Minęły kolejne lata w obozie wojennym księcia. Hordor wciąż miał władzę nad Mrocznym, ale i tak się nie wtrącałam do jego spraw ani oni do moich... aż do pewnego razu...
Będąc wciąż w obozie kazano mi pilnować jedzenia dla żołnierzy. Gdy obok mnie przeszło dwóch mężczyzn usłyszałam urywkę ich rozmowy. Dowiedziałam się, że Hordor z garstką swoich ludzi idzie do pewnej wioski zabrać jakąś dziewczynkę, a drugi dodał, że Mroczny nie przeszkodzi wieśniakom w zabraniu dziewczynki. Przypomniałam sobie, że od dwóch lat dzieci od 14 roku życia idą na wojnę z ogrami. Nazwa, którą wymówili coś mi mówiła. Jakbym doznała dziwnego deja vu. Wstałam i rozejrzałam się uważnie. Weszłam do najbliższego namiotu z zaopatrzeniem, a konkretniej do namiotu z bronią.
- Jeśli oni tam idą... - wymamrotałam. - ...to znaczy, że Baelfire... - tu zamarłam na chwilę. - ...za trzy dni... - spojrzałam na pierścień. - ...będzie mieć 14-ste urodziny... - zakryłam usta. - ...Oraz, że ja i Rumpelsztyk... - spojrzałam na swoje dłonie, a potem na swój pierścień, który od 14 lat zaczął błyszczeć tak jasnym blaskiem, że raził w oczy. Dwa lata temu Biała Wróżka uprzedziła mnie, że nikt oprócz mnie, innych wróżek oraz Mrocznego nie widzi tego blasku. Widzą tylko zwykły pierścionek. - ...oboje otrzymamy moce... - szepnęłam. Wyjrzałam ukradkiem z namiotu. - "Co robić? Nie mogę przeszkodzić w zabraniu tej dziewczynki ani Baelfire'a" - myślałam gorączkowo. - ...Wiem! - wybiegłam cichaczem jak najdalej od obozu. Rozglądając się uważniej.
Pobiegłam w ciemną puszczę. Gdy upewniłam się, że nikt za mną nie szedł i nikogo nie ma w pobliżu zawołałam.
- Zoso! Wzywam cię! Muszę z tobą porozmawiać! Jesteś mi winien przysługę! - zawołałam. Po kilku chwilach wyczułam ciepło na pierścieniu. Obejrzałam się i zobaczyłam go.
- Wzywałaś mnie? - spytał cichym głosem.
- Tak. Muszę cię uprzedzić. - oświadczyłam.
- Przed czym? - spytał.
- Hordor ma zamiar iść do pewnej wioski, gdzie mieszka mój brat i bratanek. - wyjaśniłam.
- Co to ma do rzeczy? - spytał obojętnie.
- To, że oto nadszedł czas abyś podpuścił Rumpelsztyka aby skradł twój sztylet. - oświadczyłam z uśmiechem.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął, ale skończyłam za niego.
- Tak. Będziesz wolny. Stanie się to za trzy dni. - wyjaśniłam. Zoso wpatrywał się we mnie.
- Wiesz, że ty także musisz dokonać czegoś co umożliwi ci stanie się Świetlistą? - zauważył.
- Wiem, ale nie wiem co... - tu zwiesiłam głowę.
- Może ja pomogę? - rozległ się głos Białej. Leciała ku nam obojgu.
- Melanie! Tak się cieszę, że cię widzę. Powiedz, co mam zrobić aby stać się Świetlistą? - spytałam.
- Przeniosę cię do Krainy Oz. Uprzedzisz czarownika o przybyciu pewnego dnia Zeleny. Powiesz mu aby na nią uważał i był ostrożny. - wyjaśniła.
- A co z Rumeplsztykiem i moim bratankiem? - spytałam.
- Do tej sprawy nie możesz się wtrącić. Masz na tę sprawę tylko dwa dni. Lecz jeśli chcesz zdążyć na to... - pokazała na Zoso. - ...aby zobaczyć się z bratem jak staje się nowym Mrocznym, to musisz się pospieszyć. - oświadczyła. Wpatrywałam się w nich oboje aż w końcu powiedziałam:
- Zgoda. Ostrzegę czarownika. Otwórz portal do krainy Oz. - poprosiłam. Wróżka skinęła głową, a potem machnęła różdżką i po chwili pokazały się drzwi z zieloną zasłoną. Odpędzając myśląc o tym, że nie znoszę koloru zielonego weszłam w portal.
Po chwili znalazłam się na brukowanej złotej ścieżce. Spojrzałam w lewo, a potem w prawo. Coraz bardziej nie znosząc tego koloru skierowałam się ku Szmaragdowemu Grodowi.
Doszłam do Grodu po dziesięciu minutach. Poprosiłam o audycję u czarownika.
- Dobrze. Możesz wejść. - powiedział strażnik przy wejściu do jego komnaty. Weszłam tam i stanęłam przed kotarą na podium.
- Witaj, o wielki Ozie. - przywitałam się.
- Witaj, droga Aveline. - przywitał się czarownik. - "No tak. Czarownik zna każde imię" - pomyślałam. - ...W czym mogę ci pomóc? - spytał. Myślałam przez chwilę aż w końcu odparłam:
- Widzisz, wielki Ozie przybywam ze świata bez magii i... - tu opowiedziałam całą historię o pobycie w domu i pobycie w świecie baśni. - ...Panie, muszę, a raczej pragnę otrzymać moc Świetlistej abym mogła pomagać ludziom i wielu magicznym stworzeniom, a w szczególności Rumpelsztykowi jego synowi. Od Białej Wróżki dowiedziałam się, że w tym samym czasie, gdy mój brat stanie się Mrocznym ja stanę się Świetlistą. - zakończyłam. Czarodziej milczał przez chwilę, aż w końcu powiedział:
- Rozumiem. Przyszłaś tutaj by to osiągnąć? - spytał.
- Tak mi poleciła Biała Wróżka. - odparłam.
- Czy mówiła coś jeszcze? - spytał.
- Tak. Poprosiła mnie, abym cię ostrzegła przed pierworodną córką Cory, Zeleną. Stanie się ona potężną Czarownicą Z Zachodu o zielonej skórze. Daj jej to, co chce i wyjaśnij jej, że nie można podróżować w czasie. Że taka magia nie istnieje. - odparłam.
- Dlaczego mam jej tego nie mówić? - spytał.
- Dlatego, że wszystko musi potoczyć się jak trzeba. Nie wspominaj jej... - urwałam, gdyż poczułam ciepło na pierścionku. Spojrzałam na niego. - ...Co się dzieje? - spytałam.
- Byłaś u mnie kilka godzin. Tu czas mija inaczej niż w Zaczarowanym Lesie. - wyjaśnił.
- Chwila, ile minęło czasu w Zaczarowanym Lesie? - spytałam.
- Niecałe trzy dni. W tej chwili twój brat podpalił zamek księcia i zaraz zdobędzie sztylet Mrocznego. - odparł czarownik.
- Jasny gwint! Muszę wracać! - zawołałam.
- Poczekaj, Aveline. Dam ci coś, co umożliwi ci dotarcie do brata w szybszy sposób. - już miał coś zrobić, gdy powiedziałam:
- Nie. Nie dawaj mi niczego. Sama muszę tam dotrzeć o własnych siłach. A te pantofelki daj Zelenie, a ona da Dorotce z Kansas. - i wybiegłam z komnaty. Dotarłam do portalu i wbiegłam ile sił w nogach do Zaczarowanego Lasu.
Rozejrzałam się. Zobaczyłam niedaleko osiodłanego konia. Jednym ruchem nogi wskoczyłam na niego i pogalapowałam ile sił w kopytach do Rumpelsztyka i Zoso. Dotarłam do nich w ostatniej chwili. Rumpelsztyk właśnie wzywał Zoso. Ukryłam konia i schowałam się za najbliższym drzewem. Przyglądałam się temu co robią. Słuchałam ich rozmowy. Nagle Zoso spytał:
- Co mam więc zrobić? - spytał. Rumpelsztyk przez chwilę się wahał i powiedział wbijając mu sztylet w serce:
- Giń! - zawołał. Obaj upadli. Zakryłam sobie usta, aby nie krzyknąć. - "To straszne!..." - pomyślałam z lękiem. Pojedyncza łza wyleciała mi z oka, gdy Zoso powiedział, że:
- Każda magia ma swoją cenę. Teraz ty ją zapłacisz. - W momencie, gdy Zoso umarł poczułam w całym ciele ciepło i rozsadzającą radość. Każdy centymetr ciała oraz serce odczuwało siłę jakiej dotąd nie czułam. - "...Czy to moja moc?..." - spytałam sama siebie w myślach spojrzawszy na swoje ręce. Spojrzałam na Rumpelsztyka i zobaczyłam, że wyjmuje sztylet z ciała Zoso. Byłam nieco przerażona, że mój własny brat stał się nowym Mrocznym, ale i byłam zachwycona swoją niezwykłą mocą. Zamknęłam oczy poddając się jej. Nie wiedziałam dokładnie co się dzieje wokół mnie, ale poczułam także, że moje ciało zmienia swój kształt. Po chwili, która trwała chyba wieczność wyczułam zagrożenie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Rumpelsztyka stojącego tuż przede mną. Cofnęłam się o pół kroku. Wyglądał strasznie przerażająco.
- Kim jesteś? - spytał cichym głosem. Wpatrywałam się w niego przez chwilę. Zerknęłam na płynącą obok nas rzekę i odbicie księżyca w nim. Przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wyglądałam inaczej. Bardziej wojowniczo.
- Ja... ja jestem... Madeleine. - odpowiedziałam wybierając pierwsze z brzega imię.
- Kłamiesz. Wyczuwam w tobie siłę i magię. Powtórzę: Kim jesteś? - powiedział. - "...No tak. Czyta w myślach. Muszę się uspokoić" - pomyślałam. Cofnęłam się jeszcze o dwa kroki.
- Jestem twoim przeciwieństwem. Jestem Świetlistą... - zamknęłam na chwilę oczy i dokończyłam wpatrując się niego. - ...Zoso nie wspomniał ci o tym, ale nie możemy sobie nawzajem zrobić krzywdy, ani zabić. Tak działają każde przeciwieństwa. Dobro przyciąga zło, a światło mrok. Nie możemy siebie nawzajem skrzywdzić. Poza tym, Rumpelsztyku, jeśli nie chcesz marnować czasu na gadanie ze mną to idź i uratuj swojego syna przed Hordorem. - oznajmiłam.
- Bae. - szepnął i odszedł tak szybko, że ledwo mrugnęłam okiem. Gdy upewniłam się, że na pewno go nie ma tutaj oparłam się o pień drzewa oddychając z ulgi.
- Brawo, Aveline... - rozejrzałam się z lekkim przestrachem. Po chwili jednak zobaczyłam Melanie. - ...Dokonałaś tego, co było nie możliwe. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się.
- Cieszę się. Co teraz? - spytałam.
- Cóż, musisz... - tu wróżka urwała, bo zawołałam:
- Baelfire!... - i już zniknęłam pojawiając się tuż przed wymienioną osobą. Ten, gdy mnie zobaczył cofnął się. - ...Spokojnie, Bae. Nic ci nie zrobię. Mam na imię Madeleine i jestem przeciwieństwem Mrocznego. Jestem Świetlistą. Posłuchaj... - tu wyjrzałam przez okno, a zobaczywszy z dala żołnierzy powiedziałam szybko: - …Jestem siostrą-bliźniaczką twojego ojca. Stałam się Świetlistą w momencie, gdy on stał się Mrocznym. Żołnierze tu idą... - jęknęłam widząc jednego z nich zsiadającego z konia. - ...Twój ojciec stał się nowym Mrocznym i zrobi wszystko aby ochronić to, co należy do niego, czyli ciebie. - wyjaśniłam.
- Co mam zrobić, by był taki jak dawniej? - spytał chłopiec.
- Są trzy sposoby na uratowanie samego Mrocznego. Po pierwsze: Istnieje czapka czarodzieja, którą chroni uczeń Merlina. Wchłania ona moce innych. Drugi to: Robienie wszystkiego aby Mroczny wciąż był przynajmniej po części człowiekiem. Trzeba powstrzymywać go od robienia złych rzeczy i dotarcie do jego sumienia oraz serca. Trzeci to... - tu urwałam, bo usłyszałam głos Hordora w połowie drogi do chaty. Powiedziałam więc bardzo szybko, ale wyraźnie: - ...Trzeci to pocałunek prawdziwej miłości. Jeśli twój ojciec nie podda się całkowicie mrokowi i będzie wciąż po części człowiekiem jest szansa na to, aby kogoś zdołał pokochać, a ten ktoś musi zobaczyć w nim nie bestię a człowieka, którym kiedyś był. Uda się mu to i... - urwałam, bo do izby wszedł żołnierz.
- Kim ty jesteś? - spytał ten.
- Niech cię to nie interesuje... - odparłam dobitnie. - ...Jeśli chcecie mieć kolejnego żołnierza weźcie chłopaka. - oświadczyłam.
- Ale... - zaczął Bae, lecz ustąpił widząc moje oczy dające do zrozumienia aby nic nie mówił i był dobrej myśli. Żołnierz wyprowadził go z domu, a gdy byli nieco dalej wyjrzałam przez okno przyglądając się temu co miało zaraz nastąpić.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz