Jakieś dwa miesiące później zobaczyłam jak Cora zdejmuje słomiany pierścionek. To mnie oderwało od brata i przeniosłam się do pewnego księcia o imieniu Leopold.
- Wasza wysokość! Muszę ci coś powiedzieć! To pilne! - zawołałam w biegu klęcząc przy nim. Mężczyzna spojrzał na mnie.
- Kim jesteś, panienko? - spytał.
- Aveline, panie. - przedstawiłam się ukazując swoje oczy. Dopiero teraz mężczyzna zamarł.
- Twoje oczy... Ty jesteś Świetlista! - zawołał.
- Tak. To prawda, książę... - odparłam. Wstałam ukazując się w całej okazałości. - ...Zresztą to teraz najmniej ważne, mój książę. Muszę cię o coś poprosić. Gdyby coś złego się stało twojej rodzinie proszę mnie wezwać i przekazać tę informację rodzinie i zaufanym osobom. Proszę także... - tu urwałam, bo rozległ się kobiecy głos:
- STRAŻE! STRAŻE! W OGRODACH JEST ŁOTR! POMOCY! - zawołała. Zamarłam. Rozpoznałam ten głos. Książę pobiegł w tamtym kierunku zostawiając mnie samą. Ukradkiem poszłam za nim. Po chwili zobaczyła jak Cora i książę Leopold rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi przechadzając się po lesie. Z daleka obserwowałam ich kryjąc się w krzakach. Gdy ją zaprowadził do swojego zamku wróciłam do domu dalej obserwując Corę.
Kilka dni po tym zdarzeniu w królewskich ogrodach dostrzegłam Jonathana.
- O nie... - szepnęłam. Zauważyłam także księżniczkę Evę. - ...Jeszcze lepiej! - jęknęłam. Nagle usłyszałam czyjś głos w swojej głowie: - "Aveline, przyjdź do mojego zamku. Musimy porozmawiać" - był to męski głos. Dopiero po chwili zorientowałam się, że był to Rumpelsztyk. Zastanawiałam się czy do niego iść czy może przyglądać się dalej młodej księżniczce Corze jak wraca do zamku planując zabrać jakieś cenne rzeczy. W końcu postanowiłam później z nią się spotkać.
Przeniosłam się tuż przed drzwi zamku Mrocznego. Weszłam do środka nie patrząc na to, co tam było. Znałam zamek brata jak własną ksieszeń, więc wcale się nie rozglądając poszłam prosto do jego komnaty.
- Wzywałeś mnie? - spytałam, gdy tylko weszłam do środka. Na chwilę zapadła cisza i myślałam, że jest tu pusto, ale po chwili zauważyłam Rumpelsztyka. Mężczyzna stał przy zasłoniętym oknie jakby chciał się wtopić w otoczenie.
- Co się dzieje? Czemu mam wrażenie, że nie mogę do ciebie podejść? - spytał z lekkim przerażeniem w głosie. Na chwilę zamilkłam, ale w końcu odparłam zbliżając się do niego wolnym krokiem.
- Jakiś czas temu od Białej Wróżki dostałam ten wisiorek i bransoletę... - odparłam pokazując je. - ...Dzięki nim nie możesz zrobić mi krzywdy ani ja nie słabnę w twoim towarzystwie. Jednak, gdy zostanie rzucona klątwa przez pierworodną córkę Cory będę na nią odporna. Będę pamiętać kim jestem. Problem polega na tym, że nie będę pamięć kim byłam tutaj. Jak każde z magicznych stworzeń nasze moce zostaną uśpione, a raczej zablokowane na niecałe trzy dekady w Świecie Pozbawionym Magii. - wyjaśniłam.
- Chcesz powiedzieć... - zaczął powoli.
- Och, Rumpelsztyku... - tu westchnęłam i zrobiłam kolejny krok ku niemu. - ...Nie pamiętasz co ci mówiła Wyrocznia? Nie ty rzucisz klątwę i nie ty ją zdejmiesz... - zacytowałam. Mężczyzna wpatrywał się we mnie w milczeniu. - ...Więc co chciałeś ode mnie? - spytałam na koniec. Chwila ciszy, aż w końcu oświadczył.
- Wiem kim naprawdę jesteś. - oświadczył. Okazałam umiarkowane zainteresowanie.
- Czyżby? - spytałam.
- Tak... - wyciągnął ręce przed siebie i po chwili zobaczył to co chciał. Już miał coś powiedzieć, gdy wyczuł moją dłoń na swoich ustach. Jęknął.
- Milcz... - szepnęłam mu do ucha. Próbował się wyswobodzić, gdy stanęłam tuż za nim nadal zakrywając mu usta i trzymając mocno przy swoim ciele. - ...Cofnę rękę... - zbliżyłam swoją twarz ku jego oczom. - ...jeśli obiecasz mi, że nie wyjawisz tego nikomu... - szepnęłam. - ...ale to absolutnie nikomu... - Znowu próbował uwolnić się, ale tym razem za pomocą magii. Wykręciłam mu ręce do tyłu z pomocą pierścienia. Chwyciłam jego dłoń i wykręciłam do tyłu w bolesny sposób. Przycisnęłam dłoń przy ustach jeszcze bardziej i przytwierdzając do ciała unieruchamiając go. Znowu jęknął. - ...Nikomu, bracie... - Wierzgał się chwytając moje ramię, która zakrywała mu usta, ale jeszcze bardziej jęknął. - ...Obiecasz? - spytałam. W milczeniu jeszcze chwilę próbował się uwolnić. W końcu zrezygnowany opuścił obie dłonie kiwając głową, że obieca. Cofnęłam rękę. Gdy tylko cofnęłam się do niego mężczyzna upadł na kolana oddychając ciężko. Pojawiłam się przy drzwiach.
- Co... co to było? - spytał próbując nabrać powietrza. Uśmiechnęłam się lekko.
- Kolejny ze sposobów aby mieć ciebie pod kontrolą. Nie chciałam zrobić ci krzywdy, lecz tylko ci to pokazać, że można cię kontrolować nie używając sztyletu ani mojego pierścienia. Tylko ja mogę to robić. Ze względu na to, że jestem twoją siostrą więcej tego nie zrobię. No chyba że będę do tego zmuszona. - wyjaśniłam.
- Zmuszona? - spytał wstając.
- Tak. Jest sposób, ale nie powiem ci jaki. To mogło by mnie zniszczyć, a ciebie zranić wbrew naszej woli. Teraz wybacz, mam coś do roboty. - powiedziałam i zniknęłam.
~~*~~
Mijały miesiące. Wciąż miałam oko na Corę i na królestwo księcia Leopolda. Pewnego wieczora poszłam do komnaty księżniczki Evy. Gdy upewniłam się, że jest sama stanęłam tuż za drzwiami. Zbliżyłam się do niej od tyłu.
- Księżniczko Evo... - szepnęłam. Młoda kobieta obejrzała się. Miała krzyknąć, gdy powiedziałam szybko: - ...Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę tylko ciebie poprosić abyś mi dała kosmyk swoich włosów. - wyjaśniłam.
- Co takiego? - zdziwiła się.
- Kosmyk włosów... No tak, gdzie moje maniery. Jestem Aveline. Mówią mi także Świetlista. Poznałam twojego męża księcia Leopolda. Ostrzegłam go przed córką młynarza Corą, która była w ciąży i prosiłąm o to, żeby mnie wezwał w razie potrzeby. - wyjaśniłam.
- Poznałam ją te kobietę. To ladacznica. - oświadczyła dobitnie.
- Może i tak, ale chciałam też cię przed nią ostrzec. - oznajmiłam.
- Dlaczego? To tylko córka młynarza. - oświadczyła.
- To prawda, ale nawet takie osoby mogą się zmienić pod wpływem mrocznej magii. Musisz na nią bardzo uważać. Pewnego dnia się zemści na twojej rodzinie, a szczególnie na twojej pierworodnej. - wyjaśniłam. Kobieta patrzyła na mnie zaskoczonym wzrokiem.
- Pierworodnej? Będę mieć córkę? - spytała.
- Tak. Czy możesz mi w zamian za to ostrzeżenie ofiarować kosmyk swoich włosów? - spytałam.
- Tak, oczywiście... - odparła. - ...Ale poco ci one? - spytała podając mi je.
- Każda osoba, która jest użyteczna dla Mrocznego jest i dla mnie ważna, lecz bardziej użyteczna. Pragnę mieć na was oko. Jeśli coś się stanie wezwij moje imię, a ja się zjawię. - oświadczyłam i zniknęłam.|
~~*~~
Wciąż mając oko na Corę jak wchodzi do pałacu z mąką na ramionach myślałam nad słowami Melanie. Jeśli chciałam być naprawdę odporna na każdą Mroczną Klątwę musiałam zawrzeć umowę z Czarną Wróżką. Z tego co opowiadała mi Biała Wróżka jej siostra żyła w samym środku Bezkresnego Lasu. Poszłam tam. W środku lasu była polana, a przy niej rzeka oraz wodospad. Napiłam się wody, a potem zawołałam:
- Kaise, jesteś tu? Chcę z tobą porozmawiać. - powiedziałam, a echo potoczyło się wokoło. Nie czekałam zbyt długo nim się pojawiła. Miała czarne jak heban włosy, czarne ubranie i skrzydła. Mimo mrocznej i przerażającej aury, która ją otaczała uroda była niczego sobie.
- Witaj, Aveline. Słyszałam o tobie niesamowite historie, szczególnie od mej siostry. - zaczęła.
- Naprawdę? - spytałam nieco przerażona. Ta aura otaczała mnie jak pędy drzewa.
- O czym chciałaś porozmawiać? - spytała.
- Ja... ja chciałam zawrzeć z tobą umowę w sprawie Mrocznej Klątwy Rumpelsztyka. - wyjaśniłam.
- Och... Mroczna Klątwa. To mój ulubiony temat. Słucham więc. - oświadczyła. Wciąż drżąc oświadczyłam:
- Więc... więc za kilkadziesiąt lat, gdy pewna nienarodzona kobieta o imieniu Śnieżka zaraz po tym, gdy urodzi dziecko inna kobieta, Zła Królowa Regina rzuci tę właśnie klątwę. Sprawi, że każdy w Zaczarowanym Lesie i wybranych przez nią osoby zapomni kim jest, poza królową do pewnego czasu Mroczny. Zostaną oni przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii. Zostaną tam na długi czas. - wyjaśniłam.
- Chcesz pamiętać swoją baśniową tożsamość? - spytała wróżka.
- Tak. Chcę pamiętać kim jestem, a raczej by ta klątwa także na mnie zadziałała do dnia, gdy Regina zaadoptuje dziecko i wymówi jego imię. To będzie Pierwsza Klątwa. Drugą Klątwę rzuci Śnieżka. W tym przypadku, gdy wrócimy do tamtego świata kluczem do przypomnienia Zapomnianego Roku przeżytym w baśniowym świecie będzie ich córka, gdy przypomni sobie, że ona i jej syn żyli w Świecie Pozbawionego Magii. Trzecią rzuci Królowa Śniegu, Ingrid. Nie chcę by ta klątwa mnie dosięgła. Kluczem dowiedzenie się co się stało w Arendelle będzie wymówienie przez królową Elsę życzenia o przybycie Anny do niej. Pragnę pomóc Wybawicielce w opanowaniu jej mocy i pokazać, gdzie jest jej miejsce. - wyjaśniłam. Wróżka nie przerywała mi ani na chwilę myśląc długo aż w końcu oświadczyła:
- Rozumiem. Jesteś z innego świata, tego prawdziwego... - tu skinęłam głową. - ...Na ciebie tak naprawdę te klątwy nie zadziałają do końca... - oświadczyła. Zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc o co jej chodzi. - ...W Świecie Pozbawionego Magii będziesz widziała ich prawdziwe postacie z Zaczarowanego Lasu od momentu przybycia tam. jednak Klątwy także cię obejmą, bo tutaj stałaś się Świetlistą, lecz sama nie będziesz pamiętała kim tu byłaś... - westchnęłam z dezaprobaty. - ...Pierwsza Klątwa z początku da ci inną tożsamość - spojrzałam na nią z nadzieją. - ...ale jak powiedziałaś: dopóki Zła Królowa nie zaadoptuje dziecka i go nie nazwie nie będziesz pamiętać zarówno swojej tożsamości jako Aveline oraz stracisz moce jak każdy kto nią władał. - wyjaśniła. Uśmiechnęłam się.
- To nie problem. Taka cena mi odpowiada. - odparłam.
- Poważnie? Chcesz zapłacić taką cenę? - spytała.
- Tak. Chcę... - wróżka bardzo była zdziwiona takim entuzjazmem i ceną magii. - ...Poza tym Melanie opowiedziała mi ich historie, więc nie zapomnę wszystkiego. Zrobię wszystko, aby pomóc memu bratu, a także Emmie i jej rodzinie. A przede wszystkim każdemu mieszkańcowi, który tam się znajdzie. - oświadczyłam. Czarna Wróżka uśmiechnęła się. Machnęła swoją różdżką i po chwili przede mną pojawił się rulon pergaminu. Machnęła ponownie, a pergamin zalśnił. Spojrzała na mnie.
- Teraz potrzebuję twojej krwi. Musisz mi ją dać dobrowolnie. - odparła.
- A poco ci ona? - spytałam.
- Muszę nasycić pergamin twoją krwią, a dokładniej magią zwykłej osoby nie pochodzącą z baśniowego świata, ale znająca ich prawdziwe historie przed pojawieniem się Księgi Baśni w reku młodego Autora. - wyjaśniła. Wpatrywałam się w nią dość długo. W końcu wyjęłam sztylet i nacięłam sobie na palcu ranę. Wróżka machnęła ponownie ręką, a krew przelała się ku pergaminowi.
- Kaise, czy gdy Rumpelsztyk dotknie pergaminu nie odczuje bólu mocy Świetlistej? - spytałam.
- Nie... - odparła. - ...Gdy zostaniecie przeniesieni do Świata Pozbawionego Magii pierwszą oznaką, że się udało będzie wspomnienie naszego obecnego spotkania, a reszta zostanie wymazana do dnia, gdy królowa zaadoptuje chłopca, aby wypełnić pustkę w sercu. - oświadczyła. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową na znak podziękowania. Zniknęłam i pojawiłam się przed swoimi ekranami w domu. Teraz musiałam poczekać do dnia rzucenia Pierwszej Klątwy. Będzie to trwało niezbyt długi czas.
- Będzie warto. - szepnęłam z lekkim uśmiechem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz