~~*~~
Minęło kilka lat, a ja nadal obserwowałam Rumpelsztyka i jego działania. Zresztą, nie tylko jego. Cora stawała się coraz potężniejsza. Jednak obawiałam się Zeleny, więc i Krainę Oz także miałam na oku. Podczas obiadu sądziłam, że nic nie może zakłócić mojego spokoju. Wzięłam do ręki szklankę z sokiem dyniowym, gdy nagle szklanka pękła. Trochę się wystraszyłam. Jednak po chwili zobaczyłam, że kwiat na pierścieniu błyszczał, a metal był zimny jak lód. Myślałam przez chwilę aż w końcu zrozumiałam co się dzieje. Ciepło oznaczało niebezpieczeństwo, a zimno oznaczało Królowę Śniegu i jej działania mimo, że jeszcze nie kontrolowała swoich mocy.
- Ingrid!... - zawołałam trochę zaniepokojona. Pognałam ile sił w nogach do piwnicy, gdzie miałam swoje obserwatorium i odszukałam ekran z Rumpelsztykiem. Na ekranie, a raczej w jego zamku zobaczyłam trzy młode kobiety. Wśród nich była Ingrid. Wszystkie trzy siostry zawierały umowę z nim. Ze zmarszczonymi brwiami przeniosłam się do jego komnaty stanąwszy bardzo blisko niego. Reakcja była natychmiastowa. Wstał tak nagle, że upadł. Uśmiechnęłam się lekko. - ...Witaj, skarbeńku... - przywitałam się patrząc na niego z góry. - ...Witam także drogie siostry z Arendelle, a w szczególności przyszłą królową. - tu skinęłam głową ku Ingrid.
- Nam też miło... - powiedziała najmłodsza z sióstr, Gerda. - ...A z kim mamy przyjemność rozmawiać? - spytała.
- Jestem... - tu urwałam, bo Rumpelsztyk zawołał:
- Aveline! Co-ty-tu-robisz?? - zawołał chcąc wstać. Spojrzałam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Co tu robię? Nie zamierzam przeszkadzać ci w zawarciu umowy z przyszłą Królową Śniegu i jej siostrami. - odparłam na tyle głośno, by kobiety mogły to usłyszeć.
- Więc po co? - spytał Mroczny. Uśmiechnęłam się niezbyt przekonująco, po czym stanęłam przy drzwiach. - ...Chcę jedynie powiedzieć, Rumpelku, że jedna z siostrzenic Ingrid przyjdzie do ciebie z pewnym pytaniem. Na twoim miejscu nie zadzierałabym z Anną. - oświadczyłam.
- Jak to? - spytała średnia siostra zwana Helgą. Spojrzałam na nią, po czym pokręciłam przecząco głową odpowiedziawszy:
- Przykro mi, ale tego nie mogę powiedzieć. Mój brat sam musi się o tym przekonać. Co do was, drogie panie, a szczególnie ty Ingrid jeśli nie chcesz kogokolwiek krzywdzić, a szczególnie najbliższych to uważam, że masz już to czego chcesz do kontroli swoich mocy. - oświadczyłam.
- Co to takiego? - spytała wyżej wymieniona.
- Siostrzaną więź... - odparł Rumpelsztyk z drugiego końca komnaty. - ...Jest w magii bezcenna. Za pomoc wam chcę te urocze wstążki. - oświadczył, gdy zdjęłam wisiorek z sercem i przeniosłam go do swojego domu. Powoli zaczął nabierać pewności siebie.
- Ale to tylko zwykłe ozdoby. - powiedziała Gerda.
- Prawda, ale nawet zwykłe przedmioty mogą zyskać niezwykłą moc. Nie martwcie się, odzyskacie je. - tu uśmiechnęłam się dobrodusznie. Wszystkie trzy oddały wstążki Mrocznemu, a on ofiarował im magiczną urnę i parę rękawiczek, które hamowały moce noszącego je. Gdy młode kobiety wyszły nieco rozweselone, a ich głosy ucichły za frontowymi drzwiami zamku, Rumpelsztyk spojrzał na mnie groźnie. Mimo jego negatywnych uczuć nie przestraszyłam się. Patrzyłam na niego bez wyrazu na twarzy.
- Dlaczego tu przyszłaś? - spytał z groźbą w głosie.
- Przyszłam tu aby i ciebie ostrzec, na temat waszej rozmowy. Pewna młoda dziewczyna o imieniu Anna przyjdzie do ciebie z pytaniem dlaczego jej rodzice przyjadą tu. - wyjaśniłam.
- Po co przyjadą? - spytał.
- Wybacz, ale nie odpowiem na twoje pytanie. - odwróciłam się zmierzając ku wyjściu.
- Gadaj! - zawołał, gdy drzwi się zamknęły tuż przed moją twarzą. Zastanowiłam się przez chwilę nie odwracając się.
- Jeśli to powiem nigdy nie dokonasz transakcji z Anną. - odparłam.
- Dlaczego? - spytał ze złością. Analizowałam sytuację zastanawiając się też nad doborem słów.
- Ona ci pomoże w bardzo nieoczekiwany sposób. - odparłam.
- W jaki, Aveline? Jak i w czym mi pomoże ta cała Anna? - warknął. Zauważyłam jedną rzecz: Nie używał mocy, gdyż wiedział, że nie może mi zrobić krzywdy. Jednak ja sama obawiałam się, że może użyć sztyletu przeciw mnie. Wzięłam się w garść. Odwróciłam się powoli.
- Poczekaj aż pewna kobieta o imieniu Ruth urodzi dwóch chłopców. Wtedy zacznie się to, na co oboje czekamy. - oświadczyłam. Już miałam zniknąć, gdy Rumpelsztyk pojawił się tuż przede mną. Podskoczyłam lekko cofając się o pół kroku, ale on zdążył chwycić mnie za ramię wyginając ją do tyłu w bardzo bolesny sposób. Teraz mnie samą zaczął ogarniać prawdziwy strach widząc przyłożony sztylet do gardła.
- Mów! Co ma wspólnego ta kobieta z moimi planami? - Patrzyłam na niego z przestrachem. Nagle metal sztyletu i mój pierścień zaczęły błyszczeć. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bo powiedziałam to, czego nie chciałam mu mówić zbyt wcześnie. Podniosłam ręce do góry na znak poddania się. Mój głos drżał nieco i świadczył o strachu.
- Czekam... czekam na Mroczną Klątwę! - zamknęłam oczy, a łza wyleciała mi z oka i dotknęła sztyletu. Sam sztylet zalśnił jaśniej niż zwykle.
- Mów dalej. - syknął mi do ucha.
- Tak jak ty chcę, aby została rzucona i przełamana. Chcę ci pomóc w odnalezieniu Bea'a. Chcę także wam wszystkim pomóc w odzyskaniu wspomnień. Jeżeli Klątwa zostanie rzucona zapomnisz kim jesteś. Jeśli chcesz abyś przypomniał sobie kim byłeś w Zaczarowanym Lesie przebywając w Świecie Pozbawionym Magii musisz zawrzeć kontrakt z rodzicami Wybawicielki, która przełamie tę klątwę. Poproś o imię dziecka. Niech ci je wyjawią. - wyjaśniłam.
- A ta cała Ruth? Co ona ma z tym wspólnego? - spytał.
- Ruth ma z tym wspólnego, że urodzi bliźniaków. Jeden z chłopców będzie ojcem Wybranki. - wyjaśniłam. Oddychałam ciężko. Mężczyzna patrzył na mnie przez kilka sekund.
- Czy uda mi się odzyskać syna? - spytał.
- Tak, Rumpelsztyku. Uda ci się. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie długą chwilę, a potem spojrzał na sztylet. Zamarł patrząc to na niego, to na mnie.
- Tym razem mówisz szczerą prawdę... - szepnął. Zadrżałam patrząc na niego, gdy stanął przede mną. - ...Mój sztylet zadziałał na ciebie... - dodał. Pokazał mi go. Zobaczyłam, że na jednej stronie ostrza sztyletu widniało imię "Rumplestiltskin", a na drugim "Magdalena". Wciąż milczałam oddychając ciężko. - ...Jak to możliwe, że na sztylecie jest moje imię a także czemu mnie okłamałaś ponownie na temat swojego prawdziwego imienia?... - spytał. - ...Ty masz na imię... -
- NIE, RUMEPLSZTYKU! Nie wymawiaj tego imienia! - krzyknęłam przerywając mu brutalnie.
- Dlaczego? - spytał wyciągając ku mnie sztylet. Zareagowałam natychmiast.
- Dlatego, że nie pochodzę z waszego świata. Pochodzę ze Świata Pozbawionego Magii. Na pergamin, na którym została wypisana klątwa została nałożona kropla mojej krwi. Dzięki temu nie zapomnę o swojej prawdziwej tożsamości w moim świecie, ale zapomnę kim byłam w baśniowym oraz stracę moce. - wyjaśniłam.
- Ciekawe. Od kogo tego się dowiedziałaś? - spytał wciąż celując we mnie sztyletem.
- Od Kaise, Czarnej Wróżki. - odparłam.
- Jak to? - zdziwił się.
- Nasze moce są połączone. Do końca nie miałam nad tobą władzy używając pierścienia i medalionu, więc i ty nie masz. Możesz wydawać mi polecenia i spytać o coś, ale nie możesz zmusić abym kogoś skrzywdziła czy zabiła. Sztylet działa na nas oboje, a w szczególności na ciebie, bo to ty zabiłeś Zoso. Biała i mroczna magia się przyciągają. Jeśli uwierzę, że można mnie kontrolować tym sztyletem tak się stanie. - wyjaśniłam. Mężczyzna patrzył na mnie dość długo. W końcu spytał.
- A dlaczego nie słabniesz w moim towarzystwie? - spytał.
- Dzięki temu. - odpowiedziałam pokazując swoją bransoletę. Ten przyjrzał się jej. Wyciągnął rękę ku niej. To była moja szansa. Ledwo jej dotknął, gdy ta go odepchnęła na drugi koniec pokoju. Odetchnęłam z ulgi i przeniosłam się do swojego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz