Moja playlista

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 10 - Pojedynek z Mrocznym i śmierć Milah

         Kapitan Jones i jego załoga szli alejką, gdy nagle jeden z przechodni potrącił lekko kapitana ramieniem.
- Ty! Stój! Nawet szczury mają lepsze maniery! - zawołał.
- Przepraszam. - powiedział Rumple odwracając się ku niemu. Killian przyjrzał się mu, a zauważywszy jego skórę powiedział z lekkim śmiechem:
- He he. Pomyliłem się. Przypominasz raczej Krokodyla... - znowu się zaśmiał, a potem wytrącił mu z ręki puszkę z monetami wciąż się śmiejąc. - ...Jak ci na imię, Krokodylu?... - spytał trąciwszy go nogą aż ten lekko upadł. Nadal się śmiejąc patrzył na to jak Rumple wstaje i ściąga kaptur ukazując swoje oblicze. Na ułamek sekundy Killian zamarł przypominając sobie moje słowa o nim. Jednak zreflektował się powiedziawszy: - ...Ty. Pamiętam cię. - powiedział.
- Och, lubię robić wrażenie... - powiedział i rzucił monetą pod jego stopy. Myślałam o tym żeby się wtrącić, ale sumienie mówiło mi abym zostawiła ich na razie w spokoju. Patrzyłam na to co robi mój brat. Trochę się bałam. Nie wiem czemu, ale bałam się o kapitana Jonesa. - ...Gdzie moje maniery. Jestem Rumpelsztyk... - przedstawił się, a moment potem dodał: - ...Niektórzy mówią na mnie... Mroczny... - zrobiło się cicho, a nie którzy cofnęli się o kilka kroków od niego. - …Och, widzę, że jestem sławny? - spytał. Okrążył powoli Jonesa.
- Owszem. - odparł kapitan.
- Więc mogę przejść do pytań. - oświadczył, gdy stanął za nim.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał Killian obracając lekko głowę ku niemu.
- Jak się miewa Milah? - spytał.
- Kto? - spytał kapitan. Tu przełknęłam ślinę widząc niepewną minę Killiana i zdając sobie sprawę jakie targają nim uczucia do ukochanej.
- Odświeżył bym ci pamięć, ale to będzie nie przyjemne. - Killian myślał przez chwilę aż odpowiedział smutno:
- Nie żyje. Umarła dawno temu... - odparł. Wiedziałam doskonale, że pirat kłamie i to dla jej dobra. Uczucia Rumpelsztyka były mieszane. Bardziej przeważała rozpacz i smutek, jednak nagle pojawiła się zemsta, co świadczyła jego poniższa odpowiedź. - ...Czego chcesz? - spytał na koniec. Na chwilę zapadła cisza.
- Dokończymy pojedynek... - odpowiedział w końcu. Killian już chwytał za klingę szabli, gdy Rumpelsztyk powiedział: - ...Nie teraz. Jutro o świcie. Nie jestem okrutny. Możesz spędzić tę noc wiedząc, że jest twoją ostatnią... - zbliżył się do niego dodając: - ...Jednak jestem okrutny. Nie próbuj uciekać i tak cię znajdę. - oświadczył i zniknął. Próbowałam się uspokoić. Obiecałam kapitanowi, że ochronię Milah. Musiałam więc pojawić się na jego statku. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
         Przeniosłam się ze swojego domu do kajuty kapitańskiej, gdzie spotkałam wymienioną kobietę.
- Kim jesteś? - zawołała wyjmując szablę.
- Spokojnie, Milah. Nic ci nie zrobię. Niedługo przyjdzie tu twój ukochany. Porozmawiamy, gdy wróci. - wyjaśniłam.
         Niedługo potem mężczyzna pojawił się w kajucie.
- Killian! - zawołała kobieta.
- Milah! - wydyszał obejmując ją. Chrząknęłam dając o sobie znać.
- Wybaczcie, że przerwę, ale mamy nie wiele czasu. - odparłam.
- Killian, kim ona jest? - spytała kobieta.
- Kochanie, przedstawiam ci Aveline. Jest Świetlistą. - wyjaśnił.
- A także siostrą-bliźniaczką twego męża. - dodałam.
- Naprawdę? - zdziwiła się.
- Owszem. - odparłam.
- Ukochany, powiedz co się dzieje? Czemu masz tak zniesmaczoną minę? - spytała.
- Widzisz, Milah... - odezwał się mężczyzna. - ...Spotkałem twojego męża. Stał się Mrocznym. Pytał o ciebie. - wyjaśnił.
- I wyzwał go na pojedynek jutro o świcie. - dodałam.
- Poważnie? - przeraziła się Milah.
- Tak. Wyzwał mnie. Muszę się stawić do pojedynku, aby ciebie chronić. - wyjaśnił.
- A czy Świetlista nie może go pokonać? - spytała. Oboje spojrzeli na mnie. Westchnęłam wyjaśniając:
- Wybacz, moja droga, ale nie mam do tego uprawnień... - odparłam. - ...Jesteśmy jak dwie strony tej samej monety. Jeśli się do niego zbliżę moja moc zacznie słabnąć, a on będzie czuł ból. Dla was jest to do dobra wiadomość, ale dla nas nie. Rumpelsztykowi trzeba współczuć, bo mimo, że jest obecnie Mrocznym i z dnia nadzień ogarnia go coraz większy mrok wie co to jest miłość. Wiedz, kapitanie, że jest strasznie zazdrosny, a gdy zobaczy, że jesteście zakochani będzie bardzo zły. Z mocą mroku jest bardzo niebezpieczny. Aby go usidlić zostawcie go wtedy mnie. - poprosiłam.
- Czy wtedy zostawi nas w spokoju? - spytała Milah.
- Nie. Nie zostawi. Wszystko musi potoczyć się tak, jak powinno... - oboje byli bardzo zasmuceni i przygnębieni. - ...Słyszeliście powiedzenie, że magia ma zawsze swoją cenę. Jeśli chcecie się zemścić jedno z was musi zapłacić wysoką cenę. - odparłam.
- Jaką? - spytał Killian. Wpatrywałam się w nich smutno, ale i z powagą.
- Jedno z was musi zginąć, aby drugie cierpiało tak jak Mroczny cierpi od dnia, gdy ty Milah zostawiłaś go. Jeśli jedno z was poświęci się on dokona pewnej zemsty, a drugie będzie szukać sposobu jak go zabić. I tu pojawia się haczyk. - zaznaczyłam ostatnie zdanie. Oboje patrzyli na mnie wystraszeni i zaciekawieni jednocześnie.
- Jaki haczyk? - spytał Killian.
- Jest nieśmiertelnym demonem, a na każdego demona jest sposób. Wystarczy, że go znajdziecie, aby mieć odpowiednią ilość czasu. Jeśli tego nie zrobicie niestarczy wam czasu, aby znaleźć sposób na zabicie Rumpelsztyka, a w pewnym czasie na uratowanie go. - oświadczyłam.
- Uratowanie? - zdziwiła się Milah.
- Tak... - spojrzałam na kapitana. - ...Killian, pewnego dnia będziesz miał możliwość uratowania swojego śmiertelnego wroga. Kieruje nim mrok, a to niebezpieczne. gdy jednak utraci moc będziesz musiał go uratować przed śmiercią. - oświadczyłam.
- Znasz sposób, aby go zabić? - spytał Killian. Spojrzałam na niego a potem na Milah.
- Owszem. Znam, ale nie powiem. Sami musicie go znaleźć. Jednak ułatwię wam to zadanie. Killian, zmierz się z Mrocznym. Postaram się aby cię nie zabił i dał ci żyć abyś znalazł sposób na ujarzmienie jego mrocznej strony. Zgoda? - zaproponowałam.
- Słyszałam, że Świetlista nie zwiera umów. - zauważyła Milah.
- To prawda. Nie zawieram umów, ale tylko i wyłącznie z tymi, których ogarnął minimum w połowie mrok, a tym bardziej z Mrocznymi. - wyjaśniłam. Po tym oświadczeniu zniknęłam wracając do domu.
         Obserwowałam Kiliana, Milah i Rumpelsztyka z obawą, że może mi się nie udać. Wiedziałam jednak, że Killian stanie się "Hookiem" po odcięciu dłoni. I tu zaczął pojawiać się prawdziwy strach i obawa. Jak miałam temu zapobiec? Jak miałam się nie bać? Może to z powodu, że każda magia ma swoją cenę? Odczuwałam jego strach i obawę. Ja płaciłam jego cenę za otrzymanie mocy. Pojedyncza łza popłynęła mi po policzku.
         Mijały godziny, a ja starałam się nie wtrącać się do pewnych spraw. Patrzyłam na brata z obawą. Nagle zobaczyłam na ekranie jak Killian przechadza się samotnie uliczką, a Rumpelsztyk rzuca mu pod nogi szablę.
- Podnieś i zaczynajmy. - powiedział Mroczny.
- Nie ma takiej potrzeby. - powiedział kapitan sięgając po uchwyt swojej szabli, ale jej tam nie było.
- Nie odpuszczę okazji zabicia pirata jego własnym kordelasem... - wycelował w niego końcem szabli, a Killian wziął drugą szablę i przyszykował się do pojedynku. Ta walka była bardzo nie wyrównana. Rumpelsztyk miał przewagę, a Killian był nieco zdenerwowany i zły. - ...Pożegnaj się, kapitanie. - powiedział chichocząc. Pojedynek trwał dalej, a Krokodyl dalej miał przewagę. Nagle, w pewnym momencie szabla z ręki kapitana wypadła mu z ręki. Mroczny przytrzymał nogą ową szablę, by ten nie mógł jej wziąć. Kapitan klęczał na jedno kolano tuż przed Mrocznym. Killian spojrzał na niego z góry.
- No dalej. Zabij mnie. Jestem gotów. - powiedział kapitan, gdy ten wycelował w niego końcem kordelasa.
- Nie... - szepnął złowrogo. - ...Czy wiesz jak to jest, gdy ktoś odbiera ci żonę, a ty nie możesz nic zrobić?... - spytał pochylając się ku niemu. - ...To tak jakby ktoś wyrywał ci serce. Pokażę ci. - wyciągnął ku jego piersi dłoń wsadzając do jego piersi trzymając w jego wnętrzu jego własne serce. Młody mężczyzna jęknął. Nagle w tym momencie ktoś im przerwał:
- Stop! Przestań! - krzyknął ktoś z jego prawej strony.
- Milah?!... - zdziwił się Rumple. Na chwilę zapadła cisza. Mężczyzna wyjął dłoń z piersi kapitana, a ten upadł bezwładnie na ziemię. - ...Ale jak? - spytał z niedowierzaniem.
- Uciekaj! - zawołał Killian.
- Nie zostawię cię. - powiedziała.
- Urocze. Chyba nie znam całej historii?... - zauważył. - ...Słucham?
- Proszę, zostaw go. - prosiła. - "Aż serce się kraje..." - pomyślałam.
- Tik-tak, moja droga. Tik-tak! - powiedział nalegającym tonem.
- Killian opowiadał piękne historie o miejscach, które odwiedził. Zakochałam się w nim... - Mroczny nacisnął kordelasem na pierś kapitana dając do zrozumienia by się pospieszyła z wyjaśnieniami. - ...Nie chciałam tego, ale nie wiedziałam jak wyznać ci prawdę. Wybacz. - przepraszała.
- No proszę, chcesz ocalić życie swojego pirata. Nie zdawałem sobie sprawy z potęgi prawdziwej miłości. Przykro mi, że zniszczę te uczucie. Właściwie to nie. Zrobię to z przyjemnością. - znowu naparł szablą na pierś Killiana. Jęknął z bólu. Zakryłam dłonią usta by nie krzyknąć.
- Zaczekaj. Mam coś czego chcesz. - powiedziała pospiesznie.
- Trudno mi w to uwierzyć... - kobieta machnęła ręką, a w jej dłoni pojawiła się czerwona wełniana czapka. - ...Skąd to masz? - spytał Mroczny.
- Dobrze wiesz... - odparła. - ...Nie rozumiem poco Mrocznemu magiczna fasola, ale mam ją. - oświadczyła.
- Wyczuwam propozycję. - stwierdził cofając szablę.
- Nasze życie za fasolę. Umowa stoi? - zaproponowała. Zbliżył się do niej, po czym powiedział.
- Najpierw ją pokaż. - oznajmił. Stwierdziłam, że najwyższy czas się wtrącić. Przeniosłam się na statek Jolly Rogera, a dokładniej pod pokład. Stanęłam w takiej odległości, żeby mnie nie wyczuł, a jednocześnie mieć na to wszystko widok. Dałam znać załodze okrętu, by milczeli. Gdy Kilian, podtrzymywany przez ukochaną wszedł na pokład Milah powiedziała aby przyprowadzić więźnia spod pokładu i by przynieśli wodę.
- Widzę, że znalazłaś rodzinę, której pragnęłaś. - oświadczył Rumpelsztyk. Milah pokazała fasolę, ale, gdy ten chciał ją wziąć ona rzuciła ją ku kapitanowi.
- Teraz wiesz, że ją mamy. - powiedział Killian.
- Umowa stoi? Dasz nam spokój? - spytała. Zrobił dwa kroki ku nim.
- Pytasz czy ci wybaczę? Czy zapomnę? Możliwe. Widzę, że naprawdę jesteś zakochana. - oświadczył.
- Dziękuję.
- Jedno pytanie. - odezwał się Mroczny, a w sercu i medalionie wyczułam gniew i złość co świadczyły także liny przypięte do masztu.
- Co chcesz wiedzieć? - spytała.
- Dlaczego zostawiłaś Bae?... - nagle owe liny zaczęły pękać. Czuć i widać było jego gniew. - ...Wiesz co czułem tamtej nocy? - spytał.
- Rumpelsztyku... - zaczęła Milah chcąc go uspokoić.
- Musiałem mu powiedzieć, że jego matka nie żyje. - oświadczył.
- Okłamując cię to ja stchórzyłam. - wyjaśniła.
- Zostawiłaś go!... - krzyknął. - ...Porzuciłaś syna!
- Codziennie tego żałuje! Prze... - urwała, bo ten zawołał.
- To za mało!... - krzyknął. - ...Zostawiłaś go. - powiedział.
- Byłam nieszczęśliwa. - wyjaśniła.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo nigdy cię nie kochałam! - wyjaśniła. Chwila milczenia aż nagle Rumpelsztyk wsadził w jej pierś rękę i wyrwał jej serce. Lśniło czerwonym blaskiem jak latarnia na morzu. - "...O nie!" - pomyślałam zakrywając usta, a z oczu poleciały mi łzy.
- NIE! - Kapitan chciał przeszkodzić temu, ale jedno machniecie ręki, a Killian został przytwierdzony do masztu opleciony linami. Nie mógł się ruszyć. Kątem Killian oka zobaczył mnie. Dawałam znać by był cicho i nie reagował na mnie. Dałam też do zrozumienia, że tak miało być. Milah miała umrzeć. Jednak, gdy zobaczył jej serce w dłoni jej męża jakoś udało mu się wyswobodzić. Na deski upadł także hak. W ostatniej chwili chwycił Milah nim upadła.
- Kocham cię. - powiedziała patrząc na swojego ukochanego, a w następnej chwili umarła, gdyż Rumpelsztyk zmiażdżył jej serce, które zamieniło się w proch.
- Jesteś potężny, demonie, ale pozostałeś tchórzem! - zawołał.
- Wezmę to, poco przyszedłem. - oznajmił Mroczny.
- Po moim trupie!! - oświadczył.
- Nie. Śmierć nie jest ci jeszcze pisana... - wyjmując szablę uciął mu dłoń, w której, jak sądził, jest magiczna fasola. Upadł na jedno kolano. Mroczny przyłożył mu do gardła klingę szabli mówiąc tak by na niego patrzył: - ...Nie. Będziesz cierpiał i żył tak jak ja... - oświadczył. Włożył szablę do pochwy, ale w tym momencie Killian chwycił hak i wbił w jego pierś. Poczułam lekkie ukłucie w swojej piersi, ale nic więcej się nie stało. - ...Nie tak łatwo mnie zabić. - stwierdził śmiejąc się.
- Nawet na demony jest sposób. Znajdę go! - powiedział.
- Niestarczy ci życia. - oznajmił. Tym razem postanowiłam się wtrącić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz