Moja playlista

poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 7 - Spotkanie z Piotrusiem



- Nibylandia!... - wydyszałam z przerażeniem zobaczywszy na horyzoncie wyspę. Próbowałam się wyrwać Cieniowi Piotrusia. Nie udało mi się aż do momentu, gdy unosiłam się nad nie dużym stawem. Wycelowałam w niego swoim pierścieniem. Zabłysnął jaskrawym blaskiem, a Cień puścił mnie odlatując. Spadłam prosto do wody. W ostatniej chwili wstrzymałam oddech. Wynurzyłam się rozglądając się za statkiem Hooka. Nic nie zobaczyłam. - "To znaczy, że jeszcze się nie narodził lub nie przybył do tej krainy" - Trochę zrobiło mi się przykro, gdyż wolałam przebywać wśród piratów niż w obozie Piotrusia. Popłynęłam ku wyspie. Udało mi się dopłynąć do brzegu unikając syreniej klątwy. Ze zmęczenia upadłam na ziemię wypluwając wodę. Powoli wstawałam, lecz nagle poczułam, że metal pierścienia staje się ciepły. - ...O nie... - wydyszałam. Wstałam szybko rozglądając się czujnie. Wyciągnęłam przed siebie pierścień. Zauważyłam, że kwiat zajaśniał bardziej po mojej lewej stronie. Machnęłam ręką i chwilę potem ukazał mi się w dłoni miecz.



- ...Pokaż się! - krzyknęłam celując w krzaki. Po chwili wyszedł kilkunastoletni chłopak z maczugą w ręku.
- Kim jesteś? - spytał.
- Co ciebie to obchodzi?! Powiedz swojemu szefowi, żeby mnie stąd wypuścił i oddał mi mojego ojca! - zawołałam.
- Po co ci twój ojciec? On przecież nie jest nim. - rozległ się czyjś głos tuż za mną. Powoli, bardzo powoli obejrzałam się i zobaczyłam GO.
- O kurcze. - wyrwało mi się. Patrzyłam na Piotrusia we własnej osobie.


- Znamy się? - spytał ten.
- Nie. Znaczy się... tak. W pewnym sensie. - odpowiedziałam. - "...Co robić? Co robić?..." - myślałam gorączkowo. - "...Jeśli się dowie, że jestem siostrą Mrocznego..." - urwałam swoje rozmyślenia, gdyż prawdziwy ojciec zbliżył się do mnie powiedziawszy:
- Już wiem skąd cię znam... - powiedział. Serce zaczęło mi walić, a pierścień na palcu zaczął mnie lekko parzyć. - ...Jesteś moją córką. - odparł. Lekko się speszyłam. - "...Niech go szlag! Czyta mi w myślach!..." - Zamknęłam oczy i lekko opuściłam gardę. Znowu na niego spojrzałam. Odpowiedziałam dopiero minucie milczenia.
- Tak. Mam na imię Aveline. - odpowiedziałam. Piotruś podszedł do mnie jeszcze bliżej, ale wycelowałam w niego koniec miecza aby zachować dystans.
- Powiedz mi, Aveline skąd masz ten pierścień?... - spytał pokazując na biżuterię. Luknęłam na niego, a potem na ojca. - ...To przecież pierścień Merlina nazywanego także pierścieniem Świetlistego. Skąd go masz? - zapytał.
- Ja... ja... zdobyłam go kilka lat temu. - odpowiedziałam.
- Hm... Kilka lat temu. Skoro masz ten pierścień znaczy to, że Rumpelsztyk coś musiał zrobić aby także otrzymać moc... - umilkł na chwilę. - ...Ach teraz rozumiem. Biała Wróżka poprosiła mnie aby wychował tylko syna, a ciebie oddał komuś innemu. Powiedziała mi też, że oboje w tym samym czasie otrzymacie przeciwne moce. Ty jesteś Świetlista, a on musiał stać się Mrocznym. - zamknęłam oczy. Zastanawiałam się długi czas, aż w końcu opuściłam miecz i spojrzałam na niego.
- Tak. To prawda, ojcze. Pozwól mi odejść. Nie potrzebujesz mnie. - poprosiłam. Ojciec stanął teraz tuż przede mną i się przyjrzał.
- Dobrze, ale mam warunek. - "...Jak zwykle..." - westchnęłam.
- W porządku. Jaki to warunek? - spytałam wkładając miecz do pochwy. Zbliżył się jeszcze bardziej.
- Znajdziesz... - tu urwał, bo ja dopowiedziałam:
- Mam ci znaleźć chłopca z sercem pełnego wiary? - dopowiedziałam.
- Zgadza się. Wiesz gdzie mogę go znaleźć? - spytał. Wpatrywałam się w niego długą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Zrobimy tak... - zbliżyłam swoją twarz ku niemu patrząc w jego jasne oczy. - ...Ja ci powiem kim są jego rodzice, a ty obiecasz nie zrobić krzywdy moje rodzinie, a przede wszystkim Rumpelsztykowi mimo jego mrocznej strony, przepowiedni. Zostawisz także mojego bratanka Baelfire'a. Zostawisz także jego przyjaciół, ktokolwiek by nim nie był. Zgoda? - zaproponowałam. Piotruś patrzył na mnie niezbyt długo.
- Dobrze. Zgoda. Kto jest ojcem tego chłopca? - spytał.
- Baelfire, a matką jest, a raczej będzie Emma. Będzie ona córką Śnieżki i bliźniaka księcia Jamesa, Davida. Chłopak urodzi się na początku XXI wieku. Poczekaj aż zostanie rzucona pierwsza klątwa na Zaczarowany Las przez złą królową o imieniu Regina. Wszyscy mieszkańcy tej krainy zostaną przeniesieni do miejsca bez magii. Tam znajdziesz chłopca, którego szukasz i pragniesz jego serca aby przeżyć. - oświadczyłam.
- Bardzo szczegółowe informacje mi powiedziałaś. Dobrze, pozwolę ci odejść. - oświadczył. Cień podleciał do mnie wyciągając rękę. Wpatrywałam się w ojca.
- Powiedz mi jeszcze jedno, ojcze... - ten spojrzał na mnie uśmiechając przebiegle. - ...Gdzie jest mężczyzna, który mnie wychowywał? - spytałam.
- Mężczyzna, o którym mówisz nie żyje od kilku lat. Mój Cień go zabił i wcielając się w niego. Pamiętaj jedno: jeśli w twoim sercu pojawi się złość, gniew czy nienawiść twoja moc zacznie słabnąć. Więc uważaj. - oświadczył widząc, że chciałam wyjąć szablę. Gdy to jednak powiedział uspokoiłam się. Miał rację. Nie mogę się poddać mrokowi. Zamknęłam na chwilę oczy uspakajając oddech.
- Masz rację. Jednak ja cię ostrzegam: Zabijesz moich bliskich, a przepowiednia, która zostanie wygłoszona za kilka lat spełni się. Rumpelsztyk zostanie poprowadzony przez swojego syna do chłopca, który będzie prawdopodobnie jego zgubą. A będzie to najmniej spodziewana osoba dla niego. Ty jednak zginiesz, lecz nie z mojej ręki. - oświadczyłam biorąc rękę cienia Piotrusia. Chwilę potem unosiliśmy się w powietrzu. Cień zabrał mnie tam skąd mnie wziął. Gdy mnie upuścił delikatnie na ziemię rozpłakałam się. Nie mogłam się ponieść zemście. Musiałam trzymać nerwy na wodzy i ukrywać negatywne uczucia. Teraz była ważna moja rodzina.
- Och, Bae... - szepnęłam. - ...Gdybym tylko mogła zmienić bieg wydarzeń... Lecz nie mogę. Musisz tam iść i ratować Wandy Darling i jej braci... - usiadłam na ławce przy domu i myślałam. - "...Jeśli powiem Mrocznemu w jakich czasach pojawi się Bae będzie chciał iść za nim. Lecz jednak jeśli mu nic nie powiem rzuci klątwę. Z drugiej strony jeśli jej nie rzuci Emma nie spotka Bae'a i nie urodzi Henry'ego, który będzie miał serce pełne wiary" - westchnęłam. - ...Muszę na to pozwolić i muszę wziąć się w garść. W końcu jestem Świetlista. - szepnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz