Usłyszałam jego myśli. Chciał znaleźć tę samą jasnowidzkę, która przepowiedziała 14-cie lat temu o ciąży Milah.
Zrozumiałam co zamierza. Myślałam przez chwilę czy pójść tam czy nie. Czułam desperację Rumpelsztyka. Zacisnęłam dłonie w pięść. Przeniosłam się na miejsce. Zobaczyłam rudą dorosłą kobietę. Stała tuż za drzewem. Przyjrzałam się polanie i zauważyłam brata. Przechadzał się najwyraźniej na kogoś czekając.
- Spodziewałam się ciebie. - powiedziała wyciągając dłoń przed siebie. Dostrzegłam oko z błękitną źrenicą na jej dłoni.
- Więc wiesz poco przyszedłem. - odparł.
- Przepowiednia się spełniła. - powiedziała.
- Poniekąd. Okaleczyłem się, okrzyknięto mnie tchórzem... - wyliczał. - ...żona ode mnie uciekła, mojego syna wezwano na front, zostałem Mrocznym i Bae mnie opuścił. Faktycznie. Mój syn stracił ojca. Pominęłaś jednak jeden paskudny szczegół. - powiedział nieco zirytowany. Przyglądałam się im nieco zirytowana. - "Dureń..." - pomyślałam.
- Nic by ci to nie dało. Nie uniknąłbyś przeznaczenia. - oświadczyła.
- Zupełnie jak ty... - powiedział wyciągając rękę ku niej, co spowodowało, że prawie się udusiła. - ...Wiesz poco przyszedłem.
- Chcesz odnaleźć syna. - stwierdziła.
- Właśnie. - odpowiedział. Jasnowidzka wyciągnęła w górę ręce i po chwili wyciągnęła dłonie przed siebie.
- Odnajdziesz go. - odparła.
- Jak?... - spytał. - ...Tym razem nie pomijaj szczegółów. - zaznaczył.
- Zajmie wiele lat... i będzie wymagało klątwy tak potężnej, że przeniesie wszystkich z tej krainy. - wyjaśniła.
- To nie wszystko. Mów! - zauważył.
- Nie ty rzucisz klątwę, ale ktoś inny i nie ty ją zdejmiesz, ale kto inny. - oświadczyła.
- Powiedz! - nakazał.
- Nie wiem. Nawet moja moc ma ograniczenia. - powiedziała.
- To mi nie wystarcza. - machnął ręką, a ona ponownie zaczęła się dusić.
- Jeśli chcesz zobaczyć przyszłość musisz odebrać mi ten ciężar. - oświadczyła wyciągając dłonie ku niemu. Rumpelsztyk przez chwilę się zastanawiał aż w końcu powiedział:
- Z chęcią... - chwycił ją za dłonie, a ona aż krzyknęła. Światło między ich dłońmi zabłysło. Poczułam przypływ mocy w swoim ciele. Mało brakowało aby i ja krzyknęła, ale zakryłam usta by tego nie zrobić i nie zdradzać swojej obecności. Obserwowałam dalej co się dzieje na polanie. - ...Nic nie widzę! To jakaś bezwładna mieszanina. - powiedział przyglądając się temu, co tylko on widział, a światło między nimi prawie oślepiało.
- Przyszłość to jest jak układanka, którą trzeba ułożyć... - wyjaśniła kobieta. - ...Nauczysz się oddzielać to co może być, od tego co będzie. - dodała. Mroczny puścił ją, a ona upadła bezwładnie na ziemię.
- Oddałaś moc by się uwolnić od tej męki. - zauważył.
- Z czasem przywykniesz... - powiedziała. - ...Zaczekaj. W dowód wdzięczności ofiarowuję ci jeden element układanki. Spotkasz się ze swoim synem... w nieoczekiwany sposób. - powiedziała.
- Jak? - spytał.
- Dzięki pewnemu chłopcu. Ten chłopiec jest kimś innym niż się wydaje. Poprowadzi cię. Spotkanie z synem będzie miało swoją cenę... Chłopiec będzie twoją zgubą. - nagle jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Wiedziałam, że już wyzionęła ducha. Rumpelsztyk patrząc na nią powiedział:
- Więc będę musiał go zabić. - stwierdził. Patrzyłam na niego przerażona i zszokowana jednocześnie. Oparłam się o drzewo oddychając uspokajająco. Musiałam pozbierać myśli. Już miałam iść na polanę, gdy na drodze stanął mi...
- Rumpelsztyk! - krzyknęłam trzymając się za pierś i cofając się o kilkanaście kroków.
- Długo tu stoisz?... - spytał. Spojrzałam na niego. - ...Co się stało z twoimi oczami? - zadał kolejne pytanie.
- Oczami?... - zdziwiłam się. Wyczarowałam lusterko i zobaczyłam, że moje oczy mieniły się kolorami tęczy.
Uśmiechnęłam się szeroko. - ...Cóż, bracie. Nasza moc wzrasta... - zrobiłam kilka kroków do tyłu, gdyż wyczułam na pierścieniu iż zbliża się niebezpieczeństwo z jego strony. - ...Zabrałeś tej biednej kobiecie moc widzenia przyszłości. Miałeś otrzymać tę umiejętność. Ja za to będę widzieć to, co ty chcesz zobaczyć. Czułam przez długi czas twoje emocje i słyszałam twoje myśli, a od teraz będę widzieć, to co będziesz chciał zobaczyć. - oświadczyłam.
- A wiesz, że mogę się teraz dowiedzieć kim naprawdę jesteś? - spytał robiąc duży krok ku mnie. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Wiem, że możesz... - znowu się cofnęłam. - ...ale nie uda ci się... - uśmiechnęłam się tajemniczo. - ...Biała Wróżka nie pozwoli ci na to... - oświadczyłam. Poczułam gniew brata o wiele bardziej niż wciągu tych kilkunastu lat. Nie uchroniłam się przed tym, co właśnie zrobił. Poczułam jakby mi ktoś gardło ściskał. Jednak ledwo minęły trzy sekundy, gdy coś odrzuciło Rumpelsztyka do tyłu. Stracił na chwilę świadomość. Korzystając z okazji podeszłam do niego i znowu to poczułam. Znowu mężczyzna magicznie ściskał mi gardło i ponownie coś odrzuciło go w tył aż uderzył w drzewo ciałem. Podeszłam do niego. - ...Mój drogi, Rumpelku... - ten spojrzał na mnie zły na cały świat. - ...nie możesz zrobić mi krzywdy.
- Dlaczego? - spytał wstając.
- Im dłużej przebywamy blisko siebie, tym większy ból odczuwasz, a ja słabnę. Przypomnij sobie co powiedział Zoso. Magia...
- Tak wiem... - przerwał mi. - ...Każda magia zawsze ma swoją cenę. - powiedział ze złością. Uśmiechnęłam się i zniknęłam w chmurze świetlistego dymu.
~~*~~
Mijał czas. Siedziałam w domu wpatrując się w ekrany, które umiałam wytwarzać odkąd moja moc się zwiększyła poprzez zdolność przewidywania przyszłości, którą nabył Rumpelsztyk. Wpatrując się beznamiętnie w małą siedmioletnią Corę jak się wścieka na jakiś chłopców nagle moją uwagę przyciągnęło czerwone migające światło z lewej strony dużego ekranu. Zobaczyłam tam coś, co musiało odwrócić moje myśli od Cory. Było to wnętrze znanej mi gospody. Do środka wszedł Smee.
- O rety... - szepnęłam. Natychmiast wstałam i przeniosłam się tuż przed drzwi owej gospody.
Zajrzałam do środka przez okno. Szukałam wzrokiem czerwonej czapki. Odnalazłam go. Rozmawiał z Rumeplsztykiem.
- Jeśli chcesz się napić wystarczy wejść i mieć pieniądze. - rozległ się czyjś nieznany mi głos. Obejrzałam się. Zaskoczyło mnie, że był to...
- O matko! Kapitan Kilian Jones! - zawołałam z zachwytem.
- Widzę, że jestem sławny. - zauważył kapitan z uśmiechem.
- Tak... - odparłam lekko rozluźniając się. Zauważyłam, że jego lewa ręka jest normalna. Nie miał haka. - "...To znaczy, że jeszcze nie miał styczności z Mrocznym..." - pomyślałam. Spojrzałam ponownie na niego. - ...Jesteś najsławniejszym piratem jakiego znał świat... - kątem oka zobaczyłam idącego ku wyjściu z gospody Smee. - "...Rany" - ...Kapitanie Jones, musisz coś wiedzieć. To... - urwałam, bo właśnie wyszedł Smee. - ...Jeśli tam wejdziesz stracisz swoją ukochaną Milah. - powiedziałam pospiesznie.
- Jak to? Jak jak ją stracę? I kim ty jesteś? - pytał.
- Mam na imię Aveline... - odpowiedziałam lekko kłaniając się. - ...Nie powiem ci zbyt wiele, ale gdy wejdziesz teraz do tej gospody ktoś ci ją wkrótce odbierze. - wyjaśniłam.
- Co mam zrobić żeby ochronić Milah? - spytał. Patrzyłam na niego w milczeniu, potem zajrzałam do gospody.
- Posłuchaj, wejdziesz tam. Udawaj zadowolonego i radosnego, ale nie daj po sobie poznać, że coś wiesz. Ja postaram się uchronić twoją ukochaną. Proszę cię tylko, by zemsta cię nie zaślepiła. Dobrze? - poprosiłam.
- Dlaczego miałbym się mścić? - spytał.
- Dlatego. - odparłam pokazując w oknie na mężczyznę siedzącego w najdalszym kącie. Jakby z nieba pojawiła się biała poświata padająca na Rumpelsztyka.
- Nie znam go. - powiedział.
- Ale poznasz... - odparłam. Kapitan spojrzał na mnie.
- Kim jesteś? - spytał. Lekko się uśmiechnęłam.
- Już mówiłam. Mam na imię Aveline. Nie którzy mówią na mnie Świetlista... - to lekko zaskoczyło mężczyznę. - ...Słyszałeś o mnie? To dobrze. Gdy obaj się spotkacie Merlin jeden wie jak długo będzie trwać wasza mściwa zemsta. Bardzo cię proszę abyś nie mówił, że cię ostrzegłam. Spotkamy się na twoim okręcie. Do zobaczenie, kapitanie. - powiedziałam i zniknęłam pozostawiając po sobie błysk światła.
Wróciłam do domu dalej obserwując co działo się w gospodzie, a potem odczekałam kilka godzin aż zobaczyłam, że brat przechodzi obok nich lekko potrącając kapitana.
- Oj, niedobrze... - szepnęłam obserwując rozmowę między nimi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz