Przyglądałam się jak Cora klęczy przed królewską rodziną. Była to rodzina z północnego królestwa. Wśród nich była księżniczka Eva. Wiedziałam już co się stanie.
- Przeproś, albo więcej nie weźmiemy od was mąki. Jest wielu młynarzy. - ostrzegł ją król.
- Proszę o wybaczenie, księżniczko. - powiedziała siląc się na spokój. Eva uśmiechnęła się drwiąco.
- Zostań tak póki nie odejdziemy. To jest twoje miejsce. - powiedział król. Spostrzegłam, że jeden z bocznych ekranów zaczął pulsować jasnym światłem, a mój naszyjnik był coraz cieplejszy. Spojrzałam na owy ekran. Na dziedzińcu stał Mroczny. Jego uczucia był niepokojące. Był zadowolony, ale czułam też coś na wzór uczucia. Nie wróżyło to za dobrze dla tej sytuacji.
Dwa dni później Cora przyszła w skradzionej czerwonej sukni i masce na bal. Musiałam już teraz zainterweniować. Przeniosłam się do wierzy, gdzie jak potem się okazało Cora miała przebywać póki nie przemieni słomy w złoto. Zdjęłam medalion w kształcie serca zostawiając go w domu. Na szczęście bransoleta chroniła mnie przed złym wpływem bratem. Schowałam się w najdalszym i najciemniejszym kącie obserwując co robi Cora. Przeszło jej przez myśl, by skoczyć z wierzy. Wtem pojawił się Mroczny lekko się śmiejąc.
- Nie uda ci się. Uciekniesz, ale zginiesz... - stwierdził. Obejrzała się na pięcie. - ...Chyba nie oto ci chodzi? - spytał wciąż się uśmiechając.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- A ty? - Mroczny sprytnie uniknął pytania.
- Cora. - odpowiedziała.
- Niezbyt ładne imię. - powiedział, a w moim sercu lekko zawrzało.
- Skoro tu wszedłeś ja mogę wyjść. - powiedziała z entuzjazmem.
- Masz tylko jedno wyjście... - wskazał na kołowrotek. - ...Traf chce, że potrafię zmienić słomę w złoto. To prawie jak przeznaczenie. - powiedział siadając na krzesełku.
- Nikt tego nie potrafi! - zawołała.
- Tylko popatrz. - powiedział ciągnąc za sznurek, który po chwili zmienił się w złotą nić. Kobieta zachwyciła się biorąc do ręki kawałek złotej nici.
- Pomożesz mi? - spytała.
- A ty mnie... - oświadczył. Cora zastanawiała się o co mu może chodzić, że może mu pomóc. Ten widząc jej spojrzenie odparł: - ...Widzę przyszłość... w pewnym sensie. - odparł.
- Co mogę zaoferować? - spytała.
- Zabawne, że pytasz. Potrafisz czytać? - spytała podając jej arkusz pergaminu. Kobieta przeczytała pierwsze dwie linijki.
- Moje pierworodne dziecko? - zdziwiła się.
- Ona odegra ważną rolę. - wyjaśnił.
- Ona?
- Mówiłem: widzę przyszłość. Dostanę zapłatę jeśli przeżyjesz. - odparł.
- Zamienisz słomę w złoto? - spytała z nadzieją.
- A ty będziesz mogła zażądać księcia za męża i wszyscy będą ci się kłaniać. Tego chcesz, prawda? - oznajmił.
- Nie... - ten obejrzał się. - ...Naucz mnie. Naucz mnie zamieniać słomę w złoto... - oboje patrzyli na siebie przez chwilę. - ...Niech to będzie część umowy. - dodała.
- Zuchwała jesteś... - tu skłonił się. - ...Rumpelsztyk. - przedstawił się jej.
- Co?
- Tak się nazywam. Zasłużyłaś... - machnął ręką, a na pergaminie zmieniły się warunki umowy. - ...Zaczynajmy. - oświadczył podając jej czerwone pióro. - "Jeśli ona ci ofiaruje pierworodną córkę, to ja jestem ogrem!" - pomyślałam z oburzeniem. Cora przędła słomę zamieniając ją w nić, ale nie była ona złota, lecz zwykła.
- Nie działa. - zirytowała się.
- Nie myśl... - powiedział Rumpelsztyk. - ...Magia wiąże się z emocjami. Przypomnij sobie co cię tak rozgniewało, że gdybyś mogła to byś zabiła. - oznajmił.
- Ty tak robisz? - spytała.
- Tak. - odparł.
- Co sobie wyobrażasz? - zapytała Cora. Ten lekko uśmiechnął się i odpowiedział:
- Dawno temu pewien mężczyzna kazał mi całować buty na oczach syna. Wyobrażam sobie, że przegryzam mu gardło i rozszarpuje żyły... - wyjaśnił. - ...Właśnie tak powstaje magia. - dodał.
- Płynie z żądzy krwi. - stwierdziła.
- Piękne porównanie... - powiedział z uśmiechem. - ...Pomogę ci. - usiadł tuż za nią trzymając za ramiona.
- Kazali mi uklęknąć... - zaczęła.- ...Nie zrobiłam nic złego, ale musiałam przeprosić... - wyjaśniła. - ...I to dziecko... Zrozumiałam, że nie ważne jak ciężko będę pracowała nie zostanę nikim więcej. - odparła.
- Co chcesz im zrobić? - spytał.
- Chcę by mi się kłaniali. Żeby połamali kolana i zastygli jak kamienie. Chcę by ich karki złamały się od pochylania. - powiedział, a w jej głosie czuć było żądzę mordu.
- Spójrz. - szepnął. Oboje patrzyli na nić, którą trzymała w jednej ręce.
- Udało mi się... Przeżyję.. - powiedziała z ulgą.
- Osiągniesz zacznie więcej. Walcz, aż padną na kolana. - powiedział, a z moich oczu popłynęły łzy. Współczułam nie tylko bratu, ale i królowi oraz jego synowi. Łzy kapały mi po policzkach. Nie byłam świadoma, że w ogóle lecą.
Następnego dnia na dziedzińcu Cora pokazała jak przemienić słomę w złoto. Pokazała ją królowi i jego poddanym. Ja za to stanęłam tuż za Rumpelsztykiem i szepnęłam mu do ucha:
- Stworzyłeś swojego potwora, bestio? - spytałam cicho. Mężczyzna obejrzał się gwałtownie, ale znieruchomiał, gdy zobaczył, że pierścień na moim palcu zalśnił. Dał mu znać by milczał. Skinęłam głową na niego byśmy poszli w ustronne miejsce. Wyszliśmy z pałacu do lasu.
- Co tu robisz, Aveline? - spytał w końcu.
- Ja? Ja patrzę jak uczysz tę, która stanie się potężniejsza od swej córki, a ta rzuci klątwę na prawie każdą krainę. - odparłam z uśmiechem, w którym nie było ani krzty radości.
- To znaczy... że mi się uda? - spytał z nadzieją.
- Owszem, Rumpelku. Odzyskasz syna. - odpowiedziałam. Mężczyzna patrzył na mnie trochę dziwnym wzrokiem.
- Twoje oczy. W twoich oczach coś lśni. - zauważył.
- Znowu? - zirytowałam się. Spojrzałam w lusterko. Rumple miał rację. Łzy leciały mi po policzkach, ale nie spadały na ziemię. Zmieniały się...
- Czy to diamenty? - spytał. Wzięłam do ręki jedną z łez, która pod wpływem dotyku zmieniła się w mały diament.
- Nie wiarygodne... - wyszeptałam. - ...Jak to się stało? Czy to magia? - spytałam.
- Nie. To czysta magia, a raczej magia miłości i współczucia... - wyjaśnił. Oboje patrzyliśmy jak kolejne łzy wylatują mi z oczu i zamieniają się w diamenty. - ...Chwila... Czemu nie odczuwam tego co ostatnim razem? - spytał.
- To dzięki temu medalionowi... - odparłam machnąwszy ręką. W mojej dłoni pojawił medalion w kształcie serca. Rumpelsztyk cofnął się o kilkanaście kroków w tył. Założyłam go z powrotem. - ...Dzięki niemu nie możesz się do mnie zbliżyć, a tym samym zrobić krzywdy. Gdy jest to konieczne będę od czasu do czasu zdejmować go, bo czasem będę chciała lub musiała porozmawiać z tobą. - wyjaśniłam. Po tym wyjaśnieniu zniknęłam pojawiając się u siebie w domu.
Wkrótce po tym zdarzeniu do moich uszu dotarło, że Cora wychodzi za mąż. Dwa dni przed ślubem zobaczyłam na ekranie Rumpelsztyka rozmawiającego z Corą, a właściwie całujących się. Przeniosłam się w pobliże ich spotkania. Stałam w odpowiedniej odległości. Najwyraźniej musiałam zbyt blisko podejść, bo Rumpelsztyk rozejrzał się. Uśmiechnęłam się i wyszłam za krzaków.
- To ty! - zawołał.
- Tak, to ja, mój drogi, Rumpelku. - odparłam wciąż do niego podchodząc.
- Kim jesteś? - spytała Cora.
- Co za manipulantka... - powiedziałam patrząc na nią. - ...Ogłupić tak potężnego czarownika jak Mroczny... - westchnęłam. - ...Ale chce ci za to podziękować, bo w ten sposób będziesz miała córkę, która zrobi coś bardzo ważnego dla mojego brata. - oświadczyłam.
- Brata? O kim mówisz? - spytała Cora. Zbliżyłam się do niej, a Rumpelsztyk wręcz przeciwnie: oddalił się jeszcze bardziej.
- Jestem Aveline. Mówią na mnie także Świetlista. - przedstawiłam się. Wyciągnęłam ku niej rękę.
- Aveline, co robisz? - spytał Rumpelsztyk. Spojrzałam tylko na niego, a ten umilkł.
- Coro, czy pozwolisz, że wezmę od ciebie twój włos? - spytałam.
- Po co ci on? - spytała.
- Chcę mieć twój włos po tym, jak odebrałaś sobie serce i zraniłaś uczucia mego brata... - odparłam oschle. Oboje patrzyli na mnie. - ...Tak, Rumpelsztyku... - tu wyciągnęłam ku niemu rękę dając mu w myślach nakaz by stał w miejscu. Okrążałam go. - ...Cora naprawdę cię kocha... - spojrzałam na nią. - ...ale ona postawiła władzę ponad miłością.... - dotknęłam jego policzka i dodałam bardzo cicho, gdy ten klęczał przede mną na kolanach: - ...Postawiłeś moc sztyletu ponad miłością i będziesz zawsze tego żałować... - chwyciłam jego brodę by nasze oczy się spotkały. - ...Tak jak żałujesz utraty syna. Córka Cory... - tu go puściłam aż ten upadł na ziemię. - …umożliwi ci powrót do niego.... - nacisnęłam na jego kark dając do zrozumiana by dalej leżał. - ...Zostaw Corę w spokoju i czekaj aż dziewczynka dorośnie. Wtedy wkroczysz do akcji... - spojrzałam na Corę. - ...A ty zmiataj stąd. - kobieta odeszła. Rumpelsztyk patrzył na nią jak się oddala.
- Puść mnie! - zawołał. Uśmiechnęłam się i zniknęłam wracając do domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz