Któregoś dnia mając ze 25 lat ojciec został wezwany na wojnę z ogrami.
- Wojna z ogrami? - spytał ojciec.
- Tak. Pójdzie pan z nami. - oznajmił rycerz.
- Dobrze. Pójdę. - powiedział.
- Ojcze, nie! Zginiesz! - zawołałam.
- Aveline, nie mam wyjścia. Muszę chronić to co jest dla mnie najważniejsze. Ty musisz zostać i zająć się chorą matką. - wyjaśnił. Patrzyłam jak ojciec odchodzi. Łzy szkliły się mi się w oczach. Chwyciłam za medalion by dowiedzieć się co mam zrobić. Podpowiadał mi abym podeszła do nich.
- Ojcze, idę z tobą! - postanowiłam.
- Skarbie, nie możesz. To niebezpieczne. - stwierdził.
- Wiem, ale powiedziałam ci kiedyś, że muszę być dobra, a także odważna. Wojna z ogrami mi to umożliwi.
- Co za odważna dziewczyna. - odezwał się jeden z rycerzy. Spojrzałam tylko na niego i nagle rozpoznałam w nim pewnego mężczyznę, który będzie miał władzę nad Zoso poprzednikiem Rumpelsztyka. Myślałam chwilę w milczeniu. Zmarszczyłam brwi.
- Postanowiłam, ojcze. Chcę iść na wojnę w zastaw za ciebie. Muszę udowodnić światu, że jestem dobra. Ty zajmij się mamą, a ja pójdę za ciebie. - oświadczyłam. Mężczyzna patrzył na mnie z miłością. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, aż w końcu powiedział:
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Jesteś świadoma swojej decyzji? - spytał.
- Tak, ojcze. Jestem. - odparłam.
- Książę, potrzebujecie ludzi do wojny z ogrami.- powiedział.
- Tak potrzebujemy możliwie wszystkich zdolnych do walki. - odparł.
- Słyszałeś moją córkę. Pójdzie zamiast mnie. - oznajmił mój ojciec.
- Dobrze. Zgoda. - powiedział książę. Przytuliłam ojca na pożegnanie.
- Będzie dobrze, ojcze. Jeśli wrócę, wrócę odmieniona, ale cała i zdrowa. - oświadczyłam.
- Bądź ostrożna i wróć. - poprosił.
- Będę... - podeszłam do jednego z rycerzy i wsiadłam na konia. - ...Do zobaczenia, ojcze. - pożegnałam go.
Pojechaliśmy na północ. Co chwilę zerkałam na mężczyznę obok siebie. Już od momentu, gdy go rozpoznałam zaczęłam go nie lubić, ale wiedziałam, że nie mogę ponieść się emocjom. Teraz ważna była moja rodzina, szczególne Rumpelsztyk. Oby nic mu nie było.
Jechaliśmy dość długo. Po kilku godzinach dojechaliśmy do obozu. Tam rycerz zaprowadził mnie do namiotu głównodowodzącego.
- Panie, przyprowadziliśmy ci wyjątkowego gościa. - oznajmił. Dowódca spojrzał na mnie.
- Powiedziałem przecież, że potrzebni mi tylko dorośli i silni mężczyźni. Tylko mężczyźni. - oświadczył.
- Rozumiem, panie, ale ta panienka... - tu urwał, bo odezwałam się:
- Panie, mój ojciec miał przyjść, ale nie mogłam znieść, że wojna go zniszczy, więc przyszłam zamiast niego. Matka jest chora i ktoś musiał się nią zająć. - wyjaśniłam.
- Jak się nazywasz, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - tu skłoniłam się elegancko.
- Jesteś zbyt grzeczna jak na rycerza... - przyjrzał się mi i podszedł. - ...ale też i odważna... - jeszcze przez kilka chwil przyglądał mi się aż w końcu powiedział: - ...Nada się. Niech ją ktoś ubierze w rycerską zbroję... - gdy wychodziłam usłyszałam jeszcze jedno zdanie z ust dowódcy: - ...Ogłoście, że mężczyźni i kobiety od 20 roku życia też się nadadzą do służby. - oświadczył. Zwiesiłam głowę. Wciąż miałam taką minę, gdy mnie ubierali, gdyż wiedziałam, że za kilkanaście lat obniżą limit wieku do 14 lat. Biedni Rumpelsztyk i Baelfire. Pojedyncza łza poleciała mi z oka.
~~*~~
Od tego dnia minęło wiele lat. Nie liczyłam ile, ale pewnego dnia usłyszałam, że książę wyjeżdżał często, a z tego co mówili żołnierze to iż zawsze towarzyszyła mu zakapturzona postać. Mając dziwne i podejrzane przeczucie tej samej nocy poszłam do namiotu dowódcy. Gdy byłam blisko jego namiotu wyczułam ciepło metalu na palcu. Zdjęłam rękawicę i zobaczyłam, że pierścień na moim palcu błyszczy. Przyjrzałam się mu. Umysł mi mówił, że ktoś potężny jest blisko mnie. Wyjęłam broń rozglądałam się dookoła.
- Pokaż się! - zawołałam. Bardziej wyczułam niż zobaczyłam, że jest tu ktoś potężny. Jednym machnięciem miecza wycelowałam w tego kogoś.
- Zoso!... - wydyszałam. Patrzyłam na niego nieco wystraszona. Cofałam się, aż nagle wyczułam kogoś za sobą. Obejrzałam się i zobaczyłam tego kogoś. Był to ten mężczyzna, którego widziałam po raz pierwszy. - ...Hordor!... - jęknęłam. Zaczęłam się cofać powoli aż nagle zobaczyłam coś w reku rycerza...
- ...Sztylet Mrocznego! To by znaczyło, że... - znowu się obejrzałam, ale tym razem na mojej twarzy widniało prawdziwe przerażenie. Patrzyłam na Mrocznego jakbym widziała diabła.
- Zoso, zabij ją. - nakazał Hordor.
- Nie, nie... - cofałam się, a miecz wypadł mi z ręki i uderzył w ziemie z brzdękiem. Nie wiedziałam co robić. Serce waliło mi jak dzwon. Puls z 80 podskoczył do 200. - ...Zoso, proszę... Nie. - Nagle Mroczny stanął tuż przede mną. Ogarniał mnie prawdziwy strach. Padłam tuż przed nim na kolana. Czekałam tylko na śmierć. Zoso już miał chwycić mnie za gardło, gdy to, co się stało w następnej chwili wydarzyło w ułamku sekundy. Już zbliżał rękę ku gardle, gdy moja ręka podniosła się bezwolnie ku jego nadgarstkowi. Zoso wrzasnął i cofnął się o kilkanaście korków.
- Co się dzieje? Zoso, zabij ją! - zawołał Hordor. Mroczny spojrzał na mnie, a potem na swojego pana.
- Nie mogę, Hordorze. Ona ma pierścień Świetlistej i nie mogę zrobić jej żadnej krzywdy nawet, gdy masz nade mną władzę. - wyjaśnił.
- Co?... - zdziwiłam się. Spojrzałam na dłoń z pierścieniem. Kwiat na pierścieniu świecił się jasnym blaskiem. - ...No jasne! - zawołałam triumfalnie. Wycelowałam pierścień w rycerza, ale nagle coś mnie odepchnęło i upadłam u stóp Mrocznego. Na chwilę straciłam świadomość. Odzyskałam ją dopiero, gdy Mroczny pomagał mi wstać. Jak oparzona cofnęłam się szybko.
- Dziękuję ci. - powiedział łagodnie.
- Co? Jak to? Za co mi dziękujesz? Hordor kazał ci mnie zabić. - oświadczyłam.
- To prawda, ale on już nie posiada sztyletu... - pokazał mi na nieprzytomnego Hordora i sztylet leżący nieopodal. Oboje na raz spojrzeliśmy na przedmiot. Wstałam, ale Mroczny był szybszy i już miał go w ręku. Zatrzymałam się w pół kroku patrząc na Zoso. - ...Nie zrobię ci krzywdy, Aveline. - oznajmił.
- Co? Jak to? - spytałam.
- Posiadasz pierścień Świetlistej, ale nie posiadasz całej jej mocy. To mnie dziwi. Wyjaśnisz mi? - poprosił. Wpatrywałam się w niego zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Ja mam brata-bliźniaka. Mamy obecnie 25 lat. - odparłam.
- Co on ma wspólnego z pierścieniem Świetlistej? - spytał.
- To, że Rumpelsztyk jest, a raczej będzie twoim następcą za kilka lat. Stając się Mrocznym odkryje jak zachować moce a tym samym uwolnić się od mocy sztyletu. - wyjaśniłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał Hordor, który najwyraźniej już odzyskał przytomność. Mroczny odwrócił się w jego kierunku z wyciągniętym sztyletem ku niemu. Już miał podejść do niego, gdy stanęłam na jego drodze.
- Zaczekajcie. Jeśli mój brat nie stanie się Mrocznym ja nie stanę się Świetlistą... - wyjaśniłam. - ..Hordor, chcesz mieć nadal władzę nad Zoso?... - spytałam. Ten kiwnął głową. Mroczny znowu chciał zrobić krok ku nam, ale następne zdanie powstrzymało go od tego. - ...Zoso, chcesz się uwolnić od brzemienia i władzy sztyletu? - spytałam. Obaj patrzyli na mnie zdziwieni.
- Tak, chcę się uwolnić. - odparł Mroczny.
- Więc doradzam wam obu abyście na razie współpracowali i nie robili sobie krzywdy, a także mnie. Szczególnie wtedy... - podeszłam do Mrocznego i zabrałam mu sztylet. Hordor poruszył się niespokojnie, gdy do niego podchodziłam. Zdziwił się, gdy oddałam mu sztylet. - ...gdy Hordor ma nad tobą władzę, Zoso... - podeszłam blisko czarownika i szepnęłam cicho. - ...Jeśli chcesz się uwolnić od mocy Mrocznego wykonuj polecenia Hordora, aż do dnia, gdy spotkasz mojego brata. Zobaczysz w jego oczach desperację aby chronić jego syna. Mój brat zostanie wezwany na front, ale ucieknie. W wieku 14-stych urodzin jego syna stanie się twoim następcą. gdy mój brat cię zabije moce Mrocznego zostaną przekazane dalej... - mówiąc ostatnie zdanie poszłam w kierunku wyjścia z namiotu. Byłam już przy wyjściu, gdy dodałam: - ...i uwolnisz się od mocy sztyletu. A ty Hordorze pamiętaj: Mroczny nie może mnie skrzywdzić. Nie będę wam wchodziła w drogę. Cześć. - i poszłam dalej. Gdy znalazłam się w swoim namiocie pogasły wszystkie świece i poczułam przypływ mocy. Upadłam mdlejąc.
Obudziłam się w tym samym miejscu. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Popatrzyłam na siebie. Spojrzałam na swoje ręce i ramiona. Wokół nich jaśniała słaba biała poświata.
- Co się dzieje? - spytałam w przestrzeń.
- Postawiłaś pierwszy krok ku byciu Świetlistą. - odezwał się czyjś znany mi głos. Nagle pokazała się Biała Wróżka.
- Melanie! - zawołałam
- Gratuluję. - powiedziała.
- Ale czego mi tu gratulować skoro pomogłam Hordorowi? - spytałam wstając.
- Mało brakowało, a Zoso był by wolny. Wiedziałaś, że nie może być wolny do dnia 14 urodzin Baelfire'a. Doradziłaś mu co ma zrobić, aby się uwolnić od mocy sztyletu i to, żeby jego moc przejął kto inny. Czyli zapłacił wymaganą cenę. - wyjaśniła.
- To ma być moja odwaga? - zdziwiłam się.
- Tak. Pokazałaś mądrość i odwagę. Mroczny wiedział jednak, że nie może cię skrzywdzić, gdyż pierścień, który ci podarowałam chroni cię przed nim, jak i obdarzy cię mocą, gdy staniesz się Świetlistą. - wyjaśniła.
- Rany... - spojrzałam na pierścień. - ...Powiedz mi jednak czemu pierścień był gorący nim Hordor i Mroczny pojawili się? - spytałam.
- Był gorący, bo zagrażało ci niebezpieczeństwo, a jednocześnie informował cię o zbliżeniu się Mrocznego. Poza tym im bardziej się świeci, tym więcej będziesz miała mocy. - odparła.
- Niesamowite. - westchnęłam.
- Ja już pójdę. Powodzenia. - powiedziała wróżka. Już miała odlecieć, gdy zawołałam do niej:
- Melanie!... - wróżka odwróciła się. - ...Dziękuję. - Biała skinęła głową z uśmiechem i odleciała.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz