyć moje maniery, wasza wysokość. Mam na imię Aveline. Poniektórzy zwą Świetlista. - przedstawiłam się dygając zgrabnie.
- Po co więc tu przybyłaś, Świetlista? - spytał ten sam mężczyzna.
- Właśnie, po co tu przyszłaś? Powiedziałaś, że nie będziesz się wtrącać do moich spraw. - warknął ze złością Mroczny.
- Źle mnie zrozumiałeś, Rumpelsztyku... - zrobiłam dwa kroki ku niemu. - ...Powiedziałam, że nie będę się wtrącać do spraw, które dotyczą Wybawczyni. Za to sprawy, które dotyczą Bae'a wymagają mojej interwencji. Jednak sprawa dziedzica króla George'a wymaga jeszcze jednej rzeczy, do której chciałabym się lekko wtrącić. - oświadczyłam.
- Powiedziałaś, że nie zawierasz ze mną umów. - zauważył Rumpelsztyk robiąc krok ku mnie.
- Zgadza się. Nie zawieram z tobą umowy, lecz z królem jakbyś nie zauważył. - odparłam podchodząc do króla jeszcze bardziej.
- Czego więc chcesz ode mnie? - spytał.
- Cóż, wasza wysokość potrzebuję tylko małego drobiazgu. Potrzebuję twojego włosa i włosa twego przyszłego syna. Rumpelsztyk załatwi ci dziedzica. - odparłam.
- Dlaczego akurat mój włos? - spytał król.
- Też się zastanawiam. Po co zbierasz włosy? - spytał Mroczny. Popatrzyłam na nich obu.
- Nie odpuścicie, prawda?... - bardziej stwierdziłam. Ci skinęli głowami dając mi do zrozumienia, że nie odpuszczą i chcą ode mnie odpowiedzi. - ...Zbieram włosy każdej osoby, która zostanie przeniesiona do Świata Bez Magii... - odparłam. Króla bardziej to zdziwiło. Za to zainteresowało Rumpelsztyka, któremu oczy były utkwione we mnie jak w obrazek. - ...Wasza wysokość, ważny jest twój dziedzic, gdyż tylko jego dziecko może was wszystkich ocalić przed klątwą, która czyha na wszystkie krainy, nawet na twoją. - odparłam.
- Aveline, jak...! - zawołał brat, ale urwał, gdy tylko na niego spojrzałam jednocześnie wyciągając ku niemu medalion. Ten zatrzymał się w połowie drogi.
- Zrób jeden krok, bracie, a zobaczysz co się stanie. Stój gdzie stoisz i się nie wtrącaj. Chyba że chcesz aby użyła atramentu z kałamarnicy. Jasne? - oświadczyłam ostrzegawczo. Ten natychmiast umilkł i stanął w jednym miejscu.
- Masz nad nim kontrolę? - zdziwił się George obserwując tę scenkę.
- Moja moc jest ograniczona, wasza wysokość. Nie mam nad nim całkowitej władzy. Dzięki temu medalionowi mogę tylko go powstrzymywać, ale nie mogę mu powiedzieć, żeby kogoś zabił lub skrzywdził. Jeśli nie mam w tym swojego własnego interesu, wtedy moc medalionu obróci się przeciwko mnie. Tak się stanie z każdym, kto użyje mocy medalionu przeciw złoczyńcom... - wyjaśniłam. - ...Więc jak, dostanę twój włos, panie?... - spytałam. Król wyrwał sobie jeden kosmyk włosa z głowy i podał mi. - ...Dziękuję, wasza wysokość. - schowałam medalion do kieszeni. Rumple już do mnie zmierzał, ale ja machnęłam ręką i oboje pojawiliśmy się w moim domu.
- Co... Gdzie jesteśmy? Co to za miejsce? - spytał nieco rozkojarzony.
- Jesteśmy w moim domu. Chodź, coś ci pokażę... - powiedziałam prowadząc go do piwnicy. Weszliśmy do środka. Rumpelsztyk wciąż rozglądał się wokoło. - ...Tutaj, Rumpelku. - powiedziałam zachęcająco prowadząc go jeszcze bardziej w głąb dużego pomieszczenia.
- Co to?... - spytał przyglądając się temu, co robiłam. Do jednej z wielu fiolek włożyłam włos króla George'a. Machnęłam nad fiolką, a jej zawartość zmieniła kolor na rudy. Machnęłam ponownie, tym razem obiema dłońmi nad fiolką, a z jej wnętrza wyleciał dym. Poprowadziłam ów dym ku innym ekranom. Mężczyzna przyglądał się każdemu ekranowi przez parę minut. - ...Sama zabrałaś włosy mieszkańcom różnych krain i przemieniłaś je w ekrany, dzięki którym możesz obserwować każdego gdziekolwiek by nie był?... - spytał z zachwytem. - ...To tak jak moja kula! - Nie patrząc na brata odpowiedziałam:
- Owszem. Obserwuję każdego od ich narodzin... - wyjaśniłam. - ...a także... - tym razem spojrzałam na brata dodając. - ...Bae'a mimo, że go tu nie ma. Jest w innym świecie. - dodałam. Tu mrugnęłam do niego i pokazałam na inny ekran. Przyjrzał się mu.
- Bae? Ale tu nic nie widać. - oświadczył.
- To prawda, bo nie tylko przeniósł się do Świata Bez Magii, ale i przeniósł się w czasie. Ciebie także obserwowałam od dnia, gdy poszedłeś do wojska. - wyjaśniłam.
- Mnie? Przecież pamiętałbym, że ktoś zabiera mi włosy. - oburzył się. Tu zachichotałam. Podeszłam do innego ekranu by sprawdzić co się tam dzieje. Był to ekran z Zeleną. Goliła ojca.
- Wiem o tym... - tu lekko westchnęłam i kontynuowałam swój monolog. - ...Pamiętasz, gdy przybyłeś do obozu, gdzie cię szkolono do pierwszej wojny z ogrami?... - spytałam. Ten tylko skinął głową. - ...W ogóle mnie nie poznałeś. Zresztą... - spojrzałam na niego lekko się uśmiechając. - ...skąd niby miałbyś mnie znać w tamtym czasie?... - tu wzruszyłam ramionami. - ...Nawet nie wiedziałeś o moim istnieniu. Ja jednak ciebie poznałam.... - Rumpelsztyk gapił się na mnie dość długo. Odgadując jego pytanie wyjaśniłam: - ...Pomagałam ci się ubrać w żołnierski strój i niechcący wyrwałam ci trochę włosów... - wyjaśniłam. - ...Pomyślałam sobie wtedy, że przydadzą mi się twoje włosy, gdy staniesz się Mrocznym. Wtedy także wyrwałam ci kosmyk włosów... - wyjaśniłam. - ...Poza tym nie domyśliłeś się nawet, że to ja powiedziałam tamtemu żołnierzowi aby poszedł do namiotu dowództwa. Miał pilnować więźnia, a ty byłeś najbliżej. - ten spojrzał na mnie. Już widziałam w jego oczach zrozumienie.
- Wiedziałaś!... - zawołał. - ...Wiedziałaś o tym wszystkim wcześniej ode mnie?!
- Nie mów, że jesteś zazdrosny? - lekko się uśmiechnęłam.
- Tego właśnie chciałaś! Chciałaś abym porozmawiał z tamtą Wyrocznią! - zawołał.
- Nie do końca, Rumpelsztyku. Wasze spotkanie było wam pisane. Gdybyś nie poszedł na front nie spotkałbyś ani mnie, ani Wyroczni, ani... - demonstracyjnie nie dokończyłam zdania, aby brat sam domyślił się prawdy. Patrzył na mnie zdezorientowany.
- Ani nie dowiedziałbym się, że Milah była wtedy w ciąży, ani tego, że Bae straci ojca... - wyszeptał. Po chwili zmarszczył brwi. - ...Od kiedy to wszystko wiesz? - zapytał, a w jego głosie słychać było ogromne zaciekawienie.
- Cóż, w wieku 10 lat dostałam pierwszej wizji o tym, że ty i nasz ojciec przenieśliście się do Nibylandii. Przypomniałam sobie wtedy o wszystkim co się stało i stanie z każdą osobą w każdej krainie. Obecnie jesteś na etapie niejakiej Ruth. Jest ona babcią Wybawicielki, która przełamie twoją klątwę, która ta z kolei rzuci córka Cory. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie zszokowany.
- A te ekrany? - spytał.
- Te ekrany pozwalają mi śledzić każdą osobę w każdej krainie. Tylko ja mogę na nie patrzeć. Chyba, że pozwolę na patrzenie na nie innym... - podeszłam do niego. - ...Ale tobie nie pozwalam. Tylko osoby o czystym sercu i w dobrej mierze, oraz osoby, które wyleczyły się z rozpaczy po utraconej miłości mogą je oglądać bez mojego pozwolenia. Za to ty, dopóki jesteś Mrocznym zabraniam ci na patrzenie na te ekrany... - w tym momencie sięgnęłam po medalion w kształcie serca. - ...Teraz stąd odejdź. Mam coś do załatwienia. Muszę spotkać się z Ruth. - mężczyzna zniknął w kłębie dymu. Odetchnęłam z ulgą. To była prawda. Chciałam się z nią spotkać i ją ostrzec.
Zniknęłam i pojawiwszy się przed młodym małżeństwem. Nieco się zlękli, gdy mnie zobaczyli.
- Nie obawiajcie się. Nie mam zamiaru was krzywdzić. Przyszłam w pokoju i ostrzec was. - wyjaśniłam.
- Ostrzec? - spytał mężczyzna.
- Tak. Król George potrzebuje męskiego potomka. Wiem, że ty Ruth jesteś w ciąży, ale... - tu urwałam. Nagle poczułam ciepło pierścienia i rozejrzałam się. Mroczny stał kilka metrów od nas. - ...Rumpelsztyk! - zawołałam.
- Witam. Przyszedłem wam pomóc. - oświadczył. Jego uśmiech był przerażający, nawet jeśli jego usta były lekko otwarte w niepokojący sposób. - "Pomóc? A to ci dowcip!" - pomyślałam. Zobaczyłam gest ręki brata dającego mi do zrozumienia bym odeszła. Ze zmarszczonymi brwiami cofnęłam się, a Mroczny zbliżył się do małżeństwa.
- Pomóc? - spytała Ruth.
- Tak. Jak widzę jesteście bardzo biedni. Ofiaruję wam gospodarstwo i nieco złota. - oświadczył. Milczałam przyglądając się tej scenie. Ta transakcja musiała nastąpić.
- Gospodarstwo? A czego w zamian chcesz, Mroczny? Zawsze chcesz coś za coś. - oświadczył mężczyzna.
- Tak. Jak widzę ty, Ruth jesteś w ciąży. Gdy urodzisz dasz mi jednego z waszych synów. - oświadczył.
- Synów? - zdziwiła się kobieta.
- Dlaczego chcesz naszego dziecka? - spytał mężczyzna.
- Poprawka... - wtrąciłam się. Wszyscy na mnie spojrzeli. - ...On chce jednego z waszych synów. Ruth urodzi bliźniaków. Oddacie mu jednego z nich. - wyjaśniłam.
- Dlaczego? - spytała Ruth.
- Są dwa powody abyście dali waszego syna. Po pierwsze król George będzie mieć swojego wymarzonego pierworodnego potomka, a po drugie wy zachowacie drugiego syna. Poza tym wasz drugi syn odegra ważną rolę w późniejszym czasie... - spojrzałam na brata i powiedziałam: - ...Cofnij się z łaski swojej... - powiedziałam, a mój pierścień zalśnił białym blaskiem. Mroczny cofnął się aż do ogrodzenia. Podeszłam do Ruth sięgając po pierścionek. Ujęłam jej dłoń rzucając czar. Gdy cofnęłam się oświadczyłam patrząc kobiecie w oczy. - ...Ruth, posłuchaj, gdy urodzą wam się chłopcy wezwij mnie poprzez ten pierścień zanim Mroczny lub król przybędą po jednego z nich. Zgoda?... - poprosiłam. Kobieta niezbyt pewna kiwnęła głową. - ...Rumple, kontrakt został zawarty odejdź stąd i wróć, gdy nastanie czas... - oświadczyłam. Ten zniknął. - ...Nie mówcie synowi o tej transakcji. Gdy nastanie czas dajcie mu to. - machnęłam ręką i w mojej dłoni pojawił się miecz.
- Niewiarygodny. - wydyszał mężczyzna biorąc go do ręki.
- Powiedzcie mu, że jest on podarunkiem ode mnie. Dajcie mu ten miecz, gdy przybędzie pewna dziewczyna o imieniu Joan. A ja mam na imię Aveline i jestem Świetlistą. Gdy ona przyjdzie także mnie wezwijcie. Porozmawiam z nimi. Zgoda? - poprosiłam, po czym zniknęłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz