Moja playlista

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 5 - Spotkanie z bratem i pierwsza misja

         Nowy Mroczny stał tuż przed Hordorem, a raczej Hordor klęczał przed nim cały się trzęsąc ze strachu. Przełknęłam ślinę na ten widok, a jednocześnie odczułam zadowolenie. Z tej perspektywy czuło się strach wobec potęgi Mrocznego. Szczególnie, gdy Mroczny chciał się zemścić. Czułam, że Rumpelsztyk w duchu chciał się zemścić. Ścisnęłam w dłoni medalion. Odczułam odwagę i satysfakcję w umyśle brata, gdy na niego patrzył. Nagle Rumpelsztyk skręcił kark Hordorowi.
- Tato, nie!... - zawołał Bae. Jednak on go nie posłuchał. Do tej sytuacji nie mogłam się mieszając. Tak miało być, gdy patrzyłam ze strachem jak Mroczny chwycił za sztylet i zabił żołnierzy towarzyszących Hordorowi, bo ci chcieli się na niego rzucić. Obronił się wbijając sztylet w każdego żołnierza. Gdy ostatni żołnierz upadł na ziemię Rumpelsztyk stanął pośrodku gospodarstwa idąc powoli ku synowi. - ...Tato, co ci się stało? - spytał chłopiec.
- Jesteś już bezpieczny, Bae. Czujesz się bezpieczny? - spytał Mroczny.
- Nie. Jestem przerażony. - odparł Bae cofając się z każdym jego krokiem.
- A ja nie. Ochroniłem to, co należy do mnie. Niczego się nie boję. - tu się zaśmiał. Widziałam w oczach Bae'a strach i przerażenie, a w oczach mego brata odwagę i satysfakcję z tego, że zabił kogoś kto chciał zniszczyć życie jego synowi. Sama byłam przerażona na widok tej sytuacji. Tak się bałam, że zrobiłam trochę hałasu. Nagle usłyszałam odgłos szybkich kroków, a mój pierścień był coraz cieplejszy. Nie zdążyłam się ukryć. Upadłam i już miałam wstawać, lecz Rumpelsztyk stał już nade mną. Znieruchomiałam.
- Tato, nie rób tego. To Madeleine. - powiedział szybko.
- To nie jest jej prawdziwe imię. - powiedział chwyciwszy mnie za ubranie stawiając na nogi. Przyłożył mi sztylet do gardła przytwierdzając siłą do jednego z filarów domu.
- Rumpelsztyku,... - spojrzałam w jego oczy oddychając uspokajająco. Powoli nabierałam pewności siebie. Chociaż ogarniał mnie strach, który kiedyś on sam czuł nim taki się stał próbowałam pozbierać myśli. - ...wiesz... wiesz, że nie możesz mi nic zrobić.
- Tak sądzisz? - spytał z żądzą mordu w głosie.
- Tak działa nasza moc, Rumpelsztyku. Mrocznego i Świetlistej. Nie zapominaj. - oświadczyłam.
- Wyczuwam kłamców. Puszczę ciebie... pod jednym warunkiem... - powiedział zbliżając swoją twarz do mojej. Drżałam lekko, gdy napierał sztyletem do mojego gardła. - ...Jak się naprawdę nazywasz? - spytał. Patrzyłam w jego oczy, które tak się zmieniły odkąd widziałam je ostatnim razem. Podniosłam ręce w geście poddania się dając do zrozumienia, że powiem prawdę.
- Aveline. Mam na imię Aveline. Jestem twoją siostrą-bliźniaczką. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwił się.
- To prawda, Rumpelsztyku. Nasz ojciec nas rozdzielił tuż po naszych narodzinach. Przeniósł mnie do innej krainy. - oświadczyłam. Mroczny patrzył na mnie przez kilka chwil aż w końcu opuścił sztylet, lecz wciąż stał bardzo blisko mnie.
- Ojciec powiedział mi, że jestem jedynakiem. - odparł niedowierzającym tonem.
- Kłamał, a raczej zataił przed tobą tę informację. - wyjaśniłam.
- Czemu skłamał? - spytał. Popatrzyłam na niego potem na Bae'a.
- Kilka dni przed naszymi narodzinami Biała Wróżka odwiedziła go w lesie, gdy zbierał drewno. Powiedziała mu iż będzie miał bliźniaki. Doradziła mu, aby ciebie zatrzymał a mnie oddał innej rodzinie z innej krainy. - wyjaśniłam. Mężczyzna nie spuszczał mnie z oka.
- Nie mogę ciebie rozgryźć... - powiedział w końcu. - ...Coś ukrywasz, ale nie pojmuję tego. - powiedział cofając się o pół roku. Patrzyłam na niego nieco wystraszona. Na sekundę zerknęłam na jego sztylet, potem w jego twarz. Czułam wciąż ciepło metalu pierścienia, ale i zauważyłam, że się błyszczy. Zdawało mi się, że się schładza. Zamknęłam oczy uspakajając oddech i drżenie ciała. Ponownie spojrzałam na Mrocznego.
- Wybacz mi, bracie, ale nie mogę być przy tobie i twym synu. Jestem Świetlista, a nie możemy zbyt długo być blisko siebie. Ja w przeciwieństwie do ciebie poszłam na wojnę i nie jestem tchórzem... - Rumpelsztyk już wyciągał sztylet, gdy ja wyciągnęłam dłoń, na której był pierścień. Mroczny cofnął się o kilka kroków. Metal sztyletu także świecił lekko.
- Tato, co się dzieje? - spytał Baelfire.
- Twój ojciec tego nie wie, Bae... - odezwałam się lekko dysząc. Pierścień zaczął świecić się jaśniej. - ...Sztylet Mrocznego i mój pierścień pochodzą z tego samego metalu, który Merlin przetworzył na pierścień i sztylet. Jedno zostało nasiąknięte magią Mroku, a drugą i magią Światła, gdy pierwszy Mroczny walczył z Merlinem. Po ich walce Merlin stał się pierwszym Światłym. Uwięził go w duszy żywej istoty, którą można było kontrolować dzięki sztyletowi. Jednak mój pierścień... - tu wyprostowałam się i szłam prosto na Rumpelsztyka, który z każdym moim krokiem cofał się. - ...posiada moc każdego Światłego i Świetlistej, poczynając od Merlina... - teraz byliśmy już na zewnątrz. - ...Można dzięki pierścieniowi, do pewnego stopnia kontrolować jego mroczną stronę. - odparłam.
- Jak to? - spytał Rumpelsztyk.
- Mogę cię tylko powstrzymywać od skrzywdzenia kogoś, ale nie zabicia Mogę także wyczuć co zamierzasz. Nie mogę jednak zmusić cię do skrzywdzenia kogokolwiek. Inaczej mówiąc nie mogę poddać się mrokowi... - spojrzałam teraz na chłopca. - ...Bae, jeśli odbierzesz ojcu sztylet będziesz mógł go kontrolować. Jednak wiem, że nie chciałbyś tego, gdyż jesteś jego synem, a moim bratankiem. Kocham was obu i nie chcę by cokolwiek wam się stało... - oświadczyłam. - ...Rumpelsztyku, jako Świetlista nie będę zawierała z tobą żadnego kontraktu i umowy. Zrobisz to tylko dlatego, że jesteśmy rodziną. Teraz sobie pójdę. Otrzymaliśmy moc i osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Ochroniliśmy to, co było nam drogie. Swoją rodzinę. Uprzedzę cię jednak przed kimś. - powiedziałam.
- Przed kim? - spytał Mroczny. Tu opuściłam rękę i odpowiedziałam.
- Przed Kilianem Jonesem. - oświadczyłam.
- Dlaczego? Kim on jest? - spytał Bae.
- Jeszcze się nie narodził, ale będzie on piratem. Stanie się złoczyńcą. Potrafi jednak kochać, jak ty kochasz swego syna i Milah. Nie musi się taki stawać jeśli zostawisz go w spokoju. Uda nam się byś był po części człowiekiem. - powiedziałam.
- A może ja nie chcę? - warknął Mroczny.
- Ty może nie, ale Bae tak. Jednak jeśli coś sobie nawzajem odbierzecie, co jest wam drogie... - tu podeszłam do niego i szepnęłam. - ...będziecie wrogami. Bae straci ojca, a nawet matkę. - oświadczyłam, po tych słowach zniknęłam im z oczu.

~~*~~

         Pojawiłam się w krainie, gdzie dorastałam. Spojrzałam na dom przed sobą.
- Ojcze! Jesteś tam? - zawołałam. Z domu wyszedł starszy mężczyzna.
- Kim jesteś? - spytał.
- To ja, ojcze. Aveline. Stałam się Świetlistą. - odpowiedziałam z radością. Mężczyzna patrzył na mnie przez chwilę, a gdy zobaczył pierścień na moim palcu zrozumiał, że jestem jego córką.
- Ave, to ty? - spytał.
- Tak, ojcze. To ja... - podeszłam do niego z uśmiechem na ustach. - ...Jestem tu. Wróciłam do domu i nie zamierzam odchodzić. - oświadczyłam. Mężczyzna przytulił mnie płacząc głośno.
- Cieszę się, że żyjesz. - powiedział mi we włosy.
- Też się cieszę, ojcze... - spojrzałam na niego z uśmiechem, jednak po chwili zauważyłam ukradkowe spojrzenie na dom. Dawał mi znak wzrokiem, że coś jest nie tak, co świadczyła jego przygnębiona mina. - ...Zostań tu... - szepnęłam skradając się ukradkiem ku domowi i wyjmując miecz. Weszłam cicho do środka. Wewnątrz zobaczyłam kilku żołnierzy. - ...Kim jesteście? - spytałam.
- Z rozkazu księcia przyszliśmy do twojego ojca, aby zabrać go na walkę z ogrami. - oświadczył jeden z nich pokazując mi pergamin. Zmrużyłam oczy i wycelowałam w nich miecz.
- Nie pozwolę aby moja rodzina walczyła z tymi potworami! - zawołałam.
- Co taka dziewucha może nam zrobić? Podrapać? - spytał jeden z rycerzy śmiejąc się.
- Nie jestem dziewuchą. Jestem Świetlista... - dwóch mężczyzn przestało się śmiać i wymienili spojrzenia. - ...Nie pozwolę aby ktokolwiek o zdrowych zmysłach szedł na front. - oświadczyłam.
- Ty poszłaś. - zauważył ten sam żołnierz.
- Owszem, bo moja decyzja była świadoma. Sama zdecydowałam, że chcę być wojownikiem. Od teraz nie będę służyć komukolwiek. Będę pomagać ludziom i magicznym stworzeniom będących w potrzebie. Nawet przed czarnoksiężnikami i czarownicami... - machnęłam ręką i wyrzuciłam ich z domu. Podeszłam do nich patrząc na nich z góry. - ...A teraz słuchajcie. Ogłoście we wszystkich krainach, że oto pojawiła się nowa Świetlista i bohaterka. Nie pozwolę aby ktoś cierpiał i umarł. Powstrzymam wszystko i wszystkich aby zapanował pokój. Teraz się wynoście... - oznajmiłam. Żołnierze wsiedli na konie i odjechali. - ...Ojcze, wszystko dobrze? - spytałam się go.
- To... to było... niesamowite! Ani jednej rany i walki. - powiedział uśmiechając się promiennie patrząc na mnie. Odwzajemniłam uśmiech.
- Ojcze, obiecuję ci, że dopilnuję aby nikt nam nie zagrażał i by ludzie mieli nadzieję i wiarę. - oznajmiłam biorąc go w ramiona.
- Aveline, jesteś... wspaniała! Dziękuję. - powiedział przez łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz